Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alba. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 27/ Pan chyba pomylił partnerki.


Dedykacja dla Pauli Blanco
za ogromną pomoc
i inspirację ♥
Dziękuję Ci kochana :*
Tymczasem Was zapraszam
do lektury.
Besos :*** 




♥ ♥ ♥


Alba

Siedzę razem z Candelarią w pokoju hotelowym i szykujemy się powoli na wesele kuzynki Jorge - Megan. Jesteśmy w bardzo dobrych kontaktach, często piszemy razem na czacie, rozmawiamy na video. To bardzo miła osoba, jednak jest dokładnym przeciwieństwem Jorge. Jest spokojna, to chyba główna cecha, której Jorge nie posiada. Jestem strasznie ciekawa, czy Martina przyjedzie razem z nim. Byłoby cudownie. Może ktoś uzna, że jesteśmy nawiedzone, ale my po prostu chcemy ich szczęścia. Obydwoje są w sobie zakochani, mają się ku sobie, ale nie wiedzą jak postawić ten krok. I my im w tym pomożemy.

Wstałyśmy z łóżka i zaczęłyśmy wyjmować sukienki z walizek. Powiesiłam swoją na wieszaku i skierowałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i umyłam włosy. Następnie związałam je w eleganckiego koka i wykonałam makijaż. Wzięłam czerwony lakier do paznokci i w moim ukochanym białym, puchowym szlafroku weszłam do pokoju. Minęła się w drzwiach z Candelarią. Wymieniłyśmy się uśmiechami. Usiadłam przy stole i zaczęłam malować paznokcie, rozmyślając o Jorge i Martinie. Jestem ciekawa, co teraz robią. Czy są już w Barcelonie, może zwiedzają, a może stoją właśnie w romantycznej scenerii i wyznają uczucia?



Martina

Chodzę nerwowo po całym pokoju. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co się dzieje. Jestem przyjaciółką znanego na cały świat gwiazdora - Jorge Blanco. Zakochałam się w nim bez pamięci, nie widzę świata poza nim. Właśnie przyjechałam z nim do Barcelony, na ślub jego kuzynki. Zaprosił mnie jako osobę towarzyszącą. Chce mnie przedstawić swojej rodzinie. To szaleństwo! Nie jedna dziewczyna marzy o czymś takim, a mnie przytrafia się to ot tak. Jestem szczęściarą. Jestem tego pewna. Marzyłam o znalezieniu miłości. Znalazłam. Niestety coraz bardziej czuję, że on nie odwzajemnia moich uczuć. Serce nie sługa. Mówi się trudno. Zostanę starą panną z kotami. Zamieszkam w małym domku w górach i któregoś dnia zasypie mnie lawina. Najlepiej!


Upięłam włosy w elegancką ale i romantyczną fryzurę. Założyłam
wybraną przez siebie sukienkę i biżuterię. Nie mogło zabraknąć naszyjnika od Jorge. Na samą myśl o chłopaku moje kąciki ust uniosły się w górę. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam zjawiskowo.

Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam tam i otwarłam je. Moim oczom ukazał się Jorge, jednak w zupełnie innym wydaniu. Miał na sobie czarny garnitur, a pod nim białą koszulę i krawat. Wyglądał niesamowicie. Uśmiechnęła się lekko. Oboje zaniemówiliśmy.




Jorge


Staliśmy wpatrzeni w siebie jak w gwiazdy. Nie byłem w stanie oderwać od niej wzroku. Na co dzień jest piękna, a teraz... To przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Aż jestem ciekaw, jak będzie wyglądała w dniu naszego ślubu, w białej sukni. Marzenia, żeby stać wtedy u jej boku, w eleganckim garniturze i wypowiadać słowa przysięgi. Ale marzenia są po to, żeby je spełniać, prawda?
- A myślałem, że to panna młoda będzie dziś najpiękniejsza. Jak widać, pomyliłem się. - powiedział z uśmiechem. Na te słowa oblała się rumieńcem.
- Ty też wyglądasz niesamowicie. - powiedziała. Zaśmiałem się i pocałowałem ją w policzek.
- Idziemy? - spytałem. Ona jedynie uśmiechnęła się szeroko i splotła nasze dłonie razem, po czym wtuliła się w moje ramię. Z uśmiechem skierowaliśmy się przed hotel, gdzie czekały już na nas jej przyjaciółki.
- Tini! - zawołały szczęśliwe. Ona uśmiechnęła się szeroko wzruszona i oderwała się ode mnie, po czy podbiegła do nich. Patrzyłem na nie z uśmiechem. Tuliły się wszystkie nawzajem. Zaczęły coś szeptać między sobą. W międzyczasie spoglądały na mnie. Podszedłem do Tini i przytuliłem ją od tyłu.
- Tajemnico przede mną? Nieładnie księżniczko. - szepnąłem jej na ucho. Przymrużyła oczy i cicho zachichotała. Dziewczyny patrzyły na nas z nadzieją.
- Nie, nie jesteśmy razem. - powiedzieliśmy równocześnie. Spojrzeliśmy na siebie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.


Po około dwóch godzinach ceremonia ślubna dobiegała końca. Staliśmy z Martiną z przodu. Nasze dłonie cały czas były splecione razem. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Megan i Jerry wypowiadali przysięgę. Widać było ich miłość.
- Obiecuję Ci, że kiedyś też staniesz na ślubnym kobiercu, w pięknej białej sukni, jak najprawdziwsza księżniczka z bajek Disneya. - szepnąłem jej na ucho. Spojrzała na mnie zdziwiona. No tak, w końcu zabrzmiało to, jakbym mówił, że kiedyś to my będziemy parą młodą. Uśmiechnąłem się do niej i musnąłem jej policzek, po czym ponownie zatopiłem się w marzeniach o naszej wspólnej przyszłości.


Mechi

Siedzimy razem z gośćmi w sali i przyglądaliśmy się parze młodej. Wesele odbywa się w starym zamku. Mimo to, nasz wzrok (czytaj Lodo, Cande, Alby i mój) był skierowany na Jorge i Martinę. Nasza przyjaciółka siedziała wtulona w niego. Trzymali się za ręce. To nie wygląda na przyjacielską relację...
- Pozwolisz, że na chwilę ci ją porwę? - powiedziałam do niego. Nie czekając na odpowiedź, pociągnęłam ją do łazienki.
- Co jest między tobą a Jorge? - spytałam. Zaśmiała się - to nie jest śmieszne. - powiedziałam.
- Przepraszam. - odparła.
- To tak czy nie? - zapytałam podekscytowana. Wzięła głęboki oddech i zrobiła długą przerwę. Niecierpliwiłam się coraz bardziej.
- Nie. - powiedziała - jesteśmy tylko przyjaciółmi - oznajmiła. Westchnęłam i wróciłyśmy na salę.


Jorge

Siedziałem przy stole. Kątem oka widziałem Martinę zmierzającą w moją stronę. Jednak drogę zagrodził jej... Diego. Siedziałem blisko, więc wszystko słyszałem.
- Zatańczymy, piękna? - powiedział do niej.
- Raczej nie. - odpowiedziała.
- No ale dlaczego? Tańczysz z Blanco, a ze mną nie? - spytał i zbliżył się do niej. Już mną trzęsło.
- Zostaw mnie. - poprosiła, gdy chciał ją pocałować.
- Jesteśmy sobie pisani. - szepnął i pogłaskał ją po policzku. Nie wytrzymałem i wstałem.
- Pan chyba pomylił partnerki. - powiedział oschle i objąłem Martinę od tyłu.
- Dziękuję. - szepnęła mi do ucha.
- Przerwałeś nam. - powiedział zły.
- Mówi się trudno.  - wycedziłem przez zęby i skierowałem się z Tini do stolika.
- Pamiętaj, że niezależnie co by się działo, zawsze będzie przy Tobie. - szepnął jej do ucha.
- Kocham Cię. - dodałem w myślach. Usiedliśmy przy stoliku i patrzyliśmy, jak młoda para kroi tort. Pilnowałem, aby Dominguez nie zbliżył się więcej do mojej ukochanej.


Rugerro

Bawimy się już kilka godzin. Wszyscy się cieszą. Nadszedł czas na słynne "rzucanie welonem i krawatem". Kto złapie, ponoć znajdzie miłość w najbliższym czasie. Usta
wiliśmy się wszyscy. Z głośników wydobyła się zabawna piosenka. Megan najpierw rzuciła welon. Nie widziałem, kto go złapał, ale wiem, że Lodo, Mechi, Cande i Alba były przeszczęśliwe. Potem przyszedł czas na krawat. Jerry stanął tyłem i rzucił go. Nie złapałem go i rozejrzałem się.
Trzymał go Jorge.
- No ładnie stary. - zaśmiałem się.
- Ciekaw jestem, kto złapał welon... - powiedział niepewnie i założył krawat.


Martina

Nie, nie, nie. To się nie dzieje. Złapałam welon. Czemu ja? Błagam, nie każcie mi teraz tańczyć przed wszystkimi. Niestety, moje kochane przyjaciółki wypchnęły mnie. Widziałam, że chłopacy zrobili to samo z przystojnym szatynem, którym okazał się być... Jorge! Odetchnęłam z ulgą. No ale tak, ja mam welon, on ma krawat... Błagam, powiedzcie mi, że to się nie dzieje. 

Stoimy naprzeciwko siebie i patrzymy w oczy. Uśmiechamy się lekko. Nagle z głośników wydobyła się wolna piosenka.
- Zatańczysz? - spytał. Nie opierałam się. Zbliżyliśmy się do siebie. Splotłam nasze dłonie razem i wtuliłam się w niego. Pocałował mnie we włosy. Wywołało to u mnie przyjemny dreszcz. Wtuliłam się w niego i powoli zaczęłam kołysać do melodii. Uczynił to samo. Wszyscy patrzyli na nich zauroczeni. Rodzice Jorge także. Czułam się niesamowicie. Jak prawdziwa księżniczka.

Po kilku minutach piosenka dobiegła końca. Megan powiedziała, że mam zatrzymać welon. Podziękowałam jej i wyszłam na zewnątrz. Musiałam się przewietrzyć i przemyśleć parę spraw. Wyszłam na duży taras widokowy i oparłam się o marmurową barierę. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby wiatr okalał moją twarz. Czułam, jak lekko rozwiewa moje włosy. Myślałam o tym, co dalej. Co robić, aby być szczęśliwą.

Poczułam dłonie na mojej talii. Uśmiechnęłam się lekko.
- Gdzie uciekłaś, księżniczko? - szepnął mi do ucha. Odwróciłam się w jego stronę.
- Musiałam odetchnąć. - powiedziałam. Pokiwał głową. 
- Nie sądzisz, że to swego rodzaju przeznaczenie? Może pora przestać ukrywać uczucia i dać sobie szansę? Nie sądzisz? - powiedział na chwili ciszy. Popatrzyłam na niego pytająco. Moje serce biło jak oszalałe. Wtedy położył dłoń na moim policzku i złożył na moich ustach magiczny pocałunek. Tak, teraz jestem pewna. Mam przy sobie cały świat.



♥ ♥ ♥

Witam Was w ten sobotni wieczór :3
Tak, to jest rozdział :D
Naprawdę szybko mi się go pisało,
nie mam pojęcia czemu.
Może dlatego, że Paula (♥)
dała mi cały pomysł na wątek.
Dziękuję kochana :***
Czy tylko ja kocham tak tę sesję Alby? *.*
Dobrze, nie rozgaduję się. :P
Ferie mi się kończą... ;c
Dlatego dzisiaj duży szantażyk, bo rozdział był długi :)

28 komentarzy ~ rozdział 28

Dacie radę? :)
Besos :***
Mrs.Blanco

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 19/ Co dwie dziewczyny, to nie jedna...

Tego posta dedykuję
LilDevil ♥
Dziękuję za wszystkie komentarze 
od Ciebie kochana ♪
Motywują ♫
A tymczasem zapraszam na rozdział ☺




♥♥♥

Martina

Nie wierzyłam własnym oczom. Mocno przytuliłam gościa. Tak bardzo się cieszyłam.
- Alba! To naprawdę ty? - powiedziałam.
- Aż tak bardzo się zmieniłam przez ten tydzień? - zapytała dziewczyna oglądając się z każdej strony. Po chwili obydwie wybuchłyśmy nieopanowanym śmiechem. Kiedy parę minut później się ogarnęłyśmy, zaprosiłam ją do salonu.
- Może coś do picia? Kawę, herbatę, sok, wodę? - skierowałam się w stronę kuchni.
- Szklankę soku, jeśli mogę. - oznajmiła. Wyjęłam karton soku pomarańczowego z lodówki, 
a następnie otwarłam paczkę moich ulubionych ciastek. Wzięłam jeszcze dwie szklanki i powędrowałam do salonu. Nalałam nam soku, otworzyłam ciasteczka i usadowiłam się wygodnie na sofie.
- Alba opowiadaj, co robisz w Madrycie? - zapytałam po chwili.
- Pochodzę z Hiszpanii. Kiedy skończyłam osiemnaście lat przeprowadziłam się do Argentyny, ponieważ otrzymałam tam propozycję pracy i stwierdziłam, że będę się tam w stanie lepiej rozwinąć niż w Madrycie. Wyjechałam stąd, jednak została tu moja rodzina i wspomnienia. Pomimo tego, że świetnie żyje mi się w Buenos Aires, co roku we wakacje wracam na tydzień do rodzinnego miasta. Spędzam trochę czasu z rodziną i spotykam się z dawnymi przyjaciółmi. Czasami, tak jak w tym roku, trafi się jakaś sesja. - zakończyła swój monolog.
- To świetnie! Cieszę się, że będziemy mogły spędzić trochę czasu razem. Niby minął tylko tydzień, ale ja i tak już za wami tęsknię. A zwłaszcza za...
- Jorge? - dokończyła za mnie.
- N-nie. Z-za... za... za naszymi odpałami! - wydukałam.
- Tia... jasne.
- Dobra Alba. Już daj spokój. Pogadamy o tym, ale... ale kiedy indziej. Mamy jeszcze kilka dni, więc ze spokojem na wszystko starczy nam czasu.
- Okej, okej. No więc, powiedz mi jedno. Co chcesz dzisiaj robić? - zapytała speszona brunetka.
- Może wybierzemy się na małe zwiedzanie? Już dawno nie spędzałam czasu w ten sposób. - zaproponowałam.
- Bardzo chętnie. Pokażesz mi co tu się pozmieniało. Jak wygląda teraz... A potem idziemy na lody. Ja stawiam! - powiedziała na jednym oddechu.
- Zobaczymy! - zaśmiałam się i chwyciłam Albę za rękę.
- Co ty robisz? - zapytała przez śmiech Hiszpanka.
- No jak to co. Idę ci pokazać mój pokój! A poza tym muszę się przebrać na to zwiedzanie.

Po chwili byłyśmy już w moim świecie. Moja przyjaciółka była zachwycona tym wszystkim.


Alba

Jejciu, Tini ma taki śliczny pokój! Najbardziej podoba mi się jej ściana z napisem
"All you need is love", czyli "Wszystko czego potrzebujesz to miłość". 
- To twoje motto? - zapytałam wskazując na kolorowe graffiti.
- Tak. Ale... u mnie się chyba nie sprawdza. Potrzebuję miłości, ale jakoś nie mogę jej znaleźć.
- A Jorge? - zapytałam.
- Ej, miałyśmy o tym nie gadać! - dostałam w ramię poduszką. 
- No dobra, dobra. Ale pamiętaj, że ten temat cię nie ominie! - oznajmiłam.
Po chwili obydwie byłyśmy gotowe. Wychodząc z domu Tinita wzięła aparat, okulary i zapięła naszyjnik.
- Czy to ten od... - zaczęłam, jednak nie udało mi się dokończyć.
- Tak. To ten prezent od Jorge. Noszę go wszędzie. Zawsze... Przypomina mi o nim. - powiedziała.
Nie chciałam już nic więcej mówić, bo znowu się zdenerwuje. Ale ja i tak w końcu wyciągnę od niej te informacje. Obiecałam to Lodo, Mechi i Cande. Tak bardzo zależy nam na tym, aby oni wreszcie byli razem. Oni są dla siebie stworzeni. Widać jak na siebie patrzą, jak się przy sobie zachowują, jak... jak uśmiechają się do siebie i jak cierpią gdy nie są razem. Trzeba im pomóc bo obydwoje wylądują w psychiatryku. Z przemyśleń wyrwał mnie nadjeżdżający autobus.
Wsiadłyśmy do pojazdu i po zakupie biletów zajęłyśmy dwa miejsca. Jechałyśmy do samego centrum, gdyż stamtąd miałyśmy ruszyć. Po parunastu minutach byłyśmy na miejscu.
- Jak ja tu dawno nie byłam... Ostatnio odwiedziłam to miejsce... Przed wyjazdem do Argentyny. 
- No to teraz mamy obydwie okazję zobaczyć coś ciekawego. - oznajmiłam, bo widziałam, że jest jej ciężko.
Po chwili napadł nas tłum paparazzi. Zadali mi parę pytań co tu robię, a ja oczywiście odpowiedziałam. Po chwili te natrętne flesze wróciły i napadły na Martinę. Ona ledwo co się wydostała.
- Alba, mam dość. Słuchaj, wiem, że miałyśmy zwiedzać, ale... idźmy na jakiś długi spacer i zobaczymy miasto z lotu ptaka.
- Dobrze, mi pasuje... ale... co oni od ciebie chcieli?
- Później ci powiem.

Szłyśmy oglądając cudowne widoki. Zrobiłyśmy sobie parę zdjęć. Będą świetną pamiątką.
Po paru godzinach miałyśmy już dosyć.
Poszłyśmy usiąść w jakiejś kawiarence. Wypiłyśmy pyszne koktajle owocowe i ruszyłyśmy na przystanek.
Po chwili byłyśmy już z powrotem u Tini.
- Jejku... jestem bardzo zmęczona. - powiedziałam po chwili.
- Ja także... Nie czuję nóg! - stwierdziła moja przyjaciółka.
- W takim razie mam propozycję. Spotkamy się jutro, a ja już pójdę. Jestem bardzo zmęczona.
- Dobrze. Nie musisz jeszcze iść. Możesz spać u mnie!
- Nie Tinita, nie chce ci robić problemów. A poza tym, rodzinka będzie się martwić.
Pożegnałyśmy się i wróciłam do domu...


Martina

Zaraz po wyjściu Alby rzuciłam się na kanapę. Zaczęłam płakać czyli robiłam to, co trzymałam w sobie cały dzień. Starałam się nie pokazywać Albie, że jest mi źle, bo widziałam, że ona cieszy się z tego że mnie widzi. Zresztą ja też. Ale... Tak bardzo tęsknie z Jorge. Chciałabym go teraz przytulić, porozmawiać z nim, zaśpiewać... No właśnie. Zaśpiewać. Spojrzałam na fortepian. Stał tam zawsze, ale ja nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Postanowiłam to zmienić. Zasiadłam do instrumentu. Poczułam to ciepło. Tak. Czułam jak ktoś dotyka moich dłoni. Odwróciłam się i zobaczyłam Jorge. Już chciałam go przytulić, kiedy zrozumiałam, że... że to tylko zwidy. Jego wcale tam nie było. Wróciły tylko wspomnienia... Po raz kolejny musnęłam klawisze. Zaczęłam wygrywać jakąś melodię. Nie znałam jej. Minęła chwila, a ja już miałam prawie całą piosenkę. 
Czym prędzej zapisałam nuty. Wszystko połączyłam w jedność. Wyszło coś cudownego. Niestety nie miałam pomysłu na tekst, dlatego zostawiłam to na inny dzień. Udałam się na górę. Skierowałam się do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel i umyłam włosy moim ulubionym szamponem z orzechów makadamia. Ubrałam się w pidżamę i położyłam się na moim łóżku. Długo rozmyślałam, jednak po chwili zasnęłam...


- Nie! - obudziłam się w środku nocy. Dlaczego on mi się ciągle śni? Dlaczego? I czemu... Czemu zawsze w takich sytuacjach?! Ratujcie mnie ludzie, bo za chwilę zwariuję.



Rano wstałam w niezbyt dobrym humorze. Byłam cała mokra od potu i łez. Resztę nocy non stop sen się powtarzał. Wyglądałam strasznie. Moje oczy były całe czerwone. Jednak postanowiłam, że spotkam się z Albą. Długo wybierałam zestaw. Postawiłam na luźną sukienkę, ze względu na to, że dzisiaj chcę iść z nią do jakiejś kawiarni i wszystko opowiedzieć. Nie chcę już tego dłużej ukrywać, bo to moja przyjaciółka i nie zamierzam mieć przed nią tajemnic. Nie chcę, aby coś się miedzy nami zepsuło. Dzięki niej i reszcie dziewczyn i oczywiście Jorge, odzyskałam nadzieję na lepsze jutro. Teraz wiem, że codziennie przechodzę kolejne poziomy gry. Niedawno zaczęłam nową grę. Postanowiłam zapomnieć i jakby narodzić się na nowo. Otworzyć na ludzi i starać się pokochać. Chcę być szczęśliwa i wiem, że z nimi będę. Gdy byłam mała stawałam na łóżku jak na scenie i śpiewałam na cały głos, wyobrażając sobie że śpiewam dla tysięcy fanów. Dzięki nim takie marzenia mogą się spełnić. Wbrew pozorom, to najlepszy ludzie jakich kiedykolwiek spotkałam. Kocham ich. Są dla mnie jak rodzina. I nic ani nikt tego nie zmieni. Bo... bo razem możemy więcej.

Nagle usłyszałam dźwięk przekręcania zamka w drzwiach.
- Martina! - usłyszałam znajomy głos z dołu.
- Tato! - krzyknęłam i pobiegłam na dół i już miałam go przytulić, jednak on zatrzymał mnie swoją dłonią - o co chodzi?
- O to. - wyjął zza siebie gazetę, w której na pierwszej stronie widniał nagłówek "Czyżby Jorge Blanco się zakochał?" wraz ze sklejką naszych zdjęć wraz z pocałunkiem - co to ma być? - kontynuował. Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Wspomnienia powróciły. Ten ból i smutek. Zrozumiałam, że całe moje szczęście zostało w Argentynie. To, czego szukałam przez całe życie. Nigdzie nie zyskałam tego co w Buenos Aires.
- Zadałem pytanie! - mówiłam z coraz większym zdenerwowaniem. Postanowiłam, że nie będę już tłumić uczuć i powiem to co czuję.
- Szczęście. Szczęście, rozumiesz? To jest wszystko czego potrzebowałam. Znalazłam tam coś, czego nie byłam w stanie otrzymać tutaj. Znalazłam przyjaźń, zaufanie, zrozumienie, tolerancję. Czyli wszystko czego mi było trzeba. Rozumiesz? Nigdy nie starałaś się mnie zrozumieć. Zawsze wyzywałeś. Zawsze kontrolowałeś. A tam? Tam mogłam zrzucić z siebie ciężar i być sobą a nie udawać kogo innego. I już postanowiłam. Zaraz po tym kiedy skończę 18 lat, przeprowadzam się. 
- Martina, ja... - zaczął coś mówić, ale ja nie chciałam go słuchać. Czyżby mojego ojca naszły wyrzuty sumienia po 17 latach?
- Nie martw się. Mam przyjaciół, którzy mi pomogą. Na pewno w Buenos Aires znajdziemy mi jakieś mieszkanko. A teraz przepraszam, ale umówiłam się z przyjaciółką. - oznajmiłam.
- Przepraszam... - usłyszałam ciche słowo wydobyte z ust rodzica. Odwróciłam się w jego stronę.
- Mogę ci wybaczyć, ale nigdy nie zapomnę... A poza tym, teraz to już nic nie zmieni. Zawsze musiałam radzić sobie sama. Zawsze tak było, tak jest i tak będzie. Ty się nigdy nie zmienisz. Przykro mi, ale tego się już chyba nie da naprawić... - zakończyłam. Zaraz po wyjściu z domu moje oczy się zaszkliły. Miałam dosyć. Nie obchodziło mnie już nic. Szłam uliczkami Madrytu myśląc już tylko o plusach dzisiejszego dnia. Nie sądziłam, że takie istnieją... No tak. Teraz czeka mnie jeszcze rozmowa z Albą. Nie wiem czy dam radę... Ale muszę. Nim się spostrzegłam byłam już pod domem rodziny Rico - Navarro. Zadzwoniłam dzwonkiem. Już po chwili otworzyła mi uśmiechnięta przyjaciółka.
- Cześć! - przywitała się ze mną.
- Hej...
- Co się stało? Masz całe oczy czerwone. - jeszcze to widać?
- Nic... Tylko trochę pokłóciłam się z tatą.
- To mam pomysł. Pójdziemy do galerii, a potem do jakiejś kawiarenki i pogadamy. - ten pomysł od razu przypadł mi do gustu. Trochę się odprężę i kupię coś ładnego na otwarcie tej kawiarenki.


***
Chodziłyśmy po sklepach dosyć długo. Moja towarzyszka znacznie poprawiła mi humor. Ciągle się śmiałyśmy. Pomogła mi wybrać śliczny zestaw. Koralowa sukienka i buty, a do tego urocza marynarka i kopertówka. Dokupiłyśmy jeszcze pasującą kokardkę do włosów. Wszystko pięknie się komponowało. Po kilku godzinach shopingu miałyśmy dość. Bolały nas nogi i brzuchy od śmiechu.
Ruszyłyśmy do małego Cafe.
Zamówiłyśmy po kawie mrożonej. Kiedy otrzymałyśmy już nasze zamówienie, postanowiłam że pora na rozmowę.
- Alba... Słuchaj. Nie chcę mieć przed tobą tajemnic, dlatego pytaj o co chcesz. Muszę z kimś pogadać na temat Jorge...
- Okej. Postaram się zadawać delikatne pytania.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Przepraszam, ale muszę o to zapytać... JAK CAŁUJE JORGE?
- Alba!
- Przepraszam, nie odpowiadaj. Zapytam inaczej... Poczułaś coś? - wiedziałam, że takie pytanie padnie. Byłam, jestem i będę na nie przygotowana.
- J-ja... tak. To było coś magicznego... Ale czemu o to pytasz, skoro i tak doskonale wiesz, że on mi się podoba...
- Wiem, ale... przepraszam. Musiałam się o to zapytać. Musisz do niego zadzwonić. Teraz. W tym momencie i powiedzieć mu co czujesz! - zaczęła mi dawać polecenia.
- Alba... Nie rozumiesz, że to nie jest takie proste?
- Jak nie jak tak. Kochasz go i to wystarczy.
- Dziewczyno, czy ty nie rozumiesz? Jak z nim o tym porozmawiam to mnie wyśmieje!
- Czyli co? Może jeszcze mi powiesz, że się nie cierpicie i nie tolerujecie, a to wszystko było tylko na pokaz?! Gdyby tak bardzo ci na nim zależało, zostałabyś w Argentynie na zawsze. - w tym momencie zalałam się łzami. Ona nie znała mojej sytuacji rodzinnej. Nikt nie znał jej dobrze, oprócz Jorge.
- P-przepraszam... nie chciałam tak bardzo tego wszystkiego wyolbrzymiać.
- Ale to zrobiłaś... jak mogłaś powiedzieć coś takiego? - płakałam. Wszystko znowu powracało.
- Przepraszam... Wybacz mi. Po prostu pragnę twojego szczęścia. - przytuliłam ją, bo wiedziałam, że nie chcę konfliktów, i sama być może przesadziłam.
- Już dobrze... Nic się nie stało. - odpowiedziałam i wytarłam zaszklone oczy chusteczką higieniczną.

***

Mijały dni. Przez ten czas ani razu nie miałam czasu na nudę. Przeżyłam świetne chwile z Albą. Pogodziłam się też z tatą...
Dzisiaj jest otwarcie kawiarenki. Idziemy na nie razem. Obydwie uwielbiamy takie klimaty. Czym prędzej zaczęłam się szykować. Alba miała przyjść już za dwie godziny. A ja dopiero wstałam. Popędziłam do łazienki. Umyłam włosy szamponem malinowym. Potem pokręciłam je lokówką. Zrobiłam lekki, ale piękny makijaż. Potem ubrałam nowo zakupiony zestaw. Wpięłam kokardę do włosów. Wrzuciłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy. Już miałam wychodzić, ale w ostatnim momencie założyłam naszyjnik od NIEGO i musnęłam usta malinową szminką. Tak jest. Dzisiaj postawiłam na kolor różowy. Po chwili pod domem była już Alba.
- Cześć kochana, ślicznie wyglądasz. - skomplementowała mnie na powitanie.
- Cześć, ty też niczego sobie. - zaśmiałyśmy się obie, po czym ruszyłyśmy w stronę kawiarenki.
Już po paru minutach byłyśmy na miejscu. Weszłyśmy do środka. Było tam trochę ludzi, ale kawiarenka była ogromna. Można było słyszeć świetną muzykę. Ktoś naprawdę ma talent. Usiadłyśmy na wysokich krzesłach przy barku. Zamówiłyśmy shaki truskawkowe z pianką. Rozmawiałyśmy popijąc nasze koktajle.
Jednak cały czas byłam myślami gdzie indziej. Słuchałam tej muzyki. Skądś znałam ten głos.
- Alba, zaraz wracam. - powiedziałam krótko przerywając nasze pogaduchy. Zeskoczyłam z krzesła. Za barkiem była scena. Szłam w stronę głosu. Skręciłam w prawo, skąd był idealny widok na scenę. Już wiedziałam, skąd znam ten głos, i do kogo on należy...


♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Witam po tygodniowej przerwie ;* Przepraszam, że tyle to trwało, ale na początku miałam problem z napisaniem tego rozdziału. W ramach rekompensaty jest taki długi ;).  Na szczęście akcja teraz się rozwinie. Nie sądziliście, że to będzie Alba, co nie? Wiem, wiem, jestem nieprzewidywalna :D.
Ale do rzeczy - kto jest posiadaczem tego głosu?
Do następnego rozdziału :***
Mrs. Blanco ♪ 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 15/ Nowa paczka.

♥♥♥

Martina

Kiedy rano się obudziłam, na stoliku stało śniadanie. Świeże pieczywo i coś, co mnie lekko roześmiało. Parówkowe serce, a w nim jajko. Smaczne, nawet bardzo. Do tego szklanka soku pomarańczowego i miseczka świeżych owoców. Na tacy leżała jeszcze mała karteczka:
"Przepraszam, ale musiałem na chwilę wyjść. Niedługo wrócę. 
                                                                                          Jorge :) "


Nie pozostało mi nic innego jak poczekać. Ubrałam się, a że nie przychodził już dość długo postanowiłam w tempie błyskawicznym wyskoczyć do sklepu obok. Kupiłam potrzebne składniki i upiekłam muffinki czekoladowe. Potem zrobiłam krem i ozdobiłam je malinami. Nie ukrywam, że trochę pobrudziłam się kremem, więc poszłam się czym prędzej przebrać w ładną, białą bluzkę w kwiaty i szorty w niebieskie wzorki. Do tego czarne sandały-japonki. Oczywiście włosy związałam w koński ogon i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Dziś jest wyjątkowo gorąco. Założyłam jeszcze zegarek, kolorowe kolczyki i bransoletkę i naszyjnik od Jorge.
Oczywiście zrobiłam lekki makijaż. Wzięłam torebkę, bo już miałam wychodzić, a wtedy zjawił się Jorge.
- Dzień dobry! - uśmiechnął się.
- Cześć. - przytulas przyjacielski oczywiście musiał być.
- Co tak pachnie? - zapytał.
- Zajrzyj do kuchni.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a następnie skierował się do pomieszczenia, które mu wskazałam.
- Nie musiałaś, naprawdę! - przytulił mnie raz jeszcze.
- Cieszę się, że lubisz.
- UWIELBIAM!

Porozmawialiśmy trochę i pojedliśmy muffinki. Niedługo później stwierdziłam, że już pora iść.
- Jorge, minęła 12. Pójdę już. Muszę coś przywieźć starszemu bratu...
- Na pewno nie chcesz, żebym poszedł z tobą? - ta jego troska...
- Nie, dzięki. - uśmiechnęłam się - to jednak nie to co babskie zakupy. - otwierałam w tym samym czasie drzwi.
- Czy ktoś tu mówił o babskich zakupach?

Mechi

Dziewczyna stała nadal zaszokowana całą sytuacją.
- Jorge uszczypnij mnie. - powiedziała.
- Nie będę ci robił krzywdy, bo nie ma po co!
- Dziewczyno, uspokój się. Jesteśmy zwykłymi dziewczynami!
- Aha, i jesteście aktorkami, niektóre jeszcze piosenkarkami i modelkami.
- Może za chwilę się ocknie.
- Niespodzianka... - szepnął jej do ucha Jorge. Oj, coś się kroi.
Po chwili ślicznotka (bo jak na razie nie znam jej imienia, a urodę ma... no jest śliczna), rzuciła się na szyję naszemu przyjacielowi. On także ją objął, widać było tę więź między nimi. 
Spotkał się dziś z nami i porozmawiał o tym, że jest ktoś na komu mu straszliwie zależy i na każdym kroku stara się, aby czuła się u niego jak najlepiej. Powiedział, że wziął ją do siebie, kiedy jej byłe przyjaciółki oznajmiły jej, że to koniec ich przyjaźni. Były zazdrosne. Opowiadał też, że wiele razy znaleźli się w  takiej sytuacji, kiedy miał ochotę ją pocałować, jednak nie robił tego (jak na razie...).
- To co, gotowa? - powiedziała Lodo.
- Chyba tak... - powiedziała uradowana. 
Wychodząc pocałowała jeszcze Jorge w policzek. A on zaczerwienił się jak burak. To takie słodkie... ♥


Alba

- Proponuję najpierw dokładniej się poznać. - zaproponowałam. - To jest Mechi,
 Lodo, Cande i ja, Alba. A ty jesteś...
- Martina. Dla przyjaciół Tini lub Tinita. - powiedziała już bez skrępowania z uśmiechem od ucha do ucha.
- Może najpierw zaliczymy jakąś kawiarnię? - zaproponowała tym razem Candelaria.
- Zgoda! - krzyknęłyśmy wszystkie.
Po chwili zamówienie było już złożone. Czekałyśmy na nasze cappucina. 




Po wyjściu z kawiarni czułyśmy się jakbyśmy się znały całe lata.
- Patrzcie, budka na zdjęcia! - krzyknęła Mechi. - idziemy?
Nie trzeba było długo czekać, bo już po chwili wyjechała taśma z masą fotek, z których potem miałyśmy taki ubaw, że rozbolały nas brzuchy. 


Chwilę później byłyśmy pod galerią.
Rozpoczął się nasz szał zakupowy.





Lodovica


- Zobaczcie jaka cudowna sukienka! - krzyknęła Tini.
I rzeczywiście tak było. Tak naprawdę, był to cały zestaw.
Sukienka, buty i torebka oraz biżuteria.
- Ty na pewno będziesz ładniej w niej wyglądać niż dziewczyna na wystawie.
- Jorge na 100 procent się spodoba. Gwarantuję ci to. - powiedziała Mechi.
- Słucham?! - zapytała lekko wzburzona Martina.
- Myślisz, że tego nie widać? - zaśmiała się Alba.
- Przecież widać, że między wami jest chemia... - stwierdziłam.
Potencjalna właścicielka sukienki lekko się zarumieniła.
Po chwili wszystkie weszłyśmy do sklepu i czekałyśmy z napięciem, aż Tinita pokaże się w pastelowej sukience. Po chwili wyszła.
- I jak wyglądam? - zapytała.
- Jak milion dolców! - krzyknęła Candelaria.
- Musisz ją kupić! - powiedziałam.
- Ale... cena jest jak dla mnie lekko za wysoka. - posmutniała.
- W takim razie my ci ją kupimy! - powiedziała Mechi.


Candelaria

Martina dziękowała nam tyle razy, że nie można było zliczyć. Oprócz tego oczywiście kupiłyśmy dużo innych rzeczy, ale to był główny cel. Kiedy stwierdziłyśmy, że już mamy dość, poszłyśmy na obiad. 
Czekając na zamówienie non stop rozmawiałyśmy.
- Masz śliczny naszyjnik. - stwierdziła Mechi do Martiny.
- Dziękuję. Dostałam go niedawno.
- Hm... Niech zgadnę. Od... - powiedziałam
- Jorge! - krzyknęły dziewczyny.
- I co z tego? - szatynka ponownie się zarumieniła.
- Dziewczyno, to jest przeznaczenie, rozumiesz? - próbowałyśmy jej to wytłumaczyć.
- Jedna piosenka nic nie znaczy. 
- Piosenka? Macie wspólną piosenkę?! - Alba...
- Zaśpiewaj! - namawiałyśmy ją, aż w końcu się zgodziła.
- "Tyle czasu chodząc z tobą.
Pamiętam dzień w którym cię poznałam.
Miłość we mnie urodziła się
Twój uśmiech mnie nauczył
Że za chmurami zawsze będzie słonce.
Zdradzę tobie że bez ciebie nie mogę żyć.
Światłem na drodze jesteś dla mnie.
Odkąd moja dusza cię zobaczyła.
Twoja słodycz mnie opakowała.
Kiedy jestem z tobą zatrzymuje się zegar.
Czujemy to oboje, serce nam to mówi
i ucho słyszy delikatny nasz szept. 

Chcę patrzeć na ciebie
Chcę śnić o tobie
Przeżyć z tobą każdą chwilę
Chcę cię przytulić
Chcę cię pocałować
Chcę cię mieć blisko mnie.
Przecież miłość jest tym co czuję.
Jesteś wszystkim dla mnie.


Chcę patrzeć na ciebie
Chcę śnić o tobie
Przeżyć z tobą każdą chwilę
Chcę cię przytulić
Chcę cię pocałować
Chcę cię mieć blisko mnie.
Jesteś tym czego potrzebuję.
Przecież to co czuje to 
miłość...


Nawet nie zauważyłyśmy, jaki tłum zebrał się wokół nas. Martinę obudziły dopiero brawa.
- Jest przepiękna! - stwierdziłyśmy jednogłośnie.
- Wiecie co, cieszę się że was poznałam. 
- Nie przesadzaj... - powiedziała Lodo.
- Teraz nareszcie mamy komplet! - Alba jak zwykle nie dokończyła.
- Komplet czego? - zapytała Tini.
- Od dziś jesteś w naszej paczce!

Była w siódmym niebie.


♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

I jak? Poniedziałek,  a tu rozdział!
Długi i ciekawy mam nadzieję. Czekam na Wasze opinie w komentarzach.
UWAGA! Oto ostatnia statystyka weekendowa, za którą Wam meeeega dziękuję ♥

SOBOTA - 121
NIEDZIELA - 248
PONIEDZIAŁEK - 80 

DZIĘKI!


Mrs.Blanco


PS. Przez przypadek na kliszy dodałam zdjęcie Angie. SORY!

Chat~!~