Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ashley. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 37/ Nie ma już dla mnie ratunku.


PROSZĘ, PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM,
CHODZI TU O LOSY BLOGA.
Przypominam o Facebookowej stronie! :)
Tam mnie zawsze znajdziecie ;*
Zapraszam do lektury,
a na końcu i na "mały konkurs" :*


♥♥♥


Diego



Siedziałem spokojnie popijając kawę i próbując zagrać coś na dawno już rozstrojonej gitarze. Po chwili jednak usłyszałem charakterystyczny odgłos dzwonka do drzwi. Spojrzałem zdziwiony na zegar. Niedziela, 17:24. 

Nie byłem osobą, do której ludzie by tak lgnęli, czy też po prostu odwiedzali. Byłem inny. Właśnie, byłem, a teraz, aby im to udowodnić muszę się nieźle natrudzić.
Wstałem z czarnej, skórzanej sofy, znajdującej się w niewielkim salonie mojego nowoczesnego apartamentu, po czym udałem się do drzwi. 
Zamarłem, widząc w nich blondynkę. To była Ashley. Moja Ashley. Patrzyła na mnie, swoimi pięknymi, niebieskimi oczami.
- Diego. - szepnęła oszołomiona i wtuliła się we mnie. Czułem jak jej łzy moczą moją koszulę. Czule objąłem ją ramionami, zamykając tym samym w nim cały mój świat.
- Ashley. - wyszeptałem jej do ucha całując jej policzek. Spojrzałem kątem oka na Martinę, obejmowaną przez mojego kuzyna i uśmiechnąłem się do nich. Oni tylko odwzajemnili gest, po czym skinięciem głowy pożegnali się i skierowali do windy. Wpuściłem blondynkę do środka i zamknąłem drzwi.
- Napijesz się czegoś? - zapytałem kierując się do kuchni. Spojrzałem na nią. Stała z lekko podpuchniętymi oczami, trzymając dłoń na łokciu i kręcąc głową. Popatrzyłem na nią zdziwiony. Coś się ewidentnie stało. Podszedłem do niej i uniosłem jej podróbek do góry. Patrzyłem w jej oczy, z których znikł już tamten blask. Widziałem tylko strach i ból.
- Pocałuj mnie. Pocałuj tak, jakbyś to zrobił to pierwszy i ostatni raz. - poprosiła mnie nagle. Zamarłem, ale i moje serce zabiło szybciej. Przybliżyłem się do niej i delikatnie musnąłem jej wargi.
- Kocham Cię. - szepnąłem opierając swoje czoło o jej. Po raz kolejny usłyszałem jak szlocha.
- Ja Ciebie też kocham, Diego. I będę kochać już zawsze. Pół roku i jeden dzień dłużej. - odparła. Odsunąłem się zdziwiony.
- Pół roku? Chwila, dlaczego? Co będzie potem? - tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi.
- Potem odejdę. - powiedziała cicho.
- Wyjeżdżasz? Ashley, kochanie, pojadę z Tobą choćby na koniec świata. - obiecałem kręcąc głową i splatając nasze dłonie w jedność.
- Nie Diego, nie możesz... Odejdę na zawsze.
- Nie rozumiem...
- Mam białaczkę. Lekarze nie dają mi więcej niż pół roku. Nie ma już dla mnie ratunku. - wtedy po raz pierwszy w życiu płakałem...


Martina

- Jak myślisz, o co chodzi? - zapytałam ukochanego bawiąc się jego dłonią.
- Nie mam pojęcia, ale znając mojego kuzyna, nie będzie tego długo trzymał w tajemnicy. - zaśmiał się. Zachichotałam - Tini? - zatrzymał się nagle. Spojrzałam na niego pytająco - mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. Co widzisz w moich oczach? - zapytał mnie. Uśmiechnęłam się lekko. Podeszłam do niego i splotłam dłonie za jego szyją. Zatopiłam się w zieleni jego oczu.
- Widzę w nich słońce, któremu nareszcie udało się przebić przez chmury. Widzę czyste niebo i kilka motyli przelatujących nad łąką pełną kwiatów, które dopiero co zakwitły. A pośród nich widzę iskierkę. Skrzy się na wszystkie strony. I tę iskrę właśnie, nazywają miłością. - szepnęłam. Widziałam wzruszenie wymalowane na jego twarzy. Chłopak złączył nasze usta w pocałunku. Był jak muśnięcie wiatru. Delikatne i niesamowite zarazem.
- Jorge... - zaczęłam - nie zrań mnie, proszę. - poprosiłam patrząc na iskierki w jego szmaragdowych tęczówkach.
- Obiecuję. - powiedział. Mam nadzieję, że nie kłamał... Ugh, Tinita, znowu szukasz drugiego dna! Chłopak Cię kocha, okazuje to dosłownie na każdym kroku, a ty tak się zachowujesz.
- Idiotka. - pomyślałam w myślach zła.
Romantyczne chwile przerwał mi SMS od Mechi.

"Impreza dzisiaj, nie ma innej opcji! Zabieramy chłopaków ze sobą, będą grali w klubie. Do zobaczenia o 20, besos :*******".

Uśmiechnęłam się lekko.
- Gracie dzisiaj w klubie, a my idziemy z Wami. - uśmiechnęłam się.
- Serio? - zdziwił się - mamy jakiś koncert? - podrapał się po włosach. Wyjął telefon i dopiero wtedy zauważył wiadomość od Samu - rzeczywiście. - zaśmiał się. Pokręciłam głową z rozbawieniem.
- Jesteś strasznie roztargniony. - zauważyłam.
- Z taką dziewczyną u boku, nietrudno o zapomnienie o całym świecie. - puścił mi oczko. Zarumieniłam się lekko - pomidorku. - zaśmiał się - to moje ulubione warzywa. - na te słowa oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Ludzie patrzyli na nas dziwnie - za chwilę mam próbę... Zobaczymy się wieczorem? - zapytał mnie z nadzieją Blanco. Skinęłam głową z uśmiechem.
- Do wieczora. - musnęłam jego wargi, po czym niechętnie udałam się w stronę domu.


Ashley

- Diego błagam Cię, nie płacz. - szepnęłam. Chłopak chodził po pokoju w kółko.
- Nie, to niemożliwe... - powtarzał w kółko cicho, chowając twarz w dłoniach.
- Diego. - powtórzyłam.
- Niemożliwe, powiedz, że to chory sen. - poprosił. Spuściłam wzrok.
- Myślisz, że mi jest łatwo? - westchnęłam z bólem - każdego dnia budzę się z myślą, że ten dzień może być moim ostatnim. Diego proszę Cię, uspokój się. - szepnęłam błagalnie. Chłopak usiadł obok mnie i chwycił moje dłonie.
- Może jeszcze da się to wyleczyć? Może jest jeszcze jakaś szansa? - szepnął z nadzieją. Pokręciłam głową.
- Teraz chemia może mi już tylko zaszkodzić. - powiedziałam - już nic nie można zrobić. - na te słowa Dominguez rzucił kubkiem o podłogę. Wzdrygnęłam.
- Diego. - szepnęłam przerażona. Po raz pierwszy widziałam u niego łzy. Siedział na fotelu i płakał.
- Boję się. - powiedział - boję się, że Cię stracę. - powtórzył. Podeszłam do niego i delikatnie go pocałowałam.
- Kochanie... ja zawsze będę obok. - powiedziałam. Spojrzał na mnie.
- Ale dlaczego Ty? - ponownie zadał pytanie. Westchnęłam i usiadłam obok niego. Chwyciłam jego dłoń.
- Zacznę od początku. - postanowiłam. Brunet tylko skinął głową. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam mu w oczy - to miały być zwykłe badania kontrolne. Wiesz, tak żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Już po pobraniu krwi lekarz zaczął się niepokoić. Nie wiedziałam o co chodzi, ale musiałam zostać na kilka dni w szpitalu. Zaczęły się ciągłe badania, różne rozmowy, czy piję, palę... Nikt nie chciał mi powiedzieć co się dzieje, nie spałam przez to po nocach. - szepnęłam ze łzami, jednak starając się nie płakać - dopiero po pięciu dniach... lekarz powiedział mi, że... że choruję na nowotwór złośliwy. - moje oczy zaszkliły się jeszcze bardziej - na jakikolwiek ratunek jest już za późno, nie dają mi... więcej niż pół roku. - uśmiechnęłam się blado, a kilka łez spłynęło mi po policzkach. Chłopak objął mnie czule, chowając twarz w moich włosach.
- Nie pozwolę Ci odejść. - szepnął - obiecuję, że pomogę Ci wyzdrowieć. - dodał. Uśmiechnęłam się lekko i tylko zamknęłam oczy, zatracając się w tej chwili.


Mechi


- Może ta? - zapytałam.
- Nie, ta jest zbyt elegancka. - powiedziała Martina wyłaniając się z szafy.
- A ta? - wskazałam kolejną sukienkę.
- Zbyt prosta. - rzuciła.
- Ugh, no to w takim razie ty tutaj nie masz odpowiedniej sukienki na wieczór. - westchnęłam siadając zmarnowana na jej łóżku. Poczułam obok siebie wibracje. Na wyświetlaczu telefonu mojej przyjaciółki widniało zdjęcie Blanco. Spojrzałam w jej stronę. Chyba nie usłyszała, że dzwoni. Postanowiłam więc odebrać.
- Hej księżniczko. - powiedział subtelnym głosem.
- O ble, każda wasza rozmowa się tak zaczyna? - powiedziałam.
- Mechi? - wyraźnie się zdziwił.
- Przy telefonie.
- Mam! - krzyknęła Tini wyjmując kilka ubrań z szafy. Spojrzała na mnie - to Jorge? - zapytała wskazując na swojego białego iPhone'a. Skinęłam głową. Szatynka wręcz rzuciła się na mnie wyrywając mi telefon.
- Halo? - powiedziała - hej ... Tak, ja też tęsknię ... Ale spokojnie, zobaczymy się wieczorem ... Ja też cię kocham. Bardzo ... Do zobaczenia. - zakończyła rozmowę z uśmiechem.
- Widzę, że lovka się kręci. - powiedziałam szczęśliwa. Tini tylko pokiwała głowa.
- Nareszcie czuję, że jestem szczęśliwa. - rozmarzyła się - nareszcie mam dla kogo żyć, uśmiechać się, nareszcie mam kogo kochać. - odparła. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojego szczęścia. - szepnęłam - i mam nadzieję, że cię nie skrzywdzi. Jeśli to zrobi, to osobiście go zabiję. - obiecałam. Szatynka zaczęła się śmiać - dobra, a teraz ubieraj się, lecimy na imprezę! - zaśmiałam się.



♥♥♥

     Kilka spraw organizacyjnych, jednakże bardzo dla mnie ważnych! Proszę o przeczytanie!
Zacznę od początku... Zabijecie mnie zapewne za ten wczorajszy żart, prawda? Jednak jestem szczęśliwa, że go zrobiłam. Nie dlatego, że Was wkręciłam, ale dlatego, że poczułam jak bardzo mogę na Was liczyć. Już kilka minut po opublikowaniu "Love, Mrs.Blanco" zostałam zaspamowana na wszystkich moich social mediach wiadomościami. Pisaliście tyle miłych słów, tak bardzo czułam się choć przez chwilę dla kogoś ważna. Chciałabym w tym miejscu serdecznie pozdrowić Lil ly oraz Natalię. Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa. Szczerze? Czytając to wszystko miałam ochotę Was wszystkich przytulić. I osobiście mam nadzieję, że kiedyś będę miała taką okazję, poznać Was bliżej. Dziękuję Wam za wszystko! (i spokojnie, jak na razie nie mam zamiaru niczego zamykać czy też odchodzić <3).
     Jeżeli mówimy o poznaniu się! Mam dla Was mały konkurs. Ostatnio na pewnej konfie Julia oraz Nata no i ja, wpadłyśmy na pomysł założenia grupy. Nie traktuję się tutaj jako jakiegoś fejma, co to to nie :) Chcę po prostu mieć z Wami lepszy kontakt i możliwość poznania Was. Zasady są proste.

WYMYŚL NAZWĘ DLA MOJEJ GRUPY

NAGRODA:
Administrator + dedykacja 3 rozdziałów

Pomysły wysyłajcie na maila:
mrs.blanco77@gmail.com
w temacie wpisując
KONKURS JOL

Czas: do 15 kwietnia

     No, to to chyba tyle. Prócz tego postanowiłam, że zmniejszę szantaż, tym samym będę mogła dodawać więcej rozdziałów. A jak podoba Wam się rozdział? <3 Piszę teraz trochę na zapas, pozdrawiam Was chora z łóżka... ._. No nic, to tyle!

20 komentarzy ~ rozdział 38


Besos!
Mrs.Blanco




niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 36/ Jestem Ashley.



Ze specjalną dedykacją dla Lil ly, 
która dostała ataku serca
po tym jak dowiedziała się,
że ja to ja ♥



Jorge

Siedzimy wszyscy razem wokół ogniska. Palące się drewno iskrzy się. Wcześniej byłem jeszcze z Martiną u niej, gdyż nalegała, że chce się przebrać. Mówiłem jej, że przecież dobrze wygląda, jednakże ona tłumaczyła wszystko wygodą. Poczekałem na nią, aż przyszłaprzebrana. Uśmiechnąłem się widząc ją, po czym czule musnąłem policzek ukochanej. Chłopaki dali znać, że wszyscy są już na plaży. Wsiedliśmy na mój motor, po czym ruszyliśmy w kierunku wybrzeża.

Ze splecionymi dłońmi usiedliśmy obok naszych przyjaciół. Wszyscy wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Martina zaśmiała się lekko i odgarnęła włosy za ucho. Uśmiechnąłem się.
- Może. - powiedziałem tajemniczo. Pasquarelli westchnął lekko zły.
- Tak czy nie? - zapytał zbulwersowany. Zdziwiłem się lekko.
- Spuść z tonu może. - powiedziałem. Nie wiem o co mu chodzi, ale od czasu kiedy między mną a Martiną zaczęło się już coś naprawdę dziać, zaczął się dość dziwnie zachowywać. Ciągle miał jakiś problem, kłócił się o nic, był naprawdę nieprzyjemny.
- Bo robicie z tego nie wiadomo jaką tajemnicę, nie wiem jaki masz problem z tym, żeby powiedzieć nam czy jesteście razem czy nie. - wkurzył się. Zmarszczyłem brwi.
- O co ci chodzi? - założyłem ręce na klatce piersiowej. Szatyn tylko mruknął coś pod nosem i poszedł gdzieś zabierając ze sobą piwo. Martina spojrzała na niego niepewnie.
- Może pójdę z nim porozmawiać? - spytała.
- Nie Kochanie, lepiej zostaw go samego, facet sam nie wie jak się ma i zachowuje jakby miał okres. - odparłem, za co dostałem z łokcia. Złapałem się za obolałe miejsce.
- Nie obrażaj mi tu kobiet, panie Blanco. - odparła z satysfakcją i podeszła do dziewczyn. Zaśmiałem się kręcąc głową i spojrzałem na resztę.
- O co chodzi Ruggero? - zapytałem Facundo, który dorzucał coś do ogniska.
- Sam się zastanawiam... Ostatni ciągle taki jest. W zasadzie od czasu kiedy coś na poważnie zaczęło się dziać między tobą a Tini. - zauważył, podobnie jak ja wcześniej. Spojrzałem na śmiejącą i śpiewającą ukochaną. Na moją twarz wpłynął mimowolnie ciepły uśmiech. Jest taka słodka i delikatna. Nie mam pojęcia jakbym sobie bez niej poradził. Może i powtarzam to w kółko, ale taka jest prawda... Odkąd poznałem Martinę wszystko się zmieniło. Zacząłem uśmiechać się zupełnie bez powodu, pisać głębokie piosenki, poprawiać relację z rodziną i przyjaciółmi. Nareszcie stałem się szczęśliwy, a to wszystko dzięki mojej księżniczce. Właśnie, gdzie ona jest...?


Martina


Mam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, rodzinę. Ale czasem odnoszę wrażenie, że ja do nich nie pasuję. Nie wiem... Oni wszyscy są tacy promienni, uśmiechnięci, cieszą się z życia. No a ja? Doszukuję się nie wiadomo jakiego drugiego dna... Kiedyś nawet przeszło mi przez myśl, że Jorge to nie Jorge. Zabawne, czyż nie? Mam ochotę zrobić sobie krzywdę, gdy myślę, że mógłby mnie skrzywdzić. Widzę w jego oczach tyle miłości i troski. A najpiękniejsze jest to, że darzy nią właśnie mnie. To cudowne, że mam przy sobie takich ludzi jak Alejandro, Mariana, Mechi czy Jorge. Bardzo ich kocham.

Siedziałam na piasku, uciekając tam w momencie, kiedy reszta była pochłonięta rozmową. Tinitkę znów wzięło na przemyślenia. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok mnie.
- Co tu robisz? - zapytał mnie chłopak kładąc głowę na moich udach. Uśmiechnęłam się i zaczęłam bawić jego włosami.
- Rozmyślam sobie nad życiem. - odpowiedziałam.
- Czyli to co zwykle. - zaczął się śmiać szatyn, za co oberwał w czoło - co Ty taka brutalna? - zaczął masować obolałe miejsce, na co ja zaczęłam się śmiać i po chwili położyłam obok niego.
- Ja chyba do was nie pasuję, wiesz? - westchnęłam patrząc w gwiazdy, które przebijały się gdzieniegdzie na niebie. Jorge widocznie się zdziwił, gdyż oparł się na łokciu i spojrzał na mnie pytająco.
- Dlaczego tak uważasz? - zapytał. Spojrzałam na niego i pogładziłam jego policzek. Jorge tylko uśmiechnął się i chwycił moją dłoń, całując ją. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Spójrz na was wszystkich... Jesteście tacy wspaniali, szczęśliwi, sławni. Mogłeś sobie znaleźć dziewczynę z bilboardu, a nie Madrytu. - posmutniałam.
- Tylko, że zakochałem się w dziewczynie z Madrytu. W prawdziwej, naturalnej, uśmiechniętej - pstryknął mnie w nosek - Martinie Stoessel. I to ją kocham, a nie pierwszą lepszą dziewczynę z bilboardu. - na te słowa jakoś odetchnęłam. Nie wiem dlaczego, ale uspokoił mnie.
- Kocham Cię. - szepnęłam całując go czule. Jest niesamowity.
- Ja to wiem. - zaśmiał się przerzucając mnie przez ramię.
- Blanco postaw mnie natychmiast! - pisnęłam. Jednak mój wspaniały chłopak postanowił zrobić inaczej. Zaczęłam się śmiać. Jest taki słodki! Wbiegł do morza, stawiając mnie dopiero w wodzie. Zarzuciłam dłonie za jego szyją, a on objął mnie w pasie, po czym nasze usta złączyły się w pocałunku. Oh słodki losie, czym ja sobie na niego zasłużyłam?


Jorge


W Madrycie miałem zostać jeszcze trzy dni. Następnie musiałem wracać do Buenos Aires. Wróciły wywiady, nagrania i inne tego typu sprawy. A pomiędzy tym wszystkim związek z Martiną. Boję się, że nie dam rady i zawalę, a ona będzie cierpieć. To ostatnie czego pragnę. Dzisiaj jesteśmy umówieni w pobliskiej kawiarni. To jednak nasze ostatnie chwile razem i chcemy je jak najlepiej wykorzystać. Ja zresztą też mam już plany na najbliższe dni. Oprócz tego, muszę z nią koniecznie porozmawiać na temat "Esperanza mia". To ogromna, a kto wie, może i jej życiowa szansa, której nie może zaprzepaścić. Chcę jej pomóc spełnić marzenia, tak jak ona spełniła moje, o prawdziwej miłości.

O umówionej godzinie udałem się do tej kawiarni w stylu lat '70. Pamiętam jak wtedy przyjechałem tam dla Martiny. I zaczęły się te nasze podchody. Ale teraz nareszcie jesteśmy razem i możemy cieszyć się sobą nawzajem.
- O wilku mowa. - pomyślałem, widząc ukochaną wchodzącą do budynku. Zaczęła rozglądać się za mną, a gdy nasze spojrzenia się spotkały, momentalnie się uśmiechnęła. Wyglądała prześlicznie. Zresztą ona zawsze świetnie wygląda. Cała jest idealna.
- Hej. - uśmiechnęła się dając mi krótkiego buziaka, które ja oczywiście przedłużyłem. Objąłem ją w talii i założyłem kosmyk jej włosów za ucho. Ta jednak po chwili niechętnie przerwała pocałunek.
- Wszyscy na nas patrzą. - zauważyła.
- I dobrze, niech wiedzą, jaką mam cudowną dziewczynę! - ostatnie słowa zacząłem wykrzykiwać na prawie całą kawiarnię, jednak Tini szybko zakryła mi buzię dłonią.
- Zamknij się. - wycedziła przez zęby próbując powstrzymać śmiech. Uśmiechnąłem się triumfalnie, po czym oboje usiedliśmy przy stoliku. Chwilę później pojawiła się przy nas młodziutka kelnerka, na oko nawet młodsza od Tini.
- Czy mogę przyjąć zamówienie? - powiedziała oblizując wargę i wpatrując się we mnie. Widziałem kątem oka niezadowolenie Martiny. Bawiły mnie obydwie.
- Oczywiście. - odpowiedziałem puszczając oczko ukochanej. Uspokoiła się w duchu. Rudowłosa kelnerka wyjęła notesik i zaczęła notować.
- Poproszę dwa razy torcik bezowy, a oprócz tego dwa razy frappucino. - odparłem patrząc w kartę.
- Dla pana wezmę najładniejszy kawałek. - zachichotała. Znajdująca się w dłoni Tini karteczka momentalnie została zgnieciona - czy ma pan jeszcze jakieś życzenia? - zapytała trzepocząc rzęsami, które nawet ja zauważyłem, że są doczepiane.
- Ja mam życzenie, kochanie, weźmy jeszcze truskawki i bitą śmietanę, pamiętasz, tak jak wtedy w Argentynie, kiedy siedzieliśmy pod tamtym drzewem. Nigdy nie zapomnę tamtego popołudnia. - powiedziała siedząca naprzeciwko mnie, akcentując każde słowo, pokazujące, że "jestem tylko jej". Zaśmiałem się pod nosem. Dziewczyna niezbyt zadowolona odeszła w stronę innych stolików. Odprowadziłem ją wzrokiem, a już po chwili poczułem smak malinowej pomadki Tini. Odwzajemniłem pocałunek z uśmiechem.
- Mała zazdrośnico, ludzie patrzą. - zaśmiałem się cicho splatając nasze dłonie razem.
- Niech patrzą i zazdroszczą. - puściła mi oczko.


Ashley

Błąkałam się uliczkami Madrytu. Jestem tutaj pierwszy raz. Ale musiałam przyjechać. Muszę odnaleźć Diego, a jak nie jego, to chociaż kogoś z jego przyjaciół. Strasznie za nim tęsknię, a poza tym... Ostatnia dowiedziałam się okrutnej prawdy. Muszę mu powiedzieć, co czuję, zanim będzie za późno. Kocham go i nawet, jeśli on nie odwzajemnia moich uczuć, to muszę mu powiedzieć. Wyrok jaki usłyszałam załamał mnie i muszę zrobić wszystko to, na co wcześniej nie miałam odwagi.
Pobyt Dominguez'a w Portugalii zupełnie odmienił moje życie. Zakochałam się, do szaleństwa. Nie myślałam o niczym innym, tylko nim. A gdy wyjechał wszystko jakby straciło barwy i znów stało się szare. 
Nie umiem opisać uczucia jakim jest miłość. To prostu pojawia się i jest. W takich momentach zapominasz o całym świecie, a gdy wreszcie oprzytomniejesz, uświadamiasz sobie, jakie błędy popełniłaś/łeś będąc w tym niesamowitym transie. Jednak nie żałuję, że się zakochałam. Ba, jestem szczęśliwa. Bo nareszcie znalazłam choć iskrę nadziei na lepsze jutro.
Spacerując tak przez park, zauważyłam pewną parę. Doskonale wiedziałam kto to.
- Martina. - pomyślałam szczęśliwa. Nie myślałam, że pójdzie tak łatwo. W tak dużym mieście odnaleźć przyjaciółkę ukochanego. Szybko podeszłam do niej.
- To Ty jesteś Martina, prawda? - zapytałam z nadzieją. Szatynka spojrzała zdezorientowana na Jorge, jednak gdy chciała coś powiedzieć, przerwałam jej - musisz mi pomóc odnaleźć Diego. Jestem Ashley. - dziewczyna zamarła.


♥♥♥


No prooooszę, któż to raczył dodać rozdział! Żyję misiaki, żyję. Tylko potrzebowałam przerwy. Ale nareszcie przybywam. A więc jak się czujecie? Mamy godzinę 2 w nocy, a w zasadzie to 3, bo przestawiamy godzinę ._. ... Tia, wspaniale. 
Jejku, tyle się u mnie wydarzyło przez te trzy miesiące! Spotkałam się ponownie z internetową przyjaciółką (Olcia tęsknię :c), miałam urodzinki i awww, poznałam moje czytelniczki. W zasadzie zupełnie przypadkiem. 
Bowiem przed bitwą Vilovers w Radiu Young Stars, 24 marca, powstała konfa... I tak się złożyło, że rozmawiając o różnorodnych fanfictions, podrzuciłam linka do mojego bloga. Jejku, nie jestem w stanie opisać tego uczucia. Zawsze marzyłam o czymś takim, że ktoś będzie szczęśliwy, bo mnie poznał. Łzy kręciły mi się w oku czytając wiadomości "to dzięki Tobie zaczęłam pisać", "uwielbiam Twojego bloga", "to mój ulubiony blog"... Życzę każdej blogerce tego, aby spotkała się z takimi osobami <3 Kasia, Julka i Nata, pozdrawiam! ♥ Naprawdę, to niesamowite... A najlepsze jest to, że wszystko wyszło na jaw zupełnie przez przypadek! 
Dziękuję Wam wszystkim, za to, że jesteście. NIE DAŁABYM BEZ WAS RADY, NAPRAWDĘ.
A jeszcze - jeśli w czwartek, o 19, słuchaliście Radia Young Stars, bitwy grupy G, w tym Vilovers, to ta reprezentantka gaduła to byłam ja, haha :D ^^ :***


Jeszcze kilka ogłoszeń:
ROZDZIAŁY NIE BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ REGULARNIE - po prostu nie jestem w stanie ich pisać na bieżąco. Piszę wtedy, gdy znajduję czas, a teraz o niego naprawdę u mnie ciężko. Ale spokojnie, to nie tak, że rozdziały będą co trzy miesiące, nie nie. Po prostu nie liczcie na to, że w każdy załóżmy piątek będzie rozdział. Wiem, że obiecywałam co innego. Niestety, siła wyższa, przepraszam.

PRZYPOMINAM O MOIM FACEBOOKU - jeśli chcecie mieć ze mną jakikolwiek kontakt, to zapraszam tutaj, z pewnością szybciutko odpowiem <3 KLIK

I OCZYWIŚCIE WESOŁYCH ŚWIĄT! Na te święta Wielkiej Nocy życzę Wam z całego serducha bogatego zająca, mokrego dyngusa, smacznego jajca, odpoczynku i dużo radości. Przesyłam Wam miliony buziaków!

PS. Wracamy do szantażyku. Przepraszam, muszę.

30 komentarzy ~ rozdział 37

Besos Aniołki moje!
Mrs.Blanco



Chat~!~