Pokazywanie postów oznaczonych etykietą German. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą German. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 29/ To już chyba koniec.


Rozdział ze specjalną dedykacją
dla mojej Oli Blanco :*
Dziękuję za wszystko
doskonale wiesz za co ♥
Przepraszam raz jeszcze za tak długą
przerwę w blogowaniu, 
ale jak wiecie,
wracam 
do Was 
z głową pełną pomysłów :)
Miłej lekturki :***





Martina

Szczęście nie istnieje. Nigdy, nawet przez chwilę. Ucieka. Tak też jest ze mną. W momencie, gdy czułam jakbym złapała motyla, on uciekł. Tamten widok zrujnował mój pogląd na świat. Zniszczył wszystko. Tia, ja jako dziewczyna Jorge. Chyba sobie jaja robisz. Głupi świat.

Miłości nie ma. Szczęścia też.
Chyba, że w kłamliwych bajkach i komediach romantycznych. Czasami chciałabym zasnąć i już się nie obudzić. Jedynie marzyć i śnić. 
Stałam i patrzyłam. Ten widok bolał. Paskudnie mocno. Mój książę. Phi, jasne. Moje oczy z sekundy na sekundę zapełniały się większą ilością łez.
- Tęskniłam. – szepnęła Stephie zaraz po odsunięciu się od Jorge. No tak, jakby tego, pocałowali się. I nie dziwię się już, dlaczego nie rozmawiamy o związku. 
Nienawidzę go.
Nienawidzę jej.
Nienawidzę ich. 
Wyszłam z sali. Nie mam zamiaru pokazywać mu, że mi zależy. Jorge to po prostu kobieciarz. Typowy wodzirej. Bawi się mną i moimi uczuciami. Ale nie… To już koniec z Jorge Blanco. 
Kierowałam się do domu. Zaczynał padać deszcz. Spojrzałam w niebo. Niewielkie kropelki po chwili spłynęły po moich policzkach, rozmazując ślady licznej mascary, pozostałej jeszcze po teledyskowym makijażu. 
Nigdy nie miałam szczęścia w miłości. Zawsze błędnie trafiałam. Spacerowałam po parku, bez parasola. Moje włosy przypominały teraz dziwne strączki i frędzle, a ponoć wodoodporny makijaż zdążył się zmyć. Wyglądałam jak jakaś zmora. Dzieci zaczęły przede mną uciekać.
Żartuję, aż takiej tragedii nie było, chociaż to wszystko do dobrych nie należało. Wszystko się skomplikowało. Nie wiem co się dzieje, o co w tym wszystkim chodzi. Przecież to nie pierwszy raz, kiedy się ranimy. Zaczynam żałować, że kiedykolwiek w ogóle go poznałam. Bo czuję, że się zakochałam. I że naprawdę go kocham. Nie na chwilę. Że to miłość mojego życia… 
Weszłam do domu przemoczona do suchej nitki. Wyglądałam tragicznie. Albo i gorzej… Odwróciłam się. Ujrzałam Francisco, tatę i dwoje ludzi. Kojarzyłam ich skądś. Czy to nie przypadkiem ci z mojego chorego snu? Od razu podbiegła do mnie ta kobieta.
- Córeczko… - szepnęła wzruszona tuląc mnie do  siebie. O co tu chodzi?!



Jorge

Spojrzałem na dziewczynę. W jej oczach widziałem zadowolenie i podekscytowanie. Ale ja jej nie kocham. Teraz liczy się tylko… Mam nadzieję, że Tini nas nie widziała. Bo jeśli tak jest… To już po mnie. A tego bym raczej nie chciał. Jestem w niej zakochany, a to zdarzenie zupełnie skreśla naszą przyszłość. 

- Coś nie tak kochanie? – spytała kładąc dłoń na jej ramieniu. Zacisnąłem dłoń w pięść.
- Musimy porozmawiać. – stwierdziłem – poważnie. – dodałem. Wcześniej jednak zacząłem nerwowo szukać Martiny. Chodziłem po całym planie i pytałem wszystkich. Nikt jednak jej nie widział. Błagałem o to, by była w toalecie. Czekałem pod łazienkami długie minuty. Nie było jej tam. W końcu wziąłem komórkę i wystukałem jej numer, pod nazwą „Tini ♥”. Nacisnąłem zieloną słuchawkę. Jeden sygnał, drugi, trzeci, szósty, dziewiąty…
- Cześć, z tej strony Tini. Niestety nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwoń później. – usłyszałem jej nieskazitelny głos nagrany na pocztę głosową, a już po chwili do moich uszu dopłynął nieprzyjemny dźwięk sekretarki. 
- Zadzwoń do mnie jak tylko będziesz mogła Tini, martwię się. – powiedziałem i rozłączyłem się. Miałem nadzieję, że może po prostu była zmęczona i nie chciała siedzieć w tym gorącym studiu tyle czasu. Wróciłem do Camareny, która piłowała akurat paznokcie. Na mój widok poderwała się radośnie i już po kilku sekundach stała obok mnie. Postanowiłem od razu przejść do rzeczy.
- Bo widzisz… Kiedyś nas coś łączyło. To było uczucie. Piękne uczucie. Ale ono wygasło. Stephie przepraszam, ale… ale ja kocham inną. – powiedziałem.
- Kogo? – spytała cicho. Widać było, że jest jej ciężko.
- Kocham Martinę. – odpowiedziałem. Ta tylko pokiwała głową. Była dziwnie cicha. Spojrzała na mnie. Czekałem tylko, aż mnie wyzwie. 
- Mam nadzieję, że będziecie razem szczęśliwi. Bo zasługujesz na to. – oznajmiła. Uśmiechnąłem się do niej i przytuliłem do siebie. Ta wtuliła się we mnie.
- Przyjaciele? – szepnąłem.
- Przyjaciele. – odpowiedziała.
Niedługi czas później skierowałem się pod dom Martiny, który był jednocześnie moim tymczasowym miejscem noclegu. Słyszałem krzyki i płacz. Nie miałem jednak pojęcia o co chodzi. Chciałem wejść do środka, jednak postanowiłem zostać na zewnątrz. Co się dzieje?



Mariana

- Córeczko… - szepnęłam szczęśliwa i przytuliłam ją do siebie. Miałam ochotę już nigdy jej nie wypuszczać. Widać było, że dziewczyna nie rozumie co się dzieje. Ale teraz nie zamierzaliśmy odpuszczać. Chcemy odzyskać nasze dzieci, czy kogoś to interesuje czy nie. 

- Chwileczkę. Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tutaj chodzi? – zapytała zdezorientowana. Czułam jak przyspiesza mi serce, sytuacja naprawdę nie należy do najłatwiejszych. 
- Lepiej usiądź siostra. – powiedział przygaszony Francisco. Nie mogę uwierzyć, jaki on już jest duży. Tak szybko dorośli… Nigdy nie wybaczę tego Germanowi. Stał się najbardziej znienawidzoną przeze mnie osobą. Martina powoli usiadła. Widziała, że coś jest nie tak. Martwiłam się jak jej to powiedzieć.
- Czy ktoś wreszcie wytłumaczy mi o co w tym wszystkim chodzi? – zapytała zdenerwowana. Spojrzałam na męża. On tylko pokiwał głową.
- Martino… - zaczęłam, ale nie potrafiłam dokończyć.
- Jesteśmy waszymi rodzicami. – powiedział za mnie Alejandro. Widziałam jej minę. Dziewczyna była oszołomiona.
- Bardzo śmieszne. – skwitowała szybko krzyżując ręce na piersiach. Każdy milczał.
- Oni mówią prawdę. – oznajmił nagle German. Tini spojrzała na niego zdziwiona.
- Co? – szepnęła. Jej głos łamał się. Jako jej mama bez problemu wyczułam w nim ból i szok. Ale co się dziwić. Po kilkunastu latach po raz pierwszy spotyka swoich rodziców… Francisco pomógł jej usiąść, po czym przyniósł szklankę wody. Niepewnie zaczęliśmy jej wszystko opowiadać… Od samego początku.
- Kiedy byłaś małą dziewczynką, kiedy miałaś pół roku… Byliśmy tu na wakacjach. German był naszym dobrym znajomym. Dostaliśmy ofertę pracy na całe wakacje. Mieliśmy wtedy problemy finansowe. German wraz z Marią obiecali się Wami zająć. Ona nie mogła mieć dzieci. Zakochali się w was… i… i… - mój głos się łamał. Mąż objął mnie ramieniem.
- Zabrali nam was. Wmówili, że to oni są waszymi rodzicami. Te wszystkie wyjazdy… Uciekali po całym świecie. Policja nie interesowała się tym wszystkim. Ale teraz… teraz wreszcie udało. Znów możemy być razem. – powiedział. Widziałam w jej oczach łzy. 
- Tini… - chciałam ją przytulić. Ta jednak odepchnęła mnie.
- Nienawidzę was. Was wszystkich! – syknęła głośno i wybiegła z domu.



Martina


Nienawidzę ich, nienawidzę… Rodzice? Pff, też mi rodzice. Gdyby chcieli odnaleźliby nas,
przecież to było praktycznie 17 lat. A… A German? To najgorszy człowiek na świecie. Teraz wiem, że naprawdę musiał mieć problemy z psychiką. Wybiegłam z domu cała zapłakana. Teraz nie wiem gdzie pójdę. Mam już dość… 

- Tini, co się dzieje? – ujrzałam Blanco. Słucham? Jeszcze tego tu brakowało.
- Nie chcę Cię widzieć. – syknęłam i chciałam go wyminąć. Ten jednak był szybszy i chwycił mnie za ramiona.
- Ej, ej, ej. – powiedział.
- Kup se klej. – mruknęłam. Widziałam jak śmieje się pod nosem – puść mnie.
- O co Ci chodzi? – zapytał. Cicho Martina, może on tylko sobie żartuje… - no o co? – powtórzył. Spojrzałam na niego.
- Masz jeszcze czelność pytać?! – krzyknęłam. Spojrzał na mnie dziwnie. Wzięłam głęboki oddech.
- Jesteś najgorszą osobą jaką poznałam. – powiedziałam cicho i skierowałam się w stronę miasta. 
- Martina! – krzyknął i pobiegł za mną. Zacisnęłam oczy, chcąc powstrzymać łzy. Odwróciłam się w jego stronę.
- Powiedz mi, jak to jest… być takim… kobieciarzem? Fajnie było? Najpierw całujesz mnie, wyróżniasz, nazywasz księżniczką… Traktujesz jak dziewczynę… Drwisz z moich uczuć do Ciebie! – krzyknęłam przez zaciśnięte zęby patrząc mu prosto w oczy. Chciał chyba coś powiedzieć, jednak ja nie dałam mu tej możliwości – a teraz? Nagrywamy teledysk, do naszej piosenki, że niby darzymy się taką miłością… A Ty co? Bezczelnie całujesz się na oczach ze Stephie. Myślisz, że to oleję?! Że stwierdzę, że okej, nic się nie stało? To się mylisz. Wiesz co Jorge…  Nienawidzę Cię. Nienawidzę was wszystkich! – powiedziałam wściekła uderzając go co jakiś czas. Wreszcie mu wygarnęłam. Tak. Mam z tego satysfakcję. I to ogromną.
- Martina… 
- Nie. Już nic nie mów. Nie mam zamiaru Cię słuchać!  - krzyknęłam przez łzy. To chyba już koniec. Czuję to, gdzieś w głębi serca. Nie ma sensu ciągnąć tej znajomości. Los chciał inaczej, mówi się trudno. Po prostu resztę życia spędzę ze złamanym sercem. Odwróciłam się i wbiegłam na ulicę. Potem pamiętam jedynie krzyk Jorge’a… Pisk opon… I ciemność. Tylko ciemność. Przerywaną przez zamazany obraz szczęścia. Szczęścia mojego i pana łamacza serc, Jorge Blanco.






♥♥♥


Tam tam taaam... ^^
Jortini dla Was dalej,
z kolei u mnie w głowie jest pomysł i postanowiłam 
przyspieszyć akcję :D 
Będzie ciekawiej, lepiej,
zdecydowanie FAJNIEJ *-*
Mam nadzieję, że będziecie razem ze mną przeżywać ich historię ♥


Pojawiły się bulwersy, że żebrzę komentarze.
Tak więc dzisiaj daję Wam wolną rękę :)
Popiszcie się :D


Proszę jeszcze, abyście dali znać co sądzicie o tym instagramie i facebooku, gdyż niestety nie otrzymałam odpowiedzi na to pytanie pod poprzednim postem.

Dodatkowo, czekam na Wasze maile! :) 
mrs.blanco77@gmail.com

Besos :***
Mrs.Blanco





czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 25/ Kocham cię księżniczko...


Rozdział jak zwykle dedykowany ^^
Tym razem, dedykacja wędruje do
Pau Nielusi
za ogromną pomoc w rozdziale ♥
Ty wiesz o co chodzi ;*
Mam nadzieję, że rozdział
Wam się spodoba ;) 
KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
Pozdrawiam :*

♥♥♥


Martina

Wiesz, jak czuje się człowiek, który nagle znajduje się w sytuacji bez wyjścia? Nie? A wiesz, co to znaczy przyjaźń damsko - męska? A więc może ci wytłumaczę. To relacja, w której choć najmniejszy krok w stronę miłości może zniszczyć wszystko. A co jeśli ja chcę iść w te stronę?

- I brakuje już tylko jednego... - przypominając sobie te słowa, ciarki chodzą po moim ciele. Sama nie wiem, ja wtedy do tego doszło... Pamiętam jego słowa, to było takie romantyczne. A potem, potem zbliżył się do mnie i po prostu pocałował. Nie wiem, jak to możliwe, ale wiem, że muszę o tym zapomnieć. Po prostu poniosły go emocje. Jestem tego pewna. Szkoda tylko, że kiedy się ode mnie odsunął, zrobiłam minę jakbym była nienormalna, a potem rzuciłam tylko "przepraszam" i szybko odeszłam. Po prostu sama muszę to sobie poukładać. Teraz siedzę gdzieś tam, ale jednak tutaj, pod drzewem i myślę. Zastanawiam się co dalej. Przez moją głowę przelatują wszystkie wspomnienia z nim. Dlaczego tak okropnie postąpiłam? Teraz zwalam winę na siebie, świetnie...
Ale już, koniec użalania się nad sobą. Jest kim jestem, trudno.
Nienawidzę się! Zaczęłam biec. Tym samym, przypomniałam sobie historię moją i Jorge...


Pamiętałam wszystko. Od spotkania na lotnisku, upadku, wizyty w restauracji, awanturze z Diego, balu, spaceru po plaży, bieganiu po ogrodzie, aż po nasze magiczne pocałunki... Nasze spotkanie w barze mlecznym, jego popisy, konkurs talentów... I wojny z Agnes i Carlą.
Zaczęłam płakać. Łzy lały mi się strumieniami. Nie rozumiałam, dlaczego świat może być aż tak okrutny. A może to ja przesadzam?

Biegłam, myśląc o tym wszystkim. Nagle poczułam, że na kogoś wpadam. Podniosłam wzrok.
Zobaczyłam oczy, które tak bardzo kochałam. Tylko teraz były przepełnione smutkiem i bezsilnością. Wtuliłam się w niego, a on upuścił torby które trzymał i objął mnie mocno. Jestem moim rycerzem. na białym koniu. Jest idealny. Kocham go.





Jorge


- Już dobrze. - powiedziałem. Wtuliła się we mnie. Wybaczyła mi. Upuściłem moje torby. A chciałem wyjechać.
- Przepraszam. - powiedziała po chwili, gdy już się od siebie oderwaliśmy. Pokręciłem głową.
- Daj spokój, to moja wina. Nie powinienem tego robić. - tłumaczyłem się.
- Jorge, ja nie powinnam się tak zachować. Proszę wybacz mi. - mówiła. Ja jednak nie przestałem i nadal twierdziłem że to moja wina. Na szczęście oboje stwierdziliśmy, że pora zapomnieć. Ale ja nie chcę zapomnieć. I tak wiem, że w końcu wyznam Martinie uczucia. 


- No już, uśmiechnij się dla mnie. - powiedziałem, po czym sam uniosłem kąciki ust lekko do góry. Po chwili zaśmiała się.
- Idziemy? - zapytałem.
- Tak. - otarła łzy i trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę jej domu.
- Jorge masz chusteczki? Wyglądam okropnie. - zapytała.
- Nadal pięknie. - powiedziałem, na co ona się zarumieniła.
Szliśmy cały czas rozmawiając. Śmialiśmy się jak za dawnych czasów. Niektórzy mówili między sobą "Jaka wspaniała z nich para". Szkoda tylko, że to nieprawda. Jednak w tym wszystkim najbardziej denerwuje mnie to, że co chwilę napadają na mnie tłumy fanek. Powinienem lubić sławę, ale... od czasu kiedy poznałem Tini wszystko się zmieniło. To nasze relacje stawiam na pierwszym miejscu, a nie karierę. Może to i dobrze. Martina to dziewczyna, która pomimo wielu przeciwności i problemów idzie dalej przez życie. Chodź jest wrażliwa, to nie przejmuje się opinią innych. Co z tego, że najpierw musi się wypłakać. Ale ma wsparcie. Którym jestem także dla niej ja. Tak myśląc, chciałem chwycić jej dłoń. Powoli przysuwałem jej dłoń do mojej. Zauważyła to. Uśmiechnęła się do mnie.
- Jeśli chcesz. - powiedziała. Musnąłem delikatnie jej policzek, a po chwili nasze dłonie były już splecione razem.


German

- German. Chcemy odzyskać Martinę i Francisco. - mówiła Mariana. Pamiętam wszystko dokładnie jakby to było wczoraj. Jak przyjechali do mnie i Marii na wakacje, a potem... Potem tak ich pokochałem, że... Może to dziwne, ale ja także się boję. Że Alejandro i Mariana mi ich odbiorą. Choć... Tak naprawdę to oni są prawnymi opiekunami. Nie powinienem wtedy tak postąpić, ale cóż. Jestem jaki jestem! A na starość nie ma sensu się zmieniać.
Tini i Fran nie mają nawet pojęcia o tym, że w Buenos Aires mieszkają...
- Proszę zapiąć pasy. Lot do Paryża rozpocznie się za parę minut. - moje przemyślenia przerwał głos pilota. Zapiąłem pasy. Po chwili koło mnie zjawiła się Jade.
- German! - zawołała i dała mi buziaka. Ah, ona jest cudowna. Tak bardzo szalona. Zaczęliśmy wspominać.
- Pamiętam jak chciałaś, żeby wszystko miało kolor brzoskwini, truskawki i w końcu zacząłem się zastanawiać, czy ta kobieta mówi o wystroju wnętrz, czy o sałatce owocowej. - przypomniałem.
- Dobrze, że nie chciałam koloru pomidora, bo wtedy rozmawialibyśmy o sałatce jarzynowej! - zaczęła się śmiać, aż wszyscy pasażerowie spojrzeli na nas.
- Nie, nadal rozmawialibyśmy o sałatce owocowej, bo pomidor to też owoc, czyż nie? - zapytałem zdziwiony.
- German jaki ty jesteś zabawny! - dalej się śmiała.
- Nie, ale to prawda, pomidor to też owoc... - wytłumaczyłem.
- Ojej, naprawdę? Interesujące... - westchnęła.
Czasami zastanawia mnie jej punkt widzenia, ale cóż, nie wnikam w to. Reszta lotu minęła nam spokojnie. Myślałem jedynie o tym, żeby ani Martina, ani Francisco nie poznali prawdy...


Martina

Wróciliśmy do domu. Cieszę się, że mamy już wszystko wyjaśnione. Zaraz będziemy jedli kolację, którą przygotowała dla nas Olgita. Dziwi mnie jednak to, że tata się nie odzywa. Trudno. Pewnie nie ma czasu, w końcu jest tam z Jade. Poszłam do pokoju i otwarłam facebooka. Oczywiście wszędzie było pełno wpisów, jak to jest być dziewczyną Jorge Blanco. Przyzwyczaiłam się już, choć to i tak nieprawda. Usłyszałam jak mój chłopak przyjaciel z kimś rozmawia. Rozpoznałam głos Ruggero. Poszłam do pokoju gościnnego. Zapukałam. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i pociągnął w stronę komputera. 
- Tini! - zawołał wesoły Włoch, z którym byliśmy połączeni przez Skype'a.
Rozmawialiśmy naprawdę długo. Oczy zaczęły mi się zamykać... Zasnęłam.


Ujrzałam ogromne schody. Postanowiłam iść po nich. Szłam straszliwie długo. Droga bardzo mi się ciągnęła. Wtem ze wszystkich stron zaczęły wyskakiwać różne przeszkody. Od braku schodka, przez płonące stopnie, aż po ogromne szpikulce. Spotkałam nawet Agnes i Carlę. I dwoje ludzi... Kojarzyłam ich skądś. Kobieta miała na imię Mariana, a mężczyzna Alejandro. Gdy mnie zobaczyli przytulili mocno. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim szło. Postanowiłam iść dalej. Na wszystkich ścianach zaczęły się pojawiać wspomnienia. Był tam nawet Jorge. Tylko co dziwne, jego nie było nigdzie. Martwiłam się. Dlaczego śnią mi się tak dziwne rzeczy? Kim są ci ludzie? Czemu nie ma tam Jorge?!
Wreszcie dotarłam na szczyt. Ujrzałam ogromne drzwi. Napisane było na nich "SZCZĘŚCIE".
Powoli otworzyłam je. Moje oczy zaczęło razić ogromne światło. Zaczęłam iść tym świetlistym tunelem... Doszłam na piękną polanę. Wszędzie były kwiaty. Z nieba zaczęły spadać płatki kwiatów. I gwiazdy... Tak jak wtedy, gdy oglądaliśmy je razem z Jorge'm. Patrzyłam na wszystko. Zauważyłam las. Poszłam tam. Drzewa były fioletowe, droga usłana liśćmi. Szłam myśląc o tym wszystkim. I wtedy znalazłam się w wyjątkowym miejscu. Zaraz, przecież to było miejsce, gdzie po raz pierwszy spotkałam się z nim! Patrzyłam na to piękne jezioro. Nie zabrakło też tej białej ławki. Nagle poczułam ciepłe dłonie na mojej talii.
- Kocham cię księżniczko... - wyszeptano mi do ucha. Wiedziała już, kto stoi za mną. Odwróciłam się. Rzeczywiście, był tam Blanco. Zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Wtedy wszystko zaczęło się rozpadać. Obraz zaczął się rozmywać. Słyszałam, tylko śmiech wszystkich... Zaczęło mi się kręcić w głowie...


Jorge

- Tini, Tini! - powiedziałem. Martina już od piętnastu minut dziwnie się zachowywała.
- Nie! - krzyknęła, gwałtownie się podnosząc.
- Spokojnie, Martina... - oznajmiłem zmartwiony i przytuliłem ją. Bez wahania wtuliła się we mnie - już dobrze, jestem przy tobie. - szeptałem jej do ucha, gdy płakała. Po chwili odsunęła się.
- Dziękuję. - powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
Chwyciłem jej dłoń i zeszliśmy na dół, gdyż kolacja była już gotowa. Podczas gdy Tinita spała, rozmawiałem z Ruggiem o całej tej sytuacji. Dał mi parę rad, z których i tak pewnie nie skorzystam. To nie ma sensu. Serce podpowiada "powiedz jej!", a mózg temu przeczy. Ehh, ciężkie jest życie zakochanych. 
Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy. Olga i Ramallo to naprawdę sympatyczni ludzie.
Z Martiną wymienialiśmy się spojrzeniami i dyskretnymi uśmiechami. Po chwili Olgita przyniosła ogromne pudełko z jedzeniem.
- To wasz prowiant na jutro. - oznajmiła z uśmiechem.
- Jaki prowiant? Jorge, o co chodzi? - pytała zszokowana dziewczyna.
- Jedziemy do Barcelony! - zawołałem szczęśliwy.

♥♥♥

Wróciłam! Jestem!
Ja wiem, to szok, już się cieszyliście, że się mnie pozbyliście...
No ale wróć. Pasuje Wam taka długość rozdziałów?
Uwierzcie, że takie mi się dobrze pisze.
Mam nadzieję, że zgadzacie się, że teraz takie będę pisać ;).
Pamiętajcie o opiniach w komentarzach! 

Wiecie co się stało?
Za OS'a, którego opublikowałam dwa dni temu dostałam I miejsce! ^^
GRACIAS PAULA :* 
A tak w ogóle, to... Szczęśliwego Nowego Roku :D
Besos ♥ Mrs.Blanco

PS. Zapomniałabym o szantażyku xD
Dzisiaj mały :P 
Ale mam nadzieję, że komentarzy
i tak będzie więcej.
POKAŻCIE MI ŻE MAM DLA KOGO PISAĆ!

10 komentarzy - ROZDZIAŁ 26

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 20/ To ten przez którego płakałaś dwa tygodnie?


Rozdział dedykuję Martinie Blanco :*
Miłej lekturki ^^

♥♥♥

Martina

Stałam w bezruchu. Jedynie moje usta były lekko otwarte. Nerwowo przełykałam ślinę. Uszczypnęłam się - nie, to nie sen... Nie mogłam nic zrobić. Tylko słuchałam. Sama nie wiedziałam, czy wykonywać jakikolwiek ruch, to był szok. Po moim policzku spłynęła jedna, słona łza. Zaczęłam iść w JEGO kierunku. Śpiewał te samą piosenkę, którą mi prezentował. Nie widział mnie.
- Te piosenkę, dedykuję dziewczynie, która wywróciła moje życie do góry nogami. Nie widzę jej tutaj, ale pomimo tego wiem, że jest najwspanialszą osobą na świecie. - powiedział po chwili. Zaczął śpiewać TEN utwór. Ten, który trzymał mnie przy życiu, kiedy podzieliły nas kilometry.     I nie wytrzymałam. Zapomniałam o pocałunku. Świat się zatrzymał. Był tylko on i ja. Wydawało mi się, że nikogo poza nami nie ma, pomimo tego, że jeszcze mnie nie zauważył. Kroczyłam coraz to pewniejszym krokiem. Stałam lekko za publicznością. Patrzyłam na niego. Widziałam w jego oczach pasję, ale także smutek. I wtedy to się stało. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się lekko. Moje oczy wypełniły się wzruszeniem. Kiedy mnie zobaczył, jego wokal stał się zupełnie inny. Śpiewał tak jak w Buenos Aires. Z taką radością. Patrzyliśmy sobie w oczy. Ja szłam w jego kierunku. On zszedł ze sceny i uczynił to samo. Byliśmy ze sobą twarzą w twarz. Nasze dłonie splotły się razem. Właśnie śpiewał refren. Pociągnął mnie na scenę i podał mikrofon. Śpiewaliśmy obydwoje z taką radością. Pomimo tego, że widziałam go dwa tygodnie temu, stęskniłam się za nim niewiarygodnie. 
- Chcę patrzeć na ciebie
chcę śnić o tobie,
chcę przeżyć z tobą każdą chwilę.
Chcę cię przytulić,
chcę pocałować,
chcę ciebie mieć blisko siebie...
Jesteś tym czego potrzebuje,
Przecież tym co czuję jest
Miłość... - zaśpiewaliśmy ostatni refren. To było magiczne. Przytuliłam się do niego. Znowu poczułam to ciepło i bezpieczeństwo. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam jego szmaragdowe oczy. Wytarł mi łzy.
- Już dobrze Tini. Jestem tutaj, teraz wszystko będzie tak jak dawniej... - przytulił mnie jeszcze mocniej. Po chwili uświadomiliśmy sobie, że ludzie nadal na nas patrzą. Pożegnał się z publicznością i pomógł mi zejść ze sceny. Kiedy już byliśmy za kulisami rzuciłam mu się na szyję. On przytulił mnie jeszcze mocniej. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Ale potem znowu będziemy musieli się pożegnać, bo będziesz wracał do Buenos Aires...
- Nie myśl o tym teraz, Tini. Żyjmy chwilą. - powiedział i przytulił.
- My... My musimy porozmawiać. - zaczęłam po chwili dosyć poważnym tonem.
- Tak, wiem... - usiedliśmy przy jednym ze stolików. Wiedziałam, że Alba obserwuje całą sytuację z daleka. Jednak teraz najważniejszą dla mnie rzeczą, była szczera rozmowa z Jorge.
- No więc... - próbowałam zacząć.
- Zdaję sobie sprawę, że chodzi ci, o... o nasz pocałunek na lotnisku. - powiedział delikatnie, nie chcąc dopuścić do sprzeczki.
- Bałam się do ciebie zadzwonić albo napisać, ponieważ nie wiedziałabym co ci powiedzieć... - kontynuowałam.
- Rozumiem cię. Miałem tak samo... - tym mnie zaszokował... - Martina, przepraszam, ale... ale ja muszę o to zapytać. Zbyt wiele znaczy dla mnie nasza znajomość, to wszystko zbyt wiele dla mnie znaczy. Chcę wiedzieć, czy... Czy ten pocałunek coś dla ciebie znaczył? Poczułaś coś? - zamarłam. Pomimo tego, że przygotowywałam się na to pytanie od dawna, wiedziałam co chcę mu powiedzieć, teraz w gardle stanęła mi kula. Zapomniałam o wszystkim. W jego oczach widać było, że przeszedł to samo co ja... Ale... Ale przecież jemu ktoś się podoba! Przypomniałam sobie teraz jego rozmowę z Ruggiem.  Więc... Co ja mam odpowiedzieć? "Tak, podobasz mi się już długi czas i pocałunek był magiczny, nie zostawisz mnie już, prawda?"... No właśnie ... To był okropny dylemat. Jednak on nie odwzajemnia moich uczuć. Nie chce, żeby to wpłynęło na nasze relacje...
- J-ja... - patrzył na mnie spokojnym wzrokiem, ale nie uśmiechał się. Był zestresowany.
- Spokojnie. Jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na odpowiedź, to powiedz. - jego kąciki ust lekko uniosły się do góry.
- Ale Jorge. Ja chcę to powiedzieć teraz. Ja... ja nic nie poczułam, poza tym, że powinniśmy o tym zapomnieć i pozostać przyjaciółmi. A-a ty coś poczułeś? - milczał. Czy powiedziałam coś nie tak?
- Nie. Ja też... twierdzę tak samo. Zapomnijmy. - uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko.
- Przyjaciele? - zapytałam.
- Przyjaciele. - odpowiedział uśmiechnięty. Cieszę się, że wszystko wróciło do normy. Możemy się przy sobie zachowywać normalnie.
- A więc, co cię sprowadza do Madrytu? - zapytałam po chwili.
- Chciałem przylecieć do ciebie. Poza tym, akurat, co trochę mnie dziwi, zaproszono mnie na otwarcie tej kawiarenki. Nie sądziłem, że przyjdziesz. A poza tym... Już jutro rano wylatuję. Dlatego bałem się, że odwiedzę Madryt i cię nie zobaczę. Ale jednak stało się inaczej. I jesteś tutaj! - uśmiechnął się szeroko.


Jorge

Rozmawiamy już tyle czasu, ale jeszcze nie zabrakło nam tematów do rozmowy. Pocałunek... Wiedziałem, że powie nie, więc nie mogłem powiedzieć, że ja coś poczułem. Przez te dwa tygodnie odłożyłem karierę na boczny tor. Musiałem się pozbierać po wyjeździe Martiny - najcudowniejszej dziewczyny jaką znam. Ale dałem radę. I powróciłem. Mam tyle ofert. Nagranie nowej płyty, teledysku, wywiady, programy. Ale dam radę. Bo wiem, że ona będzie przy mnie. Daje mi siłę.
- Jorge, jesteś tam? - usłyszałem ten aksamitny głos.
- C-co? Tak, tak, yhm... - próbowałem się ocknąć - słuchaj Tini, chciałbym ci kogoś przedstawić. - oznajmiłem. Ona lekko przekręciła głową i obdarzyła mnie wzrokiem "o co chodzi?". Skierowaliśmy się w stronę sceny.
- Tini, poznaj moich przyjaciół z zespołu. - powiedziałem a ona tylko się uśmiechnęła i wystawiła rękę.
- Martina, dla przyjaciół Tini. Miło mi was poznać. - powiedziała.
- Cześć, jestem Facu, a to Rugg, Nico i Samuel. - przedstawili się każdy po kolei. Od razu było widać, że Martina im się spodobała. Nagle usłyszeliśmy, że ktoś nas woła. Okazało się, że wszyscy chcieli, aby mój zespół zagrał jeszcze. Spojrzałem pytająco na Tini. Chcieliśmy ten czas spędzić razem.
- Leć. Pokaż im, na co cię stać. - dała mi buziaka w policzek i puściła moją rękę. Dałem znać chłopakom, że idziemy. Ustawiliśmy się przy mikrofonach. Wszyscy zajęli miejsca siedzące. Jednak najlepszy widok miała moja przyjaciółka. Siedziała na samym środku. Uśmiechnąłem się do niej, a ona wysłała mi buziaka. Poczułem takie ciepło na sercu. Odwróciłem się do chłopaków, gdyż chciałem dać im znać że możemy zaczynać. A oni? Śmiali się pod nosem.
- Co, zazdrośni? - zapytałem z szyderczym uśmieszkiem.
Odwróciłem się z powrotem i zaczęliśmy grać. Złapałem kontakt wzrokowy z Tini. Śpiewałem dla niej. Ona śmiała się, często odwracała wzrok. A mnie to cieszyło. Wymyśliłem ciekawą rzecz, która sprawi, że moja ukochana będzie jeszcze szczęśliwsza. W piosence, którą śpiewaliśmy, czyli "Kiedy idę" był wers, gdzie ja odbieram telefon i mówię "kochanie". Postanowiłem, że akurat w tym momencie zadzwonię do niej i kiedy ona odbierze, ja akurat to powiem. Zrobiłem to o czym pomyślałem. I wszystko się udało. Ona zaczęła się śmiać. Kiedy piosenka dobiegła końca wyciągnąłem dłoń do Tinity. Ona tylko pokiwała przecząco głową, ale to i tak nic nie dało, bo ja podszedłem do niej, chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem na scenę.
- A teraz przed państwem, piękna i utalentowana, Martina Stoessel we własnej piosence, "W moim świecie"! - zapowiedziałem, a ona tylko spojrzała na mnie wzrokiem ~już nie żyjesz~.
Zagraliśmy pierwsze nuty utworu i Tini zaczęła śpiewać. Na początku lekko zestresowana, ale potem tak się rozkręciła, że wszyscy klaskali w rytm jej kompozycji. Kiedy skończyła została obdarzona ogromnymi brawami. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Nagle zaczęli krzyczeć, że chcą coś jeszcze. Oznajmiłem im, że na razie nie ma więcej piosenek.
- Tak właściwie, to ostatnio napisałam nową... - powiedziała do mnie.
- To wspaniale, ale nie znamy nut, nie podegramy ci. - odpowiedziałem z lekkim smutkiem. Wtedy ona zbiegła ze sceny, ale już po chwili powróciła z partyturami. Lekko zapoznaliśmy się z tym i już po chwili byliśmy gotowi. Martina zaczęła śpiewać.
- Nie wiem czy to dobrze, nie wiem, czy to źle.
Nie wiem czy powiedzieć, nie wiem czy milczeć.
Czym jest to co czuję wewnątrz mnie,
Dziś pytam siebie, czy to jest miłość.
Tymczasem coś o tobie mówi mi.
Tymczasem coś urosło we mnie.
Znalazłam odpowiedź
na moją samotność.
Teraz wiem, że żyć to marzyć.
Teraz wiem, że ta ziemia jest niebem,
Kocham cię, kocham cię.
Że w twoich ramionach
Już się nie boję.
Kocham cię, kocham cię.
Że już tęsknię za twoimi oczami,
wierzę ci, wierzę ci. - skończyła i my także. Ta piosenka jest piękna. Poczułem, jak robi mi się ciepło na sercu, kiedy śpiewała każdy wers. To było coś magicznego. Jednak publiczność nadal nie miała dosyć. I tak wyszło, że Tini śpiewała jeszcze z nami różne piosenki. Kiedy wreszcie po dwóch godzinach zeszliśmy ze sceny, okazało się, że jest już bardzo późno i zamykają.
- Jorge, dziękuję ci za to popołudnie. Przeżyłam coś wspaniałego. - powiedziała.
- Nie, to ja dziękuję tobie. - przytuliłem ją - odprowadzę cię. - zaproponowałem.
Ona zgodziła się. Szliśmy rozmawiając, jednak wcześniej byliśmy jeszcze na lotnisku pożeganć Albę. Tini uroniła kilka łez, jednak szybko je ścierała, mając nadzieję, że tego nie zauważę. Jednak chyba jej nie wyszło, bo sam jej te łzy wycierałem.
Nim się obejrzeliśmy byliśmy już u naszego celu.
- Jorge, musisz wyjeżdżać? - zapytała.
- Niestety. Też tego nie chcę. - powiedziałem z grymasem na twarzy.
- Wejdziesz? - zaproponowała.
- Nie, nie chcę ci robić problemów. Wiem jaki jest twój tata.
- I dlatego najwyższa pora, aby się zmienił. - pociągnęła mnie za rękę. Po chwili byłem już w domu Martiny. Wszystko było tu takie idealne, dokładnie tak jak ona.
- Jestem! - krzyknęła na cały dom.
- Oh, Tinitko, kochanie, w samą porę. Zaraz będę podawać kolację. - moim oczom ukazała kobieta około pięćdziesiątki. Pomyślałem, że to zapewne ich gosposia.
- Oj kochanie, czemu nie mówiłaś, że mam naszykować dodatkowe nakrycie? - zapytała spoglądając na mnie.
- Spokojnie, ja...
- Jorge zostanie u nas dzisiaj na kolacji. - dokończyła za mnie Martina.
- Dobrze... - powiedziałem udając skrępowanie, jednak w środku aż skakałem z radości.
- Olgo, po co szykować dodatkowe nakrycie? - z pomieszczenia (zapewne gabinetu) wyłonił się wysoki mężczyzna. Czyli to jest ojciec Tini.
- Bo mamy gościa tato... Ah, jesteś zbyt zapracowany. - zaśmiała się. I wtedy pan Stoessel zauważył mnie.
- Tato, to jest Jorge. Mój przyjaciel. Poznaliśmy się w Argentynie. - przedstawiła mnie. Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem i podał rękę. Przywitaliśmy się. Po chwili ciszy to on się odezwał.
- To ten, przez którego tak płakałaś dwa tygodnie? - zapytał. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Tato! - krzyknęła - słuchaj, my pójdziemy do mojego pokoju, jak kolacja będzie gotowa to nas zawołajcie. Chwyciła moją dłoń i zaprowadziła do swojego królestwa. Usiadła na łóżku i na początku uroniła jedną łzę. A potem kolejną, i kolejną... Podszedłem do niej. Chwyciłem za podbródek i uniosłem jej delikatną twarzyczkę tak, abym mógł patrzeć w jej cudowne morze czekolady.
- Nie płacz. Nie warto. - pocieszałem ją.
- Tak jest zawsze. Mój ojciec nawet nie stara się mnie zrozumieć. Mało rozmawiamy. Gdyby nie ty, to już dawno by mnie tu nie było. Byłabym w jakimś szpitalu psychiatrycznym.
- Przestań tak mówić. Jesteś silną dziewczyną. - przytuliłem ją, a ona się we mnie wtuliła.
Po chwili ktoś wszedł do pokoju. Był to starszy mężczyzna w karmelowym garniturze, nażelowanych włosach i małych okularach.
- Kolacja jest już na stole... - kiedy zauważył nasz uścisk dokończył zmieszany - przepraszam, że przeszkodziłem...
- W niczym nie przeszkodziłeś Ramallo. A no właśnie, wy się jeszcze nie znacie. To jest Jorge, mój przyjaciel. - powiedziała w kierunku mężczyzny - Jorge, to jest Ramallo. Prawa  ręka mojego ojca.
Przywitaliśmy się ze sobą. Po twarzy od razu było widać, że z tym człowiekiem nie będę miał problemów.


Martina

Tak strasznie mi wstyd za mojego ojca... Jakby nie mógł chociaż raz zachować się normalnie! Gdyby nie Jorge, to nie wiem... On jest moim największym wsparciem. Tak bardzo, bardzo mi na nim zależy... Dlatego zaprosiłam go dzisiaj  do nas na kolację. 
Kiedy zeszliśmy z Jorge na dół (tam znajduje się u nas kuchnia i jadalnia) podbiegła do nas Olga.
- Jejku, jejku, jejku! Dopiero teraz zauważyłam, że to ty jesteś ten Jorge z telewizji! - zaczęła piszczeć. To prawda. Olgita uwielbia seriale.
- Tiniś, ty to masz szczęście! Ale sobie znalazłaś chłopaczka! - wiedziałam, że ktoś to powie!
- Olguś, ale to nie mój chłopak. To tylko przyjaciel. - powiedziałam.
- No dobra, dobra... Tylko to samo powiedzcie panience Jade. Mogę autograf? - panienka Jade? o co chodzi? W czasie kiedy nad tym myślałam, Olga brała dziesiątki autografów i zdjęć z Jorge.
- Olga, już koniec bo go zamęczysz! - zaśmiałam się. Gosposia odeszła zrezygnowana od nas. A ja już zapomniałam o całej sprawie z panienką Jade. Podeszliśmy do stołu. Wszyscy już tam siedzieli i czekali na posiłek. Jorge jak prawdziwy dżentelmen odsunął mi krzesło, a następnie usiadł koło mnie. Kolację spożywaliśmy w ciszy. Co jakiś czas tylko lekko uśmiechałam się do mojego przyjaciela. 
- Jaka z was śliczna para... - rozmarzyła się Olga.
- Ale to tylko przyjaciele Olgo, prawda Tini? Prawda Jorge? Prawda. - powiedział mój ojciec na jednym wydechu. Czułam, że za chwilę będą kłopoty... 


☺☺☺

Hola!
Przepraszam za tak długą nieobecność, 
ale nie mam teraz za bardzo czasu na pisanie i rozdział także
miał być dłuższy, ale nie chciałam, żebyście tyle czekali.


No więc, WAŻNE! 
Zniknęła zakładka "Bohaterowie",
gdyż muszę ją zaktualizować. 
I jest zakładka "Zapytaj Bohatera"!
Czekam na pytania :* 
Już niedługo na blogu znajdzie się
śliczny szablon pochodzący z Szablono-Sfery ;)
Wczoraj złożyłam zamówienie
i Ress oznajmiła, że zostało przyjęte :***
Buziaki! 
     Mrs.Blanco 



czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 19/ Co dwie dziewczyny, to nie jedna...

Tego posta dedykuję
LilDevil ♥
Dziękuję za wszystkie komentarze 
od Ciebie kochana ♪
Motywują ♫
A tymczasem zapraszam na rozdział ☺




♥♥♥

Martina

Nie wierzyłam własnym oczom. Mocno przytuliłam gościa. Tak bardzo się cieszyłam.
- Alba! To naprawdę ty? - powiedziałam.
- Aż tak bardzo się zmieniłam przez ten tydzień? - zapytała dziewczyna oglądając się z każdej strony. Po chwili obydwie wybuchłyśmy nieopanowanym śmiechem. Kiedy parę minut później się ogarnęłyśmy, zaprosiłam ją do salonu.
- Może coś do picia? Kawę, herbatę, sok, wodę? - skierowałam się w stronę kuchni.
- Szklankę soku, jeśli mogę. - oznajmiła. Wyjęłam karton soku pomarańczowego z lodówki, 
a następnie otwarłam paczkę moich ulubionych ciastek. Wzięłam jeszcze dwie szklanki i powędrowałam do salonu. Nalałam nam soku, otworzyłam ciasteczka i usadowiłam się wygodnie na sofie.
- Alba opowiadaj, co robisz w Madrycie? - zapytałam po chwili.
- Pochodzę z Hiszpanii. Kiedy skończyłam osiemnaście lat przeprowadziłam się do Argentyny, ponieważ otrzymałam tam propozycję pracy i stwierdziłam, że będę się tam w stanie lepiej rozwinąć niż w Madrycie. Wyjechałam stąd, jednak została tu moja rodzina i wspomnienia. Pomimo tego, że świetnie żyje mi się w Buenos Aires, co roku we wakacje wracam na tydzień do rodzinnego miasta. Spędzam trochę czasu z rodziną i spotykam się z dawnymi przyjaciółmi. Czasami, tak jak w tym roku, trafi się jakaś sesja. - zakończyła swój monolog.
- To świetnie! Cieszę się, że będziemy mogły spędzić trochę czasu razem. Niby minął tylko tydzień, ale ja i tak już za wami tęsknię. A zwłaszcza za...
- Jorge? - dokończyła za mnie.
- N-nie. Z-za... za... za naszymi odpałami! - wydukałam.
- Tia... jasne.
- Dobra Alba. Już daj spokój. Pogadamy o tym, ale... ale kiedy indziej. Mamy jeszcze kilka dni, więc ze spokojem na wszystko starczy nam czasu.
- Okej, okej. No więc, powiedz mi jedno. Co chcesz dzisiaj robić? - zapytała speszona brunetka.
- Może wybierzemy się na małe zwiedzanie? Już dawno nie spędzałam czasu w ten sposób. - zaproponowałam.
- Bardzo chętnie. Pokażesz mi co tu się pozmieniało. Jak wygląda teraz... A potem idziemy na lody. Ja stawiam! - powiedziała na jednym oddechu.
- Zobaczymy! - zaśmiałam się i chwyciłam Albę za rękę.
- Co ty robisz? - zapytała przez śmiech Hiszpanka.
- No jak to co. Idę ci pokazać mój pokój! A poza tym muszę się przebrać na to zwiedzanie.

Po chwili byłyśmy już w moim świecie. Moja przyjaciółka była zachwycona tym wszystkim.


Alba

Jejciu, Tini ma taki śliczny pokój! Najbardziej podoba mi się jej ściana z napisem
"All you need is love", czyli "Wszystko czego potrzebujesz to miłość". 
- To twoje motto? - zapytałam wskazując na kolorowe graffiti.
- Tak. Ale... u mnie się chyba nie sprawdza. Potrzebuję miłości, ale jakoś nie mogę jej znaleźć.
- A Jorge? - zapytałam.
- Ej, miałyśmy o tym nie gadać! - dostałam w ramię poduszką. 
- No dobra, dobra. Ale pamiętaj, że ten temat cię nie ominie! - oznajmiłam.
Po chwili obydwie byłyśmy gotowe. Wychodząc z domu Tinita wzięła aparat, okulary i zapięła naszyjnik.
- Czy to ten od... - zaczęłam, jednak nie udało mi się dokończyć.
- Tak. To ten prezent od Jorge. Noszę go wszędzie. Zawsze... Przypomina mi o nim. - powiedziała.
Nie chciałam już nic więcej mówić, bo znowu się zdenerwuje. Ale ja i tak w końcu wyciągnę od niej te informacje. Obiecałam to Lodo, Mechi i Cande. Tak bardzo zależy nam na tym, aby oni wreszcie byli razem. Oni są dla siebie stworzeni. Widać jak na siebie patrzą, jak się przy sobie zachowują, jak... jak uśmiechają się do siebie i jak cierpią gdy nie są razem. Trzeba im pomóc bo obydwoje wylądują w psychiatryku. Z przemyśleń wyrwał mnie nadjeżdżający autobus.
Wsiadłyśmy do pojazdu i po zakupie biletów zajęłyśmy dwa miejsca. Jechałyśmy do samego centrum, gdyż stamtąd miałyśmy ruszyć. Po parunastu minutach byłyśmy na miejscu.
- Jak ja tu dawno nie byłam... Ostatnio odwiedziłam to miejsce... Przed wyjazdem do Argentyny. 
- No to teraz mamy obydwie okazję zobaczyć coś ciekawego. - oznajmiłam, bo widziałam, że jest jej ciężko.
Po chwili napadł nas tłum paparazzi. Zadali mi parę pytań co tu robię, a ja oczywiście odpowiedziałam. Po chwili te natrętne flesze wróciły i napadły na Martinę. Ona ledwo co się wydostała.
- Alba, mam dość. Słuchaj, wiem, że miałyśmy zwiedzać, ale... idźmy na jakiś długi spacer i zobaczymy miasto z lotu ptaka.
- Dobrze, mi pasuje... ale... co oni od ciebie chcieli?
- Później ci powiem.

Szłyśmy oglądając cudowne widoki. Zrobiłyśmy sobie parę zdjęć. Będą świetną pamiątką.
Po paru godzinach miałyśmy już dosyć.
Poszłyśmy usiąść w jakiejś kawiarence. Wypiłyśmy pyszne koktajle owocowe i ruszyłyśmy na przystanek.
Po chwili byłyśmy już z powrotem u Tini.
- Jejku... jestem bardzo zmęczona. - powiedziałam po chwili.
- Ja także... Nie czuję nóg! - stwierdziła moja przyjaciółka.
- W takim razie mam propozycję. Spotkamy się jutro, a ja już pójdę. Jestem bardzo zmęczona.
- Dobrze. Nie musisz jeszcze iść. Możesz spać u mnie!
- Nie Tinita, nie chce ci robić problemów. A poza tym, rodzinka będzie się martwić.
Pożegnałyśmy się i wróciłam do domu...


Martina

Zaraz po wyjściu Alby rzuciłam się na kanapę. Zaczęłam płakać czyli robiłam to, co trzymałam w sobie cały dzień. Starałam się nie pokazywać Albie, że jest mi źle, bo widziałam, że ona cieszy się z tego że mnie widzi. Zresztą ja też. Ale... Tak bardzo tęsknie z Jorge. Chciałabym go teraz przytulić, porozmawiać z nim, zaśpiewać... No właśnie. Zaśpiewać. Spojrzałam na fortepian. Stał tam zawsze, ale ja nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Postanowiłam to zmienić. Zasiadłam do instrumentu. Poczułam to ciepło. Tak. Czułam jak ktoś dotyka moich dłoni. Odwróciłam się i zobaczyłam Jorge. Już chciałam go przytulić, kiedy zrozumiałam, że... że to tylko zwidy. Jego wcale tam nie było. Wróciły tylko wspomnienia... Po raz kolejny musnęłam klawisze. Zaczęłam wygrywać jakąś melodię. Nie znałam jej. Minęła chwila, a ja już miałam prawie całą piosenkę. 
Czym prędzej zapisałam nuty. Wszystko połączyłam w jedność. Wyszło coś cudownego. Niestety nie miałam pomysłu na tekst, dlatego zostawiłam to na inny dzień. Udałam się na górę. Skierowałam się do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel i umyłam włosy moim ulubionym szamponem z orzechów makadamia. Ubrałam się w pidżamę i położyłam się na moim łóżku. Długo rozmyślałam, jednak po chwili zasnęłam...


- Nie! - obudziłam się w środku nocy. Dlaczego on mi się ciągle śni? Dlaczego? I czemu... Czemu zawsze w takich sytuacjach?! Ratujcie mnie ludzie, bo za chwilę zwariuję.



Rano wstałam w niezbyt dobrym humorze. Byłam cała mokra od potu i łez. Resztę nocy non stop sen się powtarzał. Wyglądałam strasznie. Moje oczy były całe czerwone. Jednak postanowiłam, że spotkam się z Albą. Długo wybierałam zestaw. Postawiłam na luźną sukienkę, ze względu na to, że dzisiaj chcę iść z nią do jakiejś kawiarni i wszystko opowiedzieć. Nie chcę już tego dłużej ukrywać, bo to moja przyjaciółka i nie zamierzam mieć przed nią tajemnic. Nie chcę, aby coś się miedzy nami zepsuło. Dzięki niej i reszcie dziewczyn i oczywiście Jorge, odzyskałam nadzieję na lepsze jutro. Teraz wiem, że codziennie przechodzę kolejne poziomy gry. Niedawno zaczęłam nową grę. Postanowiłam zapomnieć i jakby narodzić się na nowo. Otworzyć na ludzi i starać się pokochać. Chcę być szczęśliwa i wiem, że z nimi będę. Gdy byłam mała stawałam na łóżku jak na scenie i śpiewałam na cały głos, wyobrażając sobie że śpiewam dla tysięcy fanów. Dzięki nim takie marzenia mogą się spełnić. Wbrew pozorom, to najlepszy ludzie jakich kiedykolwiek spotkałam. Kocham ich. Są dla mnie jak rodzina. I nic ani nikt tego nie zmieni. Bo... bo razem możemy więcej.

Nagle usłyszałam dźwięk przekręcania zamka w drzwiach.
- Martina! - usłyszałam znajomy głos z dołu.
- Tato! - krzyknęłam i pobiegłam na dół i już miałam go przytulić, jednak on zatrzymał mnie swoją dłonią - o co chodzi?
- O to. - wyjął zza siebie gazetę, w której na pierwszej stronie widniał nagłówek "Czyżby Jorge Blanco się zakochał?" wraz ze sklejką naszych zdjęć wraz z pocałunkiem - co to ma być? - kontynuował. Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Wspomnienia powróciły. Ten ból i smutek. Zrozumiałam, że całe moje szczęście zostało w Argentynie. To, czego szukałam przez całe życie. Nigdzie nie zyskałam tego co w Buenos Aires.
- Zadałem pytanie! - mówiłam z coraz większym zdenerwowaniem. Postanowiłam, że nie będę już tłumić uczuć i powiem to co czuję.
- Szczęście. Szczęście, rozumiesz? To jest wszystko czego potrzebowałam. Znalazłam tam coś, czego nie byłam w stanie otrzymać tutaj. Znalazłam przyjaźń, zaufanie, zrozumienie, tolerancję. Czyli wszystko czego mi było trzeba. Rozumiesz? Nigdy nie starałaś się mnie zrozumieć. Zawsze wyzywałeś. Zawsze kontrolowałeś. A tam? Tam mogłam zrzucić z siebie ciężar i być sobą a nie udawać kogo innego. I już postanowiłam. Zaraz po tym kiedy skończę 18 lat, przeprowadzam się. 
- Martina, ja... - zaczął coś mówić, ale ja nie chciałam go słuchać. Czyżby mojego ojca naszły wyrzuty sumienia po 17 latach?
- Nie martw się. Mam przyjaciół, którzy mi pomogą. Na pewno w Buenos Aires znajdziemy mi jakieś mieszkanko. A teraz przepraszam, ale umówiłam się z przyjaciółką. - oznajmiłam.
- Przepraszam... - usłyszałam ciche słowo wydobyte z ust rodzica. Odwróciłam się w jego stronę.
- Mogę ci wybaczyć, ale nigdy nie zapomnę... A poza tym, teraz to już nic nie zmieni. Zawsze musiałam radzić sobie sama. Zawsze tak było, tak jest i tak będzie. Ty się nigdy nie zmienisz. Przykro mi, ale tego się już chyba nie da naprawić... - zakończyłam. Zaraz po wyjściu z domu moje oczy się zaszkliły. Miałam dosyć. Nie obchodziło mnie już nic. Szłam uliczkami Madrytu myśląc już tylko o plusach dzisiejszego dnia. Nie sądziłam, że takie istnieją... No tak. Teraz czeka mnie jeszcze rozmowa z Albą. Nie wiem czy dam radę... Ale muszę. Nim się spostrzegłam byłam już pod domem rodziny Rico - Navarro. Zadzwoniłam dzwonkiem. Już po chwili otworzyła mi uśmiechnięta przyjaciółka.
- Cześć! - przywitała się ze mną.
- Hej...
- Co się stało? Masz całe oczy czerwone. - jeszcze to widać?
- Nic... Tylko trochę pokłóciłam się z tatą.
- To mam pomysł. Pójdziemy do galerii, a potem do jakiejś kawiarenki i pogadamy. - ten pomysł od razu przypadł mi do gustu. Trochę się odprężę i kupię coś ładnego na otwarcie tej kawiarenki.


***
Chodziłyśmy po sklepach dosyć długo. Moja towarzyszka znacznie poprawiła mi humor. Ciągle się śmiałyśmy. Pomogła mi wybrać śliczny zestaw. Koralowa sukienka i buty, a do tego urocza marynarka i kopertówka. Dokupiłyśmy jeszcze pasującą kokardkę do włosów. Wszystko pięknie się komponowało. Po kilku godzinach shopingu miałyśmy dość. Bolały nas nogi i brzuchy od śmiechu.
Ruszyłyśmy do małego Cafe.
Zamówiłyśmy po kawie mrożonej. Kiedy otrzymałyśmy już nasze zamówienie, postanowiłam że pora na rozmowę.
- Alba... Słuchaj. Nie chcę mieć przed tobą tajemnic, dlatego pytaj o co chcesz. Muszę z kimś pogadać na temat Jorge...
- Okej. Postaram się zadawać delikatne pytania.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Przepraszam, ale muszę o to zapytać... JAK CAŁUJE JORGE?
- Alba!
- Przepraszam, nie odpowiadaj. Zapytam inaczej... Poczułaś coś? - wiedziałam, że takie pytanie padnie. Byłam, jestem i będę na nie przygotowana.
- J-ja... tak. To było coś magicznego... Ale czemu o to pytasz, skoro i tak doskonale wiesz, że on mi się podoba...
- Wiem, ale... przepraszam. Musiałam się o to zapytać. Musisz do niego zadzwonić. Teraz. W tym momencie i powiedzieć mu co czujesz! - zaczęła mi dawać polecenia.
- Alba... Nie rozumiesz, że to nie jest takie proste?
- Jak nie jak tak. Kochasz go i to wystarczy.
- Dziewczyno, czy ty nie rozumiesz? Jak z nim o tym porozmawiam to mnie wyśmieje!
- Czyli co? Może jeszcze mi powiesz, że się nie cierpicie i nie tolerujecie, a to wszystko było tylko na pokaz?! Gdyby tak bardzo ci na nim zależało, zostałabyś w Argentynie na zawsze. - w tym momencie zalałam się łzami. Ona nie znała mojej sytuacji rodzinnej. Nikt nie znał jej dobrze, oprócz Jorge.
- P-przepraszam... nie chciałam tak bardzo tego wszystkiego wyolbrzymiać.
- Ale to zrobiłaś... jak mogłaś powiedzieć coś takiego? - płakałam. Wszystko znowu powracało.
- Przepraszam... Wybacz mi. Po prostu pragnę twojego szczęścia. - przytuliłam ją, bo wiedziałam, że nie chcę konfliktów, i sama być może przesadziłam.
- Już dobrze... Nic się nie stało. - odpowiedziałam i wytarłam zaszklone oczy chusteczką higieniczną.

***

Mijały dni. Przez ten czas ani razu nie miałam czasu na nudę. Przeżyłam świetne chwile z Albą. Pogodziłam się też z tatą...
Dzisiaj jest otwarcie kawiarenki. Idziemy na nie razem. Obydwie uwielbiamy takie klimaty. Czym prędzej zaczęłam się szykować. Alba miała przyjść już za dwie godziny. A ja dopiero wstałam. Popędziłam do łazienki. Umyłam włosy szamponem malinowym. Potem pokręciłam je lokówką. Zrobiłam lekki, ale piękny makijaż. Potem ubrałam nowo zakupiony zestaw. Wpięłam kokardę do włosów. Wrzuciłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy. Już miałam wychodzić, ale w ostatnim momencie założyłam naszyjnik od NIEGO i musnęłam usta malinową szminką. Tak jest. Dzisiaj postawiłam na kolor różowy. Po chwili pod domem była już Alba.
- Cześć kochana, ślicznie wyglądasz. - skomplementowała mnie na powitanie.
- Cześć, ty też niczego sobie. - zaśmiałyśmy się obie, po czym ruszyłyśmy w stronę kawiarenki.
Już po paru minutach byłyśmy na miejscu. Weszłyśmy do środka. Było tam trochę ludzi, ale kawiarenka była ogromna. Można było słyszeć świetną muzykę. Ktoś naprawdę ma talent. Usiadłyśmy na wysokich krzesłach przy barku. Zamówiłyśmy shaki truskawkowe z pianką. Rozmawiałyśmy popijąc nasze koktajle.
Jednak cały czas byłam myślami gdzie indziej. Słuchałam tej muzyki. Skądś znałam ten głos.
- Alba, zaraz wracam. - powiedziałam krótko przerywając nasze pogaduchy. Zeskoczyłam z krzesła. Za barkiem była scena. Szłam w stronę głosu. Skręciłam w prawo, skąd był idealny widok na scenę. Już wiedziałam, skąd znam ten głos, i do kogo on należy...


♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Witam po tygodniowej przerwie ;* Przepraszam, że tyle to trwało, ale na początku miałam problem z napisaniem tego rozdziału. W ramach rekompensaty jest taki długi ;).  Na szczęście akcja teraz się rozwinie. Nie sądziliście, że to będzie Alba, co nie? Wiem, wiem, jestem nieprzewidywalna :D.
Ale do rzeczy - kto jest posiadaczem tego głosu?
Do następnego rozdziału :***
Mrs. Blanco ♪ 

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 7/ Hola Argentina!

♥♥♥

Martina

Zaraz wychodzę do Carli. 
Nie mam do niej ani daleko, ani blisko.  Ona mieszka może tak z 4,5 ulic dalej. Pieszo z 10 minut.
Uściskałam tatę, Angie i Olgę, która jak zwykle życzyła mi miłej zabawy. Wyszłam z domu. 
Starałam się nie przechodzić przez przejście, na którym o mało co mnie nie potrącił samochód.
Nagle zobaczyłam jego. Tego głupka, "pana idealnego".
Szedł sobie z jakąś dziewczyną, miałam nadzieję, że mnie nie zobaczy. Myliłam się.
- O, witaj włóczęgo,gdzie dziś zmierzasz? - zapytał ironicznie.
- Ja przynajmniej wiem z kim "mam przyjemność". Przynajmniej wiem, jak masz na imię.

Na szczęście nie musiałam się z niczego tłumaczyć, ani wyzywać, czy tam dziękować. Nawet tej dziewczynie było wszystko obojętnie. Trochę to było dziwne, ale wolałam się nie wtrącać. Po chwili byłam już pod domem mojej przyjaciółki.

Dziewczyna przywitała mnie bardzo miło, a raczej jej mama, bo ona oczywiście jeszcze wszystko szykowała.
Zabrałam torbę i swoje kroki skierowałam do jej pokoju.
A był naprawdę piękny, bo jej rodzice naprawdę dużo zarabiali. Jeszcze więcej, niż mój tata!
Ściany były obklejone tapetą, ale nie taką zwykłą, tylko... miękką, jakby pościelą. Plazma, wieża i oczywiście - szafa obklejona plakatami. Ona miała naprawdę duuużo idoli, ale tylko jeden z nich zajmował to miejsce w jej sercu. Podobał jej się Jorge Blanco. No cóż, nie ukrywam, ja też go lubię, nawet bardzo... Nie chę o tym teraz mówić.
Rozebrałam się, a już po chwili w drzwiach zjawiła się Carla i Agnes.
-Hola Tini! Mam nadzieję, że ten półgłówek nie sprawił ci za dużo problemów? - skąd wiedziały, że go spotkałam?
-Śledzicie mnie? - zapytałam śmiejąc się -nie, na szczęście szybko dał mi spokój. - rzuciłam odpowiedź.
- No to co robimy najpierw? Mamy jeszcze 48 godzin do wyjazdu! - tym razem przemówiła Agnese.
Długo dyskutowałyśmy. Może z jakąś.... Godzinę? Aż zdecydowałyśmy się iść na zakupy, bo pewne rzeczy, których jeszcze nie mamy, będą nam bardzo potrzebne w Argentynie.
Jednak wcześniej musiałyśmy oczywiście zrobić sobie makijaż, bo w końcu źle wyglądałyśmy - to jest teoria Agnese. Po drodze do galerii wstąpiłam do fotografa, aby odebrać moje wielkie zdjęcie, na które czekałam cały miesiąc. Chciałam powiesić je u siebie w pokoju. Byłam tam w większości ja, ale także Angie, tata i Francisco. Pomimo tego, że czasem strasznie mnie denerwuje, kocham go. W końcu to mój brat ♥.


Taki kolaż planowałam od dawna. Kiedy poszłam do fotografa okazało się, że bardzo dużo kosztuje. Do tego szyba i ramka, którą znalazłam w internecie. Razem wyszło 2500 euro! Zbierałam miesiącami, aż się udało. Angie także sobie taki zamówiła, tyle że tylko ze sobą i ze mną. Jesteśmy bardzo ze sobą bardzo zżyte. Jest dla mnie jak przyjaciółka, jak... mama. Kiedy o niej myślę przechodzą mnie ciarki i zły napływają do oczu. Gdyby nie Angie, nie wiem jakbym sobie radziła. 
Moimi myślami byłąm tak daleko, że ominęłam galerię, jednak dziewczyny szybko obudziły mnie ze snu. 
Obeszłyśmy wszystkie sklepy... Miałyśmy już naprawdę wszystko. Potem zdecydowałyśmy iść na kolację - tak kolację, bo tyle nam te zakupy zajęły. Odwiedziłyśmy naszą ulubioną restauracje. 
Do domu wróciłyśmy metrem, bo nasze nogi odmawiały już posłuszeństwa.
Każda z nas zażyła gorącej kąpieli. Nie był to jednak koniec niespodzianek. Carla miała w domu kino domowe, gdzie obejrzałyśmy nasz ukochany film - 27 sukienek. Pora była jako taka, i zdecydowałyśmy się oglądnąć jeszcze "Viva High School Musical Meksyk: Pojedynek. Później dziewczyny poszły spać, a ja... Ja, nie wiedzieć czemu, nie wiedzieć dlaczego, nie mogłam. Myślałam o tym, że mam już 17 lat, i za lada moment, stanę się dorosła. Chciałam w tę dorosłość wejść z kimś, a nie sama. Mówiąc z kimś, mam na myśli chłopaka. Może i mój pokój tonął w plakatach, ale zdjęcia chłopaków trzymałam w pamiętniku. Otworzyłam zeszyt. Rozpoczęłam oglądanie fotek. Byli tam różni chłopcy - tacy, którzy kiedyś mi się podobali. Nagle z mojego sekretnika wypadło jeszcze jedno zdjęcie. Co z tego, że był to Jorge Blanco? Ja lubię tylko jego muzykę. Oczywiście gdybym go poznała chciałabym, aby został moim przyjacielem. Dumałam aż do czwartej nad ranem.

German

Nie wierzę, że Martina jedzie jutro do Argentyny. Mam nadzieję, że nie pozna tam jakiegoś chłopaka. Jeżeli tak się stanie, to ten młodzieniec pożałuje, że ze mną zadarł. 
- German, co ty robisz?! - zapytała Angie, która właśnie zeszła na dół.
- Nic, po prostu myślę, na głos. A poza tym co cie to tak interesuje? - odpowiedziałem, jednak nie byłem wstanie oderwać od niej wzroku. Ubrała się tak... Pięknie! Nie ukrywam, że byłam w niej mocno zakochany, ale zanim się dowiedziałem, że jest ciotką Martiny!
- Wychodzę i wrócę późno. Zaraz pewnie zasypiesz mnie pytaniami więc powiem od razu - umówiłam się z kimś na kolację. Zadowolony? - zapytała - coś ci się znowu nie podoba w moim stroju?
- Nie! Wyglądasz po prostu tak... 
- Nie kończ tego zdania! Dobranoc. - rzuciła ni z gruszki, ni z pietruszki.




Angie

Co jak co, ale teraz to przesadził. Jestem dorosła i mogę robić co chce i kiedy chce. 
Jeszcze nikt nie wie, ale ostatnimi czasy spotykam się z Pablo. To mój przyjaciel z pracy, ze STUDIO. Ostatnio poczułam do niego coś więcej, niż tylko przyjaźń...

Kiedy dotarłam Pablo przywitał mnie swoim pięknym uśmiechem. 
- Angie, tak się cieszę, że przyszłaś! - powiedział. 
- Pablo, tego wieczoru, musimy poważnie pogadać. - odpowiedziałam. 
- Tak, Angie, ja też mam temat do poruszenia. - mina mi zbladła. O czym chce ze mną rozmawiać Pablo?

***
Kiedy już zjedliśmy kolację, postanowiliśmy iść na spacer. Było bardzo romantycznie. Doszliśmy do jeziora i usiedliśmy na ławce. Spojrzałam na niego, a on na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Miałam nadzieję, że ta chwila nigdy się nie skończy. Moje serce biło jak szalone. Nie mogłam tego trzymać dłużej, dlatego zrobiłam to.
- Pablo, kocham cię. - na te słowa przysunęłam się bliżej i pocałowałam go.  Ta chwila była tylko nasza i taka magiczna. Chwyciłam go za szyję, a on mnie w pasie. Po chwili odpowiedział:
- ja ciebie też, Angie. Zawsze cię kochałem i czekałem na tę chwilę od kiedy się poznaliśmy. Śniłaś mi się właśnie w takim momemncie, ale bałem się, bo sny się ponoć nie spełniają... 
- Ale ten chyba był wyjątkiem - uśmiechnęłam się.

- Angie, ale... - przerwał.                                
- Co się stało? - zaniemówiłam.
- Bo widzisz... Dostałem awans na dyrektora innego STUDIO...
- To świetnie! Ale, nie rozumiem, dlaczego się nie cieszysz? Zawsze o tym marzyłeś!
- Bo... To STUDIO... Jest... W Argentynie.

Posmutniałam. Potem do końca spotkania milczeliśmy. W momencie, kiedy przyszedł czas pożegnania postanowiłam, że to nie może się tak skończyć.

- Pablo, a kiedy jedziesz?
- Wyjeżdżam na początku wakacji przyszłego roku.
- Czyli jednak mamy jeszcze czas.
- Na co czas? - zapytał.
- Czas na nas. - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek. - Dobranoc. - dodałam.
- Angie! - krzyknął kiedy wychodziłam. - proszę, spotkajmy się jutro. Potrzebuję cię teraz.
- Dobrze, a więc do jutra.


Martina        
Za nim się spostrzegłam nastał poranek. Zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy zapakować wszystko co kupiłyśmy. Kiedy wszystko było włożone zapakowałam coś, co założę tylko na wyjątkowe okazje, a mianowicie kilka takich stylizacji...








Przed odlotem wróciłam jeszcze na chwilę do domu, aby się pożegnać. Tata zrobił mi bardzo miłą niespodziankę. Załatwił nam bilety w najbardziej ekskluzywnych samolotach. Wypożyczył nam także cudowny, biały samochód (Agnese już ma prawko).

Na lotnisko zawiózł mnie Ramallo, ale zanim się to stało, musiałam jeszcze iść do Angie. 
Niestety nie miała dzisiaj dobrego humoru. Obiecałyśmy sobie, że będziemy mailować, sms-ować i dzwonić do siebie. Powiedziała, też, abyśmy nie musiały tyle płacić, opłaciła mi rozmowy zagraniczne.
Ciocia odwiozła mnie na lotnisko. Ucałowałam wszystkich - Olgę, Ramallo, tatę, a przede wszystkim Angie. Zabrałam ze sobą pamiętnik i zdjęcie mamy. Nie zapomniałam też o moim powierzycielu sekretów. ;)

Nim się obejrzałam, wzlecieliśmy w górę. Z dziewczynami dłuugo rozmawiałyśmy.
Kiedy one już nie mogły (tutaj chodzi mi o to, że poszły spać) wyjęłam z torebki pamiętnik  i zaczęłam pisać. Pisałam i pisałam aż do nocy. Kiedy pojawiły się turbulencje, z zeszytu wyleciało zdjęcie. Tak, to samo, co wtedy u Carli...

Otworzyłam oczy i niedługo później  dolecieliśmy. 
Kiedy wyszłyśmy na lotnisko, krzyknęłyśmy

Hola Argentina!
Niestety, słońce grzało tak mocno, że nie zauważyłam, że asfalt jest nierówny. Przewróciłam się.
Nie spadłam jednak na twardy grunt, ale w czyjeś ręce. Moje oczy cały czas były zamknięte. 
Było mi tak cudownie, że wolałam ich nie otwierać...
♫♫♫♫♫♫♫♫♫

Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo... Ten jest meeeeega długi. To miały być 2 rozdziałi, a sie zrobił jeden :).
Blog niedługo zostanie wyremontowany :).
A jak myślicie? Kto złapał Martinę? :)

Mrs. Blanco





Chat~!~