Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2015

Rozdział 33/ Czas tyka, Diego.




A dzisiaj bez dedykacji :)
Miłego wieczoru i lektury kochani ♥
Pamiętaj o komentarzu, tam na dole! :*







♥♥♥

Martina

Minął już miesiąc od mojego wybudzenia. Od tamtego czasu przez dwa tygodnie leżałam jeszcze na obserwacji, a gdy już wyszłam, przez kolejny tydzień i tak codziennie musiałam odwiedzać szpital, ze względu na badania. Na szczęście już wszystko w porządku. Mogę wrócić do szkoły, zająć się życiem prywatnym… No właśnie. Życie prywatne.
Dzień kiedy się wybudziłam był niesamowity. Chyba jeszcze nie widziałam, aby tyle osób było szczęśliwych naraz . Jorge czuwał ze mną całe dwadzieścia cztery godziny. Bardzo go kocham. Niestety… Następnego dnia nie przyszedł. Zostawił tylko bukiet białych róż, a pośród nich były dwie czerwone, które – jak zgaduję – miały symbolizować nas i nasze uczucia. Liczyłam na to, że pojawi się kolejnego dnia… Pomyliłam się. Czekałam każdego dnia, aby ujrzeć tę jego iskrę w oku, jego uśmiech, jego zmęczoną twarz, jego włosy w nieładzie. Czekałam na ciepło, które rozpływała się zawsze po moim ciele, gdy mnie przytula. Potrzebowałam go. A on zniknął. Nie mam pojęcia gdzie jest, ani co się z nim dzieje. Martwię się. Nie dał mi żadnego znaku. Po prostu odszedł. Może to, o czym śniłam nie jest prawdą? Może to wszystko było złudzeniem… Nie. Ufam Jorge’owi i wierzę, że jeśli nie daje żadnego znaku, to musi mieć powód… A jeśli coś się stało? Nie Tini, spokojnie. Na pewno byś wiedziała. Tylko tak się uspokajam. Liczę na to, że niebawem wróci. Teraz naprawdę muszę z nim porozmawiać. W końcu jest między nami uczucia i trzeba je pielęgnować. Już za kilka dni mojego urodziny. Osiemnaste. Nie planuję robić jakiejś większej imprezy, nie mam dla kogo. Dziewczyny wróciły do Argentyny, a Jorge zapewne również. Ewentualnie odwiedził Meksyk. Nie mam pojęcia, ale nie będę wnikać. Oby tylko nie zrobił nic głupiego. 
Spojrzałam na zegar. Już wieczór. Zastanawiałam się, co mogę jeszcze dzisiaj zrobić. W zasadzie powinnam odpoczywać, ale tak bardzo mam ochotę iść na rolki. No nic, spróbuję się wymknąć. Tata – dokładnie, nazywam już Alejandro tatą – bardzo czuwa nad tym, aby coś znów mi się nie stało. Założyłam czarne legginsy i biały t-shirt w emotikony. Na nogi wsunęłam swoje super-stary, a pod pachę wzięłam ukochane czarne rolki. Cicho i niepewnie zeszłam na dół, starając, aby rodzice mnie zauważyli. Ha! I udało się. W sumie nie było trudno. Wyszli coś załatwić. Nie mam pojęcia o co chodzi, zostawili tylko kartkę, że mamy się nie martwić i wrócą późno, a kolacja jest w lodówce. 
Muszę przyznać, że od czasu, kiedy na jaw wyszło, iż German nie jest naszym ojcem, moje stosunki z bratem bardzo się ociepliły. Staraliśmy się trzymać razem, to bardzo nam pomagało. No ale wcześniej był ten wypadek. Chciałabym wymazać go z pamięci i mam nadzieję, że mi się to uda. Ale wracając do Francisco. Jestem w szoku, jak bardzo może być kochany i opiekuńczy. Jest naprawdę uroczy. Cały czas pytał jak się czuję, czy czegoś potrzebuje. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilą. W końcu nie muszę chyba ukrywać, że sytuacja, przed jaką postawił nas German nie była prosta. Nie chcę do tego wracać, bo to naprawdę bolesny temat. Najbardziej nie potrafię zrozumieć Angie. Dlaczego ona mogła zrobić coś takiego? Czyżby po prostu o tym wszystkim nie wiedziała? A może razem z Germanem planowała to porwanie, a później jedynie próbowała zyskać moją sympatię, gdybym dowiedziała się prawdy? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Byłyśmy naprawdę blisko, była dla mnie jak najprawdziwsza mama, której podobno nie miałam od piątego roku życia. Teraz kiedy o tym myślę, nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co musieli czuć Mariana i Alejandro. Są cudownymi ludźmi i żałuję, że początkowo byłam wobec nich tak okrutna. Mimo tego, rozumieli mnie. Naprawdę, tacy rodzice to skarb. Jestem szczęściarą, że mam ich wszystkich, całą trójką. Nie poradziłabym sobie. 


Ruszyłam przed siebie. Usiadłam na krawężniku i założyłam rolki, po czym płynnymi ruchami skierowałam się w stronę parku. Tam lubię jeździć najbardziej. Zwłaszcza teraz, kiedy nie ma już byt wielu osób, jednak nie jest jeszcze ciemno. Wiatr delikatnie rozwiewał mi moje długie, niezwiązane włosy, a ostatnie promyki zachodzącego słońca muskały mi skórę. Zamknęłam na moment oczy delektując się chwilą, co było błędem, bo po chwili poczułam jak na kogoś wpadam.

- Przepraszam. – powiedziałam speszona wstając i otrzepując się. Brawo Tinka, musiałaś jak zwykle coś odwalić. Jeszcze wpadłam na jakiegoś chłopaka, no jeszcze lepiej. Spojrzałam na bruneta, który również otrzepywał się z piasku. No nie. Jednak nie żałuję. Musiałeś się znowu zjawić? Westchnęłam niezbyt zadowolona.
- To znowu ty, Dominguez? – powiedziałam znudzona. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się pod nosem.
- Jak widać. – zaśmiał się. Mam nadzieję, że nie zacznie znowu tych swoich gierek, bo nie cierpię ich. Pałam do niego taką nienawiścią. Najchętniej uderzyłabym go, ale gdyby Jorge się dowiedział, to zapewne nie był by zadowolony. Jakby nie patrzeć to jego kuzyn, czy się lubią, czy nie, i musi to uszanować.


Diego

Zmieniłem się. Może tego po mnie nie widać, ale zmieniłem się. Po tamtej akcji na weselu wyjechałem na miesiąc do Portugalii. Chciałem kogoś poznać i poznałem. Tamta dziewczyna była niesamowita. Wiele we mnie zmieniła. Przerwałem na chwilę moje przemyślenia i spojrzałem na Martinę.

- A ty gdzie? – zapytałem, widząc jak odjeżdża.

- Do domu. – syknęła w ogóle się nie zatrzymując. Pobiegłem za nią i chwyciłem jej nadgarstek, po czym odwróciłem w swoją stronę. Jej oddech przyspieszył, co mogło oznaczać, że chyba się przestraszyła.
- Puść mnie. – poprosiła. Pokręciłem głową – puść mnie, bo zacznę krzyczeć. – zagroziła.
- Zmieniłem się. – powiedziałem. Popatrzyła na mnie, a po chwili zaczęła się śmiać. 
- Dobry żart. – odparła, wyrywając dłoń z mojego uścisku. Ja jednak byłem zupełnie poważny. Zlustrowała mnie od góry do dołu – dlaczego mam ci uwierzyć? – zapytała zakładając ręce na piersiach.  Westchnąłem.
- Dasz się zaprosić na spacer? Wtedy wszystko ci opowiem. – zaproponowałem. Pomyślała chwilę i niechętnie, ale zgodziła się.

Przez długi czas spacerowaliśmy w ciszy. Najwidoczniej nie miała zamiaru ze mną rozmawiać. W sumie nie dziwię jej się. Nie było między nami zbyt kolorowo. 

- Słyszałem, że miałaś wypadek. – powiedziałem spoglądając na nią, próbując zacząć jakąkolwiek rozmowę. Pokiwała tylko głową, a jej wzrok nadal był wlepiony w chodnik – już wszystko w porządku? – zapytałem. Spojrzała na mnie podejrzliwie.

- Słuchaj, powiedz czego chcesz, a nie udawaj kochanego kumpla. – powiedziała oschle – kasy? Czy może trafiłeś do paki i szukasz kogoś kto cię wyciągnie, hm? – dodała.
- Dlaczego od razu się do mnie uprzedzasz? – zapytałem zatrzymując się. Zaśmiała się.
- Bo wiem jaki jesteś Diego. Myślisz, że nie pamiętam, jak pobiłeś Jorge? Jak leciałeś tylko i wyłącznie na kasę Germana? – spytała. 
- Ale zmieniłem się, zrozum! – podniosłem ton. Jej oczy pociemniały.
- Nie podnoś na mnie głosu. Nie jestem jakąś lalą, żebym pozwalała sobie, abyś mną pomiatał. – syknęła i ruszyła w stronę domu.
- Byłem w Portugalii. Poznałem kogoś i zakochałem się. Zmieniłem się Martina, proszę cię, uwierz mi! – zawołałem za nią zrezygnowany. Przystanęła na chwilę. Widziałem, że westchnęła. Odwróciła się i podeszła do mnie.
- Masz pięć minut. – powiedziała.


Usiedliśmy w małej kawiarni nieopodal. Ona nie zamówiła nic, ja za to poprosiłem o coś trochę mocniejszego. 

- Czas tyka, Diego. – powiedziała patrząc na ogromny zegar wiszący na ścianie. Pokiwałem głową i odstawiłem kieliszek.

- Po weselu naszej kuzynki, Jorge i mojej, postanowiłem zwiedzić trochę świata. Za punkt obrałem sobie Portugalię. Spędziłem tam wspaniały miesiąc. – zacząłem – już pierwszego dnia mojego pobytu tam poznałem kogoś wyjątkowego. Miała na imię Ashley. Miała cudowne, kręcone blond włosy. I te oczy, koloru oceanu. Już od pierwszego spojrzenia zauważyłem w niej wyjątkowe iskry. To była miłość od pierwszego wejrzenia. – oczy szatynki delikatnie się powiększyły – wiem co sobie teraz pomyślisz. Ktoś taki jak ja i miłość. Bez sensu, czyż nie? Ale w tym przypadku było inaczej. To właśnie miłość do niej mnie zmieniła. Zacząłem jej opowiadać o sobie. Zawsze słuchała. – zacząłem jej opowiadać o wszystkim, co przeżyłem z blondynką. Widziałem, jak z każdą chwilą Martina zaczyna mi wierzyć, że przekonuje się do mnie.
- I nie powiedziałeś jej, że ją kochasz?! – zapytała zbulwersowana Martina. Siedzimy aktualnie u mnie i rozmawiamy. Zupełnie zmieniła zdanie o mnie, choć widzę, że nadal jest ostrożna. W zasadzie to się jej nie dziwię. Po tym, jak wyglądała nasza znajomość i tak jestem w szoku, że tak szybko dała mi drugą szansę. 
- No nie. – westchnąłem, przyznając, że poczułem do Ashley coś silniejszego.
- Jesteś głupi. – stwierdziła – zakochałeś się, dziewczyna z tego co mówisz odwzajemnia twoje uczucie, a ty jej o tym nie mówisz. – skrytykowała mnie.
- Chwila chwila, a czy tak samo nie jest przypadkiem z tobą i Jorge? – na moje słowa Tini zarumieniła się.
- Można powiedzieć, że nie jesteśmy już tylko przyjaciółmi. – powiedziała, stając przy oknie i patrząc na ulicę pogrążoną w głębokiej nocy.
- Co? – zapytałem zdziwiony podchodząc do niej.
- No bo… Nie mogę tego nazwać ani przyjaźnią ani związkiem. To coś jakby pomiędzy. – wyjaśniła. Pokręciłem głową.
- Oj Stoessel. – zaśmiałem się.
- Jakiś problem, Dominguez? – spytała z lekkim uśmiechem. Zacząłem się śmiać, a na jej ustach pojawił się uroczy uśmiech.
- To jak, przyjaciele? – zapytałem po chwili rozkładając ręce.
- Przyjaciele. – odpowiedziała mi z uśmiechem przytulając się do mnie.


♥♥♥

Tam, tam, tam! Chyba po raz pierwszy mam napisany rozdział już następnego dnia po dodaniu poprzedniego ^^ Ale jestem zadowolona, bo dzięki temu mam czas na zaczęcie pisanie rozdziałów na zapas, zwłaszcza, że teraz jakoś bardzo łatwo mi idzie. Ogólnie długość jest taka jak zawsze, tylko napisałam te dwie osoby, dłuższe niż normalnie :) W tym rozdziale nie wiedziałam, czy zacząć już urodziny Martiny, czy może jeszcze nie. I wtedy wymyśliłam to, co właśnie przeczytaliście, to na górze :) . No i gdzie jest Jorge? Wszystko wyjaśni się w kolejnych rozdziałach ^^ No i Ashley, nowa miłość Diego. Jak myślicie, coś z tego będzie? :* W szkole dużo nauki, dlatego piszę weekendami. Proszę więc, jeśli zdarzy się taka sytuacja, że rozdział pojawi się z opóźnieniem - zrozumcie mnie. Ja też jestem człowiekiem :)
No i muszę Wam powiedzieć, że jestem mega szczęśliwa <3 W niedzielę spotkałam się z moją najlepszą internetową przyjaciółką, Olą (Alexandra). To było kilka wspaniałych godzin. Do teraz oglądając filmy płaczę wieczorami. Nie chcę jednak tutaj pisać o tym wszystkim, dlatego - jeśli chcielibyście wiedzieć jak wygląda naszą przyjaźń - pisze w komentarzu :*
Przypominam o stronie na Facebooku! :) KLIK ♥


35 komentarzy - rozdział 34


Besos,
Mrs.Blanco







czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 25/ Kocham cię księżniczko...


Rozdział jak zwykle dedykowany ^^
Tym razem, dedykacja wędruje do
Pau Nielusi
za ogromną pomoc w rozdziale ♥
Ty wiesz o co chodzi ;*
Mam nadzieję, że rozdział
Wam się spodoba ;) 
KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
Pozdrawiam :*

♥♥♥


Martina

Wiesz, jak czuje się człowiek, który nagle znajduje się w sytuacji bez wyjścia? Nie? A wiesz, co to znaczy przyjaźń damsko - męska? A więc może ci wytłumaczę. To relacja, w której choć najmniejszy krok w stronę miłości może zniszczyć wszystko. A co jeśli ja chcę iść w te stronę?

- I brakuje już tylko jednego... - przypominając sobie te słowa, ciarki chodzą po moim ciele. Sama nie wiem, ja wtedy do tego doszło... Pamiętam jego słowa, to było takie romantyczne. A potem, potem zbliżył się do mnie i po prostu pocałował. Nie wiem, jak to możliwe, ale wiem, że muszę o tym zapomnieć. Po prostu poniosły go emocje. Jestem tego pewna. Szkoda tylko, że kiedy się ode mnie odsunął, zrobiłam minę jakbym była nienormalna, a potem rzuciłam tylko "przepraszam" i szybko odeszłam. Po prostu sama muszę to sobie poukładać. Teraz siedzę gdzieś tam, ale jednak tutaj, pod drzewem i myślę. Zastanawiam się co dalej. Przez moją głowę przelatują wszystkie wspomnienia z nim. Dlaczego tak okropnie postąpiłam? Teraz zwalam winę na siebie, świetnie...
Ale już, koniec użalania się nad sobą. Jest kim jestem, trudno.
Nienawidzę się! Zaczęłam biec. Tym samym, przypomniałam sobie historię moją i Jorge...


Pamiętałam wszystko. Od spotkania na lotnisku, upadku, wizyty w restauracji, awanturze z Diego, balu, spaceru po plaży, bieganiu po ogrodzie, aż po nasze magiczne pocałunki... Nasze spotkanie w barze mlecznym, jego popisy, konkurs talentów... I wojny z Agnes i Carlą.
Zaczęłam płakać. Łzy lały mi się strumieniami. Nie rozumiałam, dlaczego świat może być aż tak okrutny. A może to ja przesadzam?

Biegłam, myśląc o tym wszystkim. Nagle poczułam, że na kogoś wpadam. Podniosłam wzrok.
Zobaczyłam oczy, które tak bardzo kochałam. Tylko teraz były przepełnione smutkiem i bezsilnością. Wtuliłam się w niego, a on upuścił torby które trzymał i objął mnie mocno. Jestem moim rycerzem. na białym koniu. Jest idealny. Kocham go.





Jorge


- Już dobrze. - powiedziałem. Wtuliła się we mnie. Wybaczyła mi. Upuściłem moje torby. A chciałem wyjechać.
- Przepraszam. - powiedziała po chwili, gdy już się od siebie oderwaliśmy. Pokręciłem głową.
- Daj spokój, to moja wina. Nie powinienem tego robić. - tłumaczyłem się.
- Jorge, ja nie powinnam się tak zachować. Proszę wybacz mi. - mówiła. Ja jednak nie przestałem i nadal twierdziłem że to moja wina. Na szczęście oboje stwierdziliśmy, że pora zapomnieć. Ale ja nie chcę zapomnieć. I tak wiem, że w końcu wyznam Martinie uczucia. 


- No już, uśmiechnij się dla mnie. - powiedziałem, po czym sam uniosłem kąciki ust lekko do góry. Po chwili zaśmiała się.
- Idziemy? - zapytałem.
- Tak. - otarła łzy i trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę jej domu.
- Jorge masz chusteczki? Wyglądam okropnie. - zapytała.
- Nadal pięknie. - powiedziałem, na co ona się zarumieniła.
Szliśmy cały czas rozmawiając. Śmialiśmy się jak za dawnych czasów. Niektórzy mówili między sobą "Jaka wspaniała z nich para". Szkoda tylko, że to nieprawda. Jednak w tym wszystkim najbardziej denerwuje mnie to, że co chwilę napadają na mnie tłumy fanek. Powinienem lubić sławę, ale... od czasu kiedy poznałem Tini wszystko się zmieniło. To nasze relacje stawiam na pierwszym miejscu, a nie karierę. Może to i dobrze. Martina to dziewczyna, która pomimo wielu przeciwności i problemów idzie dalej przez życie. Chodź jest wrażliwa, to nie przejmuje się opinią innych. Co z tego, że najpierw musi się wypłakać. Ale ma wsparcie. Którym jestem także dla niej ja. Tak myśląc, chciałem chwycić jej dłoń. Powoli przysuwałem jej dłoń do mojej. Zauważyła to. Uśmiechnęła się do mnie.
- Jeśli chcesz. - powiedziała. Musnąłem delikatnie jej policzek, a po chwili nasze dłonie były już splecione razem.


German

- German. Chcemy odzyskać Martinę i Francisco. - mówiła Mariana. Pamiętam wszystko dokładnie jakby to było wczoraj. Jak przyjechali do mnie i Marii na wakacje, a potem... Potem tak ich pokochałem, że... Może to dziwne, ale ja także się boję. Że Alejandro i Mariana mi ich odbiorą. Choć... Tak naprawdę to oni są prawnymi opiekunami. Nie powinienem wtedy tak postąpić, ale cóż. Jestem jaki jestem! A na starość nie ma sensu się zmieniać.
Tini i Fran nie mają nawet pojęcia o tym, że w Buenos Aires mieszkają...
- Proszę zapiąć pasy. Lot do Paryża rozpocznie się za parę minut. - moje przemyślenia przerwał głos pilota. Zapiąłem pasy. Po chwili koło mnie zjawiła się Jade.
- German! - zawołała i dała mi buziaka. Ah, ona jest cudowna. Tak bardzo szalona. Zaczęliśmy wspominać.
- Pamiętam jak chciałaś, żeby wszystko miało kolor brzoskwini, truskawki i w końcu zacząłem się zastanawiać, czy ta kobieta mówi o wystroju wnętrz, czy o sałatce owocowej. - przypomniałem.
- Dobrze, że nie chciałam koloru pomidora, bo wtedy rozmawialibyśmy o sałatce jarzynowej! - zaczęła się śmiać, aż wszyscy pasażerowie spojrzeli na nas.
- Nie, nadal rozmawialibyśmy o sałatce owocowej, bo pomidor to też owoc, czyż nie? - zapytałem zdziwiony.
- German jaki ty jesteś zabawny! - dalej się śmiała.
- Nie, ale to prawda, pomidor to też owoc... - wytłumaczyłem.
- Ojej, naprawdę? Interesujące... - westchnęła.
Czasami zastanawia mnie jej punkt widzenia, ale cóż, nie wnikam w to. Reszta lotu minęła nam spokojnie. Myślałem jedynie o tym, żeby ani Martina, ani Francisco nie poznali prawdy...


Martina

Wróciliśmy do domu. Cieszę się, że mamy już wszystko wyjaśnione. Zaraz będziemy jedli kolację, którą przygotowała dla nas Olgita. Dziwi mnie jednak to, że tata się nie odzywa. Trudno. Pewnie nie ma czasu, w końcu jest tam z Jade. Poszłam do pokoju i otwarłam facebooka. Oczywiście wszędzie było pełno wpisów, jak to jest być dziewczyną Jorge Blanco. Przyzwyczaiłam się już, choć to i tak nieprawda. Usłyszałam jak mój chłopak przyjaciel z kimś rozmawia. Rozpoznałam głos Ruggero. Poszłam do pokoju gościnnego. Zapukałam. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i pociągnął w stronę komputera. 
- Tini! - zawołał wesoły Włoch, z którym byliśmy połączeni przez Skype'a.
Rozmawialiśmy naprawdę długo. Oczy zaczęły mi się zamykać... Zasnęłam.


Ujrzałam ogromne schody. Postanowiłam iść po nich. Szłam straszliwie długo. Droga bardzo mi się ciągnęła. Wtem ze wszystkich stron zaczęły wyskakiwać różne przeszkody. Od braku schodka, przez płonące stopnie, aż po ogromne szpikulce. Spotkałam nawet Agnes i Carlę. I dwoje ludzi... Kojarzyłam ich skądś. Kobieta miała na imię Mariana, a mężczyzna Alejandro. Gdy mnie zobaczyli przytulili mocno. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim szło. Postanowiłam iść dalej. Na wszystkich ścianach zaczęły się pojawiać wspomnienia. Był tam nawet Jorge. Tylko co dziwne, jego nie było nigdzie. Martwiłam się. Dlaczego śnią mi się tak dziwne rzeczy? Kim są ci ludzie? Czemu nie ma tam Jorge?!
Wreszcie dotarłam na szczyt. Ujrzałam ogromne drzwi. Napisane było na nich "SZCZĘŚCIE".
Powoli otworzyłam je. Moje oczy zaczęło razić ogromne światło. Zaczęłam iść tym świetlistym tunelem... Doszłam na piękną polanę. Wszędzie były kwiaty. Z nieba zaczęły spadać płatki kwiatów. I gwiazdy... Tak jak wtedy, gdy oglądaliśmy je razem z Jorge'm. Patrzyłam na wszystko. Zauważyłam las. Poszłam tam. Drzewa były fioletowe, droga usłana liśćmi. Szłam myśląc o tym wszystkim. I wtedy znalazłam się w wyjątkowym miejscu. Zaraz, przecież to było miejsce, gdzie po raz pierwszy spotkałam się z nim! Patrzyłam na to piękne jezioro. Nie zabrakło też tej białej ławki. Nagle poczułam ciepłe dłonie na mojej talii.
- Kocham cię księżniczko... - wyszeptano mi do ucha. Wiedziała już, kto stoi za mną. Odwróciłam się. Rzeczywiście, był tam Blanco. Zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Wtedy wszystko zaczęło się rozpadać. Obraz zaczął się rozmywać. Słyszałam, tylko śmiech wszystkich... Zaczęło mi się kręcić w głowie...


Jorge

- Tini, Tini! - powiedziałem. Martina już od piętnastu minut dziwnie się zachowywała.
- Nie! - krzyknęła, gwałtownie się podnosząc.
- Spokojnie, Martina... - oznajmiłem zmartwiony i przytuliłem ją. Bez wahania wtuliła się we mnie - już dobrze, jestem przy tobie. - szeptałem jej do ucha, gdy płakała. Po chwili odsunęła się.
- Dziękuję. - powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
Chwyciłem jej dłoń i zeszliśmy na dół, gdyż kolacja była już gotowa. Podczas gdy Tinita spała, rozmawiałem z Ruggiem o całej tej sytuacji. Dał mi parę rad, z których i tak pewnie nie skorzystam. To nie ma sensu. Serce podpowiada "powiedz jej!", a mózg temu przeczy. Ehh, ciężkie jest życie zakochanych. 
Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy. Olga i Ramallo to naprawdę sympatyczni ludzie.
Z Martiną wymienialiśmy się spojrzeniami i dyskretnymi uśmiechami. Po chwili Olgita przyniosła ogromne pudełko z jedzeniem.
- To wasz prowiant na jutro. - oznajmiła z uśmiechem.
- Jaki prowiant? Jorge, o co chodzi? - pytała zszokowana dziewczyna.
- Jedziemy do Barcelony! - zawołałem szczęśliwy.

♥♥♥

Wróciłam! Jestem!
Ja wiem, to szok, już się cieszyliście, że się mnie pozbyliście...
No ale wróć. Pasuje Wam taka długość rozdziałów?
Uwierzcie, że takie mi się dobrze pisze.
Mam nadzieję, że zgadzacie się, że teraz takie będę pisać ;).
Pamiętajcie o opiniach w komentarzach! 

Wiecie co się stało?
Za OS'a, którego opublikowałam dwa dni temu dostałam I miejsce! ^^
GRACIAS PAULA :* 
A tak w ogóle, to... Szczęśliwego Nowego Roku :D
Besos ♥ Mrs.Blanco

PS. Zapomniałabym o szantażyku xD
Dzisiaj mały :P 
Ale mam nadzieję, że komentarzy
i tak będzie więcej.
POKAŻCIE MI ŻE MAM DLA KOGO PISAĆ!

10 komentarzy - ROZDZIAŁ 26

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 15/ Nowa paczka.

♥♥♥

Martina

Kiedy rano się obudziłam, na stoliku stało śniadanie. Świeże pieczywo i coś, co mnie lekko roześmiało. Parówkowe serce, a w nim jajko. Smaczne, nawet bardzo. Do tego szklanka soku pomarańczowego i miseczka świeżych owoców. Na tacy leżała jeszcze mała karteczka:
"Przepraszam, ale musiałem na chwilę wyjść. Niedługo wrócę. 
                                                                                          Jorge :) "


Nie pozostało mi nic innego jak poczekać. Ubrałam się, a że nie przychodził już dość długo postanowiłam w tempie błyskawicznym wyskoczyć do sklepu obok. Kupiłam potrzebne składniki i upiekłam muffinki czekoladowe. Potem zrobiłam krem i ozdobiłam je malinami. Nie ukrywam, że trochę pobrudziłam się kremem, więc poszłam się czym prędzej przebrać w ładną, białą bluzkę w kwiaty i szorty w niebieskie wzorki. Do tego czarne sandały-japonki. Oczywiście włosy związałam w koński ogon i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Dziś jest wyjątkowo gorąco. Założyłam jeszcze zegarek, kolorowe kolczyki i bransoletkę i naszyjnik od Jorge.
Oczywiście zrobiłam lekki makijaż. Wzięłam torebkę, bo już miałam wychodzić, a wtedy zjawił się Jorge.
- Dzień dobry! - uśmiechnął się.
- Cześć. - przytulas przyjacielski oczywiście musiał być.
- Co tak pachnie? - zapytał.
- Zajrzyj do kuchni.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a następnie skierował się do pomieszczenia, które mu wskazałam.
- Nie musiałaś, naprawdę! - przytulił mnie raz jeszcze.
- Cieszę się, że lubisz.
- UWIELBIAM!

Porozmawialiśmy trochę i pojedliśmy muffinki. Niedługo później stwierdziłam, że już pora iść.
- Jorge, minęła 12. Pójdę już. Muszę coś przywieźć starszemu bratu...
- Na pewno nie chcesz, żebym poszedł z tobą? - ta jego troska...
- Nie, dzięki. - uśmiechnęłam się - to jednak nie to co babskie zakupy. - otwierałam w tym samym czasie drzwi.
- Czy ktoś tu mówił o babskich zakupach?

Mechi

Dziewczyna stała nadal zaszokowana całą sytuacją.
- Jorge uszczypnij mnie. - powiedziała.
- Nie będę ci robił krzywdy, bo nie ma po co!
- Dziewczyno, uspokój się. Jesteśmy zwykłymi dziewczynami!
- Aha, i jesteście aktorkami, niektóre jeszcze piosenkarkami i modelkami.
- Może za chwilę się ocknie.
- Niespodzianka... - szepnął jej do ucha Jorge. Oj, coś się kroi.
Po chwili ślicznotka (bo jak na razie nie znam jej imienia, a urodę ma... no jest śliczna), rzuciła się na szyję naszemu przyjacielowi. On także ją objął, widać było tę więź między nimi. 
Spotkał się dziś z nami i porozmawiał o tym, że jest ktoś na komu mu straszliwie zależy i na każdym kroku stara się, aby czuła się u niego jak najlepiej. Powiedział, że wziął ją do siebie, kiedy jej byłe przyjaciółki oznajmiły jej, że to koniec ich przyjaźni. Były zazdrosne. Opowiadał też, że wiele razy znaleźli się w  takiej sytuacji, kiedy miał ochotę ją pocałować, jednak nie robił tego (jak na razie...).
- To co, gotowa? - powiedziała Lodo.
- Chyba tak... - powiedziała uradowana. 
Wychodząc pocałowała jeszcze Jorge w policzek. A on zaczerwienił się jak burak. To takie słodkie... ♥


Alba

- Proponuję najpierw dokładniej się poznać. - zaproponowałam. - To jest Mechi,
 Lodo, Cande i ja, Alba. A ty jesteś...
- Martina. Dla przyjaciół Tini lub Tinita. - powiedziała już bez skrępowania z uśmiechem od ucha do ucha.
- Może najpierw zaliczymy jakąś kawiarnię? - zaproponowała tym razem Candelaria.
- Zgoda! - krzyknęłyśmy wszystkie.
Po chwili zamówienie było już złożone. Czekałyśmy na nasze cappucina. 




Po wyjściu z kawiarni czułyśmy się jakbyśmy się znały całe lata.
- Patrzcie, budka na zdjęcia! - krzyknęła Mechi. - idziemy?
Nie trzeba było długo czekać, bo już po chwili wyjechała taśma z masą fotek, z których potem miałyśmy taki ubaw, że rozbolały nas brzuchy. 


Chwilę później byłyśmy pod galerią.
Rozpoczął się nasz szał zakupowy.





Lodovica


- Zobaczcie jaka cudowna sukienka! - krzyknęła Tini.
I rzeczywiście tak było. Tak naprawdę, był to cały zestaw.
Sukienka, buty i torebka oraz biżuteria.
- Ty na pewno będziesz ładniej w niej wyglądać niż dziewczyna na wystawie.
- Jorge na 100 procent się spodoba. Gwarantuję ci to. - powiedziała Mechi.
- Słucham?! - zapytała lekko wzburzona Martina.
- Myślisz, że tego nie widać? - zaśmiała się Alba.
- Przecież widać, że między wami jest chemia... - stwierdziłam.
Potencjalna właścicielka sukienki lekko się zarumieniła.
Po chwili wszystkie weszłyśmy do sklepu i czekałyśmy z napięciem, aż Tinita pokaże się w pastelowej sukience. Po chwili wyszła.
- I jak wyglądam? - zapytała.
- Jak milion dolców! - krzyknęła Candelaria.
- Musisz ją kupić! - powiedziałam.
- Ale... cena jest jak dla mnie lekko za wysoka. - posmutniała.
- W takim razie my ci ją kupimy! - powiedziała Mechi.


Candelaria

Martina dziękowała nam tyle razy, że nie można było zliczyć. Oprócz tego oczywiście kupiłyśmy dużo innych rzeczy, ale to był główny cel. Kiedy stwierdziłyśmy, że już mamy dość, poszłyśmy na obiad. 
Czekając na zamówienie non stop rozmawiałyśmy.
- Masz śliczny naszyjnik. - stwierdziła Mechi do Martiny.
- Dziękuję. Dostałam go niedawno.
- Hm... Niech zgadnę. Od... - powiedziałam
- Jorge! - krzyknęły dziewczyny.
- I co z tego? - szatynka ponownie się zarumieniła.
- Dziewczyno, to jest przeznaczenie, rozumiesz? - próbowałyśmy jej to wytłumaczyć.
- Jedna piosenka nic nie znaczy. 
- Piosenka? Macie wspólną piosenkę?! - Alba...
- Zaśpiewaj! - namawiałyśmy ją, aż w końcu się zgodziła.
- "Tyle czasu chodząc z tobą.
Pamiętam dzień w którym cię poznałam.
Miłość we mnie urodziła się
Twój uśmiech mnie nauczył
Że za chmurami zawsze będzie słonce.
Zdradzę tobie że bez ciebie nie mogę żyć.
Światłem na drodze jesteś dla mnie.
Odkąd moja dusza cię zobaczyła.
Twoja słodycz mnie opakowała.
Kiedy jestem z tobą zatrzymuje się zegar.
Czujemy to oboje, serce nam to mówi
i ucho słyszy delikatny nasz szept. 

Chcę patrzeć na ciebie
Chcę śnić o tobie
Przeżyć z tobą każdą chwilę
Chcę cię przytulić
Chcę cię pocałować
Chcę cię mieć blisko mnie.
Przecież miłość jest tym co czuję.
Jesteś wszystkim dla mnie.


Chcę patrzeć na ciebie
Chcę śnić o tobie
Przeżyć z tobą każdą chwilę
Chcę cię przytulić
Chcę cię pocałować
Chcę cię mieć blisko mnie.
Jesteś tym czego potrzebuję.
Przecież to co czuje to 
miłość...


Nawet nie zauważyłyśmy, jaki tłum zebrał się wokół nas. Martinę obudziły dopiero brawa.
- Jest przepiękna! - stwierdziłyśmy jednogłośnie.
- Wiecie co, cieszę się że was poznałam. 
- Nie przesadzaj... - powiedziała Lodo.
- Teraz nareszcie mamy komplet! - Alba jak zwykle nie dokończyła.
- Komplet czego? - zapytała Tini.
- Od dziś jesteś w naszej paczce!

Była w siódmym niebie.


♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

I jak? Poniedziałek,  a tu rozdział!
Długi i ciekawy mam nadzieję. Czekam na Wasze opinie w komentarzach.
UWAGA! Oto ostatnia statystyka weekendowa, za którą Wam meeeega dziękuję ♥

SOBOTA - 121
NIEDZIELA - 248
PONIEDZIAŁEK - 80 

DZIĘKI!


Mrs.Blanco


PS. Przez przypadek na kliszy dodałam zdjęcie Angie. SORY!

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 10/ Nasza droga.


♥♥♥

Martina

Nie wiedzieć czemu, złapałam go. Trzymałam najmocniej jak się dało. Nie bałam się jednak, bo jestem dziewczyną ze skate parku, a nie lalunią. Po prostu czułam potrzebę tego objęcia... Dawno tego nie czułam tego ciepła. On zdziwiony, odwrócił się i uśmiechnął. Odwzajemniłam gest. To było magiczne.

Kiedy dojechaliśmy kazał mi zamknąć oczy. Na wszelki wypadek zasłonił mi je swoimi dłońmi. Kiedy wreszcie zrozumiał, że nie będę podglądała, złapał mnie w pasie i prowadził. Dotarliśmy. Zdjął ręce z moich oczu. A ja... zaniemówiłam.
- Powiesz coś? Zaczynam się bać, że zaraz uciekniesz...  - powiedział śmiejąc się.
- Po prostu jeszcze nigdy żaden chłopak nie zrobił dla mnie czegoś takiego. - staliśmy nad wodą. Jedna ławka i koc. A na nim posiłek. Truskawki i pełno innych owoców. Do tego czekolada. Wokół tego drzewa. A na jeziorze... Jacht. Oświetlony piękny. Czułam się jak księżniczka.
Odruchowo przytuliłam go... Jednak nie czułam się, jakby to był przyjacielski uścisk, ale on... znaczył dla mnie coś więcej. Byłam pewna, że w tym momencie on mnie odepchnie, dlatego czym prędzej odsunęłam się, ale on przyciągnął mnie do siebie i zaczął mi coś szeptać do ucha...
- Pamiętaj Tini. Nie jestem ptakiem, żeby latać. I obrazu nie namaluję. Nie jestem poetą, rzeźbiarzem. Jestem tym, kim jestem. Z gwiazd nie potrafię czytać, i księżyca nie zniżę. Nie jestem niebem ani słoncem. Jestem po prostu sobą. - na te słowa lekko się odsunęłam i uśmiechnęłam.
- Jesteś taki jaki jesteś, dlatego tak lubię twoje towarzystwo. Nie jesteś jak inne gwiazdy, pokazujesz mi, że marzenia się spełniają. 
- A jakie jest twoje marzenie? - zapytał.
- Właśnie się spełnia. - odpowiedziałam, ale stwierdziłam, że to zaszło już za daleko, więc zaproponowałam, że zaczniemy już jeść. 
Nadal jednak zastanawiałam się, dlaczego stoi tu ten jacht. 

Jorge

Martina to cudowna dziewczyna. Uwielbiam ją. Szkoda, że niedługo będzie musiała wracać do Hiszpanii... Muszę zrobić coś, żeby tutaj została. Tutaj bym się nią zaopiekował, pokazał jaka jest.
- Tini. Chcę ci powiedzieć, że...
- Tak? - zapytała.
- Ten jacht. Dzwoniłem już do twoich koleżanek, że nie wrócisz na noc. Zamierzam wykorzystać jeszcze czas i chociaż odrobinę pokazać ci Argentynę. Dziewczyny dały mi twoje ubrania. - powiedziałem.
Ona po raz kolejny zarumieniła sie, czuła się jak wybranka losu, jak powiedziała. Niestety po chwili jej mina posmutniała...
- Co się stało? - zapytałem, a z jej oczu zaczęły spływać łzy.
- Dziewczyny, one... zostawiły mi list... Piszą, że nie mam po co wracać... To koniec tej przyjaźni, rozumiesz?
- Ale przecież zgadzały się na to, abym się tutaj z tobą spotykał. - powiedziałem.
- Co z tego... Teraz nie mam dachu nad głową, oddały mi tylko bilet na przelot. - oznajmiła zapłakana.
- Nie mów, że zostałaś bez dachu nad głową. 
- Tak, to masz pomysł gdzie zamieszkam???
- Owszem. U mnie. - powiedziałem.
Ponieważ siedzieliśmy jeszcze na ławce, przysunąłem się do niej. Nie wiem dlaczego to zrobiłem... Po prostu.. Czułem, że to będzie magia. Objąłem ją i powiedziałem, że teraz mam dla niej niespodziankę.


Martina

Weszliśmy na pokład. Pokazał mi mój pokój, a potem powiedział, że zrobi kolację. Siedziałam w pokoju i pisałam w pamiętniku.

On jest wyjątkowy. Jest jedyny. Tylko on mnie rozumie. Stał się moim najlepszym przyjacielem. To mi wystarczy. Na razie nie chcę nikogo więcej. Mamy jedno wspólne zdjęcie. Nie chcę go zgubić, dlatego wklejam ci je tutaj. 


Podczas kolacji długo rozmawialiśmy. Potem wyszliśmy na zewnątrz. Wziął gitarę i zaczął grać. Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem
- Co? - zaczął się śmiać.
- Skąd to znasz? - zapytałam.
- Przyśniło mi się.
- Ale... Mi też...

Potem razem dokończyliśmy tę piosenkę i nazwaliśmy ją "Nasza Droga".
I wtedy zrozumiałam, dlaczego te wszystkie gesty, dziwne uczucie przy oglądaniu jego zdjęć. 
Po prostu Jorge był moim ideałem. Tym chłopakiem, z którym chcę wkroczyć w dorosłość. 

♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪

Przepraszam, za tak długą przerwę. 
Nareszcie wróciła mi wena, więc postaram się dziś napisać jeszcze jeden rozdział. 
Przepraszam raz jeszcze. Nie uwierzycie jednak, co ich czeka. :)
Ale to tak w 12, 13 rozdziale, o ile nie dalej. Jutro postaram się napisać kolejne dwa.

Mrs. Blanco

PS. Dziękuję Patce hm za nominację do LBA, jutro będzie o tym post.


Kojarzycie scenę? Tak wyglądała ich rozmowa :)







Chat~!~