Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diego. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 37/ Nie ma już dla mnie ratunku.


PROSZĘ, PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM,
CHODZI TU O LOSY BLOGA.
Przypominam o Facebookowej stronie! :)
Tam mnie zawsze znajdziecie ;*
Zapraszam do lektury,
a na końcu i na "mały konkurs" :*


♥♥♥


Diego



Siedziałem spokojnie popijając kawę i próbując zagrać coś na dawno już rozstrojonej gitarze. Po chwili jednak usłyszałem charakterystyczny odgłos dzwonka do drzwi. Spojrzałem zdziwiony na zegar. Niedziela, 17:24. 

Nie byłem osobą, do której ludzie by tak lgnęli, czy też po prostu odwiedzali. Byłem inny. Właśnie, byłem, a teraz, aby im to udowodnić muszę się nieźle natrudzić.
Wstałem z czarnej, skórzanej sofy, znajdującej się w niewielkim salonie mojego nowoczesnego apartamentu, po czym udałem się do drzwi. 
Zamarłem, widząc w nich blondynkę. To była Ashley. Moja Ashley. Patrzyła na mnie, swoimi pięknymi, niebieskimi oczami.
- Diego. - szepnęła oszołomiona i wtuliła się we mnie. Czułem jak jej łzy moczą moją koszulę. Czule objąłem ją ramionami, zamykając tym samym w nim cały mój świat.
- Ashley. - wyszeptałem jej do ucha całując jej policzek. Spojrzałem kątem oka na Martinę, obejmowaną przez mojego kuzyna i uśmiechnąłem się do nich. Oni tylko odwzajemnili gest, po czym skinięciem głowy pożegnali się i skierowali do windy. Wpuściłem blondynkę do środka i zamknąłem drzwi.
- Napijesz się czegoś? - zapytałem kierując się do kuchni. Spojrzałem na nią. Stała z lekko podpuchniętymi oczami, trzymając dłoń na łokciu i kręcąc głową. Popatrzyłem na nią zdziwiony. Coś się ewidentnie stało. Podszedłem do niej i uniosłem jej podróbek do góry. Patrzyłem w jej oczy, z których znikł już tamten blask. Widziałem tylko strach i ból.
- Pocałuj mnie. Pocałuj tak, jakbyś to zrobił to pierwszy i ostatni raz. - poprosiła mnie nagle. Zamarłem, ale i moje serce zabiło szybciej. Przybliżyłem się do niej i delikatnie musnąłem jej wargi.
- Kocham Cię. - szepnąłem opierając swoje czoło o jej. Po raz kolejny usłyszałem jak szlocha.
- Ja Ciebie też kocham, Diego. I będę kochać już zawsze. Pół roku i jeden dzień dłużej. - odparła. Odsunąłem się zdziwiony.
- Pół roku? Chwila, dlaczego? Co będzie potem? - tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi.
- Potem odejdę. - powiedziała cicho.
- Wyjeżdżasz? Ashley, kochanie, pojadę z Tobą choćby na koniec świata. - obiecałem kręcąc głową i splatając nasze dłonie w jedność.
- Nie Diego, nie możesz... Odejdę na zawsze.
- Nie rozumiem...
- Mam białaczkę. Lekarze nie dają mi więcej niż pół roku. Nie ma już dla mnie ratunku. - wtedy po raz pierwszy w życiu płakałem...


Martina

- Jak myślisz, o co chodzi? - zapytałam ukochanego bawiąc się jego dłonią.
- Nie mam pojęcia, ale znając mojego kuzyna, nie będzie tego długo trzymał w tajemnicy. - zaśmiał się. Zachichotałam - Tini? - zatrzymał się nagle. Spojrzałam na niego pytająco - mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. Co widzisz w moich oczach? - zapytał mnie. Uśmiechnęłam się lekko. Podeszłam do niego i splotłam dłonie za jego szyją. Zatopiłam się w zieleni jego oczu.
- Widzę w nich słońce, któremu nareszcie udało się przebić przez chmury. Widzę czyste niebo i kilka motyli przelatujących nad łąką pełną kwiatów, które dopiero co zakwitły. A pośród nich widzę iskierkę. Skrzy się na wszystkie strony. I tę iskrę właśnie, nazywają miłością. - szepnęłam. Widziałam wzruszenie wymalowane na jego twarzy. Chłopak złączył nasze usta w pocałunku. Był jak muśnięcie wiatru. Delikatne i niesamowite zarazem.
- Jorge... - zaczęłam - nie zrań mnie, proszę. - poprosiłam patrząc na iskierki w jego szmaragdowych tęczówkach.
- Obiecuję. - powiedział. Mam nadzieję, że nie kłamał... Ugh, Tinita, znowu szukasz drugiego dna! Chłopak Cię kocha, okazuje to dosłownie na każdym kroku, a ty tak się zachowujesz.
- Idiotka. - pomyślałam w myślach zła.
Romantyczne chwile przerwał mi SMS od Mechi.

"Impreza dzisiaj, nie ma innej opcji! Zabieramy chłopaków ze sobą, będą grali w klubie. Do zobaczenia o 20, besos :*******".

Uśmiechnęłam się lekko.
- Gracie dzisiaj w klubie, a my idziemy z Wami. - uśmiechnęłam się.
- Serio? - zdziwił się - mamy jakiś koncert? - podrapał się po włosach. Wyjął telefon i dopiero wtedy zauważył wiadomość od Samu - rzeczywiście. - zaśmiał się. Pokręciłam głową z rozbawieniem.
- Jesteś strasznie roztargniony. - zauważyłam.
- Z taką dziewczyną u boku, nietrudno o zapomnienie o całym świecie. - puścił mi oczko. Zarumieniłam się lekko - pomidorku. - zaśmiał się - to moje ulubione warzywa. - na te słowa oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Ludzie patrzyli na nas dziwnie - za chwilę mam próbę... Zobaczymy się wieczorem? - zapytał mnie z nadzieją Blanco. Skinęłam głową z uśmiechem.
- Do wieczora. - musnęłam jego wargi, po czym niechętnie udałam się w stronę domu.


Ashley

- Diego błagam Cię, nie płacz. - szepnęłam. Chłopak chodził po pokoju w kółko.
- Nie, to niemożliwe... - powtarzał w kółko cicho, chowając twarz w dłoniach.
- Diego. - powtórzyłam.
- Niemożliwe, powiedz, że to chory sen. - poprosił. Spuściłam wzrok.
- Myślisz, że mi jest łatwo? - westchnęłam z bólem - każdego dnia budzę się z myślą, że ten dzień może być moim ostatnim. Diego proszę Cię, uspokój się. - szepnęłam błagalnie. Chłopak usiadł obok mnie i chwycił moje dłonie.
- Może jeszcze da się to wyleczyć? Może jest jeszcze jakaś szansa? - szepnął z nadzieją. Pokręciłam głową.
- Teraz chemia może mi już tylko zaszkodzić. - powiedziałam - już nic nie można zrobić. - na te słowa Dominguez rzucił kubkiem o podłogę. Wzdrygnęłam.
- Diego. - szepnęłam przerażona. Po raz pierwszy widziałam u niego łzy. Siedział na fotelu i płakał.
- Boję się. - powiedział - boję się, że Cię stracę. - powtórzył. Podeszłam do niego i delikatnie go pocałowałam.
- Kochanie... ja zawsze będę obok. - powiedziałam. Spojrzał na mnie.
- Ale dlaczego Ty? - ponownie zadał pytanie. Westchnęłam i usiadłam obok niego. Chwyciłam jego dłoń.
- Zacznę od początku. - postanowiłam. Brunet tylko skinął głową. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam mu w oczy - to miały być zwykłe badania kontrolne. Wiesz, tak żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Już po pobraniu krwi lekarz zaczął się niepokoić. Nie wiedziałam o co chodzi, ale musiałam zostać na kilka dni w szpitalu. Zaczęły się ciągłe badania, różne rozmowy, czy piję, palę... Nikt nie chciał mi powiedzieć co się dzieje, nie spałam przez to po nocach. - szepnęłam ze łzami, jednak starając się nie płakać - dopiero po pięciu dniach... lekarz powiedział mi, że... że choruję na nowotwór złośliwy. - moje oczy zaszkliły się jeszcze bardziej - na jakikolwiek ratunek jest już za późno, nie dają mi... więcej niż pół roku. - uśmiechnęłam się blado, a kilka łez spłynęło mi po policzkach. Chłopak objął mnie czule, chowając twarz w moich włosach.
- Nie pozwolę Ci odejść. - szepnął - obiecuję, że pomogę Ci wyzdrowieć. - dodał. Uśmiechnęłam się lekko i tylko zamknęłam oczy, zatracając się w tej chwili.


Mechi


- Może ta? - zapytałam.
- Nie, ta jest zbyt elegancka. - powiedziała Martina wyłaniając się z szafy.
- A ta? - wskazałam kolejną sukienkę.
- Zbyt prosta. - rzuciła.
- Ugh, no to w takim razie ty tutaj nie masz odpowiedniej sukienki na wieczór. - westchnęłam siadając zmarnowana na jej łóżku. Poczułam obok siebie wibracje. Na wyświetlaczu telefonu mojej przyjaciółki widniało zdjęcie Blanco. Spojrzałam w jej stronę. Chyba nie usłyszała, że dzwoni. Postanowiłam więc odebrać.
- Hej księżniczko. - powiedział subtelnym głosem.
- O ble, każda wasza rozmowa się tak zaczyna? - powiedziałam.
- Mechi? - wyraźnie się zdziwił.
- Przy telefonie.
- Mam! - krzyknęła Tini wyjmując kilka ubrań z szafy. Spojrzała na mnie - to Jorge? - zapytała wskazując na swojego białego iPhone'a. Skinęłam głową. Szatynka wręcz rzuciła się na mnie wyrywając mi telefon.
- Halo? - powiedziała - hej ... Tak, ja też tęsknię ... Ale spokojnie, zobaczymy się wieczorem ... Ja też cię kocham. Bardzo ... Do zobaczenia. - zakończyła rozmowę z uśmiechem.
- Widzę, że lovka się kręci. - powiedziałam szczęśliwa. Tini tylko pokiwała głowa.
- Nareszcie czuję, że jestem szczęśliwa. - rozmarzyła się - nareszcie mam dla kogo żyć, uśmiechać się, nareszcie mam kogo kochać. - odparła. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojego szczęścia. - szepnęłam - i mam nadzieję, że cię nie skrzywdzi. Jeśli to zrobi, to osobiście go zabiję. - obiecałam. Szatynka zaczęła się śmiać - dobra, a teraz ubieraj się, lecimy na imprezę! - zaśmiałam się.



♥♥♥

     Kilka spraw organizacyjnych, jednakże bardzo dla mnie ważnych! Proszę o przeczytanie!
Zacznę od początku... Zabijecie mnie zapewne za ten wczorajszy żart, prawda? Jednak jestem szczęśliwa, że go zrobiłam. Nie dlatego, że Was wkręciłam, ale dlatego, że poczułam jak bardzo mogę na Was liczyć. Już kilka minut po opublikowaniu "Love, Mrs.Blanco" zostałam zaspamowana na wszystkich moich social mediach wiadomościami. Pisaliście tyle miłych słów, tak bardzo czułam się choć przez chwilę dla kogoś ważna. Chciałabym w tym miejscu serdecznie pozdrowić Lil ly oraz Natalię. Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa. Szczerze? Czytając to wszystko miałam ochotę Was wszystkich przytulić. I osobiście mam nadzieję, że kiedyś będę miała taką okazję, poznać Was bliżej. Dziękuję Wam za wszystko! (i spokojnie, jak na razie nie mam zamiaru niczego zamykać czy też odchodzić <3).
     Jeżeli mówimy o poznaniu się! Mam dla Was mały konkurs. Ostatnio na pewnej konfie Julia oraz Nata no i ja, wpadłyśmy na pomysł założenia grupy. Nie traktuję się tutaj jako jakiegoś fejma, co to to nie :) Chcę po prostu mieć z Wami lepszy kontakt i możliwość poznania Was. Zasady są proste.

WYMYŚL NAZWĘ DLA MOJEJ GRUPY

NAGRODA:
Administrator + dedykacja 3 rozdziałów

Pomysły wysyłajcie na maila:
mrs.blanco77@gmail.com
w temacie wpisując
KONKURS JOL

Czas: do 15 kwietnia

     No, to to chyba tyle. Prócz tego postanowiłam, że zmniejszę szantaż, tym samym będę mogła dodawać więcej rozdziałów. A jak podoba Wam się rozdział? <3 Piszę teraz trochę na zapas, pozdrawiam Was chora z łóżka... ._. No nic, to tyle!

20 komentarzy ~ rozdział 38


Besos!
Mrs.Blanco




niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 36/ Jestem Ashley.



Ze specjalną dedykacją dla Lil ly, 
która dostała ataku serca
po tym jak dowiedziała się,
że ja to ja ♥



Jorge

Siedzimy wszyscy razem wokół ogniska. Palące się drewno iskrzy się. Wcześniej byłem jeszcze z Martiną u niej, gdyż nalegała, że chce się przebrać. Mówiłem jej, że przecież dobrze wygląda, jednakże ona tłumaczyła wszystko wygodą. Poczekałem na nią, aż przyszłaprzebrana. Uśmiechnąłem się widząc ją, po czym czule musnąłem policzek ukochanej. Chłopaki dali znać, że wszyscy są już na plaży. Wsiedliśmy na mój motor, po czym ruszyliśmy w kierunku wybrzeża.

Ze splecionymi dłońmi usiedliśmy obok naszych przyjaciół. Wszyscy wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Martina zaśmiała się lekko i odgarnęła włosy za ucho. Uśmiechnąłem się.
- Może. - powiedziałem tajemniczo. Pasquarelli westchnął lekko zły.
- Tak czy nie? - zapytał zbulwersowany. Zdziwiłem się lekko.
- Spuść z tonu może. - powiedziałem. Nie wiem o co mu chodzi, ale od czasu kiedy między mną a Martiną zaczęło się już coś naprawdę dziać, zaczął się dość dziwnie zachowywać. Ciągle miał jakiś problem, kłócił się o nic, był naprawdę nieprzyjemny.
- Bo robicie z tego nie wiadomo jaką tajemnicę, nie wiem jaki masz problem z tym, żeby powiedzieć nam czy jesteście razem czy nie. - wkurzył się. Zmarszczyłem brwi.
- O co ci chodzi? - założyłem ręce na klatce piersiowej. Szatyn tylko mruknął coś pod nosem i poszedł gdzieś zabierając ze sobą piwo. Martina spojrzała na niego niepewnie.
- Może pójdę z nim porozmawiać? - spytała.
- Nie Kochanie, lepiej zostaw go samego, facet sam nie wie jak się ma i zachowuje jakby miał okres. - odparłem, za co dostałem z łokcia. Złapałem się za obolałe miejsce.
- Nie obrażaj mi tu kobiet, panie Blanco. - odparła z satysfakcją i podeszła do dziewczyn. Zaśmiałem się kręcąc głową i spojrzałem na resztę.
- O co chodzi Ruggero? - zapytałem Facundo, który dorzucał coś do ogniska.
- Sam się zastanawiam... Ostatni ciągle taki jest. W zasadzie od czasu kiedy coś na poważnie zaczęło się dziać między tobą a Tini. - zauważył, podobnie jak ja wcześniej. Spojrzałem na śmiejącą i śpiewającą ukochaną. Na moją twarz wpłynął mimowolnie ciepły uśmiech. Jest taka słodka i delikatna. Nie mam pojęcia jakbym sobie bez niej poradził. Może i powtarzam to w kółko, ale taka jest prawda... Odkąd poznałem Martinę wszystko się zmieniło. Zacząłem uśmiechać się zupełnie bez powodu, pisać głębokie piosenki, poprawiać relację z rodziną i przyjaciółmi. Nareszcie stałem się szczęśliwy, a to wszystko dzięki mojej księżniczce. Właśnie, gdzie ona jest...?


Martina


Mam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, rodzinę. Ale czasem odnoszę wrażenie, że ja do nich nie pasuję. Nie wiem... Oni wszyscy są tacy promienni, uśmiechnięci, cieszą się z życia. No a ja? Doszukuję się nie wiadomo jakiego drugiego dna... Kiedyś nawet przeszło mi przez myśl, że Jorge to nie Jorge. Zabawne, czyż nie? Mam ochotę zrobić sobie krzywdę, gdy myślę, że mógłby mnie skrzywdzić. Widzę w jego oczach tyle miłości i troski. A najpiękniejsze jest to, że darzy nią właśnie mnie. To cudowne, że mam przy sobie takich ludzi jak Alejandro, Mariana, Mechi czy Jorge. Bardzo ich kocham.

Siedziałam na piasku, uciekając tam w momencie, kiedy reszta była pochłonięta rozmową. Tinitkę znów wzięło na przemyślenia. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok mnie.
- Co tu robisz? - zapytał mnie chłopak kładąc głowę na moich udach. Uśmiechnęłam się i zaczęłam bawić jego włosami.
- Rozmyślam sobie nad życiem. - odpowiedziałam.
- Czyli to co zwykle. - zaczął się śmiać szatyn, za co oberwał w czoło - co Ty taka brutalna? - zaczął masować obolałe miejsce, na co ja zaczęłam się śmiać i po chwili położyłam obok niego.
- Ja chyba do was nie pasuję, wiesz? - westchnęłam patrząc w gwiazdy, które przebijały się gdzieniegdzie na niebie. Jorge widocznie się zdziwił, gdyż oparł się na łokciu i spojrzał na mnie pytająco.
- Dlaczego tak uważasz? - zapytał. Spojrzałam na niego i pogładziłam jego policzek. Jorge tylko uśmiechnął się i chwycił moją dłoń, całując ją. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Spójrz na was wszystkich... Jesteście tacy wspaniali, szczęśliwi, sławni. Mogłeś sobie znaleźć dziewczynę z bilboardu, a nie Madrytu. - posmutniałam.
- Tylko, że zakochałem się w dziewczynie z Madrytu. W prawdziwej, naturalnej, uśmiechniętej - pstryknął mnie w nosek - Martinie Stoessel. I to ją kocham, a nie pierwszą lepszą dziewczynę z bilboardu. - na te słowa jakoś odetchnęłam. Nie wiem dlaczego, ale uspokoił mnie.
- Kocham Cię. - szepnęłam całując go czule. Jest niesamowity.
- Ja to wiem. - zaśmiał się przerzucając mnie przez ramię.
- Blanco postaw mnie natychmiast! - pisnęłam. Jednak mój wspaniały chłopak postanowił zrobić inaczej. Zaczęłam się śmiać. Jest taki słodki! Wbiegł do morza, stawiając mnie dopiero w wodzie. Zarzuciłam dłonie za jego szyją, a on objął mnie w pasie, po czym nasze usta złączyły się w pocałunku. Oh słodki losie, czym ja sobie na niego zasłużyłam?


Jorge


W Madrycie miałem zostać jeszcze trzy dni. Następnie musiałem wracać do Buenos Aires. Wróciły wywiady, nagrania i inne tego typu sprawy. A pomiędzy tym wszystkim związek z Martiną. Boję się, że nie dam rady i zawalę, a ona będzie cierpieć. To ostatnie czego pragnę. Dzisiaj jesteśmy umówieni w pobliskiej kawiarni. To jednak nasze ostatnie chwile razem i chcemy je jak najlepiej wykorzystać. Ja zresztą też mam już plany na najbliższe dni. Oprócz tego, muszę z nią koniecznie porozmawiać na temat "Esperanza mia". To ogromna, a kto wie, może i jej życiowa szansa, której nie może zaprzepaścić. Chcę jej pomóc spełnić marzenia, tak jak ona spełniła moje, o prawdziwej miłości.

O umówionej godzinie udałem się do tej kawiarni w stylu lat '70. Pamiętam jak wtedy przyjechałem tam dla Martiny. I zaczęły się te nasze podchody. Ale teraz nareszcie jesteśmy razem i możemy cieszyć się sobą nawzajem.
- O wilku mowa. - pomyślałem, widząc ukochaną wchodzącą do budynku. Zaczęła rozglądać się za mną, a gdy nasze spojrzenia się spotkały, momentalnie się uśmiechnęła. Wyglądała prześlicznie. Zresztą ona zawsze świetnie wygląda. Cała jest idealna.
- Hej. - uśmiechnęła się dając mi krótkiego buziaka, które ja oczywiście przedłużyłem. Objąłem ją w talii i założyłem kosmyk jej włosów za ucho. Ta jednak po chwili niechętnie przerwała pocałunek.
- Wszyscy na nas patrzą. - zauważyła.
- I dobrze, niech wiedzą, jaką mam cudowną dziewczynę! - ostatnie słowa zacząłem wykrzykiwać na prawie całą kawiarnię, jednak Tini szybko zakryła mi buzię dłonią.
- Zamknij się. - wycedziła przez zęby próbując powstrzymać śmiech. Uśmiechnąłem się triumfalnie, po czym oboje usiedliśmy przy stoliku. Chwilę później pojawiła się przy nas młodziutka kelnerka, na oko nawet młodsza od Tini.
- Czy mogę przyjąć zamówienie? - powiedziała oblizując wargę i wpatrując się we mnie. Widziałem kątem oka niezadowolenie Martiny. Bawiły mnie obydwie.
- Oczywiście. - odpowiedziałem puszczając oczko ukochanej. Uspokoiła się w duchu. Rudowłosa kelnerka wyjęła notesik i zaczęła notować.
- Poproszę dwa razy torcik bezowy, a oprócz tego dwa razy frappucino. - odparłem patrząc w kartę.
- Dla pana wezmę najładniejszy kawałek. - zachichotała. Znajdująca się w dłoni Tini karteczka momentalnie została zgnieciona - czy ma pan jeszcze jakieś życzenia? - zapytała trzepocząc rzęsami, które nawet ja zauważyłem, że są doczepiane.
- Ja mam życzenie, kochanie, weźmy jeszcze truskawki i bitą śmietanę, pamiętasz, tak jak wtedy w Argentynie, kiedy siedzieliśmy pod tamtym drzewem. Nigdy nie zapomnę tamtego popołudnia. - powiedziała siedząca naprzeciwko mnie, akcentując każde słowo, pokazujące, że "jestem tylko jej". Zaśmiałem się pod nosem. Dziewczyna niezbyt zadowolona odeszła w stronę innych stolików. Odprowadziłem ją wzrokiem, a już po chwili poczułem smak malinowej pomadki Tini. Odwzajemniłem pocałunek z uśmiechem.
- Mała zazdrośnico, ludzie patrzą. - zaśmiałem się cicho splatając nasze dłonie razem.
- Niech patrzą i zazdroszczą. - puściła mi oczko.


Ashley

Błąkałam się uliczkami Madrytu. Jestem tutaj pierwszy raz. Ale musiałam przyjechać. Muszę odnaleźć Diego, a jak nie jego, to chociaż kogoś z jego przyjaciół. Strasznie za nim tęsknię, a poza tym... Ostatnia dowiedziałam się okrutnej prawdy. Muszę mu powiedzieć, co czuję, zanim będzie za późno. Kocham go i nawet, jeśli on nie odwzajemnia moich uczuć, to muszę mu powiedzieć. Wyrok jaki usłyszałam załamał mnie i muszę zrobić wszystko to, na co wcześniej nie miałam odwagi.
Pobyt Dominguez'a w Portugalii zupełnie odmienił moje życie. Zakochałam się, do szaleństwa. Nie myślałam o niczym innym, tylko nim. A gdy wyjechał wszystko jakby straciło barwy i znów stało się szare. 
Nie umiem opisać uczucia jakim jest miłość. To prostu pojawia się i jest. W takich momentach zapominasz o całym świecie, a gdy wreszcie oprzytomniejesz, uświadamiasz sobie, jakie błędy popełniłaś/łeś będąc w tym niesamowitym transie. Jednak nie żałuję, że się zakochałam. Ba, jestem szczęśliwa. Bo nareszcie znalazłam choć iskrę nadziei na lepsze jutro.
Spacerując tak przez park, zauważyłam pewną parę. Doskonale wiedziałam kto to.
- Martina. - pomyślałam szczęśliwa. Nie myślałam, że pójdzie tak łatwo. W tak dużym mieście odnaleźć przyjaciółkę ukochanego. Szybko podeszłam do niej.
- To Ty jesteś Martina, prawda? - zapytałam z nadzieją. Szatynka spojrzała zdezorientowana na Jorge, jednak gdy chciała coś powiedzieć, przerwałam jej - musisz mi pomóc odnaleźć Diego. Jestem Ashley. - dziewczyna zamarła.


♥♥♥


No prooooszę, któż to raczył dodać rozdział! Żyję misiaki, żyję. Tylko potrzebowałam przerwy. Ale nareszcie przybywam. A więc jak się czujecie? Mamy godzinę 2 w nocy, a w zasadzie to 3, bo przestawiamy godzinę ._. ... Tia, wspaniale. 
Jejku, tyle się u mnie wydarzyło przez te trzy miesiące! Spotkałam się ponownie z internetową przyjaciółką (Olcia tęsknię :c), miałam urodzinki i awww, poznałam moje czytelniczki. W zasadzie zupełnie przypadkiem. 
Bowiem przed bitwą Vilovers w Radiu Young Stars, 24 marca, powstała konfa... I tak się złożyło, że rozmawiając o różnorodnych fanfictions, podrzuciłam linka do mojego bloga. Jejku, nie jestem w stanie opisać tego uczucia. Zawsze marzyłam o czymś takim, że ktoś będzie szczęśliwy, bo mnie poznał. Łzy kręciły mi się w oku czytając wiadomości "to dzięki Tobie zaczęłam pisać", "uwielbiam Twojego bloga", "to mój ulubiony blog"... Życzę każdej blogerce tego, aby spotkała się z takimi osobami <3 Kasia, Julka i Nata, pozdrawiam! ♥ Naprawdę, to niesamowite... A najlepsze jest to, że wszystko wyszło na jaw zupełnie przez przypadek! 
Dziękuję Wam wszystkim, za to, że jesteście. NIE DAŁABYM BEZ WAS RADY, NAPRAWDĘ.
A jeszcze - jeśli w czwartek, o 19, słuchaliście Radia Young Stars, bitwy grupy G, w tym Vilovers, to ta reprezentantka gaduła to byłam ja, haha :D ^^ :***


Jeszcze kilka ogłoszeń:
ROZDZIAŁY NIE BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ REGULARNIE - po prostu nie jestem w stanie ich pisać na bieżąco. Piszę wtedy, gdy znajduję czas, a teraz o niego naprawdę u mnie ciężko. Ale spokojnie, to nie tak, że rozdziały będą co trzy miesiące, nie nie. Po prostu nie liczcie na to, że w każdy załóżmy piątek będzie rozdział. Wiem, że obiecywałam co innego. Niestety, siła wyższa, przepraszam.

PRZYPOMINAM O MOIM FACEBOOKU - jeśli chcecie mieć ze mną jakikolwiek kontakt, to zapraszam tutaj, z pewnością szybciutko odpowiem <3 KLIK

I OCZYWIŚCIE WESOŁYCH ŚWIĄT! Na te święta Wielkiej Nocy życzę Wam z całego serducha bogatego zająca, mokrego dyngusa, smacznego jajca, odpoczynku i dużo radości. Przesyłam Wam miliony buziaków!

PS. Wracamy do szantażyku. Przepraszam, muszę.

30 komentarzy ~ rozdział 37

Besos Aniołki moje!
Mrs.Blanco



niedziela, 18 października 2015

Rozdział 33/ Czas tyka, Diego.




A dzisiaj bez dedykacji :)
Miłego wieczoru i lektury kochani ♥
Pamiętaj o komentarzu, tam na dole! :*







♥♥♥

Martina

Minął już miesiąc od mojego wybudzenia. Od tamtego czasu przez dwa tygodnie leżałam jeszcze na obserwacji, a gdy już wyszłam, przez kolejny tydzień i tak codziennie musiałam odwiedzać szpital, ze względu na badania. Na szczęście już wszystko w porządku. Mogę wrócić do szkoły, zająć się życiem prywatnym… No właśnie. Życie prywatne.
Dzień kiedy się wybudziłam był niesamowity. Chyba jeszcze nie widziałam, aby tyle osób było szczęśliwych naraz . Jorge czuwał ze mną całe dwadzieścia cztery godziny. Bardzo go kocham. Niestety… Następnego dnia nie przyszedł. Zostawił tylko bukiet białych róż, a pośród nich były dwie czerwone, które – jak zgaduję – miały symbolizować nas i nasze uczucia. Liczyłam na to, że pojawi się kolejnego dnia… Pomyliłam się. Czekałam każdego dnia, aby ujrzeć tę jego iskrę w oku, jego uśmiech, jego zmęczoną twarz, jego włosy w nieładzie. Czekałam na ciepło, które rozpływała się zawsze po moim ciele, gdy mnie przytula. Potrzebowałam go. A on zniknął. Nie mam pojęcia gdzie jest, ani co się z nim dzieje. Martwię się. Nie dał mi żadnego znaku. Po prostu odszedł. Może to, o czym śniłam nie jest prawdą? Może to wszystko było złudzeniem… Nie. Ufam Jorge’owi i wierzę, że jeśli nie daje żadnego znaku, to musi mieć powód… A jeśli coś się stało? Nie Tini, spokojnie. Na pewno byś wiedziała. Tylko tak się uspokajam. Liczę na to, że niebawem wróci. Teraz naprawdę muszę z nim porozmawiać. W końcu jest między nami uczucia i trzeba je pielęgnować. Już za kilka dni mojego urodziny. Osiemnaste. Nie planuję robić jakiejś większej imprezy, nie mam dla kogo. Dziewczyny wróciły do Argentyny, a Jorge zapewne również. Ewentualnie odwiedził Meksyk. Nie mam pojęcia, ale nie będę wnikać. Oby tylko nie zrobił nic głupiego. 
Spojrzałam na zegar. Już wieczór. Zastanawiałam się, co mogę jeszcze dzisiaj zrobić. W zasadzie powinnam odpoczywać, ale tak bardzo mam ochotę iść na rolki. No nic, spróbuję się wymknąć. Tata – dokładnie, nazywam już Alejandro tatą – bardzo czuwa nad tym, aby coś znów mi się nie stało. Założyłam czarne legginsy i biały t-shirt w emotikony. Na nogi wsunęłam swoje super-stary, a pod pachę wzięłam ukochane czarne rolki. Cicho i niepewnie zeszłam na dół, starając, aby rodzice mnie zauważyli. Ha! I udało się. W sumie nie było trudno. Wyszli coś załatwić. Nie mam pojęcia o co chodzi, zostawili tylko kartkę, że mamy się nie martwić i wrócą późno, a kolacja jest w lodówce. 
Muszę przyznać, że od czasu, kiedy na jaw wyszło, iż German nie jest naszym ojcem, moje stosunki z bratem bardzo się ociepliły. Staraliśmy się trzymać razem, to bardzo nam pomagało. No ale wcześniej był ten wypadek. Chciałabym wymazać go z pamięci i mam nadzieję, że mi się to uda. Ale wracając do Francisco. Jestem w szoku, jak bardzo może być kochany i opiekuńczy. Jest naprawdę uroczy. Cały czas pytał jak się czuję, czy czegoś potrzebuje. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilą. W końcu nie muszę chyba ukrywać, że sytuacja, przed jaką postawił nas German nie była prosta. Nie chcę do tego wracać, bo to naprawdę bolesny temat. Najbardziej nie potrafię zrozumieć Angie. Dlaczego ona mogła zrobić coś takiego? Czyżby po prostu o tym wszystkim nie wiedziała? A może razem z Germanem planowała to porwanie, a później jedynie próbowała zyskać moją sympatię, gdybym dowiedziała się prawdy? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Byłyśmy naprawdę blisko, była dla mnie jak najprawdziwsza mama, której podobno nie miałam od piątego roku życia. Teraz kiedy o tym myślę, nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co musieli czuć Mariana i Alejandro. Są cudownymi ludźmi i żałuję, że początkowo byłam wobec nich tak okrutna. Mimo tego, rozumieli mnie. Naprawdę, tacy rodzice to skarb. Jestem szczęściarą, że mam ich wszystkich, całą trójką. Nie poradziłabym sobie. 


Ruszyłam przed siebie. Usiadłam na krawężniku i założyłam rolki, po czym płynnymi ruchami skierowałam się w stronę parku. Tam lubię jeździć najbardziej. Zwłaszcza teraz, kiedy nie ma już byt wielu osób, jednak nie jest jeszcze ciemno. Wiatr delikatnie rozwiewał mi moje długie, niezwiązane włosy, a ostatnie promyki zachodzącego słońca muskały mi skórę. Zamknęłam na moment oczy delektując się chwilą, co było błędem, bo po chwili poczułam jak na kogoś wpadam.

- Przepraszam. – powiedziałam speszona wstając i otrzepując się. Brawo Tinka, musiałaś jak zwykle coś odwalić. Jeszcze wpadłam na jakiegoś chłopaka, no jeszcze lepiej. Spojrzałam na bruneta, który również otrzepywał się z piasku. No nie. Jednak nie żałuję. Musiałeś się znowu zjawić? Westchnęłam niezbyt zadowolona.
- To znowu ty, Dominguez? – powiedziałam znudzona. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się pod nosem.
- Jak widać. – zaśmiał się. Mam nadzieję, że nie zacznie znowu tych swoich gierek, bo nie cierpię ich. Pałam do niego taką nienawiścią. Najchętniej uderzyłabym go, ale gdyby Jorge się dowiedział, to zapewne nie był by zadowolony. Jakby nie patrzeć to jego kuzyn, czy się lubią, czy nie, i musi to uszanować.


Diego

Zmieniłem się. Może tego po mnie nie widać, ale zmieniłem się. Po tamtej akcji na weselu wyjechałem na miesiąc do Portugalii. Chciałem kogoś poznać i poznałem. Tamta dziewczyna była niesamowita. Wiele we mnie zmieniła. Przerwałem na chwilę moje przemyślenia i spojrzałem na Martinę.

- A ty gdzie? – zapytałem, widząc jak odjeżdża.

- Do domu. – syknęła w ogóle się nie zatrzymując. Pobiegłem za nią i chwyciłem jej nadgarstek, po czym odwróciłem w swoją stronę. Jej oddech przyspieszył, co mogło oznaczać, że chyba się przestraszyła.
- Puść mnie. – poprosiła. Pokręciłem głową – puść mnie, bo zacznę krzyczeć. – zagroziła.
- Zmieniłem się. – powiedziałem. Popatrzyła na mnie, a po chwili zaczęła się śmiać. 
- Dobry żart. – odparła, wyrywając dłoń z mojego uścisku. Ja jednak byłem zupełnie poważny. Zlustrowała mnie od góry do dołu – dlaczego mam ci uwierzyć? – zapytała zakładając ręce na piersiach.  Westchnąłem.
- Dasz się zaprosić na spacer? Wtedy wszystko ci opowiem. – zaproponowałem. Pomyślała chwilę i niechętnie, ale zgodziła się.

Przez długi czas spacerowaliśmy w ciszy. Najwidoczniej nie miała zamiaru ze mną rozmawiać. W sumie nie dziwię jej się. Nie było między nami zbyt kolorowo. 

- Słyszałem, że miałaś wypadek. – powiedziałem spoglądając na nią, próbując zacząć jakąkolwiek rozmowę. Pokiwała tylko głową, a jej wzrok nadal był wlepiony w chodnik – już wszystko w porządku? – zapytałem. Spojrzała na mnie podejrzliwie.

- Słuchaj, powiedz czego chcesz, a nie udawaj kochanego kumpla. – powiedziała oschle – kasy? Czy może trafiłeś do paki i szukasz kogoś kto cię wyciągnie, hm? – dodała.
- Dlaczego od razu się do mnie uprzedzasz? – zapytałem zatrzymując się. Zaśmiała się.
- Bo wiem jaki jesteś Diego. Myślisz, że nie pamiętam, jak pobiłeś Jorge? Jak leciałeś tylko i wyłącznie na kasę Germana? – spytała. 
- Ale zmieniłem się, zrozum! – podniosłem ton. Jej oczy pociemniały.
- Nie podnoś na mnie głosu. Nie jestem jakąś lalą, żebym pozwalała sobie, abyś mną pomiatał. – syknęła i ruszyła w stronę domu.
- Byłem w Portugalii. Poznałem kogoś i zakochałem się. Zmieniłem się Martina, proszę cię, uwierz mi! – zawołałem za nią zrezygnowany. Przystanęła na chwilę. Widziałem, że westchnęła. Odwróciła się i podeszła do mnie.
- Masz pięć minut. – powiedziała.


Usiedliśmy w małej kawiarni nieopodal. Ona nie zamówiła nic, ja za to poprosiłem o coś trochę mocniejszego. 

- Czas tyka, Diego. – powiedziała patrząc na ogromny zegar wiszący na ścianie. Pokiwałem głową i odstawiłem kieliszek.

- Po weselu naszej kuzynki, Jorge i mojej, postanowiłem zwiedzić trochę świata. Za punkt obrałem sobie Portugalię. Spędziłem tam wspaniały miesiąc. – zacząłem – już pierwszego dnia mojego pobytu tam poznałem kogoś wyjątkowego. Miała na imię Ashley. Miała cudowne, kręcone blond włosy. I te oczy, koloru oceanu. Już od pierwszego spojrzenia zauważyłem w niej wyjątkowe iskry. To była miłość od pierwszego wejrzenia. – oczy szatynki delikatnie się powiększyły – wiem co sobie teraz pomyślisz. Ktoś taki jak ja i miłość. Bez sensu, czyż nie? Ale w tym przypadku było inaczej. To właśnie miłość do niej mnie zmieniła. Zacząłem jej opowiadać o sobie. Zawsze słuchała. – zacząłem jej opowiadać o wszystkim, co przeżyłem z blondynką. Widziałem, jak z każdą chwilą Martina zaczyna mi wierzyć, że przekonuje się do mnie.
- I nie powiedziałeś jej, że ją kochasz?! – zapytała zbulwersowana Martina. Siedzimy aktualnie u mnie i rozmawiamy. Zupełnie zmieniła zdanie o mnie, choć widzę, że nadal jest ostrożna. W zasadzie to się jej nie dziwię. Po tym, jak wyglądała nasza znajomość i tak jestem w szoku, że tak szybko dała mi drugą szansę. 
- No nie. – westchnąłem, przyznając, że poczułem do Ashley coś silniejszego.
- Jesteś głupi. – stwierdziła – zakochałeś się, dziewczyna z tego co mówisz odwzajemnia twoje uczucie, a ty jej o tym nie mówisz. – skrytykowała mnie.
- Chwila chwila, a czy tak samo nie jest przypadkiem z tobą i Jorge? – na moje słowa Tini zarumieniła się.
- Można powiedzieć, że nie jesteśmy już tylko przyjaciółmi. – powiedziała, stając przy oknie i patrząc na ulicę pogrążoną w głębokiej nocy.
- Co? – zapytałem zdziwiony podchodząc do niej.
- No bo… Nie mogę tego nazwać ani przyjaźnią ani związkiem. To coś jakby pomiędzy. – wyjaśniła. Pokręciłem głową.
- Oj Stoessel. – zaśmiałem się.
- Jakiś problem, Dominguez? – spytała z lekkim uśmiechem. Zacząłem się śmiać, a na jej ustach pojawił się uroczy uśmiech.
- To jak, przyjaciele? – zapytałem po chwili rozkładając ręce.
- Przyjaciele. – odpowiedziała mi z uśmiechem przytulając się do mnie.


♥♥♥

Tam, tam, tam! Chyba po raz pierwszy mam napisany rozdział już następnego dnia po dodaniu poprzedniego ^^ Ale jestem zadowolona, bo dzięki temu mam czas na zaczęcie pisanie rozdziałów na zapas, zwłaszcza, że teraz jakoś bardzo łatwo mi idzie. Ogólnie długość jest taka jak zawsze, tylko napisałam te dwie osoby, dłuższe niż normalnie :) W tym rozdziale nie wiedziałam, czy zacząć już urodziny Martiny, czy może jeszcze nie. I wtedy wymyśliłam to, co właśnie przeczytaliście, to na górze :) . No i gdzie jest Jorge? Wszystko wyjaśni się w kolejnych rozdziałach ^^ No i Ashley, nowa miłość Diego. Jak myślicie, coś z tego będzie? :* W szkole dużo nauki, dlatego piszę weekendami. Proszę więc, jeśli zdarzy się taka sytuacja, że rozdział pojawi się z opóźnieniem - zrozumcie mnie. Ja też jestem człowiekiem :)
No i muszę Wam powiedzieć, że jestem mega szczęśliwa <3 W niedzielę spotkałam się z moją najlepszą internetową przyjaciółką, Olą (Alexandra). To było kilka wspaniałych godzin. Do teraz oglądając filmy płaczę wieczorami. Nie chcę jednak tutaj pisać o tym wszystkim, dlatego - jeśli chcielibyście wiedzieć jak wygląda naszą przyjaźń - pisze w komentarzu :*
Przypominam o stronie na Facebooku! :) KLIK ♥


35 komentarzy - rozdział 34


Besos,
Mrs.Blanco







sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 14/ Wieczór... prawie idealny.

♥♥♥

Martina

Powoli dochodziła godzina kolacji. Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ ma to być bardzo droga restauracja. Ale, co ja na siebie włożę! Stwierdziłam, że ani jeden z zestawów na wyjątkowe okazje które zabrałam nie nadają się na... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę. Czy to jest... randka?! 
Byłam jeszcze bardziej podekscytowana, ale może też lekko zdenerwowana. Nie, nie... to tylko zwykła kolacja. Z Jorge Blanco. Aktorem o nieziemskim głosie, wyjątkowym stylem tańca, świetnym stylem ubierania i... Urodzie z kosmosu... Takim przystojnym, że... awwww.... A może ja bym chciała żeby to była randka? No cóż, mam jeszcze dość czasu aby skoczyć do sklepu. To też zrobiłam, a przy okazji odwiedziłam fryzjera i kosmetyczkę, ponieważ nie jestem tak zdolna jak one. Kiedy wróciłam miałam pół godziny. Ubrałam się i spojrzałam na siebie w lustrze i powiedziałam:
" No. Teraz już jesteś gotowa Tinito. Jesteś ładna, myślę że fajna, teraz brakuje ci już tylko... chłopaka. Szkoda, że tacy nie spadają z nieba"... 
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Możemy już jechać? Jesteś gotowa? - wszedł i...

Jorge

Patrzyłem na nią jak na anioła. Jej cudowne usta lekko się uśmiechnęły. Wiedziałem, że jest piękna, ale dopiero teraz to zrozumiałem w 101 procentach. Muszę zrobić wszystko, żeby ten wieczór zapamiętała do końca życia. 
Martina była ubrana w prześliczną beżową sukienkę, która pokazywała jej piękne nogi. Do tego te buty... Błyszczące szpilki, idealnie komponowały się z sukienką. Torebka choć mała, urocza. Fryzura i makijaż mówiły same za siebie. Oprócz tego perłowa bransoletka, kolczyki z tego samego tworzywa. Wisienka na torcie, czyli pierścionek. To zapewne ten, który ma po mamie. Brakowało jej tylko naszyjnika. Przypomniałem sobie, że w tym samym pokoju  w szufladzie mam schowany piękny wisiorek. 




- Martina, mam coś dla ciebie...
- Co? Ale... nie trzeba było.
- Przestań. - w tym samym momencie założyłem jej naszyjnik.
- Jorge, ja nie mogę tego przyjąć! Na pewno wydałeś na to fortunę!
- Nawet jak będziemy strasznie daleko od siebie, pamiętaj o mnie.
- Nigdy o tobie nie zapomnę.
- Ale skąd wiesz? W życiu nie będzie miejsca dla kogoś takiego jak ja.
- U mnie zawsze będzie miejsce dla ciebie. Zrobiłeś tyle dla mnie, a ja... - nie pozwoliłem jej dokończyć.
- Zmieniłaś moje życie.
- Czy ty mówisz
- Ja nigdy nie kłamię. 


Martina

To mnie dzisiaj Jorge zdziwił. Boże, ja nie chcę stąd wyjeżdżać! Mam złote serce od samego Jorge Blanco. Od człowieka, od którego nauczyłam się tak wiele. 
- Gotowa na kolację?
- Z tobą? Zawsze. - otworzył mi w tym samym momencie drzwi.
A na dworze stała... Biała dorożka ozdobiona kwiatami. Prowadziły ją oczywiście konie. 
Było romantycznie, żeby nie powiedzieć że bardzo.
- To co, kierunek restauracja?
- Oczywiście - zaśmiałam się.

Po chwili byliśmy na miejscu. Zajęliśmy stolik. Byłam  w szoku, że mojego "partnera" nie napadł jeszcze tłum fanów.
- To jedyne miejsce, gdzie mogę normalnie zjeść. Rzadko kiedy podpisuję tu autografy. - chyba czyta mi w myślach...
Wieczór był idealny gdyby nie to, że po chwili pojawił się...


Diego

- No proszę, proszę, kogo ja widzę! - skierowałem się do kuzyna, który jak widać miał randkę z NIĄ.
- Nie no, serio?! Dlaczego musisz się pojawiać wtedy, kiedy chcielibyśmy być sami?! - uwielbiam kiedy się złości.
- Jorge, spokojnie... - ślicznotka próbowała go uspokoić. Nie znam jej tak dobrze, ale teraz wyglądała wyjątkowo pięknie. 
Oddaliliśmy się na chwilę, bo Jorge tego chciał. 
- I co ty robisz? - zapytał
- Ja? Odbijam ci dziewczynę.
- To nie jest moja dziewczyna. 
- Jak na razie... - zaśmiałem się.
- Mną przynajmniej się dziewczyny interesują.

Nie no, teraz to grubo przysadził i nie wytrzymałem. Tak, trochę się potłukliśmy, ale mogło być gorzej. Tylko lekko krwawi mu brew. 


Martina

Kiedy zobaczyłam, że się biją przybiegłam najszybciej jak się da. 
- Diego, co ty wyprawiasz!
- Ja tylko sprawdzam wytrzymałość twojego kolegi. Ciekawe czy ty jesteś tak wytrzymała nerwowo.
- Od niej się odczep! Niczego ci nie zrobiła! Jak chcesz się na kimś wyżyć to na mnie, ale nie na niej.
Byłam w szoku. Bronił mnie jak lew.
- Boże, Jorge, co ci się stało? - zobaczyłam rozciętą brew.
- To tylko lekka ranka...
- Żartujesz sobie? Chodźmy stąd. A jeżeli jeszcze raz spotkam cię, to nie ręczę za siebie.

Kiedy już byliśmy z powrotem w domu Jorge opatrzyłam mu ranę.
- Dziękuję. - powiedział.
Pokiwałam głową i pogłaskałam go po policzku. 
- Jeżeli się nie obrazisz, jutro chciałabym iść na zakupy. Jednak jestem dziewczyną, co nie?
- Ale tak sama?
- Chyba niestety tak, bo ty mówiłeś, że jutro jesteś zajęty.
- Dobra, ale teraz idźmy już spać. Już późno. 
- Dobranoc.
Rozeszliśmy się w dwie różne strony. Ja jednak zatrzymałam się jeszcze i spojrzałam na niego. Zostały już tylko cztery dni...

☻☻☻☻☻☻
No, obiecałam i jest!
Do jutra!
Oczekuję na komentarze odnośnie fioletowego rejestru!

Mrs. Blanco 

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 12/ Niespodziewany gość

♥♥♥

Martina

Byłam oparta o jego klatkę piersiową, o ten "kaloryfer", o którym marzą wszystkie dziewczyny, jego fanki. A ja tak po prostu potknęłam się, on mnie złapał i zaiskrzyło już chyba wtedy. Bo gdyby nie iskrzyło, to byśmy nie patrzyli tak na siebie... Słyszałam jak bije jego serce.
- I co teraz? - zapytał, po czym pogłaskał mnie i przysunął jeszcze bliżej.
- Co mam teraz zrobić? - padło kolejne pytanie z jego ust.
- A co chcesz? - uśmiechnęłam się.
- Ehh... Ja bym chciał wiele...
Nie ukrywam, że wtedy się spięłam, ale czułam ciepło i bezpieczeństwo.
Jednak skończyło się na uścisku. Miłosnym uścisku.
- Dziękuję. - wyszeptałam mu do ucha.
- Za co? To ja powinienem dziękować, że poznałem kogoś tak wspaniałego jak ty. - odpowiedział.
Nie wiem czemu to zrobiłam, ale pocałowałam go w policzek. 
Spojrzał na mnie a potem powiedział, że nie wie jak mi się odwdzięczy.
Niestety ta chwila była zbyt piękna, by trwała wiecznie. Zadzwonił dzwonek do drzwi. W momencie, kiedy mogliśmy tyle zrobić. Porozmawiać, poznać się... Pokochać.


Jorge

Dlaczego, ja się pytam! Gdyby nie ten dzwonek, powiedziałbym jej wszystko, prosto z mostu!
Zrobię wszystko, żeby ze mną została, żeby mnie pokochała, żeby nie wyjechała, żeby... była ze mną już na zawsze... żeby kiedyś za mnie wyszła. Abyśmy stworzyli szczęśliwą rodzinę, mieli dzieci... W tym momencie chciałem się wrócić do niej, gdyby nie to, że dzwonek dzwonił uporczywie. 
Otworzyłem drzwi, a tam zastałem...


Diego

- Siema Jorge! - krzyknąłem do kuzyna.
- Diego... Po co przyjeżdżałeś?! Chyba wyprowadziłeś się do Hiszpanii...
- Tak... Ale wpadłem na dwa tygodnie i pomyślałem, że odwiedzę cię. - widać było, że nie jest zadowolony.
- Sory, ale mam gościa i pokój gościnny też zajęty, a z nią, raczej nie podzielisz się pokojem.
- Co ty, wreszcie sobie kogoś znalazłeś?! No no no... Muszę ją zobaczyć!
Wszedłem do salonu i zastałem tam dziewczynę... od podartego plakatu!
- No proszę, proszę... Kogo ja widzę! - zaśmiałem się.
- To wy się znacie? - zapytał kuzyn.
- Tak... - odpowiedziała dziewczyna, która nie wiedzieć skąd znalazła się w domu Jorge...

♪♥♪♥♪♥♪♥♪
Uwaga, SPOILER!
Nie martwcie się, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że Diego namiesza. Więc luziczek ;)
A podoba Wam się ten rozdział?

Mrs. Blanco




wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 5/ Baw się dobrze

♥♥♥

Martina

Z tamtego dnia nie pamiętam praktycznie nic. Wiem tylko, że kiedy doszłam do rozdziału o Jorge, kiedy o mały włos, co nie wpadłam pod samochód. Uratował mnie, jak się później dowiedziałam, niejaki Diego. 
Pamiętam tylko jak wyglądał. Był przystojny, ale nie tak bardzo jak... Dlaczego o nim myślę non stop? Czyżbym się zakochała? Nie, nie, nie to niemożliwe. No ale wracając do Diego. Uważał się chyba za jakiegoś gwiazdora! No, twierdził potem, że jestem wariatką! No ja rozumiem, że mogłam sobie odebrać 
życie, ale w końcu bez przesady! Na dodatek wymusił od mojego taty nagrodę. Powiedział tak:
- Przez to wszystko podarłem sobie jeansy! Markowe, z     H&M... Kosztowały fortunę! - ojejku, jaki biedaczek... Naprawdę. No ale jednak grał to świetnie. Oczywiście mój staruszek na to poszedł i mu dał czek... Szkoda nerwów na takiego głupka. Mam nadzieje, że już nigdy go nie spotkam.   Ale nie o nim miałam myśleć. Wypadek....
Szłam spokojnie, nie zauważyłam po prostu auta. Kierowca odjechał jak nigdy nic, jakbym była tylko zwykłą muchą. A co by się stało, gdyby mnie potrącił?
Staram się zapomnieć nie chcę pamiętać. Nie. 
Teraz mam większe zmartwienie - dziewczyny specjalnie przesunęły wyjazd, bo są pewne, że jednak pojadę. A jeżeli się mylą, to co zrobię?! 



Angie

Po tym wszystkim długo nie mogłam sie pozbierać. Najgorsze jest to, że to chyba moja wina. Gdybym poszła razem  z nią, nie doszłoby do tego. Błagam, żeby tylko German mi jej znowu nie zabrał. Ostatnio, kiedy chciał ją wywieźć do Kataru, uratowało ją to, że on zrozumiał, jaki Tini ma talent. Doskonale to pamiętam.


On uświadomił sobie wtedy, jak wielki talent ma Tini. Pozwolił jej na rozwijanie talentu muzycznego. Przygrywa jej. Kiedyś awet razem śpiewaliśmy, ale to było już bardzo, bardzo dawno. Dzisiaj niezależnie od wszytskiego postanowiłam porozmawiać  z Germanem o wyjeździe. Umówiłam się z moją siostrzenicą, że pójdziemy razem, w końcu to w jej interesie.


German

Po tym wypadku uświadomiłem sobie, jak ważna jest dla mnie Martina i ile jestem w stanie dla niej zrobić.
Mogę zawsze rzucić wszystko i jej pomóc. Francisco... Też go kocham, ale... Odczuwam, że on niedługo się wyprowadzi, pomimo tego, że jest młodszy od siostry. Siedziałem akurat w salonie i rozmawiałem z Ramallo, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Do domu weszły Angie i moja córka.
-Martina! Boże, tak się o ciebie martwiłem... - widziałem, że ona także była zadowolona z powrotu do domu. Jednak była czymś przygnębiona.
-German, musimy poważnie porozmawiać odnośnie wyjazdu Tini...
-Jeżeli chcesz dyskutować ze mna na ten temat, to już podjąłem decyzję. Martina... Możesz jechać.

Tak bardzo uradowana, to ona jeszcze nigdy nie była. Biegała po całym domu, dzwoniła do przyjaciółek...
Jednak najpierw porozmawialiśmy.

-Martina, tylko uważaj na siebię, bardzo cię proszę. No i...Baw się dobrze. :)
Dziewczyna rozpłakała się ze szczęścia po czym ucałowała mnie w policzek.

♥♥♥

NARESZCIE!!!!
German się zgodził!
Nie w nastepnym, ale jeszcze nastepnym zacznie się Jortini. Jak myślicie, co sie wydarzy?

Mrs.Blanco



niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 4/ O krok od śmierci


♥♥♥

Angie

Teraz wiedziałam wszystko. 
- Martina! Nie płacz coś się wymyśli. Masz rację, German, to znaczy twój tata, nie ma prawa do zakazywania ci podróżować! Jeszcze rok temu, lotnisko było dla ciebie jak drugi dom. A teraz co? - nie powstrzymywałam emocji. Wiedziałam, że coś z tym trzeba zrobić, tylko jeszcze nie wiem co.
- Ale, Angie, spokojnie.... - powiedziała między łzami.
- Porozmawiam sobie z Germanem. 

Byłam wściekła. Ona ma 17 lat! Dziewczyny w jej wieku czasami już mają własne mieszkanie, a ona nie może jechać na wakacje z przyjaciółkami?! Wiem, że to daleko no i że German na ma nad nią panowania, ale bez przesady. 
Dlaczego?



Martina

Angie. Ona zawsze ma czas dla mnie. Rozumie mnie. Tak mnie cieszyło,  że popierała moje zdanie.
Poszła już do domu. Ja powiedziałam jej, że jeszcze się przejdę. Mijałam ludzi, którzy nie zwracali na mnie uwagi. Szłam. Ruszyłam w stronę sklepu. Weszłam do środka. Nie wiedziałam po co tam byłam. Aż nagle coś cudownego. On na okładce. Mój idol. Jorge Blanco. W środku znajdował się wywiad i plakat. Kupiłam przy okazji bombonierkę dla Angie. Wyszłam ze sklepu i ruszyłam uliczkami Hiszpanii.

Rozpoczęłam oglądanie gazety. Doszłam do przejścia. Nie spostrzegłam samochodu. Nie zauważyłam go... 


Diego

Szedłem spokojnie, kiedy zauważyłem, że jakaś wariatka chce się chyba zabić. Szła przez pasy, a jakiś samochód jechał bardzo szybko. Pobiegłem. Gdyby nie moja błyskawiczna interwencja, pewnie by tam zginęła. Popchnąłem ją, dzięki czemu tylko upadła na chodnik.

Kiedy się ocknęła, nie wiedziała co sie stało. 
- Gdzie ja jestem? - była śliczna, ale głupia. Nie dla mnie. Wolę konkretne babki.

- Jestem Diego, a ty? - na początek nie chciałem robic awantury, lepiej, żeby najpierw skumała o co chodzi.
- Ja... jestem Martina. Dziękuję, że... - w tym momencie się rozpłakała. Próbowałem zrozumieć co się stało. Miała rozwalone kolano. Na ulicy leżała podarta gazeta. No cóż, pusta nastolatka, pewnie ryczy, bo jej się "plakacik podarł".
- Mam zadzwonić po lekarza? - zapytałem.
- Nie, wystarczy, że zadzwonisz tylko do mojego ojca i Angie.

Zrobiłem o to co prosiła.
Kilkanaście minut później przyjechało pogotowie i... cały orszak!
Jakaś stara baba, dziadek no i jej ojciec i chyba matka, o ile się nie mylę.
Podziękowali mi. Jej ojciec to spoko gość, dał mi czek, za to, że jej pomogłem. Czy to milioner? Nie ważne. Zmyłem się stamtąd tak szybko, jak się pojawiłem.


♥♥♥


No i?
Wiem, że trochę drastyczne no i krótkie. Spokojnie, w następnym rozdziale dowiecie się, czy Tini pojedzie.
Diego - nowa postać. Kiedy juś stanie się Jortini, zacznie mieszać... I to mocno.

Mrs.Blanco

Chat~!~