poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 24/ Chciałbym być dla ciebie kimś więcej.


Rozdzialik 24
dedykuję 
mojej wspaniałej
Pau Nielusi ♥ 
Za motywację,
miłe słowa,
komentarze
i te rozmowy na tt :D 
Pozdrawiam ;*



♥♥♥

Martina

To uczucie. Ta świadomość, że obok mnie znów jest ten człowiek.
- Tini, wszystko dobrze? - zapytał. Nawet nie zorientowałam się, że już jesteśmy pod domem.
- Tak, w najlepszym porządku. Dzięki za troskę. - sama nie wiem czemu, ale musnęłam jego polik, na co on zarumienił się.
- Zaraz, zaraz, czyżby nasz król Jorge stał się czerwony? - zaśmiałam się.
- Ja? Chyba śnisz! To dla ciebie jest przeznaczony ten kolor! - musnął mój policzek, zanim zdążyłam biec w stronę ogrodu. 
- O, widzę, że tak się bawimy! Ależ proszę! - śmialiśmy się, goniąc po całym ogrodzie.
Od tego śmiechu już bolał mnie brzuch, ale co ja za to mogłam?  Myślałam, że już się poddam, jednak w pewnym momencie potknęłam się, Jorge także. Przewróciliśmy się na trawę, leżąc koło siebie. Patrzyliśmy na siebie z ogromnymi uśmiechami. Chciałam tę chwilę milczenia przerwać pocałunkiem, bo dziwnym trafem, odległość między nami cały czas się zmniejszała. Byłyśmy już naprawdę blisko. Powoli zamykałam oczy, kiedy w pewnym momencie poczułam na swoim ciele strumień lodowatej wody.
- Francisco! - wrzasnęłam tak głośno, że Jorge aż podskoczył.


Francisco

Wychodząc do ogrodu zauważyłem biegającą po ogrodzie Tinkę, jednak nie była sama. Ej, przecież to Jorge Blanco! Myślałem, że mam zwidy. Ale ja, jak to ja, musiałem wykręcić im jakiś kawał. Tak więc, wziąłem wąż ogrodowy i odkręciłem go mocno prosto w ich stronę.
- Francisco!!! - wrzasnęła moja młodsza siostra. Zakręciłem kran i podszedłem do nich z ręcznikiem.
- Hahahahahahahaha! - zacząłem tarzać się po ziemi - przepraszam, ale twoja reakcja była bezcenna... Trzymaj. - dodałem, podając jej ręcznik. Ta tylko wyszarpnęła mi go z dłoni i podała szatynowi.
- Co ty robisz? - zapytał ją.
- Jak to co, daje ci ręcznik. Myślę, że to normalne patrząc na siebie... - powiedziała.
- Martina, daj spokój wyschnę. Bierz ręcznik, bo się przeziębisz. - byłem w szoku, jak bardzo on się o nią martwił.
- To może ja po prostu przyniosę drugi ręcznik. - oznajmiłem, po czym szybko pobiegłem do domu, zabrałem potrzebny przedmiot i wróciłem. Zastałem tę dwójkę w dość ciekawej sytuacji. Otóż chłopak wycierał mojej siostrze włosy. Nie zauważyli mnie, więc postanowiłem ich trochę podsłuchać.
- Jorge, wiesz, że nie musisz tego robić? - zapytała moja siostra przez śmiech.
- Wiem, ale po prostu uwielbiam twoje włosy. - odpowiedział. 
- Nie wolisz swojej grzywki? - zadała kolejne pytanie Tini, tym samym przeczesując palcami jego włosy.
- Hej! - krzyknął śmiejąc się, po chwili oboje przestali się śmiać i tylko się do siebie uśmiechali.
- To był twój brat? 
- Tak. Przepraszam cię za niego... Po prostu tak ma, choć jest starszy. Na przykład w tym momencie podsłuchuje nas zza drzwi. Fran widzę cię, więc lepiej wyłaź. - powiedziała. Zrobiłem to o co prosiła i podałem ręcznik przyjacielowi.
- No tak, w końcu wy się jeszcze nie znacie... - zaczęła Tinita - Jorge, to jest Francisco, mój brat. Fra, to jest Jorge, mój... - jednak nie dałem jej skończyć.
- Twój chłopak? - zapytałem poddenerwowany, bo nie chciałbym, żeby ktoś skrzywdził moją ukochaną siostrzyczkę. 
- Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi. - odpowiedział Jorge, widząc jej czerwone policzki i speszenie. Podszedł do niej objął w talii.



Jorge

Kiedy wraz z Martiną byliśmy już wysuszeni, postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Razem z Francisco wybraliśmy horror. No właśnie, Francisco. Świetnie się dogadujemy. Jest mniej więcej tak świrnięty jak ja. Cieszę się, że tak się potoczyły moje relacje z bratem mej ukochanej. Na początku wydawało mi się, że jest do mnie strasznie wrogo nastawiony. Na szczęście się pomyliłem.
Teraz siedzimy całą trójką na kanapie i oglądamy jakiś film, jednak nie wydaje się być straszny. Tini, siedząca pomiędzy nami, kurczowo trzymała moją dłoń. W strasznych momentach przytulała się do mnie.
- Ej, bo będę zazdrosny! - zaczął udawać Fran.
- Nie masz o co. - odpowiedziałem mu.
- A mi się wydaje, że chyba ma! - zaśmiała się dziewczyna, wtulając się we mnie. Automatycznie objąłem ją ramieniem. Było mi wspaniale. Siedzieliśmy tak razem jeszcze piętnaście minut, aż do końca filmu. Potem nasza 'rodzynka' postanowiła zrobić coś do jedzenia. Koniecznie chcieliśmy jej pomóc, jednak ona powiedziała nam, że mamy się jeszcze lepiej poznać. Tak więc postanowiliśmy obejrzeć mecz piłki nożnej.
- To kiedy mogę zacząć mówić do ciebie szwagrze? - zapytał nagle Francisco.
- Co? - wyprostowałem się.
- No jak to co, pytam się od kiedy mogę zacząć mówić do ciebie szwagrze. - odpowiedział ze śmiechem.
- Francisco, to nie jest śmieszne... O co ci chodzi? - zapytałem już lekko poddenerwowany.
- Myślisz, że nie widać? Jeszcze nie prześledziłem Martiny, ale po tobie widać na kilometr, że ona ci się podoba. Ba, nawet więcej. Stary, ty ją kochasz! - krzyknął uradowany.
- Cicho, bo jeszcze usłyszy. - upomniałem go.
- Haha! Przyznałeś się! Moja kochana siostrzyczka wreszcie sobie kogoś znalazła!
- Nie mów hop. Ona nie czuje tego samego co ja.
- Ta jasne... Moim zdaniem, jeśli jeszcze się w tobie nie zakochała, to zrobi to niebawem.
- Błagam, nie dołuj mnie jeszcze bardziej... - nagle do głowy wpadł mi genialny pomysł.
- Francisco, mam prośbę. Powiedz Martinie, żeby przyszła do Cafe '70 o 17. Będę tam na nią czekał. Teraz lecę. - powiedziałem szybko, wychodząc tak, żeby Tini mnie nie zauważyła.



Martina


Akurat upiekłam moje małe zapiekanki z mozzarellą, pomidorem i bazylią. Zaniosłam je do salonu, jednak zastałam tam tylko mojego brata.
- Gdzie jest Jorge? - zapytałam stawiając posiłek na stoliku.
- Prosił, żeby ci przekazać, że musiał iść coś załatwić, i że będzie na ciebie czekał o 17 w Cafe' 70. - powiedział lekko zmieszany. Francisco i zmieszanie? Coś mi tu nie grało. Czułam, że oni coś kombinują. I to za moimi plecami!
- Ale to przecież za półtorej godziny! Nie zdążę! 
- Dasz radę siostrzyczko. Ja się zajmę kanapeczkami, a ty wyglądem. - zaśmiał się. Pokazałam mu język i szybko ruszyłam na górę w celu odpowiedniego przygotowania się.

Tak naprawdę, to nie wiedziałam, co kombinuje mój chłopak. Po prostu mam przyjść do kawiarenki w której ponownie się spotkaliśmy i tyle. Cóż, jak mus to mus. Umyłam włosy szamponem kokosowym. Następnie wysuszyłam je i wyprostowałam. Założyłam żółte, pastelowe rurki,a do tego jeansową koszulę. Włożyłam jeszcze wysokie conversy we wzroki, i biżuterię. Na koniec zrobiłam delikatny makijaż. Paznokcie pozostawiłam w kolorze takim jakim miałam - różowym. Spojrzałam na zegarek - 16:30. Miałam idealnie pół godziny na dojście. Tak więc zarzuciłam sportową torebkę na ramię i wyszłam.
- Miłej randki! - krzyknął Fran, kiedy miałam już wychodzić.
- To nie randka, tylko przyjacielskie spotkanie. - powiedziałam.
- Mów co chcesz, ja i tak wiem swoje. - zaśmiał się. Pokazałam mu tylko język i wyszłam.



Jorge

Czekałem na Martinę zniecierpliwiony. Nagle ktoś podszedł mnie od tyłu i zakrył oczy. Wiedziałem, że to ona, poznałem to po tych delikatnych dłoniach.
- Zgadnij kto to. - powiedziała.
- Hmm... Ruggero? - postanowiłem się z nią trochę podroczyć.
- Nie, zgaduj dalej. - odpowiedziała.
- To może Facundo? 
- Pudło! - zaśmiała się.
- To ja już nie wiem. Stephie? - wymyśliłem. Nie chciałem jej zranić, ale chyba do tego doszło.
- Nie, to ja głupku... - zaśmiała się siadając naprzeciwko mnie.
- Wiedziałem. Wszędzie poznam te aksamitne dłonie. - skomplementowałem ją, na co ona tradycyjnie się zaczerwieniła.
- To po co mnie tu ściągnąłeś? - zapytała.
- Mam dla ciebie niespodziankę. Wiesz co dzisiaj jest?
- Nie mam pojęcia. - pokręciła przeczącą głową.
- Noc spadających gwiazd. Chodź. - chwyciłem jej dłoń i ruszyliśmy. Widziałem zachwyt w jej oczach. Jechaliśmy tak długo, że akurat zdążyło się ściemnić. 
- Pozwól, że zawiążę ci oczy. - oznajmiłem, po czym uczyniłem to co miałem. Prowadziłem ją, aż wreszcie byliśmy na miejscu.
- A teraz... popatrz! - zdjąłem z jej oczu chustkę. Byliśmy na wysokim wzgórzu, a pod nami rozciągał się cały Madryt. Wcześniej rozłożyłem tu koc i zapaliłem świeczki, dla nastroju.
- Jorge, ja... ja nie wiem co powiedzieć. Tu jest pięknie! - zachwycała się.
- To nie koniec. - dodałem. 

Położyliśmy się na kocu rozmawiając. Już po chwili spadła pierwsza gwiazda.
- Każda gwiazda spełnia jedno marzenie. Jakie jest twoje pierwsze? - zapytałem.
- Chciałabym, aby już do końca moich dni było tak wspaniale. A twoje?
- Chciałbym, aby dziewczyna, która mi się podoba odwzajemniała uczucia. - palnąłem.
- A nie odwzajemnia? Pytałeś ją o to? - zatroszczyła się, nie wiedząc, że tak naprawdę chodzi o nią samą.
- Nie, ale... to skomplikowane. - powiedziałem.

Noc była cudowna. Dużo rozmawialiśmy. Tini nagle zaczęła się trząść.
- Zimno ci... weź moją bluzę. - podałem jej przedmiot.
- Nie, wtedy ty zmarzniesz. 
- Daj spokój. - uśmiechnąłem się do niej. Niedługi czas potem zasnęła. Rozmyślałem jeszcze parę minut, i w końcu uczyniłem to samo.
Obudziły nas promienie słońca.
- Dziękuję ci Jorge. Jeszcze nigdy nie widziałam spadających gwiazd. - powiedziała, po czym pocałowała lekko mój policzek. 
Myślałem nad tym co powiedziała mi Martina. Może rzeczywiście powinienem z nią o tym porozmawiać?
- Martino, pamiętasz, jak mówiłem ci tej dziewczynie? Bo widzisz, ja... - zacząłem.
- Już wiem! Może przećwiczymy to nawzajem na sobie? Bo... ja też mam taką nieodwzajemnioną sympatię... - zaproponowała niepewnie.
- Dobrze, to niezły pomysł. - odpowiedziałem. Ja miałem zacząć. Zaprowadziłem ją w romantyczne miejsce. Musiało być idealnie. Przecież wyznanie uczuć musi być wyjątkowe.
Usiedliśmy na ławce. 
- Martina, bo widzisz... Muszę ci o czymś powiedzieć. Bo ty... jesteś dla mnie bardzo ważna. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Zależy mi na tobie, bo... czuję, że ja już nie chcę być twoim przyjacielem. Chciałbym być dla ciebie kimś więcej. Bo widzisz... podobasz mi się. Ba, ja cię kocham! Kocham, cię, rozumiesz? - powiedziałem pewnie.
- A teraz zamknij oczy. - poprosiłem.
- Jorge... - zaprotestowała.
- Proszę. Wyobraź sobie, że jesteśmy w bardzo romantycznym miejscu. I gra romantyczna muzyka. A teraz... brakuje już tylko jednego. -  
- Czego? - zapytała.
Poniosły mnie emocje. Zrobiłem coś, czego nie powinienem. Zbliżyłem się do Tini, i złożyłem na jej malinowych ustach delikatny pocałunek. Trwaliśmy tak chwilę. Po chwili odsunąłem się. Widziałem w jej oczach zakłopotanie, szok i niepewność. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, co przed chwilą się wydarzyło. 
Ostatnio nie myślę. Dlaczego tak łatwo daję się ponieść emocjom?! Jestem głupi. Właśnie zniszczyłem coś wyjątkowego. Piękną przyjaźń, na której tak mi zależy! Miałem nadzieję, że nie będę musiał tego powtarzać, ale... Co ja zrobiłem?!




♥♥♥


 Witam :)
Nie no, naprawdę jestem w ogromnym szoku o.O
NAPISAŁAM ROZDZIAŁ!
Nie no, to nie rozdział, tylko jakieś byle co... I jakie krótkie :(
Ale serio, jestem już baaardzo zmęczona i marzę o odpoczynku,
więc, to chyba tyle z mojej strony.
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Pamiętajcie o komentarzach!

15 komentarzy - rozdział 25 ♪

Besos :***
Mrs.Blanco

poniedziałek, 10 listopada 2014

Kolejna akcja ♥

Hola!
Nie, znowu nie rozdział...
Jak wiecie, dzisiaj zaczyna się w Polce 3 sezon Violetty. Tak więc, dalej spamujmy o tym aktorom!


Od 12:30 aż do 16, bądź 20 (jak kto woli ;p) 
spamujemy aktorom twittami ;) 
Tak więc piszemy:
"Hoy #Violetta3enPolonia" 
do tego dodajemy obrazek 
przeze mnie wykonany
i wpisujemy aktorów,
bo inaczej nas nie zauważą!
Obrazek:


Przykładowy tweet:




Podawajcie wiadomość
o naszej akcji dalej!
Dodawajcie to na swoje blogi,
twittery, facebooki, wszędzie!
Pokażmy jak silny jest fandom z Polski!
Liczę na Was!

START!

Mrs.Blanco 

niedziela, 9 listopada 2014

Akcja!

Hola!
Nie, to nie rozdział ;) 
Tylko informacja i akcji!

OD 19:00 DO 21:00 
SPAMUJEMY AKTOROM
NA TWITTERZE
TYM HASTAGIEM I OBRAZKIEM!
#Violetta3enPolonia !
PAMIĘTAJCIE DODAĆ AKTORÓW 
DO OPISU!!!

PODAWAJCIE DALEJ!
NIECH KAŻDY SIĘ DOWIE!
OBRAZEK:



POKAŻMY NA CO NAS STAĆ!

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 23/ Mamy przed sobą trzy cudowne miesiące.


Rozdział dedykuję
wszystkim komentującym.
Kochani, to dzięki Wam
nadal tu jestem i piszę dla Was.
Gdyby nie Wy,
ten blog by już nie istniał.
Dajecie mi motywację do 
dalszego pisania.
Gracias!




♥♥♥

Martina

Wszystko znów wraca do początku. Znowu zostałam sama, bez przyjaciół. Porzucona. Zranił mnie. Chciałabym go znienawidzić za to, że cały czas mnie oszukiwał. Co chciał mi przez to udowodnić, że co? Że pomoże mi spełnić marzenia, a potem porzuci i będzie okej?! To się mylił. Szkoda tylko, że nie jestem w stanie rzeczywiście tak o tym myśleć... Gdzieś tam w środku czuję, że ja go nadal kocham. O tak. I to mocno. Chciałabym się uwolnić od tego uczucia, ale nie mogę. Dlaczego?
Dlaczego świat jest tak okrutny? Czemu musiałam się zakochać akurat w nim?!

Spojrzałam na zegarek. Wskazówka wskazywała godzinę 8;30. Świetnie, jeszcze spóźnię się na lekcje. Trudno. Najwyżej nauczyciel mnie wyzwie. Skierowałam się w stronę szkoły. Szłam powolnym krokiem myśląc o tym wszystkim. Płakałam. Nie cierpię tego, że jestem aż tak słaba i nie potrafię powstrzymywać moich emocji.



Nawet, kiedy staram się być silna nie wychodzi mi to. Nie ważne. Jestem jaka jestem, już się nie zmienię. Każdy ma wady. Ja też.
A jak ktoś mnie nie akceptuje takiej jaką jestem, to niech po prostu odejdzie. Może on po prostu mnie nie akceptował... Nie, to nie możliwe. W końcu byliśmy ze sobą tak blisko...
Wtedy do głowy powraca mi pocałunek na lotnisku. Dlaczego nie mogłam mu wtedy powiedzieć, że coś poczułam?! Wtedy byłoby zupełnie inaczej. On na pewno by wtedy powiedział mi, że nie ma dla nas szans i po prostu jesteśmy z dwóch różnych planet...
Szłam dalej przed siebie. Byłam akurat w centrum Madrytu. W pewnym momencie usłyszałam piosenkę, która idealnie opisywała mój nastrój. Czułam się tak, jakby ktoś wszedł do mojego umysłu.
- Czy dla dwóch różnych planet...
Co kręcą, się wciąż...
Jest przewidziane spotkanie,
czy sięgną, swych rąk, 
chce wierzyć w to.
Łączy nas wiele spraw,
jeszcze więcej dzieli... 
Być. Blisko siebie i wciąż,
nie tak jak byśmy chcieli dziś.
Kręcimy się jak, w karuzeli...* - mówiły słowa piosenki. Ujrzałam dość wysoką brunetkę. Uśmiechnęła się do mnie. Postanowiłam, że podejdę. A co mi szkodzi.
- Piękna piosenka... - oznajmiłam.
- Oh, dzięki, ale naprawdę wyszła spontanicznie. Tak w ogóle to jestem Sylwia. - wystawiła dłoń w moją stronę w celu poznania się. Odwzajemniłam gest.


Sylwia


Śpiewając "Karuzelę" zauważyłam jak przygląda mi się pewna smutna szatynka. Kiedy skończyłam śpiewać podeszłam do niej i się przedstawiłam.
- Ja jestem Martina. Dla przyjaciół Tini. -  powiedziała.
- Miło mi cię poznać. - uśmiechnęłam się do niej ponownie.
- Masz inny akcent... Chyba nie jesteś stąd, prawda? - zapytała.
- Tak. Jestem z Polski. A tu do Madrytu przyleciałam trochę odpocząć. - oznajmiłam.
- Jesteś z Polski? Zawsze chciałam tam polecieć. 
- W takim razie zapraszamy. - zaśmiałam się. Ona tylko lekko uniosła kąciki ust do góry, próbując ukryć smutek na jej twarzy.
- Co jest? - zapytałam.

- Pokłóciłam się z przyjacielem. A raczej... ukochanym. Tyle, że on o tym nie wie. - zaczęła szlochać. Szkoda mi jej było.
- Nie martw się. Wiesz, może wystarczy z nim porozmawiać? - zaproponowałam. 
- To nie takie proste. - dodała.
- Hmm, rozumiem. W takim razie zamknij oczy, i pomyśl o nim. O jego zaletach, byleby nie wadach. Myśl o nim całym. - powiedziałam, po czym dokończyłam śpiewać moją piosenkę.
- Lepiej? - zapytałam ją, kiedy skończyłam.
- Tak, o wiele. Dziękuję. - przytuliła mnie.
- Fajnie  by było się jeszcze kiedyś spotkać. Jesteś bardzo sympatyczną dziewczyną.
- Dzięki i tak. Zobaczymy, może jeszcze kiedyś się spotkamy... Raz jeszcze dziękuję ci za te rady. - ucałowała mój policzek i odeszła.



Martina

Sylwia miała rację. Nie powinnam przejmować się nim. Jeżeli rzeczywiście go kocham, to mu wybaczę. W swoim czasie.

Nim się obejrzałam doszłam do szkoły. Weszłam do budynku. Była akurat długa przerwa. Cieszyłam się, że nikt nie zauważy, w końcu wtedy jest największe zamieszanie. Niestety myliłam się. Wchodząc do gmachu wszyscy ucichli i patrzyli na mnie. Non stop ktoś szeptał. Cały korytarz był pusty, wszyscy stali przy szafkach. Czułam się fatalnie. Nie dość, że ta akcja przed lekcjami, to teraz jestem jeszcze spóźniona na lekcje, mam oczy całe czerwone od płaczu i rozmazany makijaż. 

Dyrektorka, myślę, że zdziwiona brakiem hałasu o tej godzinie, wyszła zobaczyć co się dzieje.
- Panno Stoessel, dlaczego nie było pani na pierwszej lekcji? - zapytała, a zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć dodała - Ojejku, kochanie, co się stało? Wyglądasz okropnie! Już. Powiem pani od chemii, żeby cię usprawiedliwiła, a ty idź do łazienki. - uśmiechnęła się szeroko. I za to ją lubię. Że zawsze potrafi nas podnieść na duchu.
- Dziękuję. - powiedziałam cicho i skierowała się w stronę toalet. Niestety droga musiała być jak zwykle wyboista, po natrafiłam na Agnes i Carlę. 
- No proszę, a któż to? - zaśmiała się Agnes.
- Daruj sobie te idiotyczne gadki. - powiedziałam.
- Ojejku, a gdzie twój książę z bajki? Nie ma cię teraz kto obronić, co nie? - pytała szyderczo Carla.
- Co, teraz zaniemówiłaś? No tak, w końcu jesteś bezbronna bez swojego rycerza! - śmiała się w dalszym ciągu Agnes.
- Myślisz, że co, że dzięki temu, że go znasz wszyscy będzie bili przed tobą pokłony? - mówiła Carla.
- Jesteś taka jak my wszyscy. Nie potrafisz nic. Jesteś najgorszą osobą jaką kiedykolwiek poznałyśmy! - wtedy nie wytrzymałam. Łzy ciekły po moich policzkach jak jeden wodospad. Nagle poczułam jak jakieś silne ramiona obejmują mnie z tyłu. Ten zapach mógł należeć tylko do jednej osoby.
- Jeszcze wam się nie znudziło? - powiedział, po czym dziewczyny sobie poszły, strzelając focha.
- Nie musiałeś przychodzić. Bez ciebie dałabym sobie radę. - wykaraskałam się z jego objęć.
- Pewnie tak, ale i tak poczułem, że muszę ci pomóc. - stwierdził.
- Jorge, ja sama potrafię sobie dać radę! - krzyknęłam i poszłam na lekcje, zostawiając go samego na środku korytarza.




Mechi

Jorge został w Hiszpanii na dłużej. Jak mówił, wszystko dla Martiny. Ich uczucie jest piękne. Jednak czemu obydwoje boją się do tego przyznać? 

Siedziałyśmy z dziewczynami w moim domu i dyskutowałyśmy na ich temat. Nagle zadzwonił telefon Lodovici.
- Halo? O! Hola Tini! - powiedziała do słuchawki, na co my aż podskoczyłyśmy ciesząc się, że jeszcze o nas pamięta.
- Co? Ale jak?! Nie, to niemożliwe... To nie w jego stylu. On by czegoś takiego nie zrobił! - na te słowa mina Lodo zrzedła i wszystkie zaczęłyśmy się niepokoić.
- Dobrze. I już, nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Całujemy cię wszystkie! Pa! - i rozłączyła się, a my od razu zalałyśmy ją stosem pytań.
- Co jej jest? - zapytała Candelaria. Włoszka wzięła głęboki oddech.
- Pokłócili się. Nasz plan idzie na marne! - rzuciła się na mojego łóżko.
- Ale kto? Jorge i Tini?! To niemożliwe! - powiedziała Alba.
- A jednak. - odpowiedziała Lodo i wszystko nam opowiedziała.  
Byłyśmy załamane. Niby zwykła błahostka, jednak Tini mocno to przeżywa. Może dlatego, że kocha Jorge'a? W końcu teoretycznie się do tego przyznała... Cały czas myślałyśmy czy ich znajomość przetrwa ten kryzys. Miałyśmy nadzieję, że tak się i stanie i znów będzie najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem.

Po chwili przyszło mi do głowy, żeby wysłać Tinicie nasze wspólne zdjęcie. Będzie jej raźniej.
Tak więc ustawiłyśmy się wszystkie cztery i już po chwili nasza fotka znalazła się w wiadomości wysłanej do Martiny. Po tej czynności rozpoczęłyśmy główkowanie nad ponownym połączeniem Jortini. Tak minęła nam reszta wieczoru.
Nie spałyśmy całą noc myśląc o tym jak ich pogodzić. Niestety. Tym razem nic nie wymyśliłyśmy. Postanowiłyśmy, że jeśli rzeczywiście są sobie przeznaczeni, to dadzą radę. Muszą dać. Bo są silni. Wierzę w nich całym sercem.



German

Cały czas zastanawiam się, czy już powiedzieć Martinie czy jeszcze nie. Wyjechałem z kraju tak nagle aż tutaj, do gorącej Argentyny. To tutaj jest jej przeszłość. Może powinna znać prawdę? Nie... Nie chcę jej stracić. Za bardzo ją kocham. Ale... oni żyją teraz w niepewności, czy jeszcze kiedyś spotkają moją córkę. Chciałbym im pomóc, ale nie potrafię. Chodzę po całym mieście przypominając sobie lata młodości. To tutaj poznałem Marię, moją najwspanialszą żonę...
Tutaj się urodziłem, wychowałem, dorastałem, uczyłem.

Chodziłem tak cały dzień. Oglądałem kolorowe wystawy, myśląc nad tym co będzie dalej.
Znowu odnalazłem w sobie małego chłopca. Świetnie się z tym czułem.
Odwiedziłem byłych przyjaciół. Jednak nie poszedłem tam... Boję się, że to może wpłynąć na resztę mojego życia.



Jorge


Mam tego dosyć. Pokłóciłem się z osobą, którą tak bardzo kocham. Dzwoniły już do mnie dziewczyny z Argentyny i przez ich wrzask, krzyki i hałas jaki narobiły mi przez słuchawkę, właśnie przez tę fatalną sytuację, o mało co nie straciłem słuchu.

Od wyjścia ze szkoły, kiedy Tini oznajmiła mi, że dałaby radę beze mnie, włóczę się po Madrycie.
Nic już nie ma dla mnie sensu. Przynajmniej prasa dzisiaj śpi. Nikt mnie nie rozpoznaje. Może dlatego, że mam na sobie okulary.
Usiadłem na ławce. Wyjąłem gitarę z futerału. Naprawdę nosiłem ją cały czas?! Mimowolnie zaczął coś brzdękać i śpiewać. Myślę, że siedziałem tak parę godzin.

W pewnym momencie kątem oka zauważyłem, że ktoś się do mnie dosiada. Odłożyłem instrument.
Szatynka siedząca po mojej lewej odrobinę szlochała. Po chwili zapytała:
- Przepraszam, masz może chusteczki? - w odpowiedzi uśmiechnąłem się.
- Co się stało? - zapytałem wyciągając potrzebny przedmiot.
- Pokłóciłam się z przyjacielem. I strasznie mnie to boli.
- Skąd ja to znam... - powiedziałem.
- Przydarzyło ci się kiedyś coś podobnego? 
- Tak... Dzisiaj. Pokłóciłem się z przyjaciółką. Dobrze wiem, że to moja wina. Chciałbym ją przeprosić, powiedzieć jaka jest piękna i jak uwielbiam jej uśmiech. Ale ona mnie unika... - opowiedziałem.
- Doskonale cię rozumiem. - odrzekła.
- Przepraszam, miałem ci dać chusteczkę. Proszę. - podając skrawek materiału odwróciłem się. 
Zamurowało mnie. Obok mnie siedziała Martina.
- Przepraszam. - powiedzieliśmy jednocześnie.
Chwilę potem padliśmy sobie w ramiona. 
- Obiecuję, że już nic nas nie podzieli. - powiedziałem cały czas trwając w jej uścisku.
- A kilometry? - zapytała.
- Nie myślę o tym teraz. Mamy przed sobą trzy cudowne miesiące. - oznajmiłem, po czym wyswobodziliśmy się ze swego przytulasa, i trzymając się za ręce, skierowaliśmy do domu Martiny.


♥♥♥

No heloł xd
Witam po tygodniu :3
I jest rozdział!
Jeeeej!
Przepraszam, że takie byle co,
ale pora robi swoje :X 
Zepsułam końcówkę totalnie :c 
SORRY :C
Chciałabym tu coś jeszcze napisać,
ale wolę napisać jutro lub pojutrze
notkę osobną,
bo trochę muszę Wam powiedzieć
o tym kiedy rozdziały na przykład :) 
Na dobranoc ważna informacja!
Nie stosowałam tego, ale tym razem
to zrobię i zobaczę jak sobie poradzicie :) 
SZANTAŻYK!
24 komentarze - Rozdział 24 :D 
ZMIANA : MOJE KOMCIE TEŻ SIĘ LICZĄ! :) 

To dobranoc xd

Mrs.Blanco

piątek, 26 września 2014

Podwójna nominacja do Liebster Blog Award!

Hola kochani ;) 
Nie, to nie rozdział :* 
Przykro mi, nie ma tak dobrze xd
Ale do rzeczy :D
Niedawno otrzymałam podwójną nominację do LBA,
czyli Liebster Blog Award.
W sumie jest to moja druga i trzecia nominacja :) 
Tak więc nie przedłużając, zapraszam na post ♪


Pierwsza nominacja jest od Madzi Vilovers :) 



Pytania od Madzi:

1. Jak masz na imię? 
- Martina :P

2. Z jakiego województwa pochodzisz?
- Tajemniczego... xd

3. Ulubiony kolor?
- Zdecydowanie fioletowy :)

4. Grasz na jakimś instrumencie?
- Oczywiście! Na fortepianie i gitarze ;*

5. Jakie masz odczucia, kiedy czytasz komentarze pod rozdziałem?
- To uczucie jest niezwykłe. Moi czytelnicy mają to do siebie, że piszą długie, wspaniałe komentarze. Czytanie ich to ogromna przyjemność i radość.

6. Co jest dla ciebie ważne w życiu?
- Zdecydowanie rodzina, przyjaciele, marzenia :)

7. Masz rodzeństwo?
- Może mam, może nie ;3

8. Twoje ulubione pary z Violetty?
- Leonetta, Naxi, Fedemiła :) Uwielbiam ich ♥

9. Od jak dawna piszesz?
- Opowiadania o Violetcie piszę od 1 grudnia 2013 roku, a inne opowiadania, prywatne, już parę lat.

10. Czytasz mojego bloga?
- Czasami wpadam :)

11. Lubisz słuchać muzyki?
- To moje ulubione zajęcie. Wtedy odpływam do innego świata...




Drugą nominację otrzymałam od DESTINO.


Pytania od DESTINO:

1. Jak masz na imię?
- Martina ;p

2. Ile masz lat?
- Ileś ;p...

3. Dlaczego zdecydowałaś się na prowadzenie bloga?
- Dlaczego? Sama nie wiem. Uwielbiam pisać opowiadania, więc może dlatego. Na dodatek miałam genialny (ach jaka skromna :P) pomysł na historię, więc czemu nie skorzystać? ;)

4. Twój ulubiony aktor/aktorka?
- Wydaje mi się, że nie mam takiego. Wiadomo, Tini Stoessel, Jorge Blanco królują na mojej liście, ale bardzo lubię Agnieszkę Dygant i Selenę Gomez, Julię Roberts, Lily Colins, Angelinę Jolie... Jak mówiłam mogłabym wymieniać i wymieniać ;).

5. Twój ulubiony piosenkarz/piosenkarka?
- Martina Stoessel, Jorge Blanco, Lodovica Comello, Sylwia Grzeszczak, Selena Gomez i Katy Perry.

6. Twoja ulubiona postać z serialu 'Violetta?
- Nie mam takiej. Każdego lubię, każdego cenię.

7. Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
- Spędzać czas z przyjaciółmi, słuchać muzyki i realizować hobby.

8. Masz jakieś zwierzątko?
- Niestety nie :c

9. Jakiś ważny dla Ciebie cytat?
- "Być sobą to znaczy iść własną drogą, naprzeciw krytyce innych ludzi. Zaakceptować swoją inność, a zarazem wyjątkowość".

10. Ulubiony film?
- "Czarownica" i "Most do Terabithi".




Nominowane przeze mnie blogi:




Pytania ode mnie:
1. Jak masz na imię?
2. Co cię inspiruje?
3. Jakiś ważny dla Ciebie cytat?
4. Ulubiony blog?
5. Jakiej muzyki słuchasz?
6. Co jest Twoim najskrytszym marzeniem?
7. Twoja ulubiona piosenka?
8. Twoja pasja?
9. Czytasz mojego bloga?
10. Co o nim sądzisz?
11. Rozpisz się na temat Jortini :)



Raz jeszcze dziękuję za nominację
Madziu i DESTINO ;) 
Jeżeli ktoś przeczytał całość niech napisze w kometarzu
'Libre Soy' :) 
Do zobaczenia w rodziale,
za który właśnie się zabieram :* 
Mrs.Blanco


niedziela, 21 września 2014

Rozdział 22/ Co ja narobiłem...

Rozdział dedykuję
Anonimkom :)
Bo nagle Was się tyle

pojawiło, że
hoho xd
Miłego czytania :*





♥♥♥

Martina

Zeszliśmy ze sceny. Jury ogłosiło, że idą na obrady. Jednak mnie to nie interesowało, bo aktualnie byłam w innym świecie. Na planecie "Jorge". Przytuliłam go mocno. I ani nam się śniło, żeby wypuszczać się z objęć. Płakałam. Jak zwykle przy naszym spotkaniu. On był dla mnie jak tlen - bez niego nie dawałam rady, nie miałam siły do życia. Kiedy już oboje się puściliśmy złapaliśmy kontakt wzrokowy. Zaczęłam się powoli do niego zbliżać, a on do mnie. Ale coś musiało nam przeszkodzić.
- Oj, Jorge, wszyscy chcą żebyście całym zespołem coś zaśpiewali w przerwie! - przybiegła do nas nauczycielka. Czyli że Jorge jest tu z Ruggiem, Facu, Samuelem i Nicolasem.
- Ojejku, przepraszam, przeszkodziłam wam w czymś? - zapytała. Byłam ciekawa skąd wiedziała, bo jak szła to odskoczyliśmy od siebie. Dopiero po chwili zauważyłam, że stoję przytulona do przyjaciela.
- Nie, i tak mieliśmy już iść, prawda Tini? - puścił do mnie oczko.
- Tak, tak! - mówiłam.
- Dobrze. Sprzęt jest już na scenie, teraz tylko was tam brakuje! - krzyknęła i odbiegła.
- To co, pokażemy im na co nas stać? - powiedział.
- My? - zapytałam.
- No chyba nie myślisz, że będziemy śpiewać bez ciebie. - oznajmił, po czym chwycił moją dłoń i zaprowadził przed scenę. Byłam nieźle poirytowana.
- Jorge, błagam cię, powiedz mi co mam zrobić! - oznajmiłam mu.
- Hm... - trzymał się za brodę pukając się w palcem w policzek, teoretycznie myśląc, jednak ja już doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Stanęłam na palcach (bo Jorge jest ode mnie o pół głowy wyższy) i złożyłam na jego poliku uroczego buziaka. 
- No dobrze, niech będzie... - stwierdził, także musnął mój policzek, a następnie odwrócił się i ruszył w stronę chłopaków. Widziałam ten uśmiech zwycięzcy na jego twarzy. Aww...

Cały zespół ustawił się na scenie. Na sali aż wrzało. Dziewczyny piszczały, kleiły się do chłopaków, jednak ochrona, która zjawiła się wcześniej, odciągała je. Na szczęście...
Grali bardzo długo. Bawiłam się świetnie. W końcu można to było nazwać koncertem. Było tak wesoło. Jednak w pewnym momencie Jorge poprosił wszystkich o ciszę. Podszedł do mikrofonu, zdjął go ze statywu i...


Jorge


Koniec z tym co czuję. Postanowiłem powiedzieć Tini wszystko co czuję. Jednak nie do końca wiem, czy przez piosenkę będzie w stanie to zrozumieć, bo ten utwór ma pełno przenośni. Podszedłem do Tini. Wszyscy na nas patrzyli. Dobrze, że to spotkanie bez prasy, tak myślę, bo wtedy było by okropnie. Chwyciłem lekko jej delikatną dłoń i spojrzałem w oczy. Ona spuściła głowę w dół, ukrywając rumieńce.
- Nie ukrywaj tego. Ślicznie wyglądasz kiedy się rumienisz, i dobrze o tym wiesz. - powiedziałem, a dziewczyny zaczęły piszczeć.
- Jorge, ja... - chciała coś powiedzieć, ale ja nie dałem jej skończyć, kładąc jej palec na ustach.
- Ciii... Chciałbym ci podziękować. Tutaj, przy wszystkich. Za to, że jesteś. Jednak nic nie jest w stanie pokazać tego ile dla mnie znaczysz. A więc, pozwól, że... tą ostatnią dzisiejszego wieczoru piosenką postaram ci się podziękować. - pociągnąłem ją w stronę sceny. Usiedliśmy. Wziąłem gitarę i zacząłem śpiewać. Przed oczami miałem wszystkie nasze wspólne chwile. Myślałem też, jakby wyglądał nasz pocałunek. Nie byłbym wstanie opisać uczuć, które wtedy mną targały.
- Poczekam, bo nauczyłaś mnie żyć.
Pójdę z tobą dlatego, bo chcę dać ci mój świat.
Będę czekał aż wrócisz,
I zrobię wszystko, żeby znów cię zobaczyć. - zakończyłem piosenkę. Jednak cisza panowała nadal. Patrzyliśmy sobie w oczy. Po chwili ona mnie przytuliła.




Agnes

Ten występ to... Ugh!  Jedna wielka pomyłka! To do mnie on powinien podejść, mnie przytulić... A nie Tini.  Porzuciłyśmy ją w Argentynie, bo miałyśmy dosyć tego, że ona cały czas ma wszystko, a my nie. Na początku Carla była temu przeciwna, jednak w ostateczności zgodziła się. I ma szczęście. Koniec z naszym trio. Teraz jestem tylko ja i Carla. Nie ma duetu. Miałam już dosyć tego, że cały czas Martina wygrywała wszystko. Ona miała wszystko! Urodę, pieniądze, szczęście, przyjaciół, a teraz na dodatek sławę, bo widać że Jorge chce zrobić z niej gwiazdę. Ale nie ma tak dobrze. Zrobię wszystko, aby jej szczęście nie trwało tak długo. I tak po akcji na facebooku trzy czwarte szkoły stwierdziło, że jest głupia. I dobrze. Poza tym, ja też mam to wszystko. Jestem ładna, mam przyjaciół, a teraz także władzę nad szkołą. Z transu wyrwał mnie głos dyrektora:
- Dziękujemy za ten jakże wspaniały koncert! - oznajmiła, a ja tylko czekałam na to, aż ogłosi wyniki.
- Kochani, nagrodę wręczy... Jorge Blanco! - oznajmiła i wszyscy zaczęli piszczeć. W tym oczywiście i ja, bo w końcu będę mogła stanąć z nim twarzą w twarz i... ojejku! Ale się cieszę, że to on wręczy właśnie mi nagrodę bo jestem pewna, że wygrałam.
Blanco stanął przy mikrofonie. Po woli zaczął wyjmować zawartość koperty.
- A zwycięzcą zostaje... - poprawiłam włosy - Tini Stoessel! - krzyknął uradowany.
- Że co?! - wrzasnęłam.
- Agnes, nie przesadzaj, była świetna... - oznajmiła mi Carla.
- Nie odzywaj się! - krzyknęłam jeszcze głośniej.

Martina wbiegła na scenę i rzuciła się w ramiona chłopaka moich snów.
- Gratuluję. - powiedział jej.
- Bez ciebie by mi się nie udało. - odpowiedziała.
- Nie masz racji. Gdybyś była sama i tak byś wygrała. - musnął jej policzek.
- Tinitko, twoja nagroda, to moźliwość zorganizowania własnego koncertu w naszej szkole w tym roku szkolnym. - powiedziała nauczycielka.

Wszyscy do końca dnia chodzili weseli, jednak ja i Carla zmyłyśmy się do mnie na nocowanie. Ugh, jak ja nie cierpię Martiny!


Martina


Nie mogę uwierzyć w to, że wygrałam.
- Tini, z okazji twojej wygranej, zapraszam cię dziś do kina. - oznajmił Jorge.
- Hmm... a na co? - zapytałam kierując się w stronę jego samochodu.
- A na co szanowna panienka sobie życzy? - zapytał.
- Komedia romantyczna! - oznajmiłam.
- Oj, chyba śnisz! Nie mam zamiaru chodzić na jakieś romansidła, gdzie będę ci wycierał łzy.
- To co wielmożny pan proponuje? - zapytałam oburzona.
- Na horror oczywiście! - po dłuższym namyśle zgodziłam się.
Jorge odpalił silnik i ruszyliśmy w stronę kina. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, zaparkowaliśmy. Weszliśmy do budynku, a następnie wybraliśmy film. Następnie postanowiliśmy zakupić coś do przegryzienia.
- To co bierzemy? - zapytałam.
- Też pytanie... - westchnął i zaczął wybierać wszystko co możliwe. Od popcornu, przez colę i żelki aż po nachosy. Byłam dosyć mocno zdziwiona, ale to w końcu Jorge.
- No co? - zapytał patrząc na mnie pytająco.
- Myślę nad tym, jaką to jestem szczęściarą, że cię poznałam. - uśmiechnęłam się do niego, a on musnął mój policzek. Finalnie zakupiliśmy bilety, na chyba najstraszniejszy z możliwych filmów. Zajęliśmy miejsca na sali. Seans się rozpoczął. Już pierwsze sceny przyprawiały mnie o dreszcze, co powodowało, że mocno chwytałam rękę przyjaciela.
- Ej, Tini, spokojnie. To tylko film. - powiedział gładząc moją dłoń.
Jednak mój strach nie ustawał. Przytulałam się do Jorge'a, co jemu wyraźnie się podobało.
Po dwóch godzinach film dobiegł końca.
- Przyznaj, specjalnie wybrałeś taki film, żebym mogła się do ciebie przytulać. - mówiłam udając obrażoną.
- Może... - zaśmiał się - no dobra, masz mnie... W ramach przeprosin zapraszam cię na pizzę. - powiedział. Zgodziłam się i już po chwili byliśmy pod pizzerią.



Jorge


Cały seans Martina była do mnie przytulona. Bała się. Ale mi się to podobało. Znam jej kolejny słaby punkt. Pierwszy to oczywiście łaskotki. Uwielbiam ją. Jestem z niej taki dumny. I sam czuję się jak wybranek losu, ze mogłem ją poznać. Jest wspaniała. 

Zajęliśmy stolik. Po chwili podszedł do nas kelner.
- Witam państwa, a w szczególności tę śliczną damę. - zaczął flirtować z Tini - bolało jak spadłaś z nieba ślicznotko? - zapytał. Byłem straszliwie zazdrosny.
- Nie, bo ja ją złapałem. - odpowiedziałem chwytając rękę Tinity. Ona spojrzała na nasze dłonie i lekko się zarumieniła. 
- Taka rada. Nie chodź na deszczu. - mówił dalej.
- Niby czemu? - zapytała lekko poddenerwowana. Widać, że także miała dosyć typka.
- Bo jesteś tak słodka, że się rozpłyniesz. Ale czekaj, masz mapę? Bo zgubiłem się w twoich oczach... - nie no teraz już przesadził.
- Oj, przykro mi, ale takie gadki nie działają na moją ukochaną. Prawda skarbie? - skierowałem się do niej - chodź, zmywamy się stąd. - oznajmiłem Martinie i pociągnąłem ją za dłoń, tym samym wychodząc z restauracji.
- Czemu powiedziałeś do mnie... że jestem twoją dziewczyną? - lekko się zarumieniła.
- Przepraszam, po prostu zdenerwował mnie ten koleś... - powiedziałem.
- Dziękuję. - musnęła mój policzek. 
Zdecydowaliśmy wybrać się na spacer.
- Jak to się stało, że znów jesteś w Hiszpanii? - zapytała po chwili.
- Wróciłam do ciebie. - powiedziałem prosto z mostu. Ona wtedy zatrzymała się, a po chwili wtuliła we mnie. 



Martina


Byłam w ogromnym szoku. Nie dość, że najpierw ratuje mnie z opresji, to na dodatek wraca do Hiszpanii specjalnie dla mnie. Czułam, że mogę wszystko. Tak bardzo go kocham...
- Na ile zostajesz? - zapytałam po chwili.
- Na kilka miesięcy. Tak do połowy grudnia. - oznajmił. 
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! Ale zaraz... gdzie będziesz przez ten czas mieszkał? - zapytałam.
- W hotelu, a gdzie? - mówił, a my powoli dochodziliśmy do samochodu.
- Chyba sobie żartujesz. Będziesz mieszkał u mnie! - powiedziałam.
- Nie Martina, nie chcę ci robić problemów z tatą... 
- Przestań. Problemem będzie jak będziesz mieszkał w hotelu! A poza tym mojego taty nie ma i jestem pewna, że Olga i Ramallo nie będą mieli nic przeciwko temu, żebyś został u nas na trochę. - stwierdziłam. 

Po dłuższych namowach Jorge w końcu się zgodził. Pojechaliśmy do mnie. Tak jak myślałam, Olgita i Lisandro nie mieli nic przeciwko. Mój przyjaciel ulokował się w pokoju gościnnym. Reszta dnia zleciała nam na długich rozmowach...

*Następny dzień*

Wstałam trochę później niż zwykle. Nie miałam dziś siły na bieganie. Wzięłam ubrania na dziś i skierowałam się do łazienki, gdzie wykonałam poranne czynności. Umyłam włosy, a potem związałam je w luźny warkocz i ubrałam się. Wychodząc z pomieszczenia poczułam zapach jajecznicy. Zeszłam na dół, gdzie zastałam wszystkich siedzących przy stole.
- Dzień dobry. - powiedziałam, a potem zajęłam miejsce obok Jorge'a. Trochę rozmawialiśmy,a  potem szybko pojechałam wraz z nim do szkoły. Niestety, już na początku dnia czekała mnie kłótnia...


Carla

Nie rozumiem Agnes. Przecież Martina była naszą dobrą przyjaciółką, a podczas naszego pobytu w Argentynie stwierdziła, że skoro Tini zna Jorge, to z naszą przyjaźnią koniec. Czemu tak postanowiła? Jak już mówiłam nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że po prostu była zazdrosna. 
Nie chciałam końca tej przyjaźni. Ale Agnes powiedziała, że jeśli nie będę z nią współpracować, stanę się zerem. A ja tego nie chcę... Dlatego muszę udawać kogoś kim nie jestem. To boli, ale w końcu wszystko ma swoją cenę. 
Agnes po wczorajszym konkursie oznajmiła mi, że zniszczy to szczęście Martiny  i Jorge'a. Kiedy próbowałam protestować ona pytała się, czy chcę stać się zerem. Nie miałam wyboru.
Zauważyłam Martinę. Tak bardzo chciałam podejść do niej i zapytać co słychać, jednak nie było takiej możliwości, bo musiałam wcielić plan Agnes w życie. Podeszłyśmy do roześmianych przyjaciół. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, przybrałam inną maskę. Tę, której nienawidziłam.



Jorge

Zauważyłem Agnes i Carlę. Dałem znać Martinie.
- Witaj Tini. - powiedziała ironicznie Agnes.
- Poprawka, Martino. Tini jest przeznaczone tylko dla przyjaciół. - poprawiła ją moja przyjaciółka.
- Nie ważne. - rzuciła Agnes.
- To czego chcecie? - zapytała Tinita.
- Podziękowań! - oznajmiła Carla.
- Niby za co? - zapytała ponownie moja kumpela.
- No za przyjaźń z Jorge! Ty naprawdę uważasz, że gdyby nie to, że wtedy zostawiłyśmy się w Buenos Aires on - pokazały na mnie - popularny piosenkarz, zwróciłby uwagę na kogoś takiego jak ty?! - zakpiły. Oczy Martiny momentalnie się zaszkliły. Wyrwała się z mojego uścisku i wybiegła.
Byłem wściekły. Rzuciłem tylko złowrogie spojrzenie Agnes i Carli, a potem pobiegłem za Tini.
Kiedy usiadła na schodach, miałem szansę, aby z nią porozmawiać.
- Martina, nie słuchaj ich. - pocieszałem ją. 
- Mówisz, tak bo dobrze wiesz, że to prawda, co nie? - zapytała przez łzy.
- O czym ty mówisz? 
- Dobrze wiesz o czym. One mają rację. Gdyby nie to, że wtedy zostałam bez dachu nad głową, na pewno byśmy się tak nie zaprzyjaźnili.
- Daj spokój, to nie prawda... - mówiłem.
- Tak? To niby czemu wziąłeś mnie do siebie? - pytała coraz bardziej zdenerwowanym tonem.
- A co, miałem cię zostawić na lodzie?! - krzyknąłem.
- Czyli to wszystko prawda! - krzyknęła zapłakana.
- Gdybyś naprawdę była moją przyjaciółką, nie zachowywałabyś się tak! Szukasz dziury w całym! - twierdziłem.
- A ja głupia myślałam, że tobie rzeczywiście na mnie zależy... - oznajmiła zapłakana i uciekła.
Co ja narobiłem...




***

Witaaam!
Tak, ta okropna Mrs.Blanco wróciła! 
Przepraszam za to coś na górze, bo to nie rozdział, tylko dziwne coś
i za to, że tak długo nie było rozdziału.
Po prostu jak wiecie ostatni tydzień sierpnia mnie nie było, a potem nie miałam
czasu na pisanie, bo wiecie, szkoła...
Jeżeli chcecie rozdziały często to będziecie musieli zrozumieć, 
że będą one krótkie. A jeżeli chcecie długie, to będziecie musieli trochę dłużej poczekać.
Na dodatek nie wiem co z szablonem... :/
Ale dobra koniec xd
Mam nadzieję, że ktoś jeszcze jest, prawda?
I w ogóle dzięki za 10.000 wyświetleń, 16 obserwatorów i 226 komentarzy ♥
♪ ♪ ♪ Dziękuję ♪ ♪ ♪

Buenos Noches :*

Mrs.Blanco

Chat~!~