Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 20/ To ten przez którego płakałaś dwa tygodnie?


Rozdział dedykuję Martinie Blanco :*
Miłej lekturki ^^

♥♥♥

Martina

Stałam w bezruchu. Jedynie moje usta były lekko otwarte. Nerwowo przełykałam ślinę. Uszczypnęłam się - nie, to nie sen... Nie mogłam nic zrobić. Tylko słuchałam. Sama nie wiedziałam, czy wykonywać jakikolwiek ruch, to był szok. Po moim policzku spłynęła jedna, słona łza. Zaczęłam iść w JEGO kierunku. Śpiewał te samą piosenkę, którą mi prezentował. Nie widział mnie.
- Te piosenkę, dedykuję dziewczynie, która wywróciła moje życie do góry nogami. Nie widzę jej tutaj, ale pomimo tego wiem, że jest najwspanialszą osobą na świecie. - powiedział po chwili. Zaczął śpiewać TEN utwór. Ten, który trzymał mnie przy życiu, kiedy podzieliły nas kilometry.     I nie wytrzymałam. Zapomniałam o pocałunku. Świat się zatrzymał. Był tylko on i ja. Wydawało mi się, że nikogo poza nami nie ma, pomimo tego, że jeszcze mnie nie zauważył. Kroczyłam coraz to pewniejszym krokiem. Stałam lekko za publicznością. Patrzyłam na niego. Widziałam w jego oczach pasję, ale także smutek. I wtedy to się stało. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się lekko. Moje oczy wypełniły się wzruszeniem. Kiedy mnie zobaczył, jego wokal stał się zupełnie inny. Śpiewał tak jak w Buenos Aires. Z taką radością. Patrzyliśmy sobie w oczy. Ja szłam w jego kierunku. On zszedł ze sceny i uczynił to samo. Byliśmy ze sobą twarzą w twarz. Nasze dłonie splotły się razem. Właśnie śpiewał refren. Pociągnął mnie na scenę i podał mikrofon. Śpiewaliśmy obydwoje z taką radością. Pomimo tego, że widziałam go dwa tygodnie temu, stęskniłam się za nim niewiarygodnie. 
- Chcę patrzeć na ciebie
chcę śnić o tobie,
chcę przeżyć z tobą każdą chwilę.
Chcę cię przytulić,
chcę pocałować,
chcę ciebie mieć blisko siebie...
Jesteś tym czego potrzebuje,
Przecież tym co czuję jest
Miłość... - zaśpiewaliśmy ostatni refren. To było magiczne. Przytuliłam się do niego. Znowu poczułam to ciepło i bezpieczeństwo. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam jego szmaragdowe oczy. Wytarł mi łzy.
- Już dobrze Tini. Jestem tutaj, teraz wszystko będzie tak jak dawniej... - przytulił mnie jeszcze mocniej. Po chwili uświadomiliśmy sobie, że ludzie nadal na nas patrzą. Pożegnał się z publicznością i pomógł mi zejść ze sceny. Kiedy już byliśmy za kulisami rzuciłam mu się na szyję. On przytulił mnie jeszcze mocniej. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Ale potem znowu będziemy musieli się pożegnać, bo będziesz wracał do Buenos Aires...
- Nie myśl o tym teraz, Tini. Żyjmy chwilą. - powiedział i przytulił.
- My... My musimy porozmawiać. - zaczęłam po chwili dosyć poważnym tonem.
- Tak, wiem... - usiedliśmy przy jednym ze stolików. Wiedziałam, że Alba obserwuje całą sytuację z daleka. Jednak teraz najważniejszą dla mnie rzeczą, była szczera rozmowa z Jorge.
- No więc... - próbowałam zacząć.
- Zdaję sobie sprawę, że chodzi ci, o... o nasz pocałunek na lotnisku. - powiedział delikatnie, nie chcąc dopuścić do sprzeczki.
- Bałam się do ciebie zadzwonić albo napisać, ponieważ nie wiedziałabym co ci powiedzieć... - kontynuowałam.
- Rozumiem cię. Miałem tak samo... - tym mnie zaszokował... - Martina, przepraszam, ale... ale ja muszę o to zapytać. Zbyt wiele znaczy dla mnie nasza znajomość, to wszystko zbyt wiele dla mnie znaczy. Chcę wiedzieć, czy... Czy ten pocałunek coś dla ciebie znaczył? Poczułaś coś? - zamarłam. Pomimo tego, że przygotowywałam się na to pytanie od dawna, wiedziałam co chcę mu powiedzieć, teraz w gardle stanęła mi kula. Zapomniałam o wszystkim. W jego oczach widać było, że przeszedł to samo co ja... Ale... Ale przecież jemu ktoś się podoba! Przypomniałam sobie teraz jego rozmowę z Ruggiem.  Więc... Co ja mam odpowiedzieć? "Tak, podobasz mi się już długi czas i pocałunek był magiczny, nie zostawisz mnie już, prawda?"... No właśnie ... To był okropny dylemat. Jednak on nie odwzajemnia moich uczuć. Nie chce, żeby to wpłynęło na nasze relacje...
- J-ja... - patrzył na mnie spokojnym wzrokiem, ale nie uśmiechał się. Był zestresowany.
- Spokojnie. Jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na odpowiedź, to powiedz. - jego kąciki ust lekko uniosły się do góry.
- Ale Jorge. Ja chcę to powiedzieć teraz. Ja... ja nic nie poczułam, poza tym, że powinniśmy o tym zapomnieć i pozostać przyjaciółmi. A-a ty coś poczułeś? - milczał. Czy powiedziałam coś nie tak?
- Nie. Ja też... twierdzę tak samo. Zapomnijmy. - uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko.
- Przyjaciele? - zapytałam.
- Przyjaciele. - odpowiedział uśmiechnięty. Cieszę się, że wszystko wróciło do normy. Możemy się przy sobie zachowywać normalnie.
- A więc, co cię sprowadza do Madrytu? - zapytałam po chwili.
- Chciałem przylecieć do ciebie. Poza tym, akurat, co trochę mnie dziwi, zaproszono mnie na otwarcie tej kawiarenki. Nie sądziłem, że przyjdziesz. A poza tym... Już jutro rano wylatuję. Dlatego bałem się, że odwiedzę Madryt i cię nie zobaczę. Ale jednak stało się inaczej. I jesteś tutaj! - uśmiechnął się szeroko.


Jorge

Rozmawiamy już tyle czasu, ale jeszcze nie zabrakło nam tematów do rozmowy. Pocałunek... Wiedziałem, że powie nie, więc nie mogłem powiedzieć, że ja coś poczułem. Przez te dwa tygodnie odłożyłem karierę na boczny tor. Musiałem się pozbierać po wyjeździe Martiny - najcudowniejszej dziewczyny jaką znam. Ale dałem radę. I powróciłem. Mam tyle ofert. Nagranie nowej płyty, teledysku, wywiady, programy. Ale dam radę. Bo wiem, że ona będzie przy mnie. Daje mi siłę.
- Jorge, jesteś tam? - usłyszałem ten aksamitny głos.
- C-co? Tak, tak, yhm... - próbowałem się ocknąć - słuchaj Tini, chciałbym ci kogoś przedstawić. - oznajmiłem. Ona lekko przekręciła głową i obdarzyła mnie wzrokiem "o co chodzi?". Skierowaliśmy się w stronę sceny.
- Tini, poznaj moich przyjaciół z zespołu. - powiedziałem a ona tylko się uśmiechnęła i wystawiła rękę.
- Martina, dla przyjaciół Tini. Miło mi was poznać. - powiedziała.
- Cześć, jestem Facu, a to Rugg, Nico i Samuel. - przedstawili się każdy po kolei. Od razu było widać, że Martina im się spodobała. Nagle usłyszeliśmy, że ktoś nas woła. Okazało się, że wszyscy chcieli, aby mój zespół zagrał jeszcze. Spojrzałem pytająco na Tini. Chcieliśmy ten czas spędzić razem.
- Leć. Pokaż im, na co cię stać. - dała mi buziaka w policzek i puściła moją rękę. Dałem znać chłopakom, że idziemy. Ustawiliśmy się przy mikrofonach. Wszyscy zajęli miejsca siedzące. Jednak najlepszy widok miała moja przyjaciółka. Siedziała na samym środku. Uśmiechnąłem się do niej, a ona wysłała mi buziaka. Poczułem takie ciepło na sercu. Odwróciłem się do chłopaków, gdyż chciałem dać im znać że możemy zaczynać. A oni? Śmiali się pod nosem.
- Co, zazdrośni? - zapytałem z szyderczym uśmieszkiem.
Odwróciłem się z powrotem i zaczęliśmy grać. Złapałem kontakt wzrokowy z Tini. Śpiewałem dla niej. Ona śmiała się, często odwracała wzrok. A mnie to cieszyło. Wymyśliłem ciekawą rzecz, która sprawi, że moja ukochana będzie jeszcze szczęśliwsza. W piosence, którą śpiewaliśmy, czyli "Kiedy idę" był wers, gdzie ja odbieram telefon i mówię "kochanie". Postanowiłem, że akurat w tym momencie zadzwonię do niej i kiedy ona odbierze, ja akurat to powiem. Zrobiłem to o czym pomyślałem. I wszystko się udało. Ona zaczęła się śmiać. Kiedy piosenka dobiegła końca wyciągnąłem dłoń do Tinity. Ona tylko pokiwała przecząco głową, ale to i tak nic nie dało, bo ja podszedłem do niej, chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem na scenę.
- A teraz przed państwem, piękna i utalentowana, Martina Stoessel we własnej piosence, "W moim świecie"! - zapowiedziałem, a ona tylko spojrzała na mnie wzrokiem ~już nie żyjesz~.
Zagraliśmy pierwsze nuty utworu i Tini zaczęła śpiewać. Na początku lekko zestresowana, ale potem tak się rozkręciła, że wszyscy klaskali w rytm jej kompozycji. Kiedy skończyła została obdarzona ogromnymi brawami. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Nagle zaczęli krzyczeć, że chcą coś jeszcze. Oznajmiłem im, że na razie nie ma więcej piosenek.
- Tak właściwie, to ostatnio napisałam nową... - powiedziała do mnie.
- To wspaniale, ale nie znamy nut, nie podegramy ci. - odpowiedziałem z lekkim smutkiem. Wtedy ona zbiegła ze sceny, ale już po chwili powróciła z partyturami. Lekko zapoznaliśmy się z tym i już po chwili byliśmy gotowi. Martina zaczęła śpiewać.
- Nie wiem czy to dobrze, nie wiem, czy to źle.
Nie wiem czy powiedzieć, nie wiem czy milczeć.
Czym jest to co czuję wewnątrz mnie,
Dziś pytam siebie, czy to jest miłość.
Tymczasem coś o tobie mówi mi.
Tymczasem coś urosło we mnie.
Znalazłam odpowiedź
na moją samotność.
Teraz wiem, że żyć to marzyć.
Teraz wiem, że ta ziemia jest niebem,
Kocham cię, kocham cię.
Że w twoich ramionach
Już się nie boję.
Kocham cię, kocham cię.
Że już tęsknię za twoimi oczami,
wierzę ci, wierzę ci. - skończyła i my także. Ta piosenka jest piękna. Poczułem, jak robi mi się ciepło na sercu, kiedy śpiewała każdy wers. To było coś magicznego. Jednak publiczność nadal nie miała dosyć. I tak wyszło, że Tini śpiewała jeszcze z nami różne piosenki. Kiedy wreszcie po dwóch godzinach zeszliśmy ze sceny, okazało się, że jest już bardzo późno i zamykają.
- Jorge, dziękuję ci za to popołudnie. Przeżyłam coś wspaniałego. - powiedziała.
- Nie, to ja dziękuję tobie. - przytuliłem ją - odprowadzę cię. - zaproponowałem.
Ona zgodziła się. Szliśmy rozmawiając, jednak wcześniej byliśmy jeszcze na lotnisku pożeganć Albę. Tini uroniła kilka łez, jednak szybko je ścierała, mając nadzieję, że tego nie zauważę. Jednak chyba jej nie wyszło, bo sam jej te łzy wycierałem.
Nim się obejrzeliśmy byliśmy już u naszego celu.
- Jorge, musisz wyjeżdżać? - zapytała.
- Niestety. Też tego nie chcę. - powiedziałem z grymasem na twarzy.
- Wejdziesz? - zaproponowała.
- Nie, nie chcę ci robić problemów. Wiem jaki jest twój tata.
- I dlatego najwyższa pora, aby się zmienił. - pociągnęła mnie za rękę. Po chwili byłem już w domu Martiny. Wszystko było tu takie idealne, dokładnie tak jak ona.
- Jestem! - krzyknęła na cały dom.
- Oh, Tinitko, kochanie, w samą porę. Zaraz będę podawać kolację. - moim oczom ukazała kobieta około pięćdziesiątki. Pomyślałem, że to zapewne ich gosposia.
- Oj kochanie, czemu nie mówiłaś, że mam naszykować dodatkowe nakrycie? - zapytała spoglądając na mnie.
- Spokojnie, ja...
- Jorge zostanie u nas dzisiaj na kolacji. - dokończyła za mnie Martina.
- Dobrze... - powiedziałem udając skrępowanie, jednak w środku aż skakałem z radości.
- Olgo, po co szykować dodatkowe nakrycie? - z pomieszczenia (zapewne gabinetu) wyłonił się wysoki mężczyzna. Czyli to jest ojciec Tini.
- Bo mamy gościa tato... Ah, jesteś zbyt zapracowany. - zaśmiała się. I wtedy pan Stoessel zauważył mnie.
- Tato, to jest Jorge. Mój przyjaciel. Poznaliśmy się w Argentynie. - przedstawiła mnie. Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem i podał rękę. Przywitaliśmy się. Po chwili ciszy to on się odezwał.
- To ten, przez którego tak płakałaś dwa tygodnie? - zapytał. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Tato! - krzyknęła - słuchaj, my pójdziemy do mojego pokoju, jak kolacja będzie gotowa to nas zawołajcie. Chwyciła moją dłoń i zaprowadziła do swojego królestwa. Usiadła na łóżku i na początku uroniła jedną łzę. A potem kolejną, i kolejną... Podszedłem do niej. Chwyciłem za podbródek i uniosłem jej delikatną twarzyczkę tak, abym mógł patrzeć w jej cudowne morze czekolady.
- Nie płacz. Nie warto. - pocieszałem ją.
- Tak jest zawsze. Mój ojciec nawet nie stara się mnie zrozumieć. Mało rozmawiamy. Gdyby nie ty, to już dawno by mnie tu nie było. Byłabym w jakimś szpitalu psychiatrycznym.
- Przestań tak mówić. Jesteś silną dziewczyną. - przytuliłem ją, a ona się we mnie wtuliła.
Po chwili ktoś wszedł do pokoju. Był to starszy mężczyzna w karmelowym garniturze, nażelowanych włosach i małych okularach.
- Kolacja jest już na stole... - kiedy zauważył nasz uścisk dokończył zmieszany - przepraszam, że przeszkodziłem...
- W niczym nie przeszkodziłeś Ramallo. A no właśnie, wy się jeszcze nie znacie. To jest Jorge, mój przyjaciel. - powiedziała w kierunku mężczyzny - Jorge, to jest Ramallo. Prawa  ręka mojego ojca.
Przywitaliśmy się ze sobą. Po twarzy od razu było widać, że z tym człowiekiem nie będę miał problemów.


Martina

Tak strasznie mi wstyd za mojego ojca... Jakby nie mógł chociaż raz zachować się normalnie! Gdyby nie Jorge, to nie wiem... On jest moim największym wsparciem. Tak bardzo, bardzo mi na nim zależy... Dlatego zaprosiłam go dzisiaj  do nas na kolację. 
Kiedy zeszliśmy z Jorge na dół (tam znajduje się u nas kuchnia i jadalnia) podbiegła do nas Olga.
- Jejku, jejku, jejku! Dopiero teraz zauważyłam, że to ty jesteś ten Jorge z telewizji! - zaczęła piszczeć. To prawda. Olgita uwielbia seriale.
- Tiniś, ty to masz szczęście! Ale sobie znalazłaś chłopaczka! - wiedziałam, że ktoś to powie!
- Olguś, ale to nie mój chłopak. To tylko przyjaciel. - powiedziałam.
- No dobra, dobra... Tylko to samo powiedzcie panience Jade. Mogę autograf? - panienka Jade? o co chodzi? W czasie kiedy nad tym myślałam, Olga brała dziesiątki autografów i zdjęć z Jorge.
- Olga, już koniec bo go zamęczysz! - zaśmiałam się. Gosposia odeszła zrezygnowana od nas. A ja już zapomniałam o całej sprawie z panienką Jade. Podeszliśmy do stołu. Wszyscy już tam siedzieli i czekali na posiłek. Jorge jak prawdziwy dżentelmen odsunął mi krzesło, a następnie usiadł koło mnie. Kolację spożywaliśmy w ciszy. Co jakiś czas tylko lekko uśmiechałam się do mojego przyjaciela. 
- Jaka z was śliczna para... - rozmarzyła się Olga.
- Ale to tylko przyjaciele Olgo, prawda Tini? Prawda Jorge? Prawda. - powiedział mój ojciec na jednym wydechu. Czułam, że za chwilę będą kłopoty... 


☺☺☺

Hola!
Przepraszam za tak długą nieobecność, 
ale nie mam teraz za bardzo czasu na pisanie i rozdział także
miał być dłuższy, ale nie chciałam, żebyście tyle czekali.


No więc, WAŻNE! 
Zniknęła zakładka "Bohaterowie",
gdyż muszę ją zaktualizować. 
I jest zakładka "Zapytaj Bohatera"!
Czekam na pytania :* 
Już niedługo na blogu znajdzie się
śliczny szablon pochodzący z Szablono-Sfery ;)
Wczoraj złożyłam zamówienie
i Ress oznajmiła, że zostało przyjęte :***
Buziaki! 
     Mrs.Blanco 



sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 14/ Wieczór... prawie idealny.

♥♥♥

Martina

Powoli dochodziła godzina kolacji. Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ ma to być bardzo droga restauracja. Ale, co ja na siebie włożę! Stwierdziłam, że ani jeden z zestawów na wyjątkowe okazje które zabrałam nie nadają się na... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę. Czy to jest... randka?! 
Byłam jeszcze bardziej podekscytowana, ale może też lekko zdenerwowana. Nie, nie... to tylko zwykła kolacja. Z Jorge Blanco. Aktorem o nieziemskim głosie, wyjątkowym stylem tańca, świetnym stylem ubierania i... Urodzie z kosmosu... Takim przystojnym, że... awwww.... A może ja bym chciała żeby to była randka? No cóż, mam jeszcze dość czasu aby skoczyć do sklepu. To też zrobiłam, a przy okazji odwiedziłam fryzjera i kosmetyczkę, ponieważ nie jestem tak zdolna jak one. Kiedy wróciłam miałam pół godziny. Ubrałam się i spojrzałam na siebie w lustrze i powiedziałam:
" No. Teraz już jesteś gotowa Tinito. Jesteś ładna, myślę że fajna, teraz brakuje ci już tylko... chłopaka. Szkoda, że tacy nie spadają z nieba"... 
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Możemy już jechać? Jesteś gotowa? - wszedł i...

Jorge

Patrzyłem na nią jak na anioła. Jej cudowne usta lekko się uśmiechnęły. Wiedziałem, że jest piękna, ale dopiero teraz to zrozumiałem w 101 procentach. Muszę zrobić wszystko, żeby ten wieczór zapamiętała do końca życia. 
Martina była ubrana w prześliczną beżową sukienkę, która pokazywała jej piękne nogi. Do tego te buty... Błyszczące szpilki, idealnie komponowały się z sukienką. Torebka choć mała, urocza. Fryzura i makijaż mówiły same za siebie. Oprócz tego perłowa bransoletka, kolczyki z tego samego tworzywa. Wisienka na torcie, czyli pierścionek. To zapewne ten, który ma po mamie. Brakowało jej tylko naszyjnika. Przypomniałem sobie, że w tym samym pokoju  w szufladzie mam schowany piękny wisiorek. 




- Martina, mam coś dla ciebie...
- Co? Ale... nie trzeba było.
- Przestań. - w tym samym momencie założyłem jej naszyjnik.
- Jorge, ja nie mogę tego przyjąć! Na pewno wydałeś na to fortunę!
- Nawet jak będziemy strasznie daleko od siebie, pamiętaj o mnie.
- Nigdy o tobie nie zapomnę.
- Ale skąd wiesz? W życiu nie będzie miejsca dla kogoś takiego jak ja.
- U mnie zawsze będzie miejsce dla ciebie. Zrobiłeś tyle dla mnie, a ja... - nie pozwoliłem jej dokończyć.
- Zmieniłaś moje życie.
- Czy ty mówisz
- Ja nigdy nie kłamię. 


Martina

To mnie dzisiaj Jorge zdziwił. Boże, ja nie chcę stąd wyjeżdżać! Mam złote serce od samego Jorge Blanco. Od człowieka, od którego nauczyłam się tak wiele. 
- Gotowa na kolację?
- Z tobą? Zawsze. - otworzył mi w tym samym momencie drzwi.
A na dworze stała... Biała dorożka ozdobiona kwiatami. Prowadziły ją oczywiście konie. 
Było romantycznie, żeby nie powiedzieć że bardzo.
- To co, kierunek restauracja?
- Oczywiście - zaśmiałam się.

Po chwili byliśmy na miejscu. Zajęliśmy stolik. Byłam  w szoku, że mojego "partnera" nie napadł jeszcze tłum fanów.
- To jedyne miejsce, gdzie mogę normalnie zjeść. Rzadko kiedy podpisuję tu autografy. - chyba czyta mi w myślach...
Wieczór był idealny gdyby nie to, że po chwili pojawił się...


Diego

- No proszę, proszę, kogo ja widzę! - skierowałem się do kuzyna, który jak widać miał randkę z NIĄ.
- Nie no, serio?! Dlaczego musisz się pojawiać wtedy, kiedy chcielibyśmy być sami?! - uwielbiam kiedy się złości.
- Jorge, spokojnie... - ślicznotka próbowała go uspokoić. Nie znam jej tak dobrze, ale teraz wyglądała wyjątkowo pięknie. 
Oddaliliśmy się na chwilę, bo Jorge tego chciał. 
- I co ty robisz? - zapytał
- Ja? Odbijam ci dziewczynę.
- To nie jest moja dziewczyna. 
- Jak na razie... - zaśmiałem się.
- Mną przynajmniej się dziewczyny interesują.

Nie no, teraz to grubo przysadził i nie wytrzymałem. Tak, trochę się potłukliśmy, ale mogło być gorzej. Tylko lekko krwawi mu brew. 


Martina

Kiedy zobaczyłam, że się biją przybiegłam najszybciej jak się da. 
- Diego, co ty wyprawiasz!
- Ja tylko sprawdzam wytrzymałość twojego kolegi. Ciekawe czy ty jesteś tak wytrzymała nerwowo.
- Od niej się odczep! Niczego ci nie zrobiła! Jak chcesz się na kimś wyżyć to na mnie, ale nie na niej.
Byłam w szoku. Bronił mnie jak lew.
- Boże, Jorge, co ci się stało? - zobaczyłam rozciętą brew.
- To tylko lekka ranka...
- Żartujesz sobie? Chodźmy stąd. A jeżeli jeszcze raz spotkam cię, to nie ręczę za siebie.

Kiedy już byliśmy z powrotem w domu Jorge opatrzyłam mu ranę.
- Dziękuję. - powiedział.
Pokiwałam głową i pogłaskałam go po policzku. 
- Jeżeli się nie obrazisz, jutro chciałabym iść na zakupy. Jednak jestem dziewczyną, co nie?
- Ale tak sama?
- Chyba niestety tak, bo ty mówiłeś, że jutro jesteś zajęty.
- Dobra, ale teraz idźmy już spać. Już późno. 
- Dobranoc.
Rozeszliśmy się w dwie różne strony. Ja jednak zatrzymałam się jeszcze i spojrzałam na niego. Zostały już tylko cztery dni...

☻☻☻☻☻☻
No, obiecałam i jest!
Do jutra!
Oczekuję na komentarze odnośnie fioletowego rejestru!

Mrs. Blanco 

Chat~!~