Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pocałunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pocałunek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 28/ Kim jest jego wybranka?

 Rozdział dedykuję
moim wspaniałym ♥
Paula Blanco, Nikola Blanco,
LilDevil, Domcia Verdas,
moja Paula z Twittera ♥,
Natalia, Fedemila Lover,
Martina Blanco.
Kocham Was ♥
 ♥Zapraszam na rozdział!
PS. 59 komentarzy? 
No nieźle *-*
Postaraliście się ♥ ♥ ♥
Oby pod tym było znów tyle ;3




Martina

- Ale jak to nie jesteście razem? - zapytała już chyba po raz setny Cande. Siedzimy od trzech godzin na skypie i gadamy o jednym i tym samym. W kółko. Dlaczego nie jestem dziewczyną Jorge.
- No ale Tini, całowaliście się, widziałam was szczęśliwych, tam na tarasie.
- westchnęła Włoszka. 
- No to jeszcze raz. Po prostu powiedział mi, że może powinniśmy przestać ukrywać uczucia... Ale nie jesteśmy razem. Zmieniło się jedynie to, że teraz zachowujemy się odrobinkę jak para, no ale formalnie on nie jest moim chłopakiem. - wytłumaczyłam po raz kolejny. Trzymamy się za ręce, przytulamy... W sumie wcześniej też tak było. Jednak teraz co jakiś czas pojawia się buziak, ale nie w policzek. W usta. Powinnam być zadowolona, ale z drugiej strony to trzyma mnie w ciągłej niepewności. A ja nawet nie potrafię go o to zapytać... Nadal jesteśmy w Barcelonie. Wczoraj były jeszcze poprawiny, na które wraz z Jorge również zostaliśmy zaproszeni. Usłyszałam pukanie do pokoju.
- Zaraz wracam. - powiedziałam i podeszłam do drzwi, za którymi ujrzałam Jorge.
- Cześć księżniczko, porywam Cię. - szepnął. Uśmiechnęłam się i podbiegłam do komputera. 
- Dziewczyny, kończę. Jorge mnie gdzieś porywa. - zachichotałam. Poczułam, jak chłopak mnie obejmuje. Zrobiło mi się gorąco.
- Jorge, to może ty nam powiesz. - zaczęły - dlaczego... - nie zdążyły dokończyć, bo się rozłączyłam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Idziemy? - zapytałam szybko rumieniąc się. Pokiwał głową i splótł nasze dłonie razem. Wychodząc, zgarnęłam jeszcze moją torebkę. Skierowaliśmy się do miasta.
- To gdzie idziemy? - zapytałam.
- Spełnić marzenia. - powiedział.
- Gdzie idziemy? - powtórzyłam pytanie.
- Ufasz mi? - spytał. Musnęłam jego usta.
- Ufam. - szepnęłam.


Jorge


Mam zamiar nagrać z Tini "Nuestro Camino" na moją nową płytę. Ona jeszcze o niczym nie wie, ale o to w końcu chodzi. To ma być niespodzianka. Jej głos jest naprawdę anielski. Gdy go słyszę, moje serce się roztapia, zakochuję się w niej jeszcze mocniej. Martina to moja księżniczka. Na dodatek moja nowa płyta będzie nosiła taki tytuł - "Mi princessa". Będą na niej piosenki, które napisałem z myślą o Martinie i nie tylko. Dodatkowo, jeżeli się zgodzi, chciałbym, abyśmy nagrali teledysk i zrobili sesję zdjęciową promującą krążek, jak i na jego okładkę. "Nuestro Camino" będzie wisienką na torcie, razem z piosenkami takimi jak "Te esperare" czy "Cuando me voy".

Po niedługim czasie byliśmy pod wytwórnią, połączoną ze studiem nagraniowym. Zobaczyłem zdziwienie na twarzy Tini.
- Jorge... Po co tu przyszliśmy? - zapytała. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Wiesz, że nagrywam nową płytę, prawda? Chciałbym, aby... - zacząłem. Stanąłem przed nią i chwyciłem jej dłonie. Widziałem w jej oczach prześliczne iskierki - aby na tej płycie znalazł się nasz duet. - szepnąłem. Była oszołomiona.
- Jjjorge... Mówisz prawdę? - szepnęła. Pocałowałem ją lekko. Poczułem, że odwzajemniła pocałunek. Szczęśliwy przedłużyłem go.
- Teraz wierzysz? - zapytałem zakładając kosmyk włosów za jej ucho. Uśmiechnęła się szczęśliwa.
Reszta dnia zleciała nam na nagrywaniu piosenki, do której już jutro nagramy wyjątkowy teledysk.


NASTĘPNY DZIEŃ

Martina

Dziś nagrywamy teledysk. Jestem taka podekscytowana! Nie mogę uwierzyć w to co się dzieje... Nadal. Nagraliśmy wczoraj piosenkę. Wyszło idealnie. Czułam się taka zakochana, taka zaczarowana. Jakbym latała! Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Na okładkach gazet wszędzie widać mój wizerunek 
"Jorge Blanco nie jest już singlem. Kim jest jego wybranka?", "Jorgistas, Jorge nie jest już wolny!", 
"Zakochany Jorge Blanco? Niemożliwe staje się możliwe!". 
Ale najlepsze jest to, że my o tym nie rozmawiamy. Jakby tego tematu w ogóle nie było. Czuję się jego dziewczyną, ale nie jestem nią. Zabawne...
Siedziałam w tej charakteryzatorni już drugą godzinę. Ale jestem pełna podziwu. Wyglądam prześlicznie, jak dama sprzed kilkudziesięciu lat. Kosmyk moich włosów został nażelowany i zakręcony. Miałam na sobie krótką, złotą cekinową sukienkę i buty tego samego koloru. Moje wargi były krwiście czerwone. Podobał mi się ten strój. Skierowałam się do sali, gdzie mieliśmy nagrywać pierwszą scenę. Typowy klimat drogiej restauracji, lata 30. Uśmiechnęłam się szeroko. Podobało mi się tutaj. Poczułam czyjeś dłonie na mojej talii.
- Cześć księżniczko. - szepnął mi do ucha. Zarumieniłam się i odwróciłam w jego stronę. Jorge wyglądał niesamowicie przystojnie. Teraz wyglądał klasycznie, ale równie idealnie.
- A gdzie grzywka? - zapytałam robiąc smutną minę - nie będę miała komu ją niszczyć. - dodałam smutna. Jorge tylko zaśmiał się i delikatnie pocałował mnie w czoło.
Rozpoczęliśmy nagrywanie pierwszej części. Wkładaliśmy w to całe nasze serce. Zależało mi, aby wyszło jak najlepiej. I wiecie co? Udało się. Nasze spojrzenia wyrażały miłość, wszystko idealne...













Jorge

Wszyscy  wyszli, wcześniej charakteryzując nas na lata 70. Zostaliśmy z Martiną sami. Dziewczyna usiadła na ławeczce przed studiem. Była zamyślona.
- Co jest? - zapytałem zmartwiony, siadając obok niej.
- Wszystko okej. Zamyśliłam się. - powiedziała.
- Tini co jest? Jakiś chłopak Cię zranił?
- Można tak powiedzieć. - szepnęła. Stałem się wściekły. Jak ktoś mógł zranić moją Martinę? Jak?!
- Zabiję go. Pożałuje, że zadzierał z... - nie dokończyłem, bo Tini przerwała mi pocałunkiem. Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem go.
- Już jest okej, dziękuję. - szepnęła po oderwaniu.
Wstała i zrobiła nam kilka zdjęć. Jest idealna. Te oczy, włosy, uśmiech, figura, charakter... Ile bym dał, żeby była moją dziewczyną. Dla mediów jesteśmy razem, ale tak naprawdę nie rozmawiamy o tym. Czuję, że każde z nas boi się poruszyć ten temat. W sumie, to nam się nie dziwię...

Kręcenie kolejnej części było czystą przyjemnością. Wszystko wychodziło nam fantastycznie. Jeszcze nigdy, ale to nigdy nie czułem się taki zakochany. Martina jest dla mnie naprawdę wszystkim. Kocham ją, ale dlaczego tak się boję? Każda scena była nagrana z precyzją. Raz nawet musnąłem jej usta, co zapewne nie uszło uwadze kamery. Działo się to jednak tak szybko, że myślę, iż nikt nie zauważy.



















Martina

Ostatnie sceny w stylu lat 80. były bardzo zabawne. Zwłaszcza moment, kiedy Jorge układali, a ja za każdym razem ją niszczyłam. O tak, to było naprawdę przezabawne... Ta piosenka, to wszystko... Czuję, że wyrażamy tym w jakiś sposób naszą miłość. Jesteśmy w takim wieku, że nie jest łatwo nam o niej mówić. Ja kocham jego i czuję, że być może... że odwzajemnia moje uczucie rosnące z dnia na dzień. Nawet nie wiecie jak ciężko jest ukrywać uczucie przed kimś takim jak Jorge. Każdego dnia powstają dziesiątki sytuacji, które jeszcze bardziej powodują, że moje serce wariuje. Zastanawiałam się, żeby z nim o tym porozmawiać... Ale co mi to da? W Buenos Aires czeka mnie ponoć jeszcze jedna niespodzianka. Nie mogę się doczekać. A już jutro wracam do domu! Dlaczego wydaje mi się, że stanie się coś, co zakłóci moje dotychczasowe szczęście?
Odwróciłam się. Tego widoku bym się nie spodziewała. Moje oczy zaszły łzami. Dlaczego wszystko zawsze się sypie? Dlaczego akurat teraz, kiedy nareszcie mogłam ułożyć sobie życie?












♥ ♥ ♥

Tum, tum, tum...
Witam państwa ^^
Mamy noc, czyli moją stałą porę dodawania rozdziałów xd
No to się naczekaliście (jak zwykle -;- (emotka na Tomasa by LilDevil)), ale jest! ;3
Mam nadzieję, że przynajmniej Wam się podoba,
bo moim zdaniem jest fatalny :/
Przepraszam ;__ ;
Ale uwaga, Drodzy Państwo...
MAM ZAMÓWIONY SZABLON
I MOJE ZAMÓWIENIE ZOSTAŁO PRZYJĘTE ^^
Kath ma notkę 27 kwietnia,
więc już odliczam <333
Chciałam Wam jeszcze podziękować
za tak miłe słowa po poprzednim rozdziałem ♥
60 komentarzy... SZOK *O*

minimun 35 komentarzy ~ rozdział 29

To tyle :***
Ciekawe czy są tu jakieś nocne marki, co wyczekują xd
Besos :***
Mrs.Blanco

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 27/ Pan chyba pomylił partnerki.


Dedykacja dla Pauli Blanco
za ogromną pomoc
i inspirację ♥
Dziękuję Ci kochana :*
Tymczasem Was zapraszam
do lektury.
Besos :*** 




♥ ♥ ♥


Alba

Siedzę razem z Candelarią w pokoju hotelowym i szykujemy się powoli na wesele kuzynki Jorge - Megan. Jesteśmy w bardzo dobrych kontaktach, często piszemy razem na czacie, rozmawiamy na video. To bardzo miła osoba, jednak jest dokładnym przeciwieństwem Jorge. Jest spokojna, to chyba główna cecha, której Jorge nie posiada. Jestem strasznie ciekawa, czy Martina przyjedzie razem z nim. Byłoby cudownie. Może ktoś uzna, że jesteśmy nawiedzone, ale my po prostu chcemy ich szczęścia. Obydwoje są w sobie zakochani, mają się ku sobie, ale nie wiedzą jak postawić ten krok. I my im w tym pomożemy.

Wstałyśmy z łóżka i zaczęłyśmy wyjmować sukienki z walizek. Powiesiłam swoją na wieszaku i skierowałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i umyłam włosy. Następnie związałam je w eleganckiego koka i wykonałam makijaż. Wzięłam czerwony lakier do paznokci i w moim ukochanym białym, puchowym szlafroku weszłam do pokoju. Minęła się w drzwiach z Candelarią. Wymieniłyśmy się uśmiechami. Usiadłam przy stole i zaczęłam malować paznokcie, rozmyślając o Jorge i Martinie. Jestem ciekawa, co teraz robią. Czy są już w Barcelonie, może zwiedzają, a może stoją właśnie w romantycznej scenerii i wyznają uczucia?



Martina

Chodzę nerwowo po całym pokoju. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co się dzieje. Jestem przyjaciółką znanego na cały świat gwiazdora - Jorge Blanco. Zakochałam się w nim bez pamięci, nie widzę świata poza nim. Właśnie przyjechałam z nim do Barcelony, na ślub jego kuzynki. Zaprosił mnie jako osobę towarzyszącą. Chce mnie przedstawić swojej rodzinie. To szaleństwo! Nie jedna dziewczyna marzy o czymś takim, a mnie przytrafia się to ot tak. Jestem szczęściarą. Jestem tego pewna. Marzyłam o znalezieniu miłości. Znalazłam. Niestety coraz bardziej czuję, że on nie odwzajemnia moich uczuć. Serce nie sługa. Mówi się trudno. Zostanę starą panną z kotami. Zamieszkam w małym domku w górach i któregoś dnia zasypie mnie lawina. Najlepiej!


Upięłam włosy w elegancką ale i romantyczną fryzurę. Założyłam
wybraną przez siebie sukienkę i biżuterię. Nie mogło zabraknąć naszyjnika od Jorge. Na samą myśl o chłopaku moje kąciki ust uniosły się w górę. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam zjawiskowo.

Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam tam i otwarłam je. Moim oczom ukazał się Jorge, jednak w zupełnie innym wydaniu. Miał na sobie czarny garnitur, a pod nim białą koszulę i krawat. Wyglądał niesamowicie. Uśmiechnęła się lekko. Oboje zaniemówiliśmy.




Jorge


Staliśmy wpatrzeni w siebie jak w gwiazdy. Nie byłem w stanie oderwać od niej wzroku. Na co dzień jest piękna, a teraz... To przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Aż jestem ciekaw, jak będzie wyglądała w dniu naszego ślubu, w białej sukni. Marzenia, żeby stać wtedy u jej boku, w eleganckim garniturze i wypowiadać słowa przysięgi. Ale marzenia są po to, żeby je spełniać, prawda?
- A myślałem, że to panna młoda będzie dziś najpiękniejsza. Jak widać, pomyliłem się. - powiedział z uśmiechem. Na te słowa oblała się rumieńcem.
- Ty też wyglądasz niesamowicie. - powiedziała. Zaśmiałem się i pocałowałem ją w policzek.
- Idziemy? - spytałem. Ona jedynie uśmiechnęła się szeroko i splotła nasze dłonie razem, po czym wtuliła się w moje ramię. Z uśmiechem skierowaliśmy się przed hotel, gdzie czekały już na nas jej przyjaciółki.
- Tini! - zawołały szczęśliwe. Ona uśmiechnęła się szeroko wzruszona i oderwała się ode mnie, po czy podbiegła do nich. Patrzyłem na nie z uśmiechem. Tuliły się wszystkie nawzajem. Zaczęły coś szeptać między sobą. W międzyczasie spoglądały na mnie. Podszedłem do Tini i przytuliłem ją od tyłu.
- Tajemnico przede mną? Nieładnie księżniczko. - szepnąłem jej na ucho. Przymrużyła oczy i cicho zachichotała. Dziewczyny patrzyły na nas z nadzieją.
- Nie, nie jesteśmy razem. - powiedzieliśmy równocześnie. Spojrzeliśmy na siebie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.


Po około dwóch godzinach ceremonia ślubna dobiegała końca. Staliśmy z Martiną z przodu. Nasze dłonie cały czas były splecione razem. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Megan i Jerry wypowiadali przysięgę. Widać było ich miłość.
- Obiecuję Ci, że kiedyś też staniesz na ślubnym kobiercu, w pięknej białej sukni, jak najprawdziwsza księżniczka z bajek Disneya. - szepnąłem jej na ucho. Spojrzała na mnie zdziwiona. No tak, w końcu zabrzmiało to, jakbym mówił, że kiedyś to my będziemy parą młodą. Uśmiechnąłem się do niej i musnąłem jej policzek, po czym ponownie zatopiłem się w marzeniach o naszej wspólnej przyszłości.


Mechi

Siedzimy razem z gośćmi w sali i przyglądaliśmy się parze młodej. Wesele odbywa się w starym zamku. Mimo to, nasz wzrok (czytaj Lodo, Cande, Alby i mój) był skierowany na Jorge i Martinę. Nasza przyjaciółka siedziała wtulona w niego. Trzymali się za ręce. To nie wygląda na przyjacielską relację...
- Pozwolisz, że na chwilę ci ją porwę? - powiedziałam do niego. Nie czekając na odpowiedź, pociągnęłam ją do łazienki.
- Co jest między tobą a Jorge? - spytałam. Zaśmiała się - to nie jest śmieszne. - powiedziałam.
- Przepraszam. - odparła.
- To tak czy nie? - zapytałam podekscytowana. Wzięła głęboki oddech i zrobiła długą przerwę. Niecierpliwiłam się coraz bardziej.
- Nie. - powiedziała - jesteśmy tylko przyjaciółmi - oznajmiła. Westchnęłam i wróciłyśmy na salę.


Jorge

Siedziałem przy stole. Kątem oka widziałem Martinę zmierzającą w moją stronę. Jednak drogę zagrodził jej... Diego. Siedziałem blisko, więc wszystko słyszałem.
- Zatańczymy, piękna? - powiedział do niej.
- Raczej nie. - odpowiedziała.
- No ale dlaczego? Tańczysz z Blanco, a ze mną nie? - spytał i zbliżył się do niej. Już mną trzęsło.
- Zostaw mnie. - poprosiła, gdy chciał ją pocałować.
- Jesteśmy sobie pisani. - szepnął i pogłaskał ją po policzku. Nie wytrzymałem i wstałem.
- Pan chyba pomylił partnerki. - powiedział oschle i objąłem Martinę od tyłu.
- Dziękuję. - szepnęła mi do ucha.
- Przerwałeś nam. - powiedział zły.
- Mówi się trudno.  - wycedziłem przez zęby i skierowałem się z Tini do stolika.
- Pamiętaj, że niezależnie co by się działo, zawsze będzie przy Tobie. - szepnął jej do ucha.
- Kocham Cię. - dodałem w myślach. Usiedliśmy przy stoliku i patrzyliśmy, jak młoda para kroi tort. Pilnowałem, aby Dominguez nie zbliżył się więcej do mojej ukochanej.


Rugerro

Bawimy się już kilka godzin. Wszyscy się cieszą. Nadszedł czas na słynne "rzucanie welonem i krawatem". Kto złapie, ponoć znajdzie miłość w najbliższym czasie. Usta
wiliśmy się wszyscy. Z głośników wydobyła się zabawna piosenka. Megan najpierw rzuciła welon. Nie widziałem, kto go złapał, ale wiem, że Lodo, Mechi, Cande i Alba były przeszczęśliwe. Potem przyszedł czas na krawat. Jerry stanął tyłem i rzucił go. Nie złapałem go i rozejrzałem się.
Trzymał go Jorge.
- No ładnie stary. - zaśmiałem się.
- Ciekaw jestem, kto złapał welon... - powiedział niepewnie i założył krawat.


Martina

Nie, nie, nie. To się nie dzieje. Złapałam welon. Czemu ja? Błagam, nie każcie mi teraz tańczyć przed wszystkimi. Niestety, moje kochane przyjaciółki wypchnęły mnie. Widziałam, że chłopacy zrobili to samo z przystojnym szatynem, którym okazał się być... Jorge! Odetchnęłam z ulgą. No ale tak, ja mam welon, on ma krawat... Błagam, powiedzcie mi, że to się nie dzieje. 

Stoimy naprzeciwko siebie i patrzymy w oczy. Uśmiechamy się lekko. Nagle z głośników wydobyła się wolna piosenka.
- Zatańczysz? - spytał. Nie opierałam się. Zbliżyliśmy się do siebie. Splotłam nasze dłonie razem i wtuliłam się w niego. Pocałował mnie we włosy. Wywołało to u mnie przyjemny dreszcz. Wtuliłam się w niego i powoli zaczęłam kołysać do melodii. Uczynił to samo. Wszyscy patrzyli na nich zauroczeni. Rodzice Jorge także. Czułam się niesamowicie. Jak prawdziwa księżniczka.

Po kilku minutach piosenka dobiegła końca. Megan powiedziała, że mam zatrzymać welon. Podziękowałam jej i wyszłam na zewnątrz. Musiałam się przewietrzyć i przemyśleć parę spraw. Wyszłam na duży taras widokowy i oparłam się o marmurową barierę. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby wiatr okalał moją twarz. Czułam, jak lekko rozwiewa moje włosy. Myślałam o tym, co dalej. Co robić, aby być szczęśliwą.

Poczułam dłonie na mojej talii. Uśmiechnęłam się lekko.
- Gdzie uciekłaś, księżniczko? - szepnął mi do ucha. Odwróciłam się w jego stronę.
- Musiałam odetchnąć. - powiedziałam. Pokiwał głową. 
- Nie sądzisz, że to swego rodzaju przeznaczenie? Może pora przestać ukrywać uczucia i dać sobie szansę? Nie sądzisz? - powiedział na chwili ciszy. Popatrzyłam na niego pytająco. Moje serce biło jak oszalałe. Wtedy położył dłoń na moim policzku i złożył na moich ustach magiczny pocałunek. Tak, teraz jestem pewna. Mam przy sobie cały świat.



♥ ♥ ♥

Witam Was w ten sobotni wieczór :3
Tak, to jest rozdział :D
Naprawdę szybko mi się go pisało,
nie mam pojęcia czemu.
Może dlatego, że Paula (♥)
dała mi cały pomysł na wątek.
Dziękuję kochana :***
Czy tylko ja kocham tak tę sesję Alby? *.*
Dobrze, nie rozgaduję się. :P
Ferie mi się kończą... ;c
Dlatego dzisiaj duży szantażyk, bo rozdział był długi :)

28 komentarzy ~ rozdział 28

Dacie radę? :)
Besos :***
Mrs.Blanco

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 24/ Chciałbym być dla ciebie kimś więcej.


Rozdzialik 24
dedykuję 
mojej wspaniałej
Pau Nielusi ♥ 
Za motywację,
miłe słowa,
komentarze
i te rozmowy na tt :D 
Pozdrawiam ;*



♥♥♥

Martina

To uczucie. Ta świadomość, że obok mnie znów jest ten człowiek.
- Tini, wszystko dobrze? - zapytał. Nawet nie zorientowałam się, że już jesteśmy pod domem.
- Tak, w najlepszym porządku. Dzięki za troskę. - sama nie wiem czemu, ale musnęłam jego polik, na co on zarumienił się.
- Zaraz, zaraz, czyżby nasz król Jorge stał się czerwony? - zaśmiałam się.
- Ja? Chyba śnisz! To dla ciebie jest przeznaczony ten kolor! - musnął mój policzek, zanim zdążyłam biec w stronę ogrodu. 
- O, widzę, że tak się bawimy! Ależ proszę! - śmialiśmy się, goniąc po całym ogrodzie.
Od tego śmiechu już bolał mnie brzuch, ale co ja za to mogłam?  Myślałam, że już się poddam, jednak w pewnym momencie potknęłam się, Jorge także. Przewróciliśmy się na trawę, leżąc koło siebie. Patrzyliśmy na siebie z ogromnymi uśmiechami. Chciałam tę chwilę milczenia przerwać pocałunkiem, bo dziwnym trafem, odległość między nami cały czas się zmniejszała. Byłyśmy już naprawdę blisko. Powoli zamykałam oczy, kiedy w pewnym momencie poczułam na swoim ciele strumień lodowatej wody.
- Francisco! - wrzasnęłam tak głośno, że Jorge aż podskoczył.


Francisco

Wychodząc do ogrodu zauważyłem biegającą po ogrodzie Tinkę, jednak nie była sama. Ej, przecież to Jorge Blanco! Myślałem, że mam zwidy. Ale ja, jak to ja, musiałem wykręcić im jakiś kawał. Tak więc, wziąłem wąż ogrodowy i odkręciłem go mocno prosto w ich stronę.
- Francisco!!! - wrzasnęła moja młodsza siostra. Zakręciłem kran i podszedłem do nich z ręcznikiem.
- Hahahahahahahaha! - zacząłem tarzać się po ziemi - przepraszam, ale twoja reakcja była bezcenna... Trzymaj. - dodałem, podając jej ręcznik. Ta tylko wyszarpnęła mi go z dłoni i podała szatynowi.
- Co ty robisz? - zapytał ją.
- Jak to co, daje ci ręcznik. Myślę, że to normalne patrząc na siebie... - powiedziała.
- Martina, daj spokój wyschnę. Bierz ręcznik, bo się przeziębisz. - byłem w szoku, jak bardzo on się o nią martwił.
- To może ja po prostu przyniosę drugi ręcznik. - oznajmiłem, po czym szybko pobiegłem do domu, zabrałem potrzebny przedmiot i wróciłem. Zastałem tę dwójkę w dość ciekawej sytuacji. Otóż chłopak wycierał mojej siostrze włosy. Nie zauważyli mnie, więc postanowiłem ich trochę podsłuchać.
- Jorge, wiesz, że nie musisz tego robić? - zapytała moja siostra przez śmiech.
- Wiem, ale po prostu uwielbiam twoje włosy. - odpowiedział. 
- Nie wolisz swojej grzywki? - zadała kolejne pytanie Tini, tym samym przeczesując palcami jego włosy.
- Hej! - krzyknął śmiejąc się, po chwili oboje przestali się śmiać i tylko się do siebie uśmiechali.
- To był twój brat? 
- Tak. Przepraszam cię za niego... Po prostu tak ma, choć jest starszy. Na przykład w tym momencie podsłuchuje nas zza drzwi. Fran widzę cię, więc lepiej wyłaź. - powiedziała. Zrobiłem to o co prosiła i podałem ręcznik przyjacielowi.
- No tak, w końcu wy się jeszcze nie znacie... - zaczęła Tinita - Jorge, to jest Francisco, mój brat. Fra, to jest Jorge, mój... - jednak nie dałem jej skończyć.
- Twój chłopak? - zapytałem poddenerwowany, bo nie chciałbym, żeby ktoś skrzywdził moją ukochaną siostrzyczkę. 
- Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi. - odpowiedział Jorge, widząc jej czerwone policzki i speszenie. Podszedł do niej objął w talii.



Jorge

Kiedy wraz z Martiną byliśmy już wysuszeni, postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Razem z Francisco wybraliśmy horror. No właśnie, Francisco. Świetnie się dogadujemy. Jest mniej więcej tak świrnięty jak ja. Cieszę się, że tak się potoczyły moje relacje z bratem mej ukochanej. Na początku wydawało mi się, że jest do mnie strasznie wrogo nastawiony. Na szczęście się pomyliłem.
Teraz siedzimy całą trójką na kanapie i oglądamy jakiś film, jednak nie wydaje się być straszny. Tini, siedząca pomiędzy nami, kurczowo trzymała moją dłoń. W strasznych momentach przytulała się do mnie.
- Ej, bo będę zazdrosny! - zaczął udawać Fran.
- Nie masz o co. - odpowiedziałem mu.
- A mi się wydaje, że chyba ma! - zaśmiała się dziewczyna, wtulając się we mnie. Automatycznie objąłem ją ramieniem. Było mi wspaniale. Siedzieliśmy tak razem jeszcze piętnaście minut, aż do końca filmu. Potem nasza 'rodzynka' postanowiła zrobić coś do jedzenia. Koniecznie chcieliśmy jej pomóc, jednak ona powiedziała nam, że mamy się jeszcze lepiej poznać. Tak więc postanowiliśmy obejrzeć mecz piłki nożnej.
- To kiedy mogę zacząć mówić do ciebie szwagrze? - zapytał nagle Francisco.
- Co? - wyprostowałem się.
- No jak to co, pytam się od kiedy mogę zacząć mówić do ciebie szwagrze. - odpowiedział ze śmiechem.
- Francisco, to nie jest śmieszne... O co ci chodzi? - zapytałem już lekko poddenerwowany.
- Myślisz, że nie widać? Jeszcze nie prześledziłem Martiny, ale po tobie widać na kilometr, że ona ci się podoba. Ba, nawet więcej. Stary, ty ją kochasz! - krzyknął uradowany.
- Cicho, bo jeszcze usłyszy. - upomniałem go.
- Haha! Przyznałeś się! Moja kochana siostrzyczka wreszcie sobie kogoś znalazła!
- Nie mów hop. Ona nie czuje tego samego co ja.
- Ta jasne... Moim zdaniem, jeśli jeszcze się w tobie nie zakochała, to zrobi to niebawem.
- Błagam, nie dołuj mnie jeszcze bardziej... - nagle do głowy wpadł mi genialny pomysł.
- Francisco, mam prośbę. Powiedz Martinie, żeby przyszła do Cafe '70 o 17. Będę tam na nią czekał. Teraz lecę. - powiedziałem szybko, wychodząc tak, żeby Tini mnie nie zauważyła.



Martina


Akurat upiekłam moje małe zapiekanki z mozzarellą, pomidorem i bazylią. Zaniosłam je do salonu, jednak zastałam tam tylko mojego brata.
- Gdzie jest Jorge? - zapytałam stawiając posiłek na stoliku.
- Prosił, żeby ci przekazać, że musiał iść coś załatwić, i że będzie na ciebie czekał o 17 w Cafe' 70. - powiedział lekko zmieszany. Francisco i zmieszanie? Coś mi tu nie grało. Czułam, że oni coś kombinują. I to za moimi plecami!
- Ale to przecież za półtorej godziny! Nie zdążę! 
- Dasz radę siostrzyczko. Ja się zajmę kanapeczkami, a ty wyglądem. - zaśmiał się. Pokazałam mu język i szybko ruszyłam na górę w celu odpowiedniego przygotowania się.

Tak naprawdę, to nie wiedziałam, co kombinuje mój chłopak. Po prostu mam przyjść do kawiarenki w której ponownie się spotkaliśmy i tyle. Cóż, jak mus to mus. Umyłam włosy szamponem kokosowym. Następnie wysuszyłam je i wyprostowałam. Założyłam żółte, pastelowe rurki,a do tego jeansową koszulę. Włożyłam jeszcze wysokie conversy we wzroki, i biżuterię. Na koniec zrobiłam delikatny makijaż. Paznokcie pozostawiłam w kolorze takim jakim miałam - różowym. Spojrzałam na zegarek - 16:30. Miałam idealnie pół godziny na dojście. Tak więc zarzuciłam sportową torebkę na ramię i wyszłam.
- Miłej randki! - krzyknął Fran, kiedy miałam już wychodzić.
- To nie randka, tylko przyjacielskie spotkanie. - powiedziałam.
- Mów co chcesz, ja i tak wiem swoje. - zaśmiał się. Pokazałam mu tylko język i wyszłam.



Jorge

Czekałem na Martinę zniecierpliwiony. Nagle ktoś podszedł mnie od tyłu i zakrył oczy. Wiedziałem, że to ona, poznałem to po tych delikatnych dłoniach.
- Zgadnij kto to. - powiedziała.
- Hmm... Ruggero? - postanowiłem się z nią trochę podroczyć.
- Nie, zgaduj dalej. - odpowiedziała.
- To może Facundo? 
- Pudło! - zaśmiała się.
- To ja już nie wiem. Stephie? - wymyśliłem. Nie chciałem jej zranić, ale chyba do tego doszło.
- Nie, to ja głupku... - zaśmiała się siadając naprzeciwko mnie.
- Wiedziałem. Wszędzie poznam te aksamitne dłonie. - skomplementowałem ją, na co ona tradycyjnie się zaczerwieniła.
- To po co mnie tu ściągnąłeś? - zapytała.
- Mam dla ciebie niespodziankę. Wiesz co dzisiaj jest?
- Nie mam pojęcia. - pokręciła przeczącą głową.
- Noc spadających gwiazd. Chodź. - chwyciłem jej dłoń i ruszyliśmy. Widziałem zachwyt w jej oczach. Jechaliśmy tak długo, że akurat zdążyło się ściemnić. 
- Pozwól, że zawiążę ci oczy. - oznajmiłem, po czym uczyniłem to co miałem. Prowadziłem ją, aż wreszcie byliśmy na miejscu.
- A teraz... popatrz! - zdjąłem z jej oczu chustkę. Byliśmy na wysokim wzgórzu, a pod nami rozciągał się cały Madryt. Wcześniej rozłożyłem tu koc i zapaliłem świeczki, dla nastroju.
- Jorge, ja... ja nie wiem co powiedzieć. Tu jest pięknie! - zachwycała się.
- To nie koniec. - dodałem. 

Położyliśmy się na kocu rozmawiając. Już po chwili spadła pierwsza gwiazda.
- Każda gwiazda spełnia jedno marzenie. Jakie jest twoje pierwsze? - zapytałem.
- Chciałabym, aby już do końca moich dni było tak wspaniale. A twoje?
- Chciałbym, aby dziewczyna, która mi się podoba odwzajemniała uczucia. - palnąłem.
- A nie odwzajemnia? Pytałeś ją o to? - zatroszczyła się, nie wiedząc, że tak naprawdę chodzi o nią samą.
- Nie, ale... to skomplikowane. - powiedziałem.

Noc była cudowna. Dużo rozmawialiśmy. Tini nagle zaczęła się trząść.
- Zimno ci... weź moją bluzę. - podałem jej przedmiot.
- Nie, wtedy ty zmarzniesz. 
- Daj spokój. - uśmiechnąłem się do niej. Niedługi czas potem zasnęła. Rozmyślałem jeszcze parę minut, i w końcu uczyniłem to samo.
Obudziły nas promienie słońca.
- Dziękuję ci Jorge. Jeszcze nigdy nie widziałam spadających gwiazd. - powiedziała, po czym pocałowała lekko mój policzek. 
Myślałem nad tym co powiedziała mi Martina. Może rzeczywiście powinienem z nią o tym porozmawiać?
- Martino, pamiętasz, jak mówiłem ci tej dziewczynie? Bo widzisz, ja... - zacząłem.
- Już wiem! Może przećwiczymy to nawzajem na sobie? Bo... ja też mam taką nieodwzajemnioną sympatię... - zaproponowała niepewnie.
- Dobrze, to niezły pomysł. - odpowiedziałem. Ja miałem zacząć. Zaprowadziłem ją w romantyczne miejsce. Musiało być idealnie. Przecież wyznanie uczuć musi być wyjątkowe.
Usiedliśmy na ławce. 
- Martina, bo widzisz... Muszę ci o czymś powiedzieć. Bo ty... jesteś dla mnie bardzo ważna. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Zależy mi na tobie, bo... czuję, że ja już nie chcę być twoim przyjacielem. Chciałbym być dla ciebie kimś więcej. Bo widzisz... podobasz mi się. Ba, ja cię kocham! Kocham, cię, rozumiesz? - powiedziałem pewnie.
- A teraz zamknij oczy. - poprosiłem.
- Jorge... - zaprotestowała.
- Proszę. Wyobraź sobie, że jesteśmy w bardzo romantycznym miejscu. I gra romantyczna muzyka. A teraz... brakuje już tylko jednego. -  
- Czego? - zapytała.
Poniosły mnie emocje. Zrobiłem coś, czego nie powinienem. Zbliżyłem się do Tini, i złożyłem na jej malinowych ustach delikatny pocałunek. Trwaliśmy tak chwilę. Po chwili odsunąłem się. Widziałem w jej oczach zakłopotanie, szok i niepewność. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, co przed chwilą się wydarzyło. 
Ostatnio nie myślę. Dlaczego tak łatwo daję się ponieść emocjom?! Jestem głupi. Właśnie zniszczyłem coś wyjątkowego. Piękną przyjaźń, na której tak mi zależy! Miałem nadzieję, że nie będę musiał tego powtarzać, ale... Co ja zrobiłem?!




♥♥♥


 Witam :)
Nie no, naprawdę jestem w ogromnym szoku o.O
NAPISAŁAM ROZDZIAŁ!
Nie no, to nie rozdział, tylko jakieś byle co... I jakie krótkie :(
Ale serio, jestem już baaardzo zmęczona i marzę o odpoczynku,
więc, to chyba tyle z mojej strony.
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Pamiętajcie o komentarzach!

15 komentarzy - rozdział 25 ♪

Besos :***
Mrs.Blanco

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 17/ Pożegnania są trudne...

♥♥♥

Martina

Dni mijały, a my codziennie lepiej się poznawaliśmy. Śmialiśmy się razem, jedliśmy, rozmawialiśmy, spędzaliśmy razem czas. I coraz bardziej się do siebie nawzajem przywiązywaliśmy.
 _________________________________________________

Właśnie wstałam. Dzisiaj będę musiała wszystko spakować, zrobić ewentualne zakupy, gdyż jutro wyjeżdżam.  
- Cześć Tini! - do pokoju wszedł Jorge.
- Cześć. - przywitałam się z nim uściskiem.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- Ah, kiedy ja ci to wszystko wynagrodzę? - zaśmiałam się. A on kontynuował: 
- Ubierz się jakoś ładnie, zabierz też ubrania na zmianę. 
- Czy mi się wydaje, czy ty...
- Tak. Zabieram cię na sesję zdjęciową. Cieszysz się?
Przytuliłam go tak mocno, że...
- Spokojnie, bo mnie udusisz! - zaprotestował.


__________________________________________________

Wróciliśmy pod wieczór,gdyż wcześniej byliśmy wywołać zdjęcia.

Zmęczeni całym dniem usiedliśmy na sofie. Spojrzałam na zdjęcia, i pomyślałam, że będzie to pamiątka na całe życie. Bo czy jest coś lepszego, niż zdjęcia z chłopakiem, który jest wyjątkowy i sprawia, że motyle latają w brzuchu?
- Dziękuję. - powiedziałam po chwili.
- Za co? - zapytał.
- Za najlepszy miesiąc mojego życia. Jak ja ci się odwdzięczę?
- Wystarczy mi twój uśmiech. - pogłaskałam go po policzku.
- Kiedy tobie jest smutno, wtedy ja też płaczę. Kiedy się śmiejesz, odnajduję sens życia. A kiedy się przytulamy, czuję się... jakby... jakby... jakby cały świat się zatrzymał, jakby obejmował mnie anioł, bo ty... ty jesteś moim aniołem. - powiedział romantycznie.
Spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się i odeszłam bez słowa. Jorge spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
Weszłam do mojego pokoju, przebrałam się w piżamę, weszłam pod koc. Wyjęłam wszystkie nasze pozostałe zdjęcia i zaczęłam je oglądać. Nie sądziłam, że jest ich aż tyle. Chociaż... Codziennie robiliśmy zdjęcie... Nawet nie zauważyłam, kiedy cała zalałam się łzami. Nagle do pokoju wszedł Jorge.
- Co się stało? Dlaczego płaczesz? - zapytał.
- Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie, co to wszystko dla mnie znaczy... Rozumiesz?
- Chyba nie do końca. - usiadł koło mnie zatroskany.
- Ten miesiąc sprawił, że znalazłam coś, czego potrzebowałam. Znalazłam wsparcie, zaufanie, pomoc... ale przede wszystkim... przyjaźń. Coś czego potrzebowałam od dawna. To wypełniło pustkę. Tyle mnie nauczyłeś, pozwoliłeś na coś, czego w Hiszpanii nie mogę... Tutaj pokonałam z tobą strach przed publicznością. Mogłam śpiewać. Mogłam przeżyć historię, której nie zapomnę do końca życia. Mogłam poznać najlepszego człowieka na świecie. Dziękuję. - przytuliłam go najmocniej jak umiałam.
- Ale nie jestem nikim wyjątkowym. - powiedział.
- Hm. Przestań się zgrywać. Dobrze wiesz ile dla mnie znaczysz.
- Ile? 
- Jeżeli mogłabym, zamieszkałabym tutaj, w Buenos Aires, żeby tylko móc zostać z tobą...
- Poczekaj, zaraz wracam.



Jorge

Poszedłem na górę. Do siebie. Nie sądziłem, że jesteśmy ze sobą tak blisko. Zastanawiałem się, co zrobić, żeby zapomniała o wyjeździe. 
Czym prędzej więc poszedłem po gitarę i keyboard.
- Mogę wejść? - zapytałem.
- Przecież czekam tu na ciebie mój głuptasie... - wreszcie zaśmiała się Martina.
- Czekałem na to... - powiedziałem.
- Na co? - zapytała.
- Na twój piękny uśmiech...
Wstała, odłożyła wszystko na bok, podeszła do mnie. Przytuliła mnie, a ja odwzajemniłem uczucia. Po chwili spojrzeliśmy na siebie. Martina zagryzła wargę i odwróciła wzrok. Po chwili podszedłem do instrumentu.
- Napisałem nową piosenkę.
- Naprawdę? Zagraj mi, proszę...
Położyłem ręce na klawiszach, uśmiechnąłem się do ukochanej (choć ona o tym nie wiedziała...).
- Czasami to wydaje się niewidoczne,
tylko ja wiem co nas łączy

spójrz na mnie, powiedz
kto jest najlepszy.
Blisko ciebie, porywający moment
choć mało wiarygodny
spójrz na mnie, kto jest najlepszy. - zakończyłem.
- Na razie mam tylko tyle. Podoba ci się?
- Bardzo. Jesteś świetnym tekściarzem.
- A ty masz jakieś piosenki?
- Niby tak... Ale... Nie potrafię śpiewać.
- Jak to możliwe? Razem śpiewaliśmy i nie było tego słychać.
- Odpływałam.
- To teraz też odpłyń, proszę. Masz ogromny talent. Jesteś wyjątkowa! - powiedziałem, niechcący wytrącając jej pamiętnik z rąk.
- Przepraszam, nie chciałem... - oboje przykucnęliśmy. Nasze ręce skrzyżowały się na pamiętniku, tak jak w dniu naszego pierwszego spotkania. Tyle że wtedy było inaczej. Nie wiedziałem, kim dla mnie będzie Martina. Dzisiaj już to wiem. To moja księżniczka. W mojej bajce, w jej bajce, w naszej bajce. Po chwili wszystko było jak dawniej.
- To co, zaśpiewasz? - poprosiłem po raz kolejny.
- Dobrze... Ale ty będziesz grał.
- Sprytna jesteś... Ale niech będzie. Tylko daj mi nuty. - zaśmiałem się. - jesteś gotowa?
- Teraz wiesz, że 
nie rozumiem co się dzieje.
Ale przecież
nigdy nie ma czasu na nic.
Myślę, że nie zdaje sobie sprawy
i robię tysiąc i jeden obrót.
Moje wątpliwości mnie zmęczyły
już nie będzie czekać.

I znowu budzę się
w moim świecie
czuję że jestem sobą.
I nie zatrzymam się,
nawet na sekundę, 
moje przeznaczenie to dziś.
I znowu budzę się
w moim świecie
czuję że jestem sobą.
I nie zatrzymam się,
nawet na sekundę, 
moje przeznaczenie to dziś.

Nic nie może się zdarzyć
Idę uwolnić
wszystko co czuję.
Wszystko wszystko.
Nic nie może się zdarzyć
Idę uwolnić 
wszystko co mam
nic mnie nie powstrzyma.
- W moim świecie... Świetna piosenka!
- Dziękuję. - podeszła do mnie i przytuliła.
- Masz jeszcze jakieś?
- Oczywiście, ale... Nie chcę już dzisiaj śpiewać. To jeszcze bardziej kojarzy mi się z tobą. - wzdychnęła.
- Słuchaj, dzisiaj jest twoja zielona noc...
- Jorge, co ty chcesz zrobić?
- Dzisiaj jest noc filmowa. Lecą różne filmy po kolei. Od komedii po horrory. Co ty na to?
- Niech będzie!
- Mamy jeszcze chwilę, pójdziemy do sklepu, kupimy coś dobrego, ja zrobię kolację, zgadzasz się?
- A może... upieczemy pizze? - od razu wiedziałem że Martina to pomysłowa dziewczyna.
- Jestem za!

I tak minęła reszta wieczoru, aż do seansu. Kupiliśmy pełno popcornu, zrobiliśmy pizzę, a potem zmywaliśmy mąkę, bo byliśmy cali nią obsypani. Ale w tym było śmiechu!
Nadeszła pora seansu. Usiedliśmy koło siebie na sofie. Po kilku filmach nadeszła pora na dłuższą przerwę, jednak my nadal nie byliśmy śpiący. Podszedłem do radia, włączyłem je, a potem zapytałem Tini.
- Czy będzie pani tak miła, i zatańczy ze mną?
- Oh, oczywiście! - zaśmiała się dziewczyna.
Tańczyliśmy i rozmawialiśmy. Było tak magicznie.


Martina

Nim się obejrzałam, nastał poranek. Wstałam wcześniej niż zwykle, bo samolot miałam o 12. Byłam już spakowana, jednak chciałam pożegnać się w należyty sposób z Argentyną. Minęła chwila, zanim zdecydowałam się co założę. W końcu postawiłam na jeden z moich ulubionych zestawów. Był bardzo ładny, a zarazem wygodnie się w nim czułam.
Dzisiaj wyjątkowo nie byłam głodna. Lekko popsikałam się moim ulubionym perfumem i musnęłam usta czerwoną szminką. O dziwo, na dole nie zastałam Jorge. Czułam lekkie skrępowanie, ale poszłam tam. Weszłam do jego sypialni. Nigdy tu nie byłam. Kiedy zrozumiałam, że jestem sama w domu, zaczęłam podziwiać pokój chłopaka. Tutaj tak naprawdę zaczynało się drugie życie. Było tu kilka pokoi. Jadalnia, mały salon, elegancka łazienka i jego sypialnia. Dziwię się, że nie zajrzałam tutaj wcześniej. Najpierw weszłam do jadalni, chociaż tak naprawdę był to mały pokoik ze stolikiem dla czterech osób. Szłam dalej. Weszłam do łazienki. Na szafce stała kolekcja męskich perfumów Jorge... Pomimo, że normalnie ich nie nawidziłam, te były wyjątkowo cudowne. Obejrzałam się i ujrzałam kabinę prysznicową. Powtórzyłam ruch, i ujrzałam siebie w ogromnym lustrze. Cała łazienka była... w złym stanie. Wiedząc, że Jorge nie nadchodzi, postanowiłam posprzątać jego teren. Kiedy skończyłam, udałam się na dalsze zwiedzanie, jednak wpierw wyjęłam szminkę, posmarowałam usta i odcisnęłam je w lustrze w łazience, a następnie, używając tego samego kosmetyku otoczyłam buziaka sercem i dopisałam "już tęsknie".
Wyszłam z pomieszczenia i znalazłam się na tarasie. Był ogromny. Znajdowało się tutaj jacuzzi, mały basen, i kolejny stolik. Popatrzyłam. Zdałam sobie sprawę, że słońce dopiero się obudziło. Spojrzałam na godzinę. Do dzisiejszego wschodu była jednak jeszcze spora chwila, dlatego skierowałam swoje kroki do JEGO sypialni. Oniemiałam. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknie urządzonej sypialni. Wszędzie można było zauważyć jego pasję do muzyki. Na środku stało duże, łóżko. Usiadłam na sekundę, a raczej padłam. Byłam zmęczona emocjami. Coś zaczęło m
nie uwierać w plecy i zauważyłam, że tam leżało... moje zdjęcie! Byłam w szoku. Po co jemu moje zdjęcie? Jednak zignorowałam to. W końcu ja też miałam jego zdjęcie. Tyle, że on mi się podobał, a ja jemu nie. Oparłam się o ścianę, która dziwnie drgnęła. Odskoczyłam, a po chwili ponownie ją popchnęłam. Moim oczom ukazały się długie, zakręcone schody w dół. Lekko się zestresowałam, ale postanowiłam tam iść. To miejsce wydawało się być bardzo przyjemne. Spojrzałam na ściany. Było tam pełno zdjęć Jorge i jego rodziny. Takie z dzieciństwa, jak i ukończenia szkoły. Nagle moim oczom ukazały się nasze zdjęcia. Wycinki z gazet. Doszłam do wniosku, że to miejsce jest niezwykłe. To miejsce Jorge. Nagle schody się skończyły. Ujrzałam mały pokoik. Już miałam do niego wejść, kiedy usłyszałam jak ktoś gra na gitarze. Lekko się wychyliłam. Tam był on. Otoczony instrumentami i tysiącami kartek. Śpiewał. Robił to z taką pasją. Usłyszałam dzwonek. On wyszedł, i poszedł gdzieś do tylnych drzwi. Miałam chwilę, aby przebadać także i to pomieszczenie. Zauważyłam zeszyt. Otwarłam go. Były tam wszystkie dotychczasowe piosenki wokalisty. Już miałam go odkładać, kiedy zauważyłam tekst, którego w ogóle nie znałam. Byłam chyba największą fanką, dlatego znałam każdą piosenkę. Zaczęłam czytać. Po chwili posmutniałam. Piosenka była o dziewczynie. O miłości. Pisał, że kiedy jest z nią, cały świat przestaje istnieć, ale boi się zrobić pierwszy krok. Marzy o wspólnym tańcu w blasku księżyca, o tym, aby wreszcie jedna gwiazdka spadła z nieba, aby on mógł jej ją podarować. Ostatnie wersy mówiły o tym, że ma oczy takie, jak czekolada. Usłyszałam kroki, dlatego czym prędzej odłożyłam zeszyt i wróciłam na klatkę. Wiele razy mówiono mi, że mam oczy jak czekolada. Jednak nie potraktowałam słów piosenki na poważnie. Usłyszałam rozmowę.
- Powiedziałeś jej? - zrozumiałam, że w tym domu, parę metrów ode mnie znajduje się Ruggero Pasquarelli.
- Nie. - odpowiedział zmarnowany Jorge
- To na co czekasz? Zaraz ją stracisz! Zrobiłeś coś w ogóle w tym kierunku, żeby dowiedziała się, jakim uczuciem ją darzysz?
- Napisałem piosenkę.
- Zaśpiewałeś ją jej?
- Nie. - po chwili usłyszałam, jak zaczął śpiewać piosenkę. Zaraz, to była TAMTA PIOSENKA!
Nagle przerwał. Usłyszałam tylko trzask.
- Nie! Nie mogę, rozumiesz? Nie mam na tyle odwagi, żeby powiedzieć jej, co do niej czuję!
- Porozmawiaj z Martiną, może ona ci pomoże.
Kiedy usłyszałam moje imię, wybiegłam z powrotem na taras. Wtedy zrozumiałam, że Jorge ktoś się podoba. I to szalenie.


Jorge


- Porozmawiaj z Martiną, ona ci pomoże. - wspierał mnie Rugg. 
To mój najlepszy kumpel. Przyjaźnimy się już dobre parę lat. I to przyjaźń na zawsze. To się czuje. Skoczyłby za mną w ogień, zresztą jak zrobiłbym to samo, gdyby on tam się znalazł.
- Człowieku, ty w ogóle wiesz co mówisz?! - denerwowałem się - co mam iść do niej i powiedzieć jej "Martina, podobasz mi się, pomóż mi z tym, nie wiem jak ci to powiedzieć"?!
- Nie o to mi chodziło. - powiedział kumpel - chciałem, żebyś pogadał z nią w ten sposób, jakbyście
byli dobrymi kumplami. Wiesz o co chodzi. Przyjaźń damsko - męska... 
- Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Ale ja nie wiem dokładnie, co do niej czuje. Może to po prostu mocniejszy rodzaj przyjaźni? - bałem się prawdy.
- Koleś, mocniejsza przyjaźń to uczucie! Kumasz? A poza tym, w takim rodzaju przyjaźni, prędzej czy później któreś się zakocha.
- Dobra, wrócimy do tej rozmowy później. Poczekam. Jeżeli rzeczywiście czuję do niej coś więcej niż przyjaźń, to to na pewno niedługo wyjdzie. Przedstawię ci ją. 

Po paru minutach dalszych sprzeczek, udaliśmy się na górę. Byłem pewien, że moja królewna jeszcze śpi. Nagle ujrzałem sylwetkę jakiejś ślicznej dziewczyny. Stała na tarasie i oglądała wschód słońca. To była Martina. Nie sądziłem, że kiedykolwiek się tutaj dostanie, chyba że jako moja dziewczyna. Sam chciałem ją tu zaprowadzić, ale co bym powiedział "chodź, pokażę ci moją część domu? mój pokój? moją łazienkę?" Zabrzmiałoby to dosyć dziwnie. Podszedłem do niej od tyłu i objąłem w pasie. Ta najwidoczniej nie chciała, żebym ją zauważył, bo wystraszyła się niemiłosiernie, przez co wpadła do basenu. Zaczęła szybko machać nogami. Wystraszony wyciągnąłem do niej rękę. Ona ją chwyciła i... pociągnęła do basenu! Po chwili zaśmiała się. Zaczęliśmy się chlapać. Zupełnie zapomniałem, że całej sytuacji przygląda się Ruggero. Szybko wyjąłem Tinitę z wody i podałem ręcznik, abym mógł przedstawić jej mojego przyjaciela.




Martina

A to drań! Ale z drugiej strony, było zabawnie. On po chwili wyciągnął mnie z wody. Ku moim oczom ukazał się Pasquarelli. Nie sądziłam, że jest aż TAK BARDZO PRZYSTOJNY.
- Cześć ślicznotko, jestem Ruggero. Dla ciebie Rugg. - po mojej twarzy spłonął rumieniec.
- J-jestem Martina. Dla przyjaciół Tini lub Tinita.
- Mogę cię tak nazywać? - czułam, że staję się coraz bardziej czerwona. Po chwili od tyłu podszedł do mnie pan Blanco, objął w pasie, i lekko przyciągnął do siebie. Potem skarcił Rugga wzrokiem. Ten widocznie wiedział o co chodzi, bo szybko się pożegnał, tylko puścił mi oczko na pożegnanie.

Już po chwili byliśmy w łazience na górze. Wziął suszarkę i ręcznik. Zaczął mi suszyć włosy.
- Jorguś, nie musisz mi suszyć włosów. - powiedziałam i po chwili zdałam sobie sprawę, jak go nazwałam - Jeju, przepraszam, nie chcia...
- Spokojnie mi się to podoba Tiniuś - przerwał.
I tak zaczęła się nasza wojna na przezwiska.
Chwilę później byliśmy już susi. 
- Idziemy na spacer? - zapytał, na co ja odpowiedziałam wielkim uśmiechem.
Szliśmy rozmawiając.
- Cieszę się, że znalazłem przyjaźń na całe życie. - powiedział w pewnym momencie.
- Całe?
- Aż do śmierci. - przytuliliśmy się jak prawdziwi przyjaciele.
Spojrzałam mu w oczy. Ujrzałam dwa, piękne brązowe guziki. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, kiedy ujrzałam wielki zegar i godzinę.
- Już 11:30?! Jorge, nie zdążę!
- Zdążysz.
- Jak możesz być taki spokojny?
- Spójrz mi w oczy. - powiedział, a ja uczyniłam co kazał - jesteś ze mną, a razem damy radę.
Po chwili on złapał dorożkę.
- Przepraszam, mogę pożyczyć powóz? - zapytał szatyn.
Po chwili pędziliśmy uliczkami Buenos Aires.
- Jesteś szaleńcem! - krzyknęłam.
- Tak mawiają. - zaśmiał się.
Po chwili byliśmy już gotowi. Zapakowaliśmy moje walizki do bryczki i udaliśmy się na lotnisko.

- Tini! - usłyszałam głos z niewielkiej odległości. Ujrzałam dziewczyny - Mechi, Lodo, Albę i Cande.
- Dziewczyny, co wy tu robicie?
- Przyszłyśmy się z tobą pożegnać przyjaciółko.
Nie mogłam już. Popłakałam się. Płakałyśmy wszystkie.
- Dziękuję. - przytuliłyśmy się po raz ostatni.
Odwróciłam się. Stał tam mój Jorge.
- A za tobą będę tęskniła chyba najbardziej. - powiedziałam. Przytuliłam go, a po moim policzku spłynęła kolejna łza. Jednak tym razem nie była to łza ze wzruszenia. To była łza spowodowana smutkiem.
- Hej, Tinka, nie płacz! - kciukiem zdjął mi łzę - przecież niedługo znów się zobaczymy.
- Niedługo? - zapytałam spoglądając na niego.
- Przecież mamy całe życie. Na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy. A poza tym jest telefon, skype, facebook... - przytuliłam go najmocniej jak umiałam.
- Nie zapomnij o mnie, proszę. - powiedziałam, jednak tak ciężko mi to przechodziło przez gardło.
- Nigdy nie zapomnę. Przysięgam.
" Pasażerowie lotu do Madrytu proszeni są o przejście do samolotu. Lot rozpocznie się za 10 minut."

Stałam i machałam. Machałam wszystkim. Mechi, Albie, Lodo, Cande... ale przede wszystkim Jorge. Bo to dzięki niemu te wakacje były takie wyjątkowe. Już miałam wejść na schodki prowadzące do wielkiej maszyny, kiedy poczułam, że ktoś łapie mój nadgarstek. Po raz kolejny ujrzałam twarz Jorge.
- Nie zapomniałaś o czymś? - zapytał.
- Nie. - przytuliłam go. Odsuwając się od niego, zrozumiałam, że to koniec. Już go nigdy nie zobaczę. I wtedy coś we mnie pękło. Zbliżyłam się lekko, i pocałowałam go. Jednak teraz nie był to policzek, tylko usta. Zaczęło we mnie krążyć tysiące myśli 'coś ty zrobiła', 'lepiej uciekaj'.
- Przepraszam, nie powinnam... Zapomnij o mnie... - odwróciłam się, kiedy po raz kolejny poczułam dotyk na nadgarstku.
- Nawet gdybyś bardzo chciała, to ja nigdy nie zapomnę. - powiedział i po chwili to on mnie pocałował. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, ale jednocześnie zrozumiałam, że będzie nas czekała ciężka rozmowa podczas kolejnego kontaktu.
- Żegnaj - powiedziałam i lekko pocałowałam jego policzek. Spojrzałam po raz ostatni na dziewczyny. Machały mi i pokazywały kciuk w górę.
Weszłam do samolotu. Posłałam buziaka w stronę mojego  chłopaka.
- Adios, Argentina...


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
AWWW! Tak pocałunek Jortini ♪
Jestem z siebie dumna :3
Przepraszam, że tak długo czekaliście na rozdział. Postaram się napisać kolejny już jutro, a przynajmniej zacznę. Bo tego pisałam 3 tygodnie xd

Mrs. Blanco



Chat~!~