Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zgoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zgoda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 25/ Kocham cię księżniczko...


Rozdział jak zwykle dedykowany ^^
Tym razem, dedykacja wędruje do
Pau Nielusi
za ogromną pomoc w rozdziale ♥
Ty wiesz o co chodzi ;*
Mam nadzieję, że rozdział
Wam się spodoba ;) 
KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
Pozdrawiam :*

♥♥♥


Martina

Wiesz, jak czuje się człowiek, który nagle znajduje się w sytuacji bez wyjścia? Nie? A wiesz, co to znaczy przyjaźń damsko - męska? A więc może ci wytłumaczę. To relacja, w której choć najmniejszy krok w stronę miłości może zniszczyć wszystko. A co jeśli ja chcę iść w te stronę?

- I brakuje już tylko jednego... - przypominając sobie te słowa, ciarki chodzą po moim ciele. Sama nie wiem, ja wtedy do tego doszło... Pamiętam jego słowa, to było takie romantyczne. A potem, potem zbliżył się do mnie i po prostu pocałował. Nie wiem, jak to możliwe, ale wiem, że muszę o tym zapomnieć. Po prostu poniosły go emocje. Jestem tego pewna. Szkoda tylko, że kiedy się ode mnie odsunął, zrobiłam minę jakbym była nienormalna, a potem rzuciłam tylko "przepraszam" i szybko odeszłam. Po prostu sama muszę to sobie poukładać. Teraz siedzę gdzieś tam, ale jednak tutaj, pod drzewem i myślę. Zastanawiam się co dalej. Przez moją głowę przelatują wszystkie wspomnienia z nim. Dlaczego tak okropnie postąpiłam? Teraz zwalam winę na siebie, świetnie...
Ale już, koniec użalania się nad sobą. Jest kim jestem, trudno.
Nienawidzę się! Zaczęłam biec. Tym samym, przypomniałam sobie historię moją i Jorge...


Pamiętałam wszystko. Od spotkania na lotnisku, upadku, wizyty w restauracji, awanturze z Diego, balu, spaceru po plaży, bieganiu po ogrodzie, aż po nasze magiczne pocałunki... Nasze spotkanie w barze mlecznym, jego popisy, konkurs talentów... I wojny z Agnes i Carlą.
Zaczęłam płakać. Łzy lały mi się strumieniami. Nie rozumiałam, dlaczego świat może być aż tak okrutny. A może to ja przesadzam?

Biegłam, myśląc o tym wszystkim. Nagle poczułam, że na kogoś wpadam. Podniosłam wzrok.
Zobaczyłam oczy, które tak bardzo kochałam. Tylko teraz były przepełnione smutkiem i bezsilnością. Wtuliłam się w niego, a on upuścił torby które trzymał i objął mnie mocno. Jestem moim rycerzem. na białym koniu. Jest idealny. Kocham go.





Jorge


- Już dobrze. - powiedziałem. Wtuliła się we mnie. Wybaczyła mi. Upuściłem moje torby. A chciałem wyjechać.
- Przepraszam. - powiedziała po chwili, gdy już się od siebie oderwaliśmy. Pokręciłem głową.
- Daj spokój, to moja wina. Nie powinienem tego robić. - tłumaczyłem się.
- Jorge, ja nie powinnam się tak zachować. Proszę wybacz mi. - mówiła. Ja jednak nie przestałem i nadal twierdziłem że to moja wina. Na szczęście oboje stwierdziliśmy, że pora zapomnieć. Ale ja nie chcę zapomnieć. I tak wiem, że w końcu wyznam Martinie uczucia. 


- No już, uśmiechnij się dla mnie. - powiedziałem, po czym sam uniosłem kąciki ust lekko do góry. Po chwili zaśmiała się.
- Idziemy? - zapytałem.
- Tak. - otarła łzy i trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę jej domu.
- Jorge masz chusteczki? Wyglądam okropnie. - zapytała.
- Nadal pięknie. - powiedziałem, na co ona się zarumieniła.
Szliśmy cały czas rozmawiając. Śmialiśmy się jak za dawnych czasów. Niektórzy mówili między sobą "Jaka wspaniała z nich para". Szkoda tylko, że to nieprawda. Jednak w tym wszystkim najbardziej denerwuje mnie to, że co chwilę napadają na mnie tłumy fanek. Powinienem lubić sławę, ale... od czasu kiedy poznałem Tini wszystko się zmieniło. To nasze relacje stawiam na pierwszym miejscu, a nie karierę. Może to i dobrze. Martina to dziewczyna, która pomimo wielu przeciwności i problemów idzie dalej przez życie. Chodź jest wrażliwa, to nie przejmuje się opinią innych. Co z tego, że najpierw musi się wypłakać. Ale ma wsparcie. Którym jestem także dla niej ja. Tak myśląc, chciałem chwycić jej dłoń. Powoli przysuwałem jej dłoń do mojej. Zauważyła to. Uśmiechnęła się do mnie.
- Jeśli chcesz. - powiedziała. Musnąłem delikatnie jej policzek, a po chwili nasze dłonie były już splecione razem.


German

- German. Chcemy odzyskać Martinę i Francisco. - mówiła Mariana. Pamiętam wszystko dokładnie jakby to było wczoraj. Jak przyjechali do mnie i Marii na wakacje, a potem... Potem tak ich pokochałem, że... Może to dziwne, ale ja także się boję. Że Alejandro i Mariana mi ich odbiorą. Choć... Tak naprawdę to oni są prawnymi opiekunami. Nie powinienem wtedy tak postąpić, ale cóż. Jestem jaki jestem! A na starość nie ma sensu się zmieniać.
Tini i Fran nie mają nawet pojęcia o tym, że w Buenos Aires mieszkają...
- Proszę zapiąć pasy. Lot do Paryża rozpocznie się za parę minut. - moje przemyślenia przerwał głos pilota. Zapiąłem pasy. Po chwili koło mnie zjawiła się Jade.
- German! - zawołała i dała mi buziaka. Ah, ona jest cudowna. Tak bardzo szalona. Zaczęliśmy wspominać.
- Pamiętam jak chciałaś, żeby wszystko miało kolor brzoskwini, truskawki i w końcu zacząłem się zastanawiać, czy ta kobieta mówi o wystroju wnętrz, czy o sałatce owocowej. - przypomniałem.
- Dobrze, że nie chciałam koloru pomidora, bo wtedy rozmawialibyśmy o sałatce jarzynowej! - zaczęła się śmiać, aż wszyscy pasażerowie spojrzeli na nas.
- Nie, nadal rozmawialibyśmy o sałatce owocowej, bo pomidor to też owoc, czyż nie? - zapytałem zdziwiony.
- German jaki ty jesteś zabawny! - dalej się śmiała.
- Nie, ale to prawda, pomidor to też owoc... - wytłumaczyłem.
- Ojej, naprawdę? Interesujące... - westchnęła.
Czasami zastanawia mnie jej punkt widzenia, ale cóż, nie wnikam w to. Reszta lotu minęła nam spokojnie. Myślałem jedynie o tym, żeby ani Martina, ani Francisco nie poznali prawdy...


Martina

Wróciliśmy do domu. Cieszę się, że mamy już wszystko wyjaśnione. Zaraz będziemy jedli kolację, którą przygotowała dla nas Olgita. Dziwi mnie jednak to, że tata się nie odzywa. Trudno. Pewnie nie ma czasu, w końcu jest tam z Jade. Poszłam do pokoju i otwarłam facebooka. Oczywiście wszędzie było pełno wpisów, jak to jest być dziewczyną Jorge Blanco. Przyzwyczaiłam się już, choć to i tak nieprawda. Usłyszałam jak mój chłopak przyjaciel z kimś rozmawia. Rozpoznałam głos Ruggero. Poszłam do pokoju gościnnego. Zapukałam. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i pociągnął w stronę komputera. 
- Tini! - zawołał wesoły Włoch, z którym byliśmy połączeni przez Skype'a.
Rozmawialiśmy naprawdę długo. Oczy zaczęły mi się zamykać... Zasnęłam.


Ujrzałam ogromne schody. Postanowiłam iść po nich. Szłam straszliwie długo. Droga bardzo mi się ciągnęła. Wtem ze wszystkich stron zaczęły wyskakiwać różne przeszkody. Od braku schodka, przez płonące stopnie, aż po ogromne szpikulce. Spotkałam nawet Agnes i Carlę. I dwoje ludzi... Kojarzyłam ich skądś. Kobieta miała na imię Mariana, a mężczyzna Alejandro. Gdy mnie zobaczyli przytulili mocno. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim szło. Postanowiłam iść dalej. Na wszystkich ścianach zaczęły się pojawiać wspomnienia. Był tam nawet Jorge. Tylko co dziwne, jego nie było nigdzie. Martwiłam się. Dlaczego śnią mi się tak dziwne rzeczy? Kim są ci ludzie? Czemu nie ma tam Jorge?!
Wreszcie dotarłam na szczyt. Ujrzałam ogromne drzwi. Napisane było na nich "SZCZĘŚCIE".
Powoli otworzyłam je. Moje oczy zaczęło razić ogromne światło. Zaczęłam iść tym świetlistym tunelem... Doszłam na piękną polanę. Wszędzie były kwiaty. Z nieba zaczęły spadać płatki kwiatów. I gwiazdy... Tak jak wtedy, gdy oglądaliśmy je razem z Jorge'm. Patrzyłam na wszystko. Zauważyłam las. Poszłam tam. Drzewa były fioletowe, droga usłana liśćmi. Szłam myśląc o tym wszystkim. I wtedy znalazłam się w wyjątkowym miejscu. Zaraz, przecież to było miejsce, gdzie po raz pierwszy spotkałam się z nim! Patrzyłam na to piękne jezioro. Nie zabrakło też tej białej ławki. Nagle poczułam ciepłe dłonie na mojej talii.
- Kocham cię księżniczko... - wyszeptano mi do ucha. Wiedziała już, kto stoi za mną. Odwróciłam się. Rzeczywiście, był tam Blanco. Zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Wtedy wszystko zaczęło się rozpadać. Obraz zaczął się rozmywać. Słyszałam, tylko śmiech wszystkich... Zaczęło mi się kręcić w głowie...


Jorge

- Tini, Tini! - powiedziałem. Martina już od piętnastu minut dziwnie się zachowywała.
- Nie! - krzyknęła, gwałtownie się podnosząc.
- Spokojnie, Martina... - oznajmiłem zmartwiony i przytuliłem ją. Bez wahania wtuliła się we mnie - już dobrze, jestem przy tobie. - szeptałem jej do ucha, gdy płakała. Po chwili odsunęła się.
- Dziękuję. - powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
Chwyciłem jej dłoń i zeszliśmy na dół, gdyż kolacja była już gotowa. Podczas gdy Tinita spała, rozmawiałem z Ruggiem o całej tej sytuacji. Dał mi parę rad, z których i tak pewnie nie skorzystam. To nie ma sensu. Serce podpowiada "powiedz jej!", a mózg temu przeczy. Ehh, ciężkie jest życie zakochanych. 
Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy. Olga i Ramallo to naprawdę sympatyczni ludzie.
Z Martiną wymienialiśmy się spojrzeniami i dyskretnymi uśmiechami. Po chwili Olgita przyniosła ogromne pudełko z jedzeniem.
- To wasz prowiant na jutro. - oznajmiła z uśmiechem.
- Jaki prowiant? Jorge, o co chodzi? - pytała zszokowana dziewczyna.
- Jedziemy do Barcelony! - zawołałem szczęśliwy.

♥♥♥

Wróciłam! Jestem!
Ja wiem, to szok, już się cieszyliście, że się mnie pozbyliście...
No ale wróć. Pasuje Wam taka długość rozdziałów?
Uwierzcie, że takie mi się dobrze pisze.
Mam nadzieję, że zgadzacie się, że teraz takie będę pisać ;).
Pamiętajcie o opiniach w komentarzach! 

Wiecie co się stało?
Za OS'a, którego opublikowałam dwa dni temu dostałam I miejsce! ^^
GRACIAS PAULA :* 
A tak w ogóle, to... Szczęśliwego Nowego Roku :D
Besos ♥ Mrs.Blanco

PS. Zapomniałabym o szantażyku xD
Dzisiaj mały :P 
Ale mam nadzieję, że komentarzy
i tak będzie więcej.
POKAŻCIE MI ŻE MAM DLA KOGO PISAĆ!

10 komentarzy - ROZDZIAŁ 26

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 23/ Mamy przed sobą trzy cudowne miesiące.


Rozdział dedykuję
wszystkim komentującym.
Kochani, to dzięki Wam
nadal tu jestem i piszę dla Was.
Gdyby nie Wy,
ten blog by już nie istniał.
Dajecie mi motywację do 
dalszego pisania.
Gracias!




♥♥♥

Martina

Wszystko znów wraca do początku. Znowu zostałam sama, bez przyjaciół. Porzucona. Zranił mnie. Chciałabym go znienawidzić za to, że cały czas mnie oszukiwał. Co chciał mi przez to udowodnić, że co? Że pomoże mi spełnić marzenia, a potem porzuci i będzie okej?! To się mylił. Szkoda tylko, że nie jestem w stanie rzeczywiście tak o tym myśleć... Gdzieś tam w środku czuję, że ja go nadal kocham. O tak. I to mocno. Chciałabym się uwolnić od tego uczucia, ale nie mogę. Dlaczego?
Dlaczego świat jest tak okrutny? Czemu musiałam się zakochać akurat w nim?!

Spojrzałam na zegarek. Wskazówka wskazywała godzinę 8;30. Świetnie, jeszcze spóźnię się na lekcje. Trudno. Najwyżej nauczyciel mnie wyzwie. Skierowałam się w stronę szkoły. Szłam powolnym krokiem myśląc o tym wszystkim. Płakałam. Nie cierpię tego, że jestem aż tak słaba i nie potrafię powstrzymywać moich emocji.



Nawet, kiedy staram się być silna nie wychodzi mi to. Nie ważne. Jestem jaka jestem, już się nie zmienię. Każdy ma wady. Ja też.
A jak ktoś mnie nie akceptuje takiej jaką jestem, to niech po prostu odejdzie. Może on po prostu mnie nie akceptował... Nie, to nie możliwe. W końcu byliśmy ze sobą tak blisko...
Wtedy do głowy powraca mi pocałunek na lotnisku. Dlaczego nie mogłam mu wtedy powiedzieć, że coś poczułam?! Wtedy byłoby zupełnie inaczej. On na pewno by wtedy powiedział mi, że nie ma dla nas szans i po prostu jesteśmy z dwóch różnych planet...
Szłam dalej przed siebie. Byłam akurat w centrum Madrytu. W pewnym momencie usłyszałam piosenkę, która idealnie opisywała mój nastrój. Czułam się tak, jakby ktoś wszedł do mojego umysłu.
- Czy dla dwóch różnych planet...
Co kręcą, się wciąż...
Jest przewidziane spotkanie,
czy sięgną, swych rąk, 
chce wierzyć w to.
Łączy nas wiele spraw,
jeszcze więcej dzieli... 
Być. Blisko siebie i wciąż,
nie tak jak byśmy chcieli dziś.
Kręcimy się jak, w karuzeli...* - mówiły słowa piosenki. Ujrzałam dość wysoką brunetkę. Uśmiechnęła się do mnie. Postanowiłam, że podejdę. A co mi szkodzi.
- Piękna piosenka... - oznajmiłam.
- Oh, dzięki, ale naprawdę wyszła spontanicznie. Tak w ogóle to jestem Sylwia. - wystawiła dłoń w moją stronę w celu poznania się. Odwzajemniłam gest.


Sylwia


Śpiewając "Karuzelę" zauważyłam jak przygląda mi się pewna smutna szatynka. Kiedy skończyłam śpiewać podeszłam do niej i się przedstawiłam.
- Ja jestem Martina. Dla przyjaciół Tini. -  powiedziała.
- Miło mi cię poznać. - uśmiechnęłam się do niej ponownie.
- Masz inny akcent... Chyba nie jesteś stąd, prawda? - zapytała.
- Tak. Jestem z Polski. A tu do Madrytu przyleciałam trochę odpocząć. - oznajmiłam.
- Jesteś z Polski? Zawsze chciałam tam polecieć. 
- W takim razie zapraszamy. - zaśmiałam się. Ona tylko lekko uniosła kąciki ust do góry, próbując ukryć smutek na jej twarzy.
- Co jest? - zapytałam.

- Pokłóciłam się z przyjacielem. A raczej... ukochanym. Tyle, że on o tym nie wie. - zaczęła szlochać. Szkoda mi jej było.
- Nie martw się. Wiesz, może wystarczy z nim porozmawiać? - zaproponowałam. 
- To nie takie proste. - dodała.
- Hmm, rozumiem. W takim razie zamknij oczy, i pomyśl o nim. O jego zaletach, byleby nie wadach. Myśl o nim całym. - powiedziałam, po czym dokończyłam śpiewać moją piosenkę.
- Lepiej? - zapytałam ją, kiedy skończyłam.
- Tak, o wiele. Dziękuję. - przytuliła mnie.
- Fajnie  by było się jeszcze kiedyś spotkać. Jesteś bardzo sympatyczną dziewczyną.
- Dzięki i tak. Zobaczymy, może jeszcze kiedyś się spotkamy... Raz jeszcze dziękuję ci za te rady. - ucałowała mój policzek i odeszła.



Martina

Sylwia miała rację. Nie powinnam przejmować się nim. Jeżeli rzeczywiście go kocham, to mu wybaczę. W swoim czasie.

Nim się obejrzałam doszłam do szkoły. Weszłam do budynku. Była akurat długa przerwa. Cieszyłam się, że nikt nie zauważy, w końcu wtedy jest największe zamieszanie. Niestety myliłam się. Wchodząc do gmachu wszyscy ucichli i patrzyli na mnie. Non stop ktoś szeptał. Cały korytarz był pusty, wszyscy stali przy szafkach. Czułam się fatalnie. Nie dość, że ta akcja przed lekcjami, to teraz jestem jeszcze spóźniona na lekcje, mam oczy całe czerwone od płaczu i rozmazany makijaż. 

Dyrektorka, myślę, że zdziwiona brakiem hałasu o tej godzinie, wyszła zobaczyć co się dzieje.
- Panno Stoessel, dlaczego nie było pani na pierwszej lekcji? - zapytała, a zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć dodała - Ojejku, kochanie, co się stało? Wyglądasz okropnie! Już. Powiem pani od chemii, żeby cię usprawiedliwiła, a ty idź do łazienki. - uśmiechnęła się szeroko. I za to ją lubię. Że zawsze potrafi nas podnieść na duchu.
- Dziękuję. - powiedziałam cicho i skierowała się w stronę toalet. Niestety droga musiała być jak zwykle wyboista, po natrafiłam na Agnes i Carlę. 
- No proszę, a któż to? - zaśmiała się Agnes.
- Daruj sobie te idiotyczne gadki. - powiedziałam.
- Ojejku, a gdzie twój książę z bajki? Nie ma cię teraz kto obronić, co nie? - pytała szyderczo Carla.
- Co, teraz zaniemówiłaś? No tak, w końcu jesteś bezbronna bez swojego rycerza! - śmiała się w dalszym ciągu Agnes.
- Myślisz, że co, że dzięki temu, że go znasz wszyscy będzie bili przed tobą pokłony? - mówiła Carla.
- Jesteś taka jak my wszyscy. Nie potrafisz nic. Jesteś najgorszą osobą jaką kiedykolwiek poznałyśmy! - wtedy nie wytrzymałam. Łzy ciekły po moich policzkach jak jeden wodospad. Nagle poczułam jak jakieś silne ramiona obejmują mnie z tyłu. Ten zapach mógł należeć tylko do jednej osoby.
- Jeszcze wam się nie znudziło? - powiedział, po czym dziewczyny sobie poszły, strzelając focha.
- Nie musiałeś przychodzić. Bez ciebie dałabym sobie radę. - wykaraskałam się z jego objęć.
- Pewnie tak, ale i tak poczułem, że muszę ci pomóc. - stwierdził.
- Jorge, ja sama potrafię sobie dać radę! - krzyknęłam i poszłam na lekcje, zostawiając go samego na środku korytarza.




Mechi

Jorge został w Hiszpanii na dłużej. Jak mówił, wszystko dla Martiny. Ich uczucie jest piękne. Jednak czemu obydwoje boją się do tego przyznać? 

Siedziałyśmy z dziewczynami w moim domu i dyskutowałyśmy na ich temat. Nagle zadzwonił telefon Lodovici.
- Halo? O! Hola Tini! - powiedziała do słuchawki, na co my aż podskoczyłyśmy ciesząc się, że jeszcze o nas pamięta.
- Co? Ale jak?! Nie, to niemożliwe... To nie w jego stylu. On by czegoś takiego nie zrobił! - na te słowa mina Lodo zrzedła i wszystkie zaczęłyśmy się niepokoić.
- Dobrze. I już, nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Całujemy cię wszystkie! Pa! - i rozłączyła się, a my od razu zalałyśmy ją stosem pytań.
- Co jej jest? - zapytała Candelaria. Włoszka wzięła głęboki oddech.
- Pokłócili się. Nasz plan idzie na marne! - rzuciła się na mojego łóżko.
- Ale kto? Jorge i Tini?! To niemożliwe! - powiedziała Alba.
- A jednak. - odpowiedziała Lodo i wszystko nam opowiedziała.  
Byłyśmy załamane. Niby zwykła błahostka, jednak Tini mocno to przeżywa. Może dlatego, że kocha Jorge'a? W końcu teoretycznie się do tego przyznała... Cały czas myślałyśmy czy ich znajomość przetrwa ten kryzys. Miałyśmy nadzieję, że tak się i stanie i znów będzie najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem.

Po chwili przyszło mi do głowy, żeby wysłać Tinicie nasze wspólne zdjęcie. Będzie jej raźniej.
Tak więc ustawiłyśmy się wszystkie cztery i już po chwili nasza fotka znalazła się w wiadomości wysłanej do Martiny. Po tej czynności rozpoczęłyśmy główkowanie nad ponownym połączeniem Jortini. Tak minęła nam reszta wieczoru.
Nie spałyśmy całą noc myśląc o tym jak ich pogodzić. Niestety. Tym razem nic nie wymyśliłyśmy. Postanowiłyśmy, że jeśli rzeczywiście są sobie przeznaczeni, to dadzą radę. Muszą dać. Bo są silni. Wierzę w nich całym sercem.



German

Cały czas zastanawiam się, czy już powiedzieć Martinie czy jeszcze nie. Wyjechałem z kraju tak nagle aż tutaj, do gorącej Argentyny. To tutaj jest jej przeszłość. Może powinna znać prawdę? Nie... Nie chcę jej stracić. Za bardzo ją kocham. Ale... oni żyją teraz w niepewności, czy jeszcze kiedyś spotkają moją córkę. Chciałbym im pomóc, ale nie potrafię. Chodzę po całym mieście przypominając sobie lata młodości. To tutaj poznałem Marię, moją najwspanialszą żonę...
Tutaj się urodziłem, wychowałem, dorastałem, uczyłem.

Chodziłem tak cały dzień. Oglądałem kolorowe wystawy, myśląc nad tym co będzie dalej.
Znowu odnalazłem w sobie małego chłopca. Świetnie się z tym czułem.
Odwiedziłem byłych przyjaciół. Jednak nie poszedłem tam... Boję się, że to może wpłynąć na resztę mojego życia.



Jorge


Mam tego dosyć. Pokłóciłem się z osobą, którą tak bardzo kocham. Dzwoniły już do mnie dziewczyny z Argentyny i przez ich wrzask, krzyki i hałas jaki narobiły mi przez słuchawkę, właśnie przez tę fatalną sytuację, o mało co nie straciłem słuchu.

Od wyjścia ze szkoły, kiedy Tini oznajmiła mi, że dałaby radę beze mnie, włóczę się po Madrycie.
Nic już nie ma dla mnie sensu. Przynajmniej prasa dzisiaj śpi. Nikt mnie nie rozpoznaje. Może dlatego, że mam na sobie okulary.
Usiadłem na ławce. Wyjąłem gitarę z futerału. Naprawdę nosiłem ją cały czas?! Mimowolnie zaczął coś brzdękać i śpiewać. Myślę, że siedziałem tak parę godzin.

W pewnym momencie kątem oka zauważyłem, że ktoś się do mnie dosiada. Odłożyłem instrument.
Szatynka siedząca po mojej lewej odrobinę szlochała. Po chwili zapytała:
- Przepraszam, masz może chusteczki? - w odpowiedzi uśmiechnąłem się.
- Co się stało? - zapytałem wyciągając potrzebny przedmiot.
- Pokłóciłam się z przyjacielem. I strasznie mnie to boli.
- Skąd ja to znam... - powiedziałem.
- Przydarzyło ci się kiedyś coś podobnego? 
- Tak... Dzisiaj. Pokłóciłem się z przyjaciółką. Dobrze wiem, że to moja wina. Chciałbym ją przeprosić, powiedzieć jaka jest piękna i jak uwielbiam jej uśmiech. Ale ona mnie unika... - opowiedziałem.
- Doskonale cię rozumiem. - odrzekła.
- Przepraszam, miałem ci dać chusteczkę. Proszę. - podając skrawek materiału odwróciłem się. 
Zamurowało mnie. Obok mnie siedziała Martina.
- Przepraszam. - powiedzieliśmy jednocześnie.
Chwilę potem padliśmy sobie w ramiona. 
- Obiecuję, że już nic nas nie podzieli. - powiedziałem cały czas trwając w jej uścisku.
- A kilometry? - zapytała.
- Nie myślę o tym teraz. Mamy przed sobą trzy cudowne miesiące. - oznajmiłem, po czym wyswobodziliśmy się ze swego przytulasa, i trzymając się za ręce, skierowaliśmy do domu Martiny.


♥♥♥

No heloł xd
Witam po tygodniu :3
I jest rozdział!
Jeeeej!
Przepraszam, że takie byle co,
ale pora robi swoje :X 
Zepsułam końcówkę totalnie :c 
SORRY :C
Chciałabym tu coś jeszcze napisać,
ale wolę napisać jutro lub pojutrze
notkę osobną,
bo trochę muszę Wam powiedzieć
o tym kiedy rozdziały na przykład :) 
Na dobranoc ważna informacja!
Nie stosowałam tego, ale tym razem
to zrobię i zobaczę jak sobie poradzicie :) 
SZANTAŻYK!
24 komentarze - Rozdział 24 :D 
ZMIANA : MOJE KOMCIE TEŻ SIĘ LICZĄ! :) 

To dobranoc xd

Mrs.Blanco

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 5/ Baw się dobrze

♥♥♥

Martina

Z tamtego dnia nie pamiętam praktycznie nic. Wiem tylko, że kiedy doszłam do rozdziału o Jorge, kiedy o mały włos, co nie wpadłam pod samochód. Uratował mnie, jak się później dowiedziałam, niejaki Diego. 
Pamiętam tylko jak wyglądał. Był przystojny, ale nie tak bardzo jak... Dlaczego o nim myślę non stop? Czyżbym się zakochała? Nie, nie, nie to niemożliwe. No ale wracając do Diego. Uważał się chyba za jakiegoś gwiazdora! No, twierdził potem, że jestem wariatką! No ja rozumiem, że mogłam sobie odebrać 
życie, ale w końcu bez przesady! Na dodatek wymusił od mojego taty nagrodę. Powiedział tak:
- Przez to wszystko podarłem sobie jeansy! Markowe, z     H&M... Kosztowały fortunę! - ojejku, jaki biedaczek... Naprawdę. No ale jednak grał to świetnie. Oczywiście mój staruszek na to poszedł i mu dał czek... Szkoda nerwów na takiego głupka. Mam nadzieje, że już nigdy go nie spotkam.   Ale nie o nim miałam myśleć. Wypadek....
Szłam spokojnie, nie zauważyłam po prostu auta. Kierowca odjechał jak nigdy nic, jakbym była tylko zwykłą muchą. A co by się stało, gdyby mnie potrącił?
Staram się zapomnieć nie chcę pamiętać. Nie. 
Teraz mam większe zmartwienie - dziewczyny specjalnie przesunęły wyjazd, bo są pewne, że jednak pojadę. A jeżeli się mylą, to co zrobię?! 



Angie

Po tym wszystkim długo nie mogłam sie pozbierać. Najgorsze jest to, że to chyba moja wina. Gdybym poszła razem  z nią, nie doszłoby do tego. Błagam, żeby tylko German mi jej znowu nie zabrał. Ostatnio, kiedy chciał ją wywieźć do Kataru, uratowało ją to, że on zrozumiał, jaki Tini ma talent. Doskonale to pamiętam.


On uświadomił sobie wtedy, jak wielki talent ma Tini. Pozwolił jej na rozwijanie talentu muzycznego. Przygrywa jej. Kiedyś awet razem śpiewaliśmy, ale to było już bardzo, bardzo dawno. Dzisiaj niezależnie od wszytskiego postanowiłam porozmawiać  z Germanem o wyjeździe. Umówiłam się z moją siostrzenicą, że pójdziemy razem, w końcu to w jej interesie.


German

Po tym wypadku uświadomiłem sobie, jak ważna jest dla mnie Martina i ile jestem w stanie dla niej zrobić.
Mogę zawsze rzucić wszystko i jej pomóc. Francisco... Też go kocham, ale... Odczuwam, że on niedługo się wyprowadzi, pomimo tego, że jest młodszy od siostry. Siedziałem akurat w salonie i rozmawiałem z Ramallo, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Do domu weszły Angie i moja córka.
-Martina! Boże, tak się o ciebie martwiłem... - widziałem, że ona także była zadowolona z powrotu do domu. Jednak była czymś przygnębiona.
-German, musimy poważnie porozmawiać odnośnie wyjazdu Tini...
-Jeżeli chcesz dyskutować ze mna na ten temat, to już podjąłem decyzję. Martina... Możesz jechać.

Tak bardzo uradowana, to ona jeszcze nigdy nie była. Biegała po całym domu, dzwoniła do przyjaciółek...
Jednak najpierw porozmawialiśmy.

-Martina, tylko uważaj na siebię, bardzo cię proszę. No i...Baw się dobrze. :)
Dziewczyna rozpłakała się ze szczęścia po czym ucałowała mnie w policzek.

♥♥♥

NARESZCIE!!!!
German się zgodził!
Nie w nastepnym, ale jeszcze nastepnym zacznie się Jortini. Jak myślicie, co sie wydarzy?

Mrs.Blanco



Chat~!~