niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 28/ Kim jest jego wybranka?

 Rozdział dedykuję
moim wspaniałym ♥
Paula Blanco, Nikola Blanco,
LilDevil, Domcia Verdas,
moja Paula z Twittera ♥,
Natalia, Fedemila Lover,
Martina Blanco.
Kocham Was ♥
 ♥Zapraszam na rozdział!
PS. 59 komentarzy? 
No nieźle *-*
Postaraliście się ♥ ♥ ♥
Oby pod tym było znów tyle ;3




Martina

- Ale jak to nie jesteście razem? - zapytała już chyba po raz setny Cande. Siedzimy od trzech godzin na skypie i gadamy o jednym i tym samym. W kółko. Dlaczego nie jestem dziewczyną Jorge.
- No ale Tini, całowaliście się, widziałam was szczęśliwych, tam na tarasie.
- westchnęła Włoszka. 
- No to jeszcze raz. Po prostu powiedział mi, że może powinniśmy przestać ukrywać uczucia... Ale nie jesteśmy razem. Zmieniło się jedynie to, że teraz zachowujemy się odrobinkę jak para, no ale formalnie on nie jest moim chłopakiem. - wytłumaczyłam po raz kolejny. Trzymamy się za ręce, przytulamy... W sumie wcześniej też tak było. Jednak teraz co jakiś czas pojawia się buziak, ale nie w policzek. W usta. Powinnam być zadowolona, ale z drugiej strony to trzyma mnie w ciągłej niepewności. A ja nawet nie potrafię go o to zapytać... Nadal jesteśmy w Barcelonie. Wczoraj były jeszcze poprawiny, na które wraz z Jorge również zostaliśmy zaproszeni. Usłyszałam pukanie do pokoju.
- Zaraz wracam. - powiedziałam i podeszłam do drzwi, za którymi ujrzałam Jorge.
- Cześć księżniczko, porywam Cię. - szepnął. Uśmiechnęłam się i podbiegłam do komputera. 
- Dziewczyny, kończę. Jorge mnie gdzieś porywa. - zachichotałam. Poczułam, jak chłopak mnie obejmuje. Zrobiło mi się gorąco.
- Jorge, to może ty nam powiesz. - zaczęły - dlaczego... - nie zdążyły dokończyć, bo się rozłączyłam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Idziemy? - zapytałam szybko rumieniąc się. Pokiwał głową i splótł nasze dłonie razem. Wychodząc, zgarnęłam jeszcze moją torebkę. Skierowaliśmy się do miasta.
- To gdzie idziemy? - zapytałam.
- Spełnić marzenia. - powiedział.
- Gdzie idziemy? - powtórzyłam pytanie.
- Ufasz mi? - spytał. Musnęłam jego usta.
- Ufam. - szepnęłam.


Jorge


Mam zamiar nagrać z Tini "Nuestro Camino" na moją nową płytę. Ona jeszcze o niczym nie wie, ale o to w końcu chodzi. To ma być niespodzianka. Jej głos jest naprawdę anielski. Gdy go słyszę, moje serce się roztapia, zakochuję się w niej jeszcze mocniej. Martina to moja księżniczka. Na dodatek moja nowa płyta będzie nosiła taki tytuł - "Mi princessa". Będą na niej piosenki, które napisałem z myślą o Martinie i nie tylko. Dodatkowo, jeżeli się zgodzi, chciałbym, abyśmy nagrali teledysk i zrobili sesję zdjęciową promującą krążek, jak i na jego okładkę. "Nuestro Camino" będzie wisienką na torcie, razem z piosenkami takimi jak "Te esperare" czy "Cuando me voy".

Po niedługim czasie byliśmy pod wytwórnią, połączoną ze studiem nagraniowym. Zobaczyłem zdziwienie na twarzy Tini.
- Jorge... Po co tu przyszliśmy? - zapytała. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Wiesz, że nagrywam nową płytę, prawda? Chciałbym, aby... - zacząłem. Stanąłem przed nią i chwyciłem jej dłonie. Widziałem w jej oczach prześliczne iskierki - aby na tej płycie znalazł się nasz duet. - szepnąłem. Była oszołomiona.
- Jjjorge... Mówisz prawdę? - szepnęła. Pocałowałem ją lekko. Poczułem, że odwzajemniła pocałunek. Szczęśliwy przedłużyłem go.
- Teraz wierzysz? - zapytałem zakładając kosmyk włosów za jej ucho. Uśmiechnęła się szczęśliwa.
Reszta dnia zleciała nam na nagrywaniu piosenki, do której już jutro nagramy wyjątkowy teledysk.


NASTĘPNY DZIEŃ

Martina

Dziś nagrywamy teledysk. Jestem taka podekscytowana! Nie mogę uwierzyć w to co się dzieje... Nadal. Nagraliśmy wczoraj piosenkę. Wyszło idealnie. Czułam się taka zakochana, taka zaczarowana. Jakbym latała! Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Na okładkach gazet wszędzie widać mój wizerunek 
"Jorge Blanco nie jest już singlem. Kim jest jego wybranka?", "Jorgistas, Jorge nie jest już wolny!", 
"Zakochany Jorge Blanco? Niemożliwe staje się możliwe!". 
Ale najlepsze jest to, że my o tym nie rozmawiamy. Jakby tego tematu w ogóle nie było. Czuję się jego dziewczyną, ale nie jestem nią. Zabawne...
Siedziałam w tej charakteryzatorni już drugą godzinę. Ale jestem pełna podziwu. Wyglądam prześlicznie, jak dama sprzed kilkudziesięciu lat. Kosmyk moich włosów został nażelowany i zakręcony. Miałam na sobie krótką, złotą cekinową sukienkę i buty tego samego koloru. Moje wargi były krwiście czerwone. Podobał mi się ten strój. Skierowałam się do sali, gdzie mieliśmy nagrywać pierwszą scenę. Typowy klimat drogiej restauracji, lata 30. Uśmiechnęłam się szeroko. Podobało mi się tutaj. Poczułam czyjeś dłonie na mojej talii.
- Cześć księżniczko. - szepnął mi do ucha. Zarumieniłam się i odwróciłam w jego stronę. Jorge wyglądał niesamowicie przystojnie. Teraz wyglądał klasycznie, ale równie idealnie.
- A gdzie grzywka? - zapytałam robiąc smutną minę - nie będę miała komu ją niszczyć. - dodałam smutna. Jorge tylko zaśmiał się i delikatnie pocałował mnie w czoło.
Rozpoczęliśmy nagrywanie pierwszej części. Wkładaliśmy w to całe nasze serce. Zależało mi, aby wyszło jak najlepiej. I wiecie co? Udało się. Nasze spojrzenia wyrażały miłość, wszystko idealne...













Jorge

Wszyscy  wyszli, wcześniej charakteryzując nas na lata 70. Zostaliśmy z Martiną sami. Dziewczyna usiadła na ławeczce przed studiem. Była zamyślona.
- Co jest? - zapytałem zmartwiony, siadając obok niej.
- Wszystko okej. Zamyśliłam się. - powiedziała.
- Tini co jest? Jakiś chłopak Cię zranił?
- Można tak powiedzieć. - szepnęła. Stałem się wściekły. Jak ktoś mógł zranić moją Martinę? Jak?!
- Zabiję go. Pożałuje, że zadzierał z... - nie dokończyłem, bo Tini przerwała mi pocałunkiem. Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem go.
- Już jest okej, dziękuję. - szepnęła po oderwaniu.
Wstała i zrobiła nam kilka zdjęć. Jest idealna. Te oczy, włosy, uśmiech, figura, charakter... Ile bym dał, żeby była moją dziewczyną. Dla mediów jesteśmy razem, ale tak naprawdę nie rozmawiamy o tym. Czuję, że każde z nas boi się poruszyć ten temat. W sumie, to nam się nie dziwię...

Kręcenie kolejnej części było czystą przyjemnością. Wszystko wychodziło nam fantastycznie. Jeszcze nigdy, ale to nigdy nie czułem się taki zakochany. Martina jest dla mnie naprawdę wszystkim. Kocham ją, ale dlaczego tak się boję? Każda scena była nagrana z precyzją. Raz nawet musnąłem jej usta, co zapewne nie uszło uwadze kamery. Działo się to jednak tak szybko, że myślę, iż nikt nie zauważy.



















Martina

Ostatnie sceny w stylu lat 80. były bardzo zabawne. Zwłaszcza moment, kiedy Jorge układali, a ja za każdym razem ją niszczyłam. O tak, to było naprawdę przezabawne... Ta piosenka, to wszystko... Czuję, że wyrażamy tym w jakiś sposób naszą miłość. Jesteśmy w takim wieku, że nie jest łatwo nam o niej mówić. Ja kocham jego i czuję, że być może... że odwzajemnia moje uczucie rosnące z dnia na dzień. Nawet nie wiecie jak ciężko jest ukrywać uczucie przed kimś takim jak Jorge. Każdego dnia powstają dziesiątki sytuacji, które jeszcze bardziej powodują, że moje serce wariuje. Zastanawiałam się, żeby z nim o tym porozmawiać... Ale co mi to da? W Buenos Aires czeka mnie ponoć jeszcze jedna niespodzianka. Nie mogę się doczekać. A już jutro wracam do domu! Dlaczego wydaje mi się, że stanie się coś, co zakłóci moje dotychczasowe szczęście?
Odwróciłam się. Tego widoku bym się nie spodziewała. Moje oczy zaszły łzami. Dlaczego wszystko zawsze się sypie? Dlaczego akurat teraz, kiedy nareszcie mogłam ułożyć sobie życie?












♥ ♥ ♥

Tum, tum, tum...
Witam państwa ^^
Mamy noc, czyli moją stałą porę dodawania rozdziałów xd
No to się naczekaliście (jak zwykle -;- (emotka na Tomasa by LilDevil)), ale jest! ;3
Mam nadzieję, że przynajmniej Wam się podoba,
bo moim zdaniem jest fatalny :/
Przepraszam ;__ ;
Ale uwaga, Drodzy Państwo...
MAM ZAMÓWIONY SZABLON
I MOJE ZAMÓWIENIE ZOSTAŁO PRZYJĘTE ^^
Kath ma notkę 27 kwietnia,
więc już odliczam <333
Chciałam Wam jeszcze podziękować
za tak miłe słowa po poprzednim rozdziałem ♥
60 komentarzy... SZOK *O*

minimun 35 komentarzy ~ rozdział 29

To tyle :***
Ciekawe czy są tu jakieś nocne marki, co wyczekują xd
Besos :***
Mrs.Blanco

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 27/ Pan chyba pomylił partnerki.


Dedykacja dla Pauli Blanco
za ogromną pomoc
i inspirację ♥
Dziękuję Ci kochana :*
Tymczasem Was zapraszam
do lektury.
Besos :*** 




♥ ♥ ♥


Alba

Siedzę razem z Candelarią w pokoju hotelowym i szykujemy się powoli na wesele kuzynki Jorge - Megan. Jesteśmy w bardzo dobrych kontaktach, często piszemy razem na czacie, rozmawiamy na video. To bardzo miła osoba, jednak jest dokładnym przeciwieństwem Jorge. Jest spokojna, to chyba główna cecha, której Jorge nie posiada. Jestem strasznie ciekawa, czy Martina przyjedzie razem z nim. Byłoby cudownie. Może ktoś uzna, że jesteśmy nawiedzone, ale my po prostu chcemy ich szczęścia. Obydwoje są w sobie zakochani, mają się ku sobie, ale nie wiedzą jak postawić ten krok. I my im w tym pomożemy.

Wstałyśmy z łóżka i zaczęłyśmy wyjmować sukienki z walizek. Powiesiłam swoją na wieszaku i skierowałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i umyłam włosy. Następnie związałam je w eleganckiego koka i wykonałam makijaż. Wzięłam czerwony lakier do paznokci i w moim ukochanym białym, puchowym szlafroku weszłam do pokoju. Minęła się w drzwiach z Candelarią. Wymieniłyśmy się uśmiechami. Usiadłam przy stole i zaczęłam malować paznokcie, rozmyślając o Jorge i Martinie. Jestem ciekawa, co teraz robią. Czy są już w Barcelonie, może zwiedzają, a może stoją właśnie w romantycznej scenerii i wyznają uczucia?



Martina

Chodzę nerwowo po całym pokoju. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co się dzieje. Jestem przyjaciółką znanego na cały świat gwiazdora - Jorge Blanco. Zakochałam się w nim bez pamięci, nie widzę świata poza nim. Właśnie przyjechałam z nim do Barcelony, na ślub jego kuzynki. Zaprosił mnie jako osobę towarzyszącą. Chce mnie przedstawić swojej rodzinie. To szaleństwo! Nie jedna dziewczyna marzy o czymś takim, a mnie przytrafia się to ot tak. Jestem szczęściarą. Jestem tego pewna. Marzyłam o znalezieniu miłości. Znalazłam. Niestety coraz bardziej czuję, że on nie odwzajemnia moich uczuć. Serce nie sługa. Mówi się trudno. Zostanę starą panną z kotami. Zamieszkam w małym domku w górach i któregoś dnia zasypie mnie lawina. Najlepiej!


Upięłam włosy w elegancką ale i romantyczną fryzurę. Założyłam
wybraną przez siebie sukienkę i biżuterię. Nie mogło zabraknąć naszyjnika od Jorge. Na samą myśl o chłopaku moje kąciki ust uniosły się w górę. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam zjawiskowo.

Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam tam i otwarłam je. Moim oczom ukazał się Jorge, jednak w zupełnie innym wydaniu. Miał na sobie czarny garnitur, a pod nim białą koszulę i krawat. Wyglądał niesamowicie. Uśmiechnęła się lekko. Oboje zaniemówiliśmy.




Jorge


Staliśmy wpatrzeni w siebie jak w gwiazdy. Nie byłem w stanie oderwać od niej wzroku. Na co dzień jest piękna, a teraz... To przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Aż jestem ciekaw, jak będzie wyglądała w dniu naszego ślubu, w białej sukni. Marzenia, żeby stać wtedy u jej boku, w eleganckim garniturze i wypowiadać słowa przysięgi. Ale marzenia są po to, żeby je spełniać, prawda?
- A myślałem, że to panna młoda będzie dziś najpiękniejsza. Jak widać, pomyliłem się. - powiedział z uśmiechem. Na te słowa oblała się rumieńcem.
- Ty też wyglądasz niesamowicie. - powiedziała. Zaśmiałem się i pocałowałem ją w policzek.
- Idziemy? - spytałem. Ona jedynie uśmiechnęła się szeroko i splotła nasze dłonie razem, po czym wtuliła się w moje ramię. Z uśmiechem skierowaliśmy się przed hotel, gdzie czekały już na nas jej przyjaciółki.
- Tini! - zawołały szczęśliwe. Ona uśmiechnęła się szeroko wzruszona i oderwała się ode mnie, po czy podbiegła do nich. Patrzyłem na nie z uśmiechem. Tuliły się wszystkie nawzajem. Zaczęły coś szeptać między sobą. W międzyczasie spoglądały na mnie. Podszedłem do Tini i przytuliłem ją od tyłu.
- Tajemnico przede mną? Nieładnie księżniczko. - szepnąłem jej na ucho. Przymrużyła oczy i cicho zachichotała. Dziewczyny patrzyły na nas z nadzieją.
- Nie, nie jesteśmy razem. - powiedzieliśmy równocześnie. Spojrzeliśmy na siebie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.


Po około dwóch godzinach ceremonia ślubna dobiegała końca. Staliśmy z Martiną z przodu. Nasze dłonie cały czas były splecione razem. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Megan i Jerry wypowiadali przysięgę. Widać było ich miłość.
- Obiecuję Ci, że kiedyś też staniesz na ślubnym kobiercu, w pięknej białej sukni, jak najprawdziwsza księżniczka z bajek Disneya. - szepnąłem jej na ucho. Spojrzała na mnie zdziwiona. No tak, w końcu zabrzmiało to, jakbym mówił, że kiedyś to my będziemy parą młodą. Uśmiechnąłem się do niej i musnąłem jej policzek, po czym ponownie zatopiłem się w marzeniach o naszej wspólnej przyszłości.


Mechi

Siedzimy razem z gośćmi w sali i przyglądaliśmy się parze młodej. Wesele odbywa się w starym zamku. Mimo to, nasz wzrok (czytaj Lodo, Cande, Alby i mój) był skierowany na Jorge i Martinę. Nasza przyjaciółka siedziała wtulona w niego. Trzymali się za ręce. To nie wygląda na przyjacielską relację...
- Pozwolisz, że na chwilę ci ją porwę? - powiedziałam do niego. Nie czekając na odpowiedź, pociągnęłam ją do łazienki.
- Co jest między tobą a Jorge? - spytałam. Zaśmiała się - to nie jest śmieszne. - powiedziałam.
- Przepraszam. - odparła.
- To tak czy nie? - zapytałam podekscytowana. Wzięła głęboki oddech i zrobiła długą przerwę. Niecierpliwiłam się coraz bardziej.
- Nie. - powiedziała - jesteśmy tylko przyjaciółmi - oznajmiła. Westchnęłam i wróciłyśmy na salę.


Jorge

Siedziałem przy stole. Kątem oka widziałem Martinę zmierzającą w moją stronę. Jednak drogę zagrodził jej... Diego. Siedziałem blisko, więc wszystko słyszałem.
- Zatańczymy, piękna? - powiedział do niej.
- Raczej nie. - odpowiedziała.
- No ale dlaczego? Tańczysz z Blanco, a ze mną nie? - spytał i zbliżył się do niej. Już mną trzęsło.
- Zostaw mnie. - poprosiła, gdy chciał ją pocałować.
- Jesteśmy sobie pisani. - szepnął i pogłaskał ją po policzku. Nie wytrzymałem i wstałem.
- Pan chyba pomylił partnerki. - powiedział oschle i objąłem Martinę od tyłu.
- Dziękuję. - szepnęła mi do ucha.
- Przerwałeś nam. - powiedział zły.
- Mówi się trudno.  - wycedziłem przez zęby i skierowałem się z Tini do stolika.
- Pamiętaj, że niezależnie co by się działo, zawsze będzie przy Tobie. - szepnął jej do ucha.
- Kocham Cię. - dodałem w myślach. Usiedliśmy przy stoliku i patrzyliśmy, jak młoda para kroi tort. Pilnowałem, aby Dominguez nie zbliżył się więcej do mojej ukochanej.


Rugerro

Bawimy się już kilka godzin. Wszyscy się cieszą. Nadszedł czas na słynne "rzucanie welonem i krawatem". Kto złapie, ponoć znajdzie miłość w najbliższym czasie. Usta
wiliśmy się wszyscy. Z głośników wydobyła się zabawna piosenka. Megan najpierw rzuciła welon. Nie widziałem, kto go złapał, ale wiem, że Lodo, Mechi, Cande i Alba były przeszczęśliwe. Potem przyszedł czas na krawat. Jerry stanął tyłem i rzucił go. Nie złapałem go i rozejrzałem się.
Trzymał go Jorge.
- No ładnie stary. - zaśmiałem się.
- Ciekaw jestem, kto złapał welon... - powiedział niepewnie i założył krawat.


Martina

Nie, nie, nie. To się nie dzieje. Złapałam welon. Czemu ja? Błagam, nie każcie mi teraz tańczyć przed wszystkimi. Niestety, moje kochane przyjaciółki wypchnęły mnie. Widziałam, że chłopacy zrobili to samo z przystojnym szatynem, którym okazał się być... Jorge! Odetchnęłam z ulgą. No ale tak, ja mam welon, on ma krawat... Błagam, powiedzcie mi, że to się nie dzieje. 

Stoimy naprzeciwko siebie i patrzymy w oczy. Uśmiechamy się lekko. Nagle z głośników wydobyła się wolna piosenka.
- Zatańczysz? - spytał. Nie opierałam się. Zbliżyliśmy się do siebie. Splotłam nasze dłonie razem i wtuliłam się w niego. Pocałował mnie we włosy. Wywołało to u mnie przyjemny dreszcz. Wtuliłam się w niego i powoli zaczęłam kołysać do melodii. Uczynił to samo. Wszyscy patrzyli na nich zauroczeni. Rodzice Jorge także. Czułam się niesamowicie. Jak prawdziwa księżniczka.

Po kilku minutach piosenka dobiegła końca. Megan powiedziała, że mam zatrzymać welon. Podziękowałam jej i wyszłam na zewnątrz. Musiałam się przewietrzyć i przemyśleć parę spraw. Wyszłam na duży taras widokowy i oparłam się o marmurową barierę. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby wiatr okalał moją twarz. Czułam, jak lekko rozwiewa moje włosy. Myślałam o tym, co dalej. Co robić, aby być szczęśliwą.

Poczułam dłonie na mojej talii. Uśmiechnęłam się lekko.
- Gdzie uciekłaś, księżniczko? - szepnął mi do ucha. Odwróciłam się w jego stronę.
- Musiałam odetchnąć. - powiedziałam. Pokiwał głową. 
- Nie sądzisz, że to swego rodzaju przeznaczenie? Może pora przestać ukrywać uczucia i dać sobie szansę? Nie sądzisz? - powiedział na chwili ciszy. Popatrzyłam na niego pytająco. Moje serce biło jak oszalałe. Wtedy położył dłoń na moim policzku i złożył na moich ustach magiczny pocałunek. Tak, teraz jestem pewna. Mam przy sobie cały świat.



♥ ♥ ♥

Witam Was w ten sobotni wieczór :3
Tak, to jest rozdział :D
Naprawdę szybko mi się go pisało,
nie mam pojęcia czemu.
Może dlatego, że Paula (♥)
dała mi cały pomysł na wątek.
Dziękuję kochana :***
Czy tylko ja kocham tak tę sesję Alby? *.*
Dobrze, nie rozgaduję się. :P
Ferie mi się kończą... ;c
Dlatego dzisiaj duży szantażyk, bo rozdział był długi :)

28 komentarzy ~ rozdział 28

Dacie radę? :)
Besos :***
Mrs.Blanco

poniedziałek, 16 lutego 2015

Say Something - Leonetta

Hola!
Post pisany na szybko :P
Chciałam Was poinformować, że założyłam bloga o Leonetcie :)
Tak wiem, nie ogarniam jednego bloga i zakładam kolejny xD
Mimo to mam nadzieję, że będziecie go czytać tak chętnie jak ten :)
http://say-something-leonetta.blogspot.com/?m=1

Besos :***
Mrs.Blanco

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 26/ To będzie zaszczyt.


Rozdział dedykuję
mojej wspaniałej
LilDevil ♥
Twój powrót dużo 
dla mnie znaczył :)
Miłej lektury!
I nie zapomnijcie o
komentarzu ♥
Besos!




Martina

Odkąd Jorge oznajmił mi, że jedziemy na parę dni do Barcelony, latam w kółko po całym domu i pakuję się. Nie wiem co mam zabrać, ani w jakim celu tam jedziemy...
- Tini, spokojnie, to tylko tydzień. - powiedział, wchodząc do mojego pokoju.
- Tydzień! Tydzień! W ogóle nie wiem co będziemy tam robić... Musisz mi powiedzieć, muszę wiedzieć co zabrać. - postawiłam mu warunek.
- To miała być niespodzianka. - oznajmił.
- No to chociaż jej ważniejszą część. - poprosiłam.
- To chyba dobry pomysł. Widzisz... Moja kuzynka wychodzi za mąż... I jestem zaproszony na jej ślub, zresztą cała reszta też, mam tu na myśli Lodo, Ruggero, wiesz. - zaczął - i pomyślałem... Poszłabyś ze mną? - zapytał niepewnie. Zatkało mnie. Wtedy poznałabym całą jego rodzinę!
- To będzie dla mnie zaszczyt. - wyznałam.
- Rozumiem... Trudno... Czekaj co powiedziałaś? - podszedł do mnie i objął.
- Że pójdę z tobą. - uśmiechnęłam się szeroko. Przytulił mnie i okręcił wokół własnej osi - a teraz wynocha, muszę się spakować. - zaśmiałam się i wyrzuciłam go za drzwi. Wiedziałam już co mniej więcej zabrać, więc spakowałam parę bluzek, trzy pary rurek, dżinsową kurtkę i trzy sukienki, no i parę par butów. Zaszalałam, ale przecież to Barcelona i będę się tam pokazywać z samym Jorge Blanco! Zostało mi wybrać dwie kreacje na wesele. Zaczęłam przeszukiwać całą szafę, aż w końcu znalazłam to, czego szukałam. Ogólne pakowanie udało mi się doprowadzić do finału około trzeciej w nocy. Mój pokój wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. Posprzątałam cały ten bałagan i zostawiłam ubrania na rano, po czym wzięłam szybki prysznic i wykończona padłam na łóżko.
Spałam spokojnie, do czasu, gdy sen się powtórzył. Zaczęłam się pocić i krzyczeć. Podniosłam się gwałtownie i zobaczyłam, że obok mnie siedzi Jorge. Przytulił mnie mocno. Nic nie mówił. Delektowałam się to ciszą. Dobrze, że była. Miałam już dość tego idiotycznego snu i nadzieję, że się nie powtórzy. Zasnęłam w objęciach Blanco.

Rano obudził mnie Jorge, który zabierał moją walizkę. Okazało się, że on jest już ubrany i gotowy, a ja nawet jeszcze nie zjadłam śniadania! W te pędy wyskoczyłam z łóżka i pościeliłam je, po czym pobiegłam do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Pół godziny później byłam już gotowa. Wsiedliśmy do auta Jorge i pojechaliśmy w stronę Barcelony. Całą drogę rozmawialiśmy i śpiewaliśmy piosenki, z podkładem radia, albo i odwrotnie. Nawet niektórzy którzy koło nas przejeżdżali patrzyli na nas dziwnie. My tylko śmialiśmy się. Po sześciogodzinnej podróży dotarliśmy na miejsce.



Jorge


Dojechaliśmy pod hotel, w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg. Wyjęliśmy walizki z bagażnika i skierowaliśmy się do recepcji. Oczywiście uparłem się, że wezmę walizkę Tini.
- Daj spokój, poradzę sobie. - powiedziała, jednak ja i tak ją wziąłem. Tini przewróciła teatralnie oczami i zaśmiała się. Weszliśmy do środka. Naszym oczom ukazał się wspaniały hol. Kątem oka zauważyłem Megan biegnącą w moją stronę. Od razu mnie przytuliła.
- Jorge, tyle czasu! - zaśmiała się. Objąłem ją.
- Obiecałem, że przyjadę więc jestem. - powiedziałem. Oderwała się ode mnie i spojrzała na szatynkę stojącą obok mnie. Zmierzyła ją od stóp do głów i uśmiechnęła się zwycięsko.
- To ta słynna Martina o której cały czas mi nadajesz? - spytała zadowolona. Zgromiłem ją wzrokiem, a moja przyjaciółka zarumieniła się.
- Chodźcie, pokaże wam pokoje. - zaśmiała się i zaprowadziła nas do ogromnego apartamentu. Były tam dwie sypialnie, łazienka i mały salon. Później wyszła.
- Idziemy się przejść? - spytałem niepewnie. Ta od razu pokiwała głową z uśmiechem. Wzięła torebkę. Skierowaliśmy się do centrum.
- Uwielbiam Barcelonę. - powiedziałem zadowolony.
- Jorguś.... - przeciągnęła słodko. Wiedziałem już że coś chce.
- Słucham?
- Weźmiesz mnie na barana? - zrobiła maślane oczka. Zaśmiałem się.
- Jak ładnie poprosisz. - postawiłem warunek. Stanęliśmy i patrzyliśmy na siebie nawzajem. Jest taka piękna. Podeszła do mnie i pocałowała delikatnie mój policzek.
- No dobra, wskakuj. - stwierdziłem. Czym prędzej znalazła się na moim plecach. Spacerowaliśmy po mieście.


Cieszę się niesamowicie, że to nasza znajomość przybrała taki obrót spraw. Mimo wszystkich problemów, cały czas je pokonywaliśmy i udało nam się dojść na ten poziom znajomości. Czuję się przy niej wspaniale. Nie chcę ukrywać moich uczuć, jednak wiem, że gdy nadejdzie odpowiednia chwila, Martina dowie się o tym, że ją kocham.



***
Chyba żadnego rozdziału tak nie zepsułam ;-;
Przepraszam ;_;
Chciałam już go wstawić, bo czekacie i czekacie. 
Ale mam ferie, więc w przyszłym tygodniu 
Postaram sie napisać rozdział 27 :)
Czekam na opinie ;3 
Dziś bez szantażu xD 
Ale i tak liczę na komentarze ;3
Besos ;***
Mrs.Blanco


czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 25/ Kocham cię księżniczko...


Rozdział jak zwykle dedykowany ^^
Tym razem, dedykacja wędruje do
Pau Nielusi
za ogromną pomoc w rozdziale ♥
Ty wiesz o co chodzi ;*
Mam nadzieję, że rozdział
Wam się spodoba ;) 
KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
Pozdrawiam :*

♥♥♥


Martina

Wiesz, jak czuje się człowiek, który nagle znajduje się w sytuacji bez wyjścia? Nie? A wiesz, co to znaczy przyjaźń damsko - męska? A więc może ci wytłumaczę. To relacja, w której choć najmniejszy krok w stronę miłości może zniszczyć wszystko. A co jeśli ja chcę iść w te stronę?

- I brakuje już tylko jednego... - przypominając sobie te słowa, ciarki chodzą po moim ciele. Sama nie wiem, ja wtedy do tego doszło... Pamiętam jego słowa, to było takie romantyczne. A potem, potem zbliżył się do mnie i po prostu pocałował. Nie wiem, jak to możliwe, ale wiem, że muszę o tym zapomnieć. Po prostu poniosły go emocje. Jestem tego pewna. Szkoda tylko, że kiedy się ode mnie odsunął, zrobiłam minę jakbym była nienormalna, a potem rzuciłam tylko "przepraszam" i szybko odeszłam. Po prostu sama muszę to sobie poukładać. Teraz siedzę gdzieś tam, ale jednak tutaj, pod drzewem i myślę. Zastanawiam się co dalej. Przez moją głowę przelatują wszystkie wspomnienia z nim. Dlaczego tak okropnie postąpiłam? Teraz zwalam winę na siebie, świetnie...
Ale już, koniec użalania się nad sobą. Jest kim jestem, trudno.
Nienawidzę się! Zaczęłam biec. Tym samym, przypomniałam sobie historię moją i Jorge...


Pamiętałam wszystko. Od spotkania na lotnisku, upadku, wizyty w restauracji, awanturze z Diego, balu, spaceru po plaży, bieganiu po ogrodzie, aż po nasze magiczne pocałunki... Nasze spotkanie w barze mlecznym, jego popisy, konkurs talentów... I wojny z Agnes i Carlą.
Zaczęłam płakać. Łzy lały mi się strumieniami. Nie rozumiałam, dlaczego świat może być aż tak okrutny. A może to ja przesadzam?

Biegłam, myśląc o tym wszystkim. Nagle poczułam, że na kogoś wpadam. Podniosłam wzrok.
Zobaczyłam oczy, które tak bardzo kochałam. Tylko teraz były przepełnione smutkiem i bezsilnością. Wtuliłam się w niego, a on upuścił torby które trzymał i objął mnie mocno. Jestem moim rycerzem. na białym koniu. Jest idealny. Kocham go.





Jorge


- Już dobrze. - powiedziałem. Wtuliła się we mnie. Wybaczyła mi. Upuściłem moje torby. A chciałem wyjechać.
- Przepraszam. - powiedziała po chwili, gdy już się od siebie oderwaliśmy. Pokręciłem głową.
- Daj spokój, to moja wina. Nie powinienem tego robić. - tłumaczyłem się.
- Jorge, ja nie powinnam się tak zachować. Proszę wybacz mi. - mówiła. Ja jednak nie przestałem i nadal twierdziłem że to moja wina. Na szczęście oboje stwierdziliśmy, że pora zapomnieć. Ale ja nie chcę zapomnieć. I tak wiem, że w końcu wyznam Martinie uczucia. 


- No już, uśmiechnij się dla mnie. - powiedziałem, po czym sam uniosłem kąciki ust lekko do góry. Po chwili zaśmiała się.
- Idziemy? - zapytałem.
- Tak. - otarła łzy i trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę jej domu.
- Jorge masz chusteczki? Wyglądam okropnie. - zapytała.
- Nadal pięknie. - powiedziałem, na co ona się zarumieniła.
Szliśmy cały czas rozmawiając. Śmialiśmy się jak za dawnych czasów. Niektórzy mówili między sobą "Jaka wspaniała z nich para". Szkoda tylko, że to nieprawda. Jednak w tym wszystkim najbardziej denerwuje mnie to, że co chwilę napadają na mnie tłumy fanek. Powinienem lubić sławę, ale... od czasu kiedy poznałem Tini wszystko się zmieniło. To nasze relacje stawiam na pierwszym miejscu, a nie karierę. Może to i dobrze. Martina to dziewczyna, która pomimo wielu przeciwności i problemów idzie dalej przez życie. Chodź jest wrażliwa, to nie przejmuje się opinią innych. Co z tego, że najpierw musi się wypłakać. Ale ma wsparcie. Którym jestem także dla niej ja. Tak myśląc, chciałem chwycić jej dłoń. Powoli przysuwałem jej dłoń do mojej. Zauważyła to. Uśmiechnęła się do mnie.
- Jeśli chcesz. - powiedziała. Musnąłem delikatnie jej policzek, a po chwili nasze dłonie były już splecione razem.


German

- German. Chcemy odzyskać Martinę i Francisco. - mówiła Mariana. Pamiętam wszystko dokładnie jakby to było wczoraj. Jak przyjechali do mnie i Marii na wakacje, a potem... Potem tak ich pokochałem, że... Może to dziwne, ale ja także się boję. Że Alejandro i Mariana mi ich odbiorą. Choć... Tak naprawdę to oni są prawnymi opiekunami. Nie powinienem wtedy tak postąpić, ale cóż. Jestem jaki jestem! A na starość nie ma sensu się zmieniać.
Tini i Fran nie mają nawet pojęcia o tym, że w Buenos Aires mieszkają...
- Proszę zapiąć pasy. Lot do Paryża rozpocznie się za parę minut. - moje przemyślenia przerwał głos pilota. Zapiąłem pasy. Po chwili koło mnie zjawiła się Jade.
- German! - zawołała i dała mi buziaka. Ah, ona jest cudowna. Tak bardzo szalona. Zaczęliśmy wspominać.
- Pamiętam jak chciałaś, żeby wszystko miało kolor brzoskwini, truskawki i w końcu zacząłem się zastanawiać, czy ta kobieta mówi o wystroju wnętrz, czy o sałatce owocowej. - przypomniałem.
- Dobrze, że nie chciałam koloru pomidora, bo wtedy rozmawialibyśmy o sałatce jarzynowej! - zaczęła się śmiać, aż wszyscy pasażerowie spojrzeli na nas.
- Nie, nadal rozmawialibyśmy o sałatce owocowej, bo pomidor to też owoc, czyż nie? - zapytałem zdziwiony.
- German jaki ty jesteś zabawny! - dalej się śmiała.
- Nie, ale to prawda, pomidor to też owoc... - wytłumaczyłem.
- Ojej, naprawdę? Interesujące... - westchnęła.
Czasami zastanawia mnie jej punkt widzenia, ale cóż, nie wnikam w to. Reszta lotu minęła nam spokojnie. Myślałem jedynie o tym, żeby ani Martina, ani Francisco nie poznali prawdy...


Martina

Wróciliśmy do domu. Cieszę się, że mamy już wszystko wyjaśnione. Zaraz będziemy jedli kolację, którą przygotowała dla nas Olgita. Dziwi mnie jednak to, że tata się nie odzywa. Trudno. Pewnie nie ma czasu, w końcu jest tam z Jade. Poszłam do pokoju i otwarłam facebooka. Oczywiście wszędzie było pełno wpisów, jak to jest być dziewczyną Jorge Blanco. Przyzwyczaiłam się już, choć to i tak nieprawda. Usłyszałam jak mój chłopak przyjaciel z kimś rozmawia. Rozpoznałam głos Ruggero. Poszłam do pokoju gościnnego. Zapukałam. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i pociągnął w stronę komputera. 
- Tini! - zawołał wesoły Włoch, z którym byliśmy połączeni przez Skype'a.
Rozmawialiśmy naprawdę długo. Oczy zaczęły mi się zamykać... Zasnęłam.


Ujrzałam ogromne schody. Postanowiłam iść po nich. Szłam straszliwie długo. Droga bardzo mi się ciągnęła. Wtem ze wszystkich stron zaczęły wyskakiwać różne przeszkody. Od braku schodka, przez płonące stopnie, aż po ogromne szpikulce. Spotkałam nawet Agnes i Carlę. I dwoje ludzi... Kojarzyłam ich skądś. Kobieta miała na imię Mariana, a mężczyzna Alejandro. Gdy mnie zobaczyli przytulili mocno. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim szło. Postanowiłam iść dalej. Na wszystkich ścianach zaczęły się pojawiać wspomnienia. Był tam nawet Jorge. Tylko co dziwne, jego nie było nigdzie. Martwiłam się. Dlaczego śnią mi się tak dziwne rzeczy? Kim są ci ludzie? Czemu nie ma tam Jorge?!
Wreszcie dotarłam na szczyt. Ujrzałam ogromne drzwi. Napisane było na nich "SZCZĘŚCIE".
Powoli otworzyłam je. Moje oczy zaczęło razić ogromne światło. Zaczęłam iść tym świetlistym tunelem... Doszłam na piękną polanę. Wszędzie były kwiaty. Z nieba zaczęły spadać płatki kwiatów. I gwiazdy... Tak jak wtedy, gdy oglądaliśmy je razem z Jorge'm. Patrzyłam na wszystko. Zauważyłam las. Poszłam tam. Drzewa były fioletowe, droga usłana liśćmi. Szłam myśląc o tym wszystkim. I wtedy znalazłam się w wyjątkowym miejscu. Zaraz, przecież to było miejsce, gdzie po raz pierwszy spotkałam się z nim! Patrzyłam na to piękne jezioro. Nie zabrakło też tej białej ławki. Nagle poczułam ciepłe dłonie na mojej talii.
- Kocham cię księżniczko... - wyszeptano mi do ucha. Wiedziała już, kto stoi za mną. Odwróciłam się. Rzeczywiście, był tam Blanco. Zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Wtedy wszystko zaczęło się rozpadać. Obraz zaczął się rozmywać. Słyszałam, tylko śmiech wszystkich... Zaczęło mi się kręcić w głowie...


Jorge

- Tini, Tini! - powiedziałem. Martina już od piętnastu minut dziwnie się zachowywała.
- Nie! - krzyknęła, gwałtownie się podnosząc.
- Spokojnie, Martina... - oznajmiłem zmartwiony i przytuliłem ją. Bez wahania wtuliła się we mnie - już dobrze, jestem przy tobie. - szeptałem jej do ucha, gdy płakała. Po chwili odsunęła się.
- Dziękuję. - powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
Chwyciłem jej dłoń i zeszliśmy na dół, gdyż kolacja była już gotowa. Podczas gdy Tinita spała, rozmawiałem z Ruggiem o całej tej sytuacji. Dał mi parę rad, z których i tak pewnie nie skorzystam. To nie ma sensu. Serce podpowiada "powiedz jej!", a mózg temu przeczy. Ehh, ciężkie jest życie zakochanych. 
Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy. Olga i Ramallo to naprawdę sympatyczni ludzie.
Z Martiną wymienialiśmy się spojrzeniami i dyskretnymi uśmiechami. Po chwili Olgita przyniosła ogromne pudełko z jedzeniem.
- To wasz prowiant na jutro. - oznajmiła z uśmiechem.
- Jaki prowiant? Jorge, o co chodzi? - pytała zszokowana dziewczyna.
- Jedziemy do Barcelony! - zawołałem szczęśliwy.

♥♥♥

Wróciłam! Jestem!
Ja wiem, to szok, już się cieszyliście, że się mnie pozbyliście...
No ale wróć. Pasuje Wam taka długość rozdziałów?
Uwierzcie, że takie mi się dobrze pisze.
Mam nadzieję, że zgadzacie się, że teraz takie będę pisać ;).
Pamiętajcie o opiniach w komentarzach! 

Wiecie co się stało?
Za OS'a, którego opublikowałam dwa dni temu dostałam I miejsce! ^^
GRACIAS PAULA :* 
A tak w ogóle, to... Szczęśliwego Nowego Roku :D
Besos ♥ Mrs.Blanco

PS. Zapomniałabym o szantażyku xD
Dzisiaj mały :P 
Ale mam nadzieję, że komentarzy
i tak będzie więcej.
POKAŻCIE MI ŻE MAM DLA KOGO PISAĆ!

10 komentarzy - ROZDZIAŁ 26

wtorek, 30 grudnia 2014

Świąteczny One Shot - "Wjechałeś do mojego serca, na swoich nartach, z workiem pełnym miłości"

♥ ♥ ♥


Nazywam się Violetta Castillo i mam dwadzieścia pięć lat. Jedni mówią, że wyglądam młodo jak na
swój wiek, inni twierdzą, że sprawiam wrażenie takiej jaką jestem, co wprowadza mnie w niesamowite omotanie. Najważniejsze jest to, że czuję się świetnie i nikt ani nic tego nie zmieni. Nie przejmuję się za bardzo swoim wyglądem. Stawiam na elegancję i wygodę. Nie używam także zbyt dużo makijażu, ale cóż, czasami mi się to zdarzy. Nienawidzę, kiedy wracam zmęczona z pracy, a koło mnie na ulicy przechodzą wymalowane kobiety, wyglądają normalnie jak lalki Barbie. Uważam, że jesteśmy wyjątkowe i nie powinniśmy zakrywać naszych niedoskonałości, ale cóż, najwidoczniej nie każdy ma takie zdanie. A no właśnie, praca, czyli to co stoi w moim życiu na pierwszym miejscu. Nie, nie rodzina. Wychowałam się w domu dziecka. Nie, nie miłość, bo takowej nie mam. Nie wierzę w uczucia, ani to coś nazywane właśnie miłością. To jeden wielki fałsz. Kiedyś miałam chłopaka, przepraszam, narzeczonego. Miał na imię Diego i był cudowny - troszczył się o mnie, do czasu. Potem okazało się, że tak naprawdę za moimi plecami robił wszystko z Larą - moją asystentką, ale o mojej pracy za moment - żebym wyleciała. Całe szczęście szybko się zorientowałam i powiadomiłam szefową, która na szczęście była moim sprzymierzeńcem. Chciała wyrzucić Domingueza i Baroni, jednak to ja postanowiłam odejść i założyłam własną firmę. Jestem znaną projektantką wnętrz. Moja firma nazywa się CASTILLO DESING i ma świetne dochody. Pieniądze też nie są dla mnie jakieś strasznie ważne. Tego, czego mam za dużo oddają na cele dobroczynne. Jestem kim jestem, wiele osób mnie nie akceptuje. Mam tylko przyjaciółkę Ludmiłę, z którą mieszkam w nowoczesnym mieszkaniu ogromnego wieżowca. Kiedyś była z nami jeszcze Francesca i Camila, jednak pierwsza musiała wracać do rodzimego kraju - Włoch, a Camila wyjechała ze swoim mężem do Madrytu. I tym oto sposobem zostałam sama z Lu. Na początku strasznie to przeżywałam, ale potem pojawił się Diego i... tak to się jakoś potoczyło. Najważniejsze jest to, że ja jestem szczęśliwa. Jednak czasami wydaje mi się, że czegoś mi brakuje. Szkoda, że nie wiem czego.

***

grudzień, 2013


Siedzę właśnie w samolocie i czytam książkę "Gwiazd naszych wina". Naprawdę, podziwiam Hazel za to, jak postępuję. Zresztą Augustusa też. Oboje mają nowotwór, a pomimo to cieszą się życiem.
- Prosimy zapiąć pasy, lądowanie rozpocznie się lądowanie. - mówi przyjemny kobiecy głos. Wykonuję polecenie i czekam na najgorszą część lotu. Turbulencje szturchają mną szaleńczo, jednak ja mam zamknięte oczy i staram się myśleć o czym innym. Po chwili jest już po wszystkim. Biorę walizki po czym zamawiam taksówkę, która ma mnie zawieść do hotelu. Dobrze, że umiem włoski. Przyjechałam tutaj na zjazd architektów i projektantów z całego świata. To ogromne, ale i kameralne zdarzenie. Taki zjazd odbywa się co roku. W tym roku postanowiłam zostać tydzień dłużej i spędzić tu święta i sylwestra. W końcu i tak siedziałabym sama w domu, bo Ludmiła wychodzi do Federico - jej chłopaka właśnie rodem z Włoch - na wigilię. Z tego co wiem, to on chce jej się oświadczyć właśnie 24 grudnia, więc pewnie sylwestra także bym tak spędzała. Po chwili moim oczom ukazuje się żółty samochód. Wsiadam i podaję adres. Droga nie jest długa. Dobrze znam te okolice. Już po chwili jestem pod drogim, pięciogwiazdkowym hotelem, w którym mam wynajęty pokój z ogromnym balkonem - tak jak prosiłam. Płacę taksówkarzowi za podwóz, w końcu taka jego praca, po czym zabieram moją czarno-czerwoną walizkę i wchodzę do hotelu przez ogromne szklane drzwi. Podchodzę do recepcji i czekam w kolejce. Rozglądam się. Jest to piękne miejsce. Gra świąteczna muzyka, dokładnie ta piosenka, którą uwielbiam. Na górze wisi ogromny żyrandol. Na piętro prowadzą piękne schody obszyte czerwonym dywanem, a obok jest złota poręcz. Stoi tu także ogromna choinka, z dziesiątkami bombek i parę kanap. To właśnie tam przenoszę swój wzrok. Patrzę na wszystko i wszystkim, aż nagle napotykam wzrokiem na pewne oczy. Moje nogi momentalnie robią się jak z waty. To dwa szmaragdy. Widzę, jak na mnie patrzą. Postanawiam poznać ich właściciela. Moim oczom ukazuje się nieziemsko przystojny szatyn, z cudowną grzywką postawioną na żel. Po chwili uśmiecha się do mnie lekko, pokazując swoje urocze dołeczki i perfekcyjny rządek białych ząbków. Odwzajemniam gest, jednak wtedy schodzę na ziemię. W moim życiu nie ma miejsca na mężczyzn. Odwracam się i unikam jego wzroku przez kolejne dzie
sięć minut - aż do momentu, gdy podaję recepcjonistce dane i otrzymuję kluczyk do apartamentu. Stawiam na windę, gdyż chcę uniknąć spotkania tajemniczego szatyna. Na moje nieszczęście ta jest nieczynna. Odwracam się - jego już tam nie ma. Widzę jedynie małą dziewczynkę która siedzi koło choinki i płacze. Podchodzę do niej, szkoda mi takiego słodziaka.
- Co się stało kochanie? - pytam, kucając obok niej.
- Zgubiłam tatusia. - mówi. Jest mi jej strasznie żal.
- A jak masz na imię? - pytam po raz kolejny.
- S-s-sara. - odpowiada przez płacz. Przytulam ją - i mam pięć lat. - dodaje.
- Chodź, poszukamy twojego tatusia. - chwytam ją za rączkę - tylko musisz mi coś o nim powiedzieć. - oznajmiam.
- Jest wysoki, ma brązowe włoski, zielone oczy. I ma na imię Leon. - tłumaczy. Rozpoczynam poszukiwania. Badam wszystkich po kolei. Nagle słyszę jak ktoś woła:
- Sara! - odwracam się, a mała momentalnie puszcza moją dłoń. Biegnie do swojego taty... chwila, przecież to jest ten szatyn!
- No to cudownie. - myślę. Podchodzę bliżej. Niejaki Leon stawia Sarę na ziemi i patrzy na mnie.
- Dziękuję. - mówi, blado się uśmiechając. Gdy słyszę jego głos, czuję jak mdleję. Jest idealny. A z bliska wygląda jeszcze lepiej... Stop. Mam czasem dość mojej duszy. To tak jakbym udawała kogoś, kim nie jestem. Mimo mojej silnej woli, choć chyba jeszcze nie wystarczająco, odwzajemniam gest.
- Nie ma za co. Chociaż następnym razem, powinien pan lepiej pilnować córki. - śmieję się.
- Jestem Leon Verdas. - wystawia rękę w moją stronę.
- Violetta Castillo. - odpowiadam. Kiedy nasze dłonie się spotykają, czuję jak przez moje ciało przechodzi przyjemny prąd. Liczę jednak na to, że się nie zakochałam.
- Raz jeszcze przepraszam i... do zobaczenia. - mówi, puszczając do mnie oczko. Mała Sara także mi macha. Czuję jak się rumienię. W pośpiechu idę do pokoju. Odstawiam walizkę w kąt i padam na łóżko. Zaczynam płakać. Nienawidzę mojego charakteru. A czemu? Bo raz zostałam skrzywdzona. Pamiętam jak płakałam. A teraz? Niebo się otwiera, poznaję cudownego mężczyznę, jednak ten jest żonaty - w końcu był z córką. Ale boję się. Jestem głupia. Z takimi myślami zasypiam, śniąc o szczęściu, które czuję, że jest pod samym moim nosem. Jednak gdzie?



Rano budzę się cała czerwona, moja poduszka także taka jest. Postanawiam jednak wziąć się w garść i totalnie się zmienić. Nie zamierzam być taka sama. Od dziś jestem silna. Zaczynam nowy rozdział, zupełnie inny.
W końcu wstaję z łóżka i wykonuję poranne czynności. Robię bardzo delikatny makijaż, gdyż tutaj nie mam się zamiaru zmieniać, i ubieram (tu także pozostaję bez zmian). Gdy jestem już gotowa schodzę na dół na śniadanie. Biorę miskę, do której wrzucam płatki owsiane, dorzucam bakalie i zalewam gorącym mlekiem. Do tego biorę jeszcze jogurt i pomarańczę. Przy ostatnim stanowisku parzę sobie kawę. Zajmuję wolny stolik i siadam. Wyjmuję jeszcze telefon, aby sprawdzić pocztę, po czym zabieram się do jedzenia. Pół godziny później wychodzę z restauracji. Dzisiaj mam zamiar pojeździć trochę na nartach. Nagle czuję, jak coś buczy w mojej torebce. Wyjmuję telefon - okazuje się, że to Ludmiła. Odbieram. Rozmawiamy na różne tematy. W pewnym momencie puszczam parę z ust i mówię jej o Leonie. Ta radzi mi tylko, że mam się zachowywać normalnie. Przecież każdy zasługuje na szczęście. Popieram ją. Po godzinnej rozmowy kończymy nasze pogaduchy, a ja zakładam mój nowy kombinezon. Gdy i to mam już za sobą (całe szczęście, nienawidzę tego), schodzę na dół. Kieruję się na poziom -1, gdyż tam właśnie stoi mój samochód - czerwone porshe. Wyjmuję z nich narty - białe w czarne i czerwone kwiaty - to moje ulubione kolory. Nie, nie fioletowy. Nienawidzę go mniej więcej tak, jak ubierania się w strój narciarski. Przez moje imię został mi przypisany owy kolor. Nie mogę teraz na niego patrzeć. Bo całe moje dzieciństwo - które było naprawdę smutne - składało się w siedemdziesięciu pięciu procentach z fioletu.
Zakładam buty potrzebne do tego sportu i wychodzę na dwór. Kieruję się w stronę długiej kolejki po karnet. Na szczęście jest jeszcze przed 10, więc zdążę idealnie na otwarcie wyciągu. Zakupuję bilet na cały dzień, gdyż później nie będę już miała czasu aby pojeździć, a naprawdę to lubię. Wreszcie mam zakupiony kolorowy karnet. Staję w kolejce, której jak na razie brak. Po pięciu minutach wyciąg zostaje otwarty. Obracam się i widzę za sobą długą kolejkę. Bez dłuższego zastanowienia wsiadam na krzesełko. Jadąc rozmyślam o tym co mówiła mi Ludmiła.
- Jeżeli coś do niego poczujesz, to znaczy, że pora się zmienić. - przypominam sobie jej słowa.
W końcu mogę zjechać. Rozpoczynam od delikatnego pługu, aż w końcu przechodzę na krawędzie. Czuję się niesamowicie. Wiatr pcha mnie i jadę jeszcze szybciej. Na końcu zatrzymuję się tworząc śnieżny gejzer. Wszyscy patrzą na mnie z podziwem, a ja tylko ustawiam się w kolejce.


Po trzech godzinach nadal nie jestem jeszcze do końca usatysfakcjonowana. Kieruję się więc na inną trasę. Wybieram tym razem czerwoną, gdyż wcześniej dostępna była tylko niebieska. Siadam w wagoniku i jadę, choć dwa razy dalej, to o wiele szybciej. W końcu jestem na górze. Nim zjeżdżam, napawam się cudownym widokiem. Dziś niebo jest piękne i przejrzyste. Po chwili odpycham się kijkami i zaczynam zjeżdżać. Tu jest o wiele ciężej niż tam niżej. Jednak jadę. Już po chwili czuję się pewnie. Wszystko byłoby idealnie... nagle ktoś we mnie uderza i obydwoje się przewracamy.
- Przepraszam. Wjechałem na lód. - słyszę znajomy głos. Mężczyzna podnosi gogle i widzę tam...
- Leon! - mówię.
- Violetta? - pyta, ściągając kask. Czynię to samo - Jejku, przepraszam... Nie chciałem. - tłumaczy się.
- Już dobrze, też wiele razy mi się to zdarzyło. - wybaczam mu. Po chwili nie rozumiem mojego zachowania. Przecież normalnie bym na takiego kogoś nakrzyczała, a teraz?
- Nic ci nie jest? - pyta mnie, pomagając wstać.
- Wszystko okej. - otrzepuję się ze śniegu.
- Może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na gorącą czekoladę? - pyta nagle. Zastanawiam się chwilę. Cóż, czemu nie. W końcu wydaje się być fajną osobą.
- Dobrze. - mówię, po czym ścigamy się na sam dół. Zdejmujemy narty i wchodzimy do małego baru. Zajmujemy stolik i zaczynamy rozmawiać. Cały czas się śmieję i uśmiecham. Co się ze mną dzieje?

***


24 grudnia 2013


Od tamtego upadku na nartach bardzo polubiłam Leona. To świetny przyjaciel. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Cieszę się. Okazało się, że jest właścicielem Verdas Company w Buenos Aires, i jest architektem! Dzięki temu mieliśmy wiele tematów do rozmowy. Jego córka Sara też chyba mnie polubiła. Zaczęła nawet mówić do mnie Ciocia Viola. Kiedy to usłyszałam, uroniłam łzę wzruszenia. A jego żona... Zostawiła go. Bez słowa. Nie rozumiem, jak można to zrobić, takiemu świetnemu facetowi, jakim jest Leon. To ideał! Nie, nie zakochałam się. Po prostu... Bardzo, bardzo go lubię.
Zjazdy architektów i projektantów także dobiegły końca. Teraz mam cały tydzień dla siebie.


Kończę rozmyślać, gdyż słyszę pukanie do drzwi. Wstaję z łóżka, poprawiam włosy i zakładam szlafrok i moje ciepłe kapcie. Pukanie nie ustaje. Podchodzę do drzwi i otwieram je. Moim oczom ukazuje się Verdas.
- Dzień dobry, śniadanie przyszło. - śmieje się.
- Już po śniadaniu? - pytam, po czym patrzę na zegarek. No pięknie, jedenasta.
- Owszem księżniczko. - odpowiada mi.
- Wejdź. - otwieram szerzej drzwi. Leon posyła mi ten cudowny cudowny uśmiech, po czym siada przy stoliku.
- Płatki, tak jak lubisz. - mówi.
- Jak ty mnie dobrze znasz. - oznajmiał, po czym całuję delikatnie jego policzek.
- Wolałbym nagrodę tutaj. - dodaje, wskazując na usta. Zaczynam się śmiać. Uwielbiam, kiedy mogę z nim spędzać czas. A najlepsze jest to, że nie będę płakać przy rozstaniu, bo mieszkamy w tym samym mieście, nawet niedaleko siebie.
- Tak sobie pomyślałem... Skoro spędzasz sama wigilię i my z Sarą także... To może chciałabyś spędzić ją z nami? - pyta mnie, po czym dodaje - będziemy ją spędzać na dole, nikogo tam wtedy nie będzie. Już to załatwiłem. - zastanawiam się chwilę. Nie wiem czemu, ale brzmi to jak propozycja randki.
- Dobra, zapomnij. - mówi, po czym wstaje i kieruję się w stronę drzwi. Podbiegam do niego i chwytam dłoń, co sprawia, że szatyn momentalnie odwraca się w moją stronę. Patrzy na mnie.
- Będę zaszczycona. - oznajmiam, po czym całuję go blisko ust. On tylko uśmiecha się szeroko, po czym podnosi mnie i okręcam wokół własnej osi.
- Do zobaczenia o osiemnastej. - przytula mnie i wychodzi. Padam szczęśliwa na łóżko, a po chwili uświadamiam sobie, że nie mam ani prezentów, ani odpowiedniej kreacji. W tempie ekspresowym kończę śniadanie i ubieram się, po czym lecę do samochodu i jadę do centrum. Latam po sklepach dwie godziny. Wreszcie znajduję to czego szukałam - śliczną czerwoną sukienkę i cudowną lalkę. Zostaje mi do kupienia prezent dla Leona. Chodzę zestresowana, mam tylko trzy godziny. Wreszcie znajduję to, czego szukałam - świetnego iPada. Kupuję go, a dodatkowo otrzymuję wybrane przez siebie etui. Wychodząc, kupuję jeszcze świąteczny papier. Wracam do hotelu - widzę jak jego pracownicy szykują miejsce przy choince. Uśmiecham się pod nosem i wracam do pokoju. Pakuję prezenty. Gdy i to mam za sobą, biorę prysznic i myję włosy. Następnie kręcę włosy lokówką i związuję je w kitkę, zostawiając dwa pasma włosów. Maluje paznokcie, a gdy wysychają, robię makijaż. Patrzę na zegarek - mam idealnie piętnaście minut na ubranie się i założenie biżuterii, co już po chwili kończę. Przeglądam się w lustrze. Jestem inna. Widzę w sobie zakochaną dziewczynę - to niestety trzeba przyznać. Poprawiam włosy i sukienkę, zabieram prezenty i zamykam pokój. Schodzę powoli po schodach.
- Tato, patrz! - słyszę wołanie małej Sary. Po chwili Leon się odwraca i patrzy na mnie. Uśmiecham się do niego. Już po chwili stoimy twarzą w twarz.
- Dobry wieczór książę. - oznajmiam. Verdas jest ubrany bardzo elegancko, w przepiękny garnitur, natomiast Sara ma na sobie białą sukienkę z różową halką. Zanim zasiadamy do wieczerzy, składamy sobie życzenia. Leon życzy mi wspaniałego mężczyzny, a ja, aby odnalazł nową miłość. Podczas kolacji dużo rozmawiamy. W końcu nadchodzi czas na prezenty. Jako pierwsza odpakowuje je Sara.
- Jaka piękna lalka! - woła szczęśliwa. Jestem zadowolona, że jej się podoba. Od Leona dostała urocze przebranie księżniczki.
- Teraz ty. - mówię do Leona.
- O nie, ty. - poprawia mnie i podaje brązowe pudełko obwiązane zieloną wstążko ze złotym napisem YES. Otwieram je. W środku jest cudowna bransoletka na białym sznurku związanym w warkoczyka, a do niej przyczepiona jest złota zawieszka. Patrzę na grawer. Jest tam wygrawerowane połączenie naszych imion, jakie kiedyś wymyśliła jego córeczka - Leonetta.
- Dziękuję. - mówią, przytulając się do niego.
- Ciociu Violu, to dla ciebie. - mówi kopia Leona i podaje mi rysunek - to ty i tatuś. - tłumaczy, wskazując na dwa ludziki trzymające się za ręce. Rumienię się. Gdy Leon otwiera paczkę jest bardzo zadowolony. On także otrzymał taki rysunek. Nagle Sara zaczęła się śmiać.
- Co cię tak bawi kochanie? - pyta Leon, siedzący obok mnie. Dziewczynka wskazuje palcem w górę. Patrzymy w tamtą stronę. Nad nami wisi jemioła. Patrzymy na siebie. Przygryzam wargę. On uśmiecha się do mnie. Jednak po chwili uświadamiam sobie, co się dzieje. Rzucam Leonowi przepraszająco spojrzenie i wybiegam przed hotel, do zamarzniętego jeziora. Siadam. Zaczynam płakać. Trzęsę się z zimna. Wtedy czuję ciepłą marynarkę na moich ramionach. Czuję wspaniałe perfumy. Kątem oka widzę, jak Verdas siada obok mnie.
- Przepraszam. - mówię.
- Nie masz za co. - odpowiada, jednak słyszę w jego głosie smutek. Stawiam przed wyzwaniem i opowiadam mu o historii z Diego. Widzę w jego oczach współczucie. Wstajemy i chcemy wrócić do środka. Zaczyna padać śnieg. Zatrzymujemy się. Patrzę na Verdasa.
- Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz ani nie zranisz. - wyznaję.
- Ani mi się śni. Za bardzo cię kocham. - mówi, patrząc mi w oczy.
- Co powiedziałeś? - pytam z niedowierzaniem.
- Kocham cię. - wyznał.
- Ja ciebie też. - mówię po chwili. Uśmiecha się szeroko i zbliża do mnie. Robię to samo. Nasze usta po chwili łączą się w pocałunku. Czuję się magicznie. Niedługo później odrywamy się do siebie.
- Violetto Castillo, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną? - pyta mnie. Bez wahania zgadzam się i przytulam go.




Od czasu kiedy jestem z Leonem, wszystko się zmieniło. Jestem tak bardzo szczęśliwa. Czuję, że żyję. Rozmawiałam z Ludmiłą. Cieszyła się niesamowicie. Dobrze, że wyznałam mu uczucia.

Dziś Sylwester. Postanawiam złożyć Leonowi poranną wizytę. O tej porze już zazwyczaj nie śpi. Schodzę na jego piętro i pukam do drzwi. Ku moim oczom ukazuje się niska brunetka. Jest ubrana w piżdżamę.
- Tak? - pyta mnie. Nie no, nie mogę.
- Przyszłam do Leona. - mówię wściekła.
- Leon jeszcze śpi. - oznajmia.
- Naty, kto to? - słyszę głos Leona.
 Nie wytrzymuję. Zaczynam płakać. Biegnę do pokoju. Biorę pierwszą lepszą kartkę i pisze do niego list. Zostawiam go w recepcji. Pakuję się cały czas płacząc. Proszę, aby nie mówić Verdasowi co się ze mną stało. Zapłakana jadę na lotnisko. Z opuchniętymi oczami, wracam do Buenos Aires.



***



Rok później

Siedzę u siebie w pokoju bez żadnego życia. Niby pozbierałam się, po sytuacji sprzed roku, jednak to i tak nadal boli. Przez ten rok ograniczyłam relacje z Verdasem do zera. Wiem tylko, że kiedy dowiedział się, co się stało szukał mnie wszędzie. To trwało parę miesięcy. A potem to wszystko ustało... Nie słyszałam o nim nic. Spoglądam na moją dłoń - cały czas jest na niej bransoletka od niego. Nie potrafiłam się jej pozbyć. Co jak co, ale ja nadal czuję, że go kocham.

Nagle dzwoni mój telefon, nieznany mi numer. Odbieram.
- Violetta? - pyta mnie głos. Skądś go kojarzę.
- Przy telefonie. - mówię.
- Boże, nareszcie! Jestem Natalia, ta od Leona. Tylko błagam, nie rozłączaj się! To nie tak jak myślisz. - tłumaczy.
- A jak? - pytam.
- Violetta, jestem jego siostrą. - oznajmia. Uświadamiam sobie, co zrobiłam. Jestem głupia. Zniszczyłam coś wspaniałego.
- Gdzie jest Leon? - zadaję kolejne pytanie.
- Leon miał wypadek. Prawie rok temu. Leży cały czas w śpiączce. - zaczęła płakać. Mój świat się zawalił. Pytam gdzie leży, a po chwili informuję ją, że już jadę. W szpitalu jestem w ciągu piętnastu minut. Wpadam do jego sali niczym strzała. I widzę go. Jest cały blady. Zaczynam płakać. Siadam obok i chwytam jego zimną dłoń.
- Leon... przepraszam. - szepczę. Moje słone łzy spadają na jego koszulkę. Nagle czuję, jak ktoś się do mnie przytula. Widzę Sarę.
- Ciociu Violu, wróciłaś! - powiedziała.
- Tak kochanie, wróciłam.
- Tata śpi.
- Długo już tak śpi? - pytam.
- Zawsze kiedy do niego przychodzę z ciocią Naty. - odpowiada. Widzę brunetkę.
- Ciebie też przepraszam. - mówię.
- Nie masz za co. - oznajmia i przytula mnie.
- Chodź Sara, zostawimy ciocię Violę samą z tatusiem. - zwraca się do dziewczynki i wychodzi.


Siedzę z Leonem dzień w dzień. Rozmawiam z nim. Wiem, że mnie słyszy. Ściska moją dłoń. Dziś jestem u niego już dziesiąty raz. Mija jedna godzina, druga, trzecia...
- Leon. Muszę ci coś powiedzieć. - zaczynam - nigdy o tobie nie zapomniałam. Ja cię nadal kocham. - wyznaję. Zbliżam się do niego i delikatnie całuję. Patrzę na niego. Nie wierzę, w to co widzę. Leon otwiera oczy i uśmiecha się do mnie.
- Violetta. - mówi.
- Kochanie nie mów nic. Musisz odpoczywać. A ja... ja cię przepraszam. Oskarżyłam cię o coś, nie mając pojęcia. Zrozumiem, jeżeli powiesz mi teraz, że mam się stąd wynosić. - mówię.
- Cały czas cię kocham. - wyznaje mi. Odwracam się. Podchodzę do niego i przytulam. Znów jestem szczęśliwa!



Leon wyszedł ze szpitala miesiąc temu. Siedzimy teraz u niego w domu, przepraszam, w naszym domu. Mieszkamy razem. Nagle Leon odsuwa się.
- Wiesz kochanie... Mam takie dziwne przeczucie... - zaczyna.
- Jakie przeczucie? - pytam.
- Że powinniśmy zapamiętać ten moment. Będziemy go opowiadać naszym wnukom. - mówi dalej.
- Co masz na myśli? - pytam po raz kolejny.
- Wyjdziesz za mnie? - mówi. Nie mogę uwierzyć w to co słyszę. Od razu zgadzam się. Płaczę.



***

Kilka lat później, grudzień

Nazywam się Violetta Verdas. Jestem szczęśliwą mężatką. Moim mężem jest najwspanialszy mężczyzna na świecie - Leon Verdas. Jestem projektantką wnętrz, a on architektem. Kiedyś pracowaliśmy osobno. Dziś jest zupełnie inaczej. Połączyliśmy je w jedność i teraz jesteśmy właścicielami VERDAS IMPERIUM. 
Siedzę obecnie w naszym domu, a konkretniej w naszym salonie i patrzę przez okno, jak razem z Sarą i Alexem - naszymi dziećmi - lepi ogromnego bałwana. Cały czas nie dociera do mnie to, że jestem tak szczęśliwa. Za chwilę wrócą do domu i zasiądziemy do wieczerzy. Moje przypuszczenia potwierdzają się. Kiedy przychodzi czas na prezenty, wszyscy się cieszą. Gdy widzę nasze uśmiechy, moje serce bije szybciej. To jedne z najwspanialszych świąt. Drugie takie były wtedy, gdy z Leonem wyznaliśmy sobie uczucia. Do dziś to wspominamy.

Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
Bo wszystkie skarby tego świata mam u siebie w domu.
Razem tworzymy jedną bajkę.
Jestem księżniczką.
On księciem.
A nasze dzieci następcami tronu.
Nie mam zamiaru stawiać tu kropki. To oznaczałoby koniec tej bajki. A ona tak naprawdę dopiero się zaczęła.

 Dziękuję Ci Leon.
Wjechałeś do mojego serca,
na swoich nartach
z workiem pełnym miłości,
której tak bardzo potrzebowałam.
Kocham cię.





♥ ♥ ♥

Ta daaam!
No nie spodziewaliście się, co? Tak wyszło :)
Wiem, że już po świętach,
ale to one shot, którego wysłałam na konkurs do Pau Nielusi ♥
No i pomyślałam, że żeby Wam jeszcze trochę umilić czas,
to Wam go tu wstawię.
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Co do szablonu,
to jest to wolny szablon z Szablono Sfery,
gdyż mojego zamówienia jeszcze nie otrzymałam.
No, to chyba tyle.
Do rozdziału,
który na 75% jutro :*
Besos!
Mrs.Blanco

PS. Proszę, zostawcie po sobie ślad.
Dla Was to naprawdę chwila, 
a mi pisanie pochłania naprawdę sporo czasu.
Chcę wiedzieć, czy mam dla kogo pisać,
gdyż ostatnio z wielu względów
rozważałam usunięcie bloga.

Chat~!~