niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 36/ Jestem Ashley.



Ze specjalną dedykacją dla Lil ly, 
która dostała ataku serca
po tym jak dowiedziała się,
że ja to ja ♥



Jorge

Siedzimy wszyscy razem wokół ogniska. Palące się drewno iskrzy się. Wcześniej byłem jeszcze z Martiną u niej, gdyż nalegała, że chce się przebrać. Mówiłem jej, że przecież dobrze wygląda, jednakże ona tłumaczyła wszystko wygodą. Poczekałem na nią, aż przyszłaprzebrana. Uśmiechnąłem się widząc ją, po czym czule musnąłem policzek ukochanej. Chłopaki dali znać, że wszyscy są już na plaży. Wsiedliśmy na mój motor, po czym ruszyliśmy w kierunku wybrzeża.

Ze splecionymi dłońmi usiedliśmy obok naszych przyjaciół. Wszyscy wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Martina zaśmiała się lekko i odgarnęła włosy za ucho. Uśmiechnąłem się.
- Może. - powiedziałem tajemniczo. Pasquarelli westchnął lekko zły.
- Tak czy nie? - zapytał zbulwersowany. Zdziwiłem się lekko.
- Spuść z tonu może. - powiedziałem. Nie wiem o co mu chodzi, ale od czasu kiedy między mną a Martiną zaczęło się już coś naprawdę dziać, zaczął się dość dziwnie zachowywać. Ciągle miał jakiś problem, kłócił się o nic, był naprawdę nieprzyjemny.
- Bo robicie z tego nie wiadomo jaką tajemnicę, nie wiem jaki masz problem z tym, żeby powiedzieć nam czy jesteście razem czy nie. - wkurzył się. Zmarszczyłem brwi.
- O co ci chodzi? - założyłem ręce na klatce piersiowej. Szatyn tylko mruknął coś pod nosem i poszedł gdzieś zabierając ze sobą piwo. Martina spojrzała na niego niepewnie.
- Może pójdę z nim porozmawiać? - spytała.
- Nie Kochanie, lepiej zostaw go samego, facet sam nie wie jak się ma i zachowuje jakby miał okres. - odparłem, za co dostałem z łokcia. Złapałem się za obolałe miejsce.
- Nie obrażaj mi tu kobiet, panie Blanco. - odparła z satysfakcją i podeszła do dziewczyn. Zaśmiałem się kręcąc głową i spojrzałem na resztę.
- O co chodzi Ruggero? - zapytałem Facundo, który dorzucał coś do ogniska.
- Sam się zastanawiam... Ostatni ciągle taki jest. W zasadzie od czasu kiedy coś na poważnie zaczęło się dziać między tobą a Tini. - zauważył, podobnie jak ja wcześniej. Spojrzałem na śmiejącą i śpiewającą ukochaną. Na moją twarz wpłynął mimowolnie ciepły uśmiech. Jest taka słodka i delikatna. Nie mam pojęcia jakbym sobie bez niej poradził. Może i powtarzam to w kółko, ale taka jest prawda... Odkąd poznałem Martinę wszystko się zmieniło. Zacząłem uśmiechać się zupełnie bez powodu, pisać głębokie piosenki, poprawiać relację z rodziną i przyjaciółmi. Nareszcie stałem się szczęśliwy, a to wszystko dzięki mojej księżniczce. Właśnie, gdzie ona jest...?


Martina


Mam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, rodzinę. Ale czasem odnoszę wrażenie, że ja do nich nie pasuję. Nie wiem... Oni wszyscy są tacy promienni, uśmiechnięci, cieszą się z życia. No a ja? Doszukuję się nie wiadomo jakiego drugiego dna... Kiedyś nawet przeszło mi przez myśl, że Jorge to nie Jorge. Zabawne, czyż nie? Mam ochotę zrobić sobie krzywdę, gdy myślę, że mógłby mnie skrzywdzić. Widzę w jego oczach tyle miłości i troski. A najpiękniejsze jest to, że darzy nią właśnie mnie. To cudowne, że mam przy sobie takich ludzi jak Alejandro, Mariana, Mechi czy Jorge. Bardzo ich kocham.

Siedziałam na piasku, uciekając tam w momencie, kiedy reszta była pochłonięta rozmową. Tinitkę znów wzięło na przemyślenia. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok mnie.
- Co tu robisz? - zapytał mnie chłopak kładąc głowę na moich udach. Uśmiechnęłam się i zaczęłam bawić jego włosami.
- Rozmyślam sobie nad życiem. - odpowiedziałam.
- Czyli to co zwykle. - zaczął się śmiać szatyn, za co oberwał w czoło - co Ty taka brutalna? - zaczął masować obolałe miejsce, na co ja zaczęłam się śmiać i po chwili położyłam obok niego.
- Ja chyba do was nie pasuję, wiesz? - westchnęłam patrząc w gwiazdy, które przebijały się gdzieniegdzie na niebie. Jorge widocznie się zdziwił, gdyż oparł się na łokciu i spojrzał na mnie pytająco.
- Dlaczego tak uważasz? - zapytał. Spojrzałam na niego i pogładziłam jego policzek. Jorge tylko uśmiechnął się i chwycił moją dłoń, całując ją. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Spójrz na was wszystkich... Jesteście tacy wspaniali, szczęśliwi, sławni. Mogłeś sobie znaleźć dziewczynę z bilboardu, a nie Madrytu. - posmutniałam.
- Tylko, że zakochałem się w dziewczynie z Madrytu. W prawdziwej, naturalnej, uśmiechniętej - pstryknął mnie w nosek - Martinie Stoessel. I to ją kocham, a nie pierwszą lepszą dziewczynę z bilboardu. - na te słowa jakoś odetchnęłam. Nie wiem dlaczego, ale uspokoił mnie.
- Kocham Cię. - szepnęłam całując go czule. Jest niesamowity.
- Ja to wiem. - zaśmiał się przerzucając mnie przez ramię.
- Blanco postaw mnie natychmiast! - pisnęłam. Jednak mój wspaniały chłopak postanowił zrobić inaczej. Zaczęłam się śmiać. Jest taki słodki! Wbiegł do morza, stawiając mnie dopiero w wodzie. Zarzuciłam dłonie za jego szyją, a on objął mnie w pasie, po czym nasze usta złączyły się w pocałunku. Oh słodki losie, czym ja sobie na niego zasłużyłam?


Jorge


W Madrycie miałem zostać jeszcze trzy dni. Następnie musiałem wracać do Buenos Aires. Wróciły wywiady, nagrania i inne tego typu sprawy. A pomiędzy tym wszystkim związek z Martiną. Boję się, że nie dam rady i zawalę, a ona będzie cierpieć. To ostatnie czego pragnę. Dzisiaj jesteśmy umówieni w pobliskiej kawiarni. To jednak nasze ostatnie chwile razem i chcemy je jak najlepiej wykorzystać. Ja zresztą też mam już plany na najbliższe dni. Oprócz tego, muszę z nią koniecznie porozmawiać na temat "Esperanza mia". To ogromna, a kto wie, może i jej życiowa szansa, której nie może zaprzepaścić. Chcę jej pomóc spełnić marzenia, tak jak ona spełniła moje, o prawdziwej miłości.

O umówionej godzinie udałem się do tej kawiarni w stylu lat '70. Pamiętam jak wtedy przyjechałem tam dla Martiny. I zaczęły się te nasze podchody. Ale teraz nareszcie jesteśmy razem i możemy cieszyć się sobą nawzajem.
- O wilku mowa. - pomyślałem, widząc ukochaną wchodzącą do budynku. Zaczęła rozglądać się za mną, a gdy nasze spojrzenia się spotkały, momentalnie się uśmiechnęła. Wyglądała prześlicznie. Zresztą ona zawsze świetnie wygląda. Cała jest idealna.
- Hej. - uśmiechnęła się dając mi krótkiego buziaka, które ja oczywiście przedłużyłem. Objąłem ją w talii i założyłem kosmyk jej włosów za ucho. Ta jednak po chwili niechętnie przerwała pocałunek.
- Wszyscy na nas patrzą. - zauważyła.
- I dobrze, niech wiedzą, jaką mam cudowną dziewczynę! - ostatnie słowa zacząłem wykrzykiwać na prawie całą kawiarnię, jednak Tini szybko zakryła mi buzię dłonią.
- Zamknij się. - wycedziła przez zęby próbując powstrzymać śmiech. Uśmiechnąłem się triumfalnie, po czym oboje usiedliśmy przy stoliku. Chwilę później pojawiła się przy nas młodziutka kelnerka, na oko nawet młodsza od Tini.
- Czy mogę przyjąć zamówienie? - powiedziała oblizując wargę i wpatrując się we mnie. Widziałem kątem oka niezadowolenie Martiny. Bawiły mnie obydwie.
- Oczywiście. - odpowiedziałem puszczając oczko ukochanej. Uspokoiła się w duchu. Rudowłosa kelnerka wyjęła notesik i zaczęła notować.
- Poproszę dwa razy torcik bezowy, a oprócz tego dwa razy frappucino. - odparłem patrząc w kartę.
- Dla pana wezmę najładniejszy kawałek. - zachichotała. Znajdująca się w dłoni Tini karteczka momentalnie została zgnieciona - czy ma pan jeszcze jakieś życzenia? - zapytała trzepocząc rzęsami, które nawet ja zauważyłem, że są doczepiane.
- Ja mam życzenie, kochanie, weźmy jeszcze truskawki i bitą śmietanę, pamiętasz, tak jak wtedy w Argentynie, kiedy siedzieliśmy pod tamtym drzewem. Nigdy nie zapomnę tamtego popołudnia. - powiedziała siedząca naprzeciwko mnie, akcentując każde słowo, pokazujące, że "jestem tylko jej". Zaśmiałem się pod nosem. Dziewczyna niezbyt zadowolona odeszła w stronę innych stolików. Odprowadziłem ją wzrokiem, a już po chwili poczułem smak malinowej pomadki Tini. Odwzajemniłem pocałunek z uśmiechem.
- Mała zazdrośnico, ludzie patrzą. - zaśmiałem się cicho splatając nasze dłonie razem.
- Niech patrzą i zazdroszczą. - puściła mi oczko.


Ashley

Błąkałam się uliczkami Madrytu. Jestem tutaj pierwszy raz. Ale musiałam przyjechać. Muszę odnaleźć Diego, a jak nie jego, to chociaż kogoś z jego przyjaciół. Strasznie za nim tęsknię, a poza tym... Ostatnia dowiedziałam się okrutnej prawdy. Muszę mu powiedzieć, co czuję, zanim będzie za późno. Kocham go i nawet, jeśli on nie odwzajemnia moich uczuć, to muszę mu powiedzieć. Wyrok jaki usłyszałam załamał mnie i muszę zrobić wszystko to, na co wcześniej nie miałam odwagi.
Pobyt Dominguez'a w Portugalii zupełnie odmienił moje życie. Zakochałam się, do szaleństwa. Nie myślałam o niczym innym, tylko nim. A gdy wyjechał wszystko jakby straciło barwy i znów stało się szare. 
Nie umiem opisać uczucia jakim jest miłość. To prostu pojawia się i jest. W takich momentach zapominasz o całym świecie, a gdy wreszcie oprzytomniejesz, uświadamiasz sobie, jakie błędy popełniłaś/łeś będąc w tym niesamowitym transie. Jednak nie żałuję, że się zakochałam. Ba, jestem szczęśliwa. Bo nareszcie znalazłam choć iskrę nadziei na lepsze jutro.
Spacerując tak przez park, zauważyłam pewną parę. Doskonale wiedziałam kto to.
- Martina. - pomyślałam szczęśliwa. Nie myślałam, że pójdzie tak łatwo. W tak dużym mieście odnaleźć przyjaciółkę ukochanego. Szybko podeszłam do niej.
- To Ty jesteś Martina, prawda? - zapytałam z nadzieją. Szatynka spojrzała zdezorientowana na Jorge, jednak gdy chciała coś powiedzieć, przerwałam jej - musisz mi pomóc odnaleźć Diego. Jestem Ashley. - dziewczyna zamarła.


♥♥♥


No prooooszę, któż to raczył dodać rozdział! Żyję misiaki, żyję. Tylko potrzebowałam przerwy. Ale nareszcie przybywam. A więc jak się czujecie? Mamy godzinę 2 w nocy, a w zasadzie to 3, bo przestawiamy godzinę ._. ... Tia, wspaniale. 
Jejku, tyle się u mnie wydarzyło przez te trzy miesiące! Spotkałam się ponownie z internetową przyjaciółką (Olcia tęsknię :c), miałam urodzinki i awww, poznałam moje czytelniczki. W zasadzie zupełnie przypadkiem. 
Bowiem przed bitwą Vilovers w Radiu Young Stars, 24 marca, powstała konfa... I tak się złożyło, że rozmawiając o różnorodnych fanfictions, podrzuciłam linka do mojego bloga. Jejku, nie jestem w stanie opisać tego uczucia. Zawsze marzyłam o czymś takim, że ktoś będzie szczęśliwy, bo mnie poznał. Łzy kręciły mi się w oku czytając wiadomości "to dzięki Tobie zaczęłam pisać", "uwielbiam Twojego bloga", "to mój ulubiony blog"... Życzę każdej blogerce tego, aby spotkała się z takimi osobami <3 Kasia, Julka i Nata, pozdrawiam! ♥ Naprawdę, to niesamowite... A najlepsze jest to, że wszystko wyszło na jaw zupełnie przez przypadek! 
Dziękuję Wam wszystkim, za to, że jesteście. NIE DAŁABYM BEZ WAS RADY, NAPRAWDĘ.
A jeszcze - jeśli w czwartek, o 19, słuchaliście Radia Young Stars, bitwy grupy G, w tym Vilovers, to ta reprezentantka gaduła to byłam ja, haha :D ^^ :***


Jeszcze kilka ogłoszeń:
ROZDZIAŁY NIE BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ REGULARNIE - po prostu nie jestem w stanie ich pisać na bieżąco. Piszę wtedy, gdy znajduję czas, a teraz o niego naprawdę u mnie ciężko. Ale spokojnie, to nie tak, że rozdziały będą co trzy miesiące, nie nie. Po prostu nie liczcie na to, że w każdy załóżmy piątek będzie rozdział. Wiem, że obiecywałam co innego. Niestety, siła wyższa, przepraszam.

PRZYPOMINAM O MOIM FACEBOOKU - jeśli chcecie mieć ze mną jakikolwiek kontakt, to zapraszam tutaj, z pewnością szybciutko odpowiem <3 KLIK

I OCZYWIŚCIE WESOŁYCH ŚWIĄT! Na te święta Wielkiej Nocy życzę Wam z całego serducha bogatego zająca, mokrego dyngusa, smacznego jajca, odpoczynku i dużo radości. Przesyłam Wam miliony buziaków!

PS. Wracamy do szantażyku. Przepraszam, muszę.

30 komentarzy ~ rozdział 37

Besos Aniołki moje!
Mrs.Blanco



wtorek, 22 marca 2016

#ViolettaBlogAwards - oddaj głos!




Hej, hej, hej!

Tak, ja żyję :'D Ogólnie panna Mrs.Blanco ma kryzys i nie wie co pisać, upsi... A ma pomysł na kolejną część opowiadania, haha xD (oj chyba się wygadałam... zostawcie to w tajemnicy ciii). 
Nie piszę bez przyczyny, potrzebuję Waszej pomocy, a raczej chciałam Was o czymś powiadomić.

Mianowicie - na znanym myślę wszystkim blogu Violetta 2 Polska od jakiegoś czasu trwa głosowanie w konkursie Violetta Blog Awards. Nagrodzone (w tym przypadku reklamą na blogu) będą najlepsze fanfiction o Violetcie.

Jak się domyślacie, zostałam nominowana! Z tego miejsca pozdrawiam Martynę Sochę! Dziękuję za nominację ♥. Aktualnie natomiast trwa głosowanie. TUTAJ klikając w Ankieta przy odpowiedniej kategorii możecie oddać głos na wybrany blog. 
Mój blog, ale także i ja, zostałam nominowana w pięciu kategoriach:
2. Najlepsza fabuła.
5. Wyciskacz łez.
6. Najsłodsza para.
10. Najbardziej niespodziewany zwrot akcji.
11. BLOG ROKU.


Będzie mi niesamowicie miło, jeśli oddacie na mnie głos! To wszystko co się dzieje jest dzięki Wam - moim niezastąpionym czytelnikom. DZIĘKUJĘ I BARDZO WAS KOCHAM ♥


GŁOSOWANIE KOŃCZY SIĘ DZISIAJ.
A WIĘC JEŚLI CHCESZ ODDAĆ NA MNIE GŁOS
ZRÓB TO TUTAJ


Raz jeszcze dziękuję za wszystko
Kocham Was mocno!
Besos
Mrs.Blanco




poniedziałek, 25 stycznia 2016

To co każdy kocha, czyli notka informacyjna!



PROSZĘ
PRZECZYTAJ
WYPOWIEDZ SIĘ W KOMENTARZU
CHCĘ ZNAĆ WŁAŚNIE TWOJĄ OPINIĘ


***

Hej aniołki! Kto ma ferie? Ja mam ferie, hihi *^* Ale został tylko tydzień... ;_; A 5 lutego przyjeżdża do mnie Pingwin >>> No i 7 lutego moje X urodzinki! Co u Was słychać w nowym roku? ^^ Korzystacie z życia? Spełniacie marzenia? Co z tego, że minęło dopiero 25 dni roku 2016, moi drodzy, zaczynami się spełniać od samego początku, nie ma na co czekać :* Tymczasem ja witam Was w notce informacyjnej. No wiem, każdy to kocha, heheszki ccc; Ale proszę, tym razem naprawdę przeczytajcie. MUSZĘ znać Waszą opinię, bo nie wiem co mam robić ;_; No więc może do rzeczy ^^

***

Rozdział się pisze. Aktualnie jestem w takim momencie, kiedy muszę się dużo nagłowić, co tutaj napisać, bo jak już Jorge i Martina są razem, to nie może być ciągle randek, spotkań, tych wszystkich pierdół, bo to jest po prostu nudne, nie sądzicie? Ale spokojnie, nie mam zamiaru ich rozdzielać, przynajmniej j e s z c z e :))))). No właśnie, co do fabuły. Postanowiłam troszeczkę przyspieszyć akcję. Nie zdziwcie się, bo nie ukrywam, że przez kilka rozdziałów nawiążę do rzeczywistości Blanco i Stoessel, jednak później to się zmieni. I tutaj pierwsze pytanie: Czy jesteście dalej zainteresowani tą historią, mam ją pisać w nieskończoność, czy może chcielibyście zupełnie nowe opowiadanie, hm?

***

Dalej, wygląd i konstrukcja rozdziałów. Od 36 rozdziału dużo się zmieni. Zastanawiam się, czy nadal pisać z czyjego punktu widzenia piszę, czy może pomijać to i zostawić dla Was, abyście sami się domyślili. Kolejna rzecz to zdjęcia i gify. Chciałabym nadać blogowi troszeczkę tumblrowego charakteru. Gify nie tylko z Violetty, mniej zdjęć samych bohaterów, a rzeczywiście więcej tumblrowych gifów. Oczywiście pytanie: Jesteście zainteresowani taką zmianą?

***

Kolejną sprawą jest to, o czym pisałam już pod ostatnimi rozdziałami, ale odnoszę wrażenie, że niestety mało kto czyta notki pod chapterami ;c ... No więc! Niedawno stukło mi 100 tysięcy wyświetleń! Nawet nie wiecie jaka jestem Wam wdzięczna. To dla mnie ogromny sukces, który zawdzięczam w 100% tylko i wyłącznie Wam. Jesteście niesamowici i mam nadzieję, że kiedyś Was wszystkich spotkam i mocno wytulę ♥ W ramach podziękowań chciałabym zorganizować jakiś konkurs, może nawet i z prawdziwymi nagrodami ^^ Macie na niego pomysł, na zadanie konkursowe jak i na nagrody?

***

No i ostatnia już rzecz. Mam w planach zamówić nowy szablon, bardziej adekwatny do fabuły, ale i ostrzejszy, z pazurem. Na razie jednak muszę dokładnie to przemyśleć, bo jakąś już wizję mam, ale chcę, aby było ideolo, także wiecie, chwili potrzeba. A może wolicie zostać przy tym wyglądzie?

***

No, to chyba tyle ^^ Bardzo chciałabym zobaczyć Wasze odpowiedzi na moje pytania *te wielkie, wytłuszczoną czcionką* w komentarzach. Chcę po prostu wiedzieć na czym stoję, bo jak sami wiecie, zależy mi na tym, aby miło czytało Wam się tego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli tam po prawej stronie dodacie się do obserwatorów, wtedy jako pierwsi będziecie się dowiadywać o nowych rozdziałach. A tymczasem lecę pisać rozdział ;* Kocham Was bardzo!
                                                                                           Całuję
Mrs.Blanco ♥

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 35/ A to dlatego, że Cię kocham.


Zanim przejdziecie do lektury.
Dziękuję wszystkim zaangażowanym w tworzenie rozdziałów,
dodawanie grafiki, cytatów, poddawanie pomysłów.
Dziękuję komentującym, bo to Wy dajecie mi kopa,
dzięki któremu wiem, że mam po co i dla kogo pisać.
Jest tak wiele, że nie jestem w stanie wszystkich wymienić.
Dlatego po prostu dziękuję, że jesteście.
Bardzo Was kocham!
Przeczytajcie też notkę na końcu, proszę, to tylko chwila ♥



♥♥♥


Martina

         Myślałam, że po locie balonem mogę się spodziewać wszystkiego. Jednak nie. Jak się okazało, Jorge i reszta mają dla mnie jakąś niespodziankę.

- Możesz już otworzyć oczy. – usłyszałam szept Blanco. Niepewnie podniosłam powieki.
- Sto lat Tini! – krzyknęli wszyscy. Zakryłam twarz dłońmi zszokowana. Mam najlepszych przyjaciół pod słońcem. Zorganizowali to wszystko, przyjechali z różnych końców świata, właśnie dla mnie. 
- Królewno, nie płacz. – szepnął mi ponownie do ucha Jorge. Uśmiechnęłam się lekko.
- Jorge wszystko zorganizował, my mu tylko pomagaliśmy. –oznajmił Francisco. Spojrzałam na szatyna i uśmiechnęłam się śmiejąc.
- Mówiłam Ci już, że jesteś idealny? – szepnęłam opierając swoje czoło o jego.
- Gorzko, gorzko! – zawołała Cande. Mój chłopak się zaśmiał po czym delikatnie musnął moje usta.
- Sto lat księżniczko. – powiedział cicho. Przytuliłam się do niego czule. 
- No i to się nazywają życzenia, a nie jakieś udawane słówka. – zakwitowała Mechi – ale teraz Tini siadaj, to dopiero początek niespodzianek.

         Usiadłam na kocyku i spojrzałam na moich przyjaciół, którzy zaczęli śpiewać i wykonywać układy. Śmiałam się i klaskałam im. Po chwili sami porwali mnie do tańca. Impreza rozpoczęła się. Moi rodzice niedługo później wrócili do domu. Zostaliśmy w zasadzie już tylko całą paczką.

- Muszę wam coś powiedzieć! – powiedziałam głośno do dziewczyn, próbując przebić się przez muzykę – umówiłam się z Jorge, dzisiaj wieczorem zabiera mnie na randkę, teraz tak na serio! – odparłam. Momentalnie wszystkie się zatrzymały i spojrzały na mnie.
- Żartujesz? – zapytały. Pokręciłam głową z uśmiechem. Momentalnie zaczęły piszczeć, mocno mnie przytulając – zrobimy Cię na bóstwo. Zakocha się w Tobie od nowa, zobaczysz. – obiecały.
- Kocham was, wiecie? – zaśmiałam się wtulając się w nie.

         Wszyscy bawili się w najlepsze. Po chwili ktoś puścił wolniejszy kawałek.

- Zatańczymy? – usłyszałam za sobą znajomy głos. Uśmiechnęłam się i odwróciłam.
- Oczywiście. – zaśmiałam się podchodząc do niego. Zaczęliśmy delikatnie kołysać się do muzyki.
- To jak, jakie teraz plany na życie? – zapytał mnie Pasquarelli.
- W zasadzie… to na razie żadne. – zachichotałam - chcę skończyć szkołę, iść na studia, założyć rodzinę, mieć dobrą pracę. – odparłam.
- Masz już kogoś na oku? – zapytał ponownie z lekkim uśmiechem.
- Nie ukrywam, że tak. – zarumieniłam się lekko. Nagle poczułam czyjeś dłonie na mojej talii.
- Odbijamy. – wyszeptał mi do ucha. Podziękowałam Ruggero za taniec i już po chwili znalazłam się w objęciach Jorge.
- To jak, gotowa na nasze wieczorne wyjście? – zapytał splatając nasze palce razem. 
- Mentalnie tak, ale muszę się jeszcze wyszykować. W końcu wiesz, chcę wyglądać tak, że zwali Cię z nóg. – oznajmiłam, na co on się zaśmiał.
- Uwierz, zawsze kiedy Cię widzę, ledwo trzymam się na nogach. Niezależnie czy w sukience, piżamie, z makijażem czy bez. Jesteś piękna. – powiedział mi wprost do ucha. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
- Chciałabym, żeby tak było zawsze. – westchnęłam – ale Ty na co dzień jesteś tak daleko… A ja tęsknię. – popatrzył na mnie i zastanowił się.
- Martina, a może… - zaczął poważnie spoglądając mi głęboko w oczy – może pojedziesz ze mną? – zaproponował. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała. – posmutniałam – ale mam tutaj szkołę, rodzinę…
- A gdybyś… musiała przeprowadzić się do Argentyny? – zapytał.
- O czym Ty mówisz? – zdziwiłam się.
- Disney zaczyna nową produkcję. We wakacje rozpoczną się castingi. Chodzi o serial „Violetta”. Idealnie byś się nadawała. – wytłumaczył podekscytowany.
- Ja i aktorstwo? Zwariowałeś. – zaśmiałam się.
- Mówię poważnie, proszę, rozważ to.
- Dobrze Jorge, pomyślę. – obiecałam, po czym wróciliśmy do tańca. Może ma rację… Może to dla mnie życiowa szansa i powinnam spróbować?


Jorge

         Impreza powoli dobiegała końca. Było około 17. To wszystko ze względu na randkę Tini i moją, o której w zasadzie dowiedzieli się chyba wszyscy, ale też dlatego, że później robimy ognisko.
         Kiedy tylko dziewczyny poszły do Martiny, zwołałem chłopaków.

- Sprawa jest taka. Mamy dwie godziny na przygotowanie randki marzeń dla Tini. I sam nie dam rady, musicie mi pomóc. Musi być wyjątkowo i romantycznie. Mam zamiar tego wieczoru powiedzieć jej, co czuję. I Jortini stanie się prawdziwą parą. – powiedziałem.
- Jasne Blanco, lecimy z tematem. Od czego zaczynamy? – zapytał Samu.
- Miejsce. Myślałem o jakimś wysokim wieżowcu. Żebyśmy mogli wejść na dach. I ja się tym zajmę. Oprócz tego potrzebuje catering, dużo świeczek, płatki róż i muzykę. – chłopaki od razu się podzielili. Każdy z nas wsiadł w samochód i pojechał załatwiać potrzebne rzeczy. Ja natomiast błądziłem po mieście, starając się dotrzeć do największego wieżowca w Madrycie. Mam nadzieję, że użyczą mi dachu. To będzie idealne miejsce na wyznanie miłosne. Później muszę jechać odebrać bransoletkę z grawerem, którą niedawno wybrałem i zamówiłem.

         Powoli dochodziła umówiona godzina.  Nie będę ukrywał, że się stresuję. Założyłem beżowe spodnie i granatową marynarkę, a pod to białą, dżinsową koszulę. Postawiłem włosy na żel użyłem jej ulubionych perfum.
         Ten wieczór musi być idealny. Nie wybaczę sobie, jeśli będzie inaczej. Martina zasługuje na szczęście. Mam nadzieję, że jestem w stanie jej je dać…


Martina

         
Od godziny siedzę z dziewczynami szykując się na ten wyjątkowy wieczór. Ból brzucha spowodowany stresem wykręca mnie od środka. 

- Tini nie denerwuj się. To tylko randka. – zachichotała Cande, która kręciła mi włosy lokówką. Siedziałam w moim puchatym szlafroku i zupełnie oddałam się dziewczynom, które obiecały zrobić mnie na bóstwo. 
- Tylko randka?! – zbulwersowała się Lodovica, która malowała mi paznokcie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. 
- No właśnie Cande, to nie jest tylko randka. Podczas tej randki oficjalnie narodzi się Jortini. – dodała Mechi, która zajmowała się moim makijażem.
- Dałybyście się jej wypowiedzieć. – rzuciła Alba wyglądając z szafy.
- Dziękuję Albita. – westchnęłam – po prostu boję się, że coś nie pójdzie po mojej myśli… - wytłumaczyłam.
- Zrobię Ci melisy. – zaproponował Fran, który nagle znalazł się w moim pokoju. Zaśmiałam się.
- Wiecie co? Nigdy nie sądziłam, że w moim pokoju będą siedziały Lodovica Comello, Mercedes Lambre, Candelaria Molfese i Alba Rico szykując mnie na randkę z Jorge Blanco. – powiedziałam z uśmiechem – jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. – odparłam.

         - Wyglądasz idealnie. – powiedziały wzruszone dziewczyny. To prawda… Nie przypuszczałam, że mogę tak wyglądać. Dojrzałam w sobie prawdziwą dojrzałą kobietę, zmierzającą ku miłości. Delikatne fale opadające na moje ramiona, wprawdzie troszeczkę dłuższe ze względu na doczepki, jednakże wyglądały naprawdę cudownie. Wspaniale komponowały się z czerwoną, asymetryczną sukienką i czarnymi szpilkami, a także biżuterią i makijażem.

- Gotowa? – zapytał Facundo, który akurat wszedł do mojego pokoju. Zdziwiłam się.
- Co ty tu robisz? – zapytałam. 
- No jak to co, a kto cię zawiezie do pana Blanco? – zaśmiał się – chodź, on już czeka. – spojrzałam na dziewczyny.
- Powodzenia. – szepnęły i puściły mi oczko. No, Tini, czas na wieczór życia.

         - Dziękuję. – powiedziałam i pocałowałam Facu w policzek, gdy dojechaliśmy na miejsce. 

- Miłego wieczoru. – dodał z uśmiechem i odjechał. Weszłam do ogromnego budynku, gdzie zaraz przy windzie przywitał mnie Ruggero.
- Ty też? – zaśmiałam się.
- Jak widać. – powiedział z lekkim uśmiechem – przyciskając klawisz, dzięki któremu drzwi od windy otworzyły się. Wsiadłam do niej, a zaraz za mną Pasquarelli.
- Co on znowu wykombinował? – zaśmiałam się.
- Zobaczysz. – powiedział chłopak – ślicznie wyglądasz. – dodał po chwili. 
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się lekko. Już po chwili winda stanęła.
- Miłego wieczoru, Tini. – dodał szatyn.

         Niepewnie weszłam na dach ogromnego wieżowca. Już od progu wszędzie leżały pozapalane były świece i rozsypane płatki róż. Byłam tutaj sama. Podeszłam trochę bliżej krawędzi i spojrzałam na miasto. Spało. Było ciemno, widać było tylko światła w budynkach, a także słychać samochody.
         Poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu. Po perfumach doskonale wiedziałam, że tym kimś jest Jorge. Z uśmiechem zamknęłam oczy i położyłam swoje dłonie na jego. Staliśmy tak dłuższą chwilę, milcząc i delektując się chwilą.

- Dobry wieczór, panie Blanco. – szepnęłam.
- Dobry wieczór, pani Stoessel. Cudownie pani wygląda. – powiedział cicho. Przygryzłam delikatnie wargę i obróciłam się w jego stronę.
- Pan też niczego sobie, panie Blanco. – odparłam.
- Podobam się pani? – zapytał przeczesując włosy palcami. Czułam jak mocno bije mi serce.
- Ależ oczywiście. Zresztą jak zwykle, proszę pana. – zachichotałam słodko. Uśmiechnął się i czule pocałował mój policzek, zostawiając po nim przyjemne mrowienie na mojej skórze.

         - Nie patrz tak na mnie. – zaśmiałam się kończąc posiłek – krępuje mnie to. – dodałam rumieniąc się.

- Lubię na Ciebie patrzeć. – wytłumaczył – jesteś przepiękną dziewczyną, przez którą totalnie zwariowałem. – dodał, po czym lekko zaśmiał. Z głośników zaczęła lecieć nasza ulubiona wolna piosenka. Chłopak podszedł do mnie i wystawił dłoń.
- Zatańczymy? – spytał subtelnym głosem. Gorąc aż zżerał mnie od środka. Miłość do niego opanowała mnie całą. Nie sądziłam, że mogę tak zwariować na punkcie chłopaka. Splotłam nasze dłonie razem.
- Z Tobą zawsze. – szepnęłam. Wtuliłam się w jego ciało i delikatnie kołysałam. Wiatr muskał moje odkryte ramiona. Po raz pierwszy poczułam się jak księżniczka, jego księżniczka.

         Czule mnie pocałował, nadal kołysząc się do muzyki. Po chwili jednak odsunęłam się od niego. Spojrzał na mnie pytająco.

- Muszę Ci coś powiedzieć. – zaczęłam niepewnie.
- Tak? – zapytał podnosząc mój podróbek – coś nie tak? – dodał. Patrzyłam mu prosto w oczy.
- Miałam Ci to powiedzieć już dawno… I teraz chyba jest ta chwila – westchnęłam. Spojrzał na mnie pytająco - Zawsze marzyłam o prawdziwej miłości. O tym, aby ktoś nazywał mnie księżniczką, o kimś, kto mnie doceni, o kimś, dla kogo będę kimś więcej niż tylko Martiną. I wtedy poznałam Ciebie. Jesteś niesamowitym chłopakiem, doskonale o tym wiesz. Marzą o Tobie dziewczyny z całego świata. Zasługujesz na kogoś równie wyjątkowego. Ale niezależnie od wszystkiego, muszę Ci to wreszcie powiedzieć. – oznajmiłam odwracając od niego wzrok.
- Ale Tini, o czym Ty mówisz? – zapytał znów nawiązując ze mną kontakt wzrokowy. Przez dłuższą chwilę milczałam. Bałam się wypowiedzieć te dwa słowa.
- Kocham Cię. – szepnęłam ze łzami w oczach. Widziałam, jak patrzy na mnie oszołomiony. Serce zatrzymało mi się na moment. A on? Stanął odwrócony do mnie i patrzył w horyzont.
- Jorge powiedz coś. – poprosiłam łamiącym się głosem.
- A więc mówisz, że mnie kochasz. – powiedział pustym głosem. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Kocham. I nigdy nie przestanę.  – odwrócił się do mnie i chwycił moje dłonie; patrząc w nie zaczął mówić.
- Mam dość tej niepewności między nami. Domysłów, czy czujemy coś do siebie, czy jesteśmy razem czy nie. Chcę Ci powiedzieć, że… - spojrzał na mnie i widząc moje łzy starł je – że chcę zacząć coś prawdziwego i niesamowitego. Chcę codziennie móc patrzeć na Twój uśmiech i mówić, że Cię kocham. Przytulać Cię i całować bez wyrzutów sumienia. A za parę lat oświadczyć Ci się, zamieszkać razem, poślubić Cię, być szczęśliwym ojcem, odejść trzymając Cię za rękę. Chcę żebyś była moją panią Blanco – mówił – a to wszystko dlatego, że Cię kocham. I jestem pewien, że jesteś tą jedyną, tą na którą czeka się całe życie. Tą idealną kobietą, której pragnę poświęcić resztę życia, przy której chcę żyć i umrzeć. Dlatego właśnie, pytam. – uklęknął przede mną – Martino… Chcesz być ze mną? – zapytał trzymając moje dłonie i patrząc w oczy. Łzy spływały mi po policzkach. Jeszcze nikt nigdy nie powiedział mi czegoś takiego. Zaczęłam kiwać głową.
- Tak, chcę. – szepnęłam w końcu. Całując go czule, podniósł mnie i okręcił, trzymając mocno w ramionach. Już Cię nigdy nie opuszczę. Aż do śmierci, kochanie.


♥♥♥

Udało się! Napisałam rozdział 35. Sama jestem w szoku, że mi się udało. Ale powiem Wam, że obudziła się i w ciągu dosłownie kilku godzin nabiliście już prawie 300 wyświetleń. Naprawdę, dziękuję. Nic mnie tak nie motywuje jak to, że widzę, że czekacie i jesteście aktywni. Taki mały gest, a jednak przez cały wczorajszy dzień się uśmiechałam. Jak Wam się podoba 35? Nareszcie mamy Jortini! Czekam na opinię. Nieskromnie powiem, że jestem dumna z tego rozdziału, zwłaszcza 3 części, czyli Martiny. No i wyznanie. W tle leciał mój nałóg, "Say something" , a ja pisałam. No i wyszło. Zresztą chyba widać, jak muzyka inspirująco na mnie działa.
Może się powtórzę, ale chcę Wam przypomnieć, bo może więcej osób teraz przeczyta notkę końcową:
Niedawno wybiło mi 100.000 wyświetleń, co dla mnie jest naprawdę niesamowitym sukcesem i osobiście nadal w to nie dowierzam. A to wszystko dzięki Wam, moim niezastąpionym czytelnikom. Chciałabym podziękować Wam w specjalny sposób, dlatego może macie jakieś konkretne pomysły na konkurs, z prawdziwymi nagrodami i jakimś ciekawym zadaniem? Czekam na Wasze propozycje!
Oprócz tego: dzisiaj o 14 będę na 6obcy.pl i o 17 na poczatuj.pl. Możecie mnie szukać. Piszcie "Mrs.Blanco?" wtedy będę wiedziała, że to Wy ♥

No i rok 2015 nam się kończy. Przeleciał mi naprawdę bardzo szybko. Spełniłam wiele marzeń: zobaczyłam idoli, zdobyłam autograf samej Martiny, spotkałam się z internetową przyjaciółką, pojechałam na ukochany musical... Dziękuję Wam z całego serca za ten rok i mam nadzieję, ze kolejny będzie jeszcze lepszy, chociaż w zasadzie nie musi, bo rokiem 2015 rozpoczęłam zupełnie nowy rozdział. I chcę, aby ta przygoda dalej trwała. Dziękuję raz jeszcze za wszystko.
Całuję Was mocno
i życzę Szczęśliwego Nowego Roku
oraz upojnego Sylwestra! ^^
Mrs.Blanco



środa, 30 grudnia 2015

Rozdział 34/ Mów mi teściu!



Ten i nadchodzący rozdział są dla mnie niesamowicie ważne.
Nadchodzi te chwila, na którą czekają wszyscy czytelnicy
od początku istnienia bloga.
Chciałabym w tym miejscu podziękować Wam wszystkim.
Jesteście niesamowici, i uwierzcie, bez Was ten blog by nie istniał.
Rozdział dedykuję Pauli Blanco za ogromną pomoc graficzną,
ale jest też jeszcze jedna osoba, która zasługuje na tę dedykację.
Nie będę tutaj pisać jej nazwy, gdyż ona z pewnością będzie wiedziała,
że chodzi właśnie o Nią. Dziękuję Ci Księżniczko, za wszystko.
Że jesteś, że wspierasz mnie. Bez Ciebie nie dałabym rady.
Ten rozdział jest dla Ciebie. 
Bo w zasadzie Ty dajesz mi największą motywację do pisania.
Po prostu Ci dziękuję.
Strasznie za Tobą tęsknię, ale już niedługo.
Mocno całuję, i zapraszam do długo wyczekiwanej lektury.



Martina

To już dziś. Moje urodziny. Te wyjątkowe i jedyne, osiemnaste urodziny. Czekałam na nie całe życie, żyjąc jeszcze w świadomości, że to German jest moim ojcem. Nie pozwalał mi dosłownie na nic, a więc tylko odliczałam do tego pięknego 21 marca, abym mogła wreszcie decydować sama o swoim życiu. Ugh, Martina. Miałaś o tym zapomnieć. Ale to tak, jakbym miała wymazać z pamięci wszystkie moje wspomnienia; całe życie. Musiałabym zapomnieć o Cande, Albie, Lodo, Mechi, o chłopakach i o… O Jorge. No właśnie, Jorge. Od czasu wypadku się nie odezwał. Po prostu zniknął. Jednak nie chcę się nim przejmować. Muszę dzisiejszy dzień jak najlepiej wykorzystać, bo osiemnastka jest tylko raz w życiu.
Wstałam z łóżka i moim oczom ukazał się ogromny bukiet różowych róż, które były trzymane przez równie wielkiego, białego misia, który ubrany był w jedną z koszul Jorge. Uśmiechnęłam się delikatnie widząc to. Wzięłam maskotkę i przytuliłam ją mocno do siebie. Do mojego nosa dotarł silny zapach perfum Blanco.
- Czyli jednak nie zapomniał – szepnęłam do siebie szczęśliwa. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 8:27. Miałam więc sporo czasu, aby przygotować się na ten wyjątkowy dzień. Niezależnie gdzie aktualnie przebywa Jorge, mam go ochotę mocno przytulić. Jest niesamowity. I to właśnie dziś, gdy wkraczam w dorosłość, oficjalnie zakończę tę niepewność między nami, tym samym powiem mu co naprawdę do niego czuję. Te dwa magiczne słowa, którymi nie obdarzyłam jeszcze żadnego chłopaka (nie licząc mojego brata oczywiście) popłyną dziś z moich ust. Kocham go, i chcę, aby nareszcie się o tym dowiedział.
Wzięłam długą kąpiel, rozkoszując się zapachem owocowego płynu do kąpieli. Włosy umyłam limonkowym szamponem, po czym wysuszyłam je i zrobiłam delikatne fale. Przeszłam do makijażu. Chciałam być delikatna, ale i subtelna. Nałożyłam podkład i delikatnie go przypudrowałam. Dodałam złoty cień na powieki oraz trochę brzoskwiniowego różu na policzki. Ulubioną mascarą podkreśliłam także rzęsy. Całość dopełniłam ukochaną różową szminką. Paznokcie pozostały takie jak były, czyli z frenchem. Wróciłam do pokoju w puchatym szlafroku i zaczęłam przeglądać szafę.  W końcu zdecydowałam się na tiulową spódniczkę i koronkową bluzkę. Do tego dobrałam beżowe koturny i odpowiednią biżuterię. Byłam gotowa.
Zeszłam na dół w celu zrobienia sobie śniadania. A tu proszę, kolejna niespodzianka. Na stole stały już moje ulubione naleśniki z bitą śmietaną i owocami. Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam przy stole. Popijając sokiem pomarańczowym, powoli konsumowałam posiłek. Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi.


Lodovica

- Myślisz, że wszystko się uda? – zestresowana zapytałam Domingueza, który od niedawna zresztą stał się częścią naszej paczki. 
- Na pewno, Lodo wyluzuj. – zaśmiał się ze mnie. Pff, wszyscy są tacy wyluzowani, tylko ja przeżywam. A przecież musi wyjść idealnie, no musi! Spojrzałam na Mechi.
- Gdzie jest Hana? – wystraszyłam się – przecież tylko ona ogarnia ten balon, my nie damy rady! – załamana usiadłam na trawie.
- Comello, przywołuję cię do porządku! – oznajmiła wyraźnie wkurzona moim zachowaniem Alba – wszystko się uda, a ty się ogarnij, bo tylko wszystkich stresujesz. I zamiast tak siedzieć pomogłabyś nam. Sami tego przyjęcia nie ogarniemy. – rzuciła i wróciła do wieszania kolorowych ozdób. W sumie mają rację. Wstałam szybko z ziemi i wzięłam wszystkie prezenty, po czym zaczęłam je pakować.
- Pomóc może? – zapytał Diego. Spojrzałam na niego.
- Słuchaj no. Może i się zmieniłeś, ale ja nadal mam do ciebie dystans. Poza tym, mam wspaniałego chłopaka, także jakby no – odsunęłam go od siebie – przestrzeń osobista tak zwana. – brunet popatrzył na mnie rozbawiony.
- Spokojnie Comello. – odparł.
- Po nazwisku to w sądzie, Dominguez. – syknęłam.
- Ona zawsze taka jest? – spytał Candelarii, myśląc, że nie słyszę. Westchnęłam pod nosem.
- Nie, tylko kiedy się denerwuje. A ona ma chyba największego jobla na punkcie Jortini, więc przestanie jak już będą razem. – wytłumaczyła.
- Bez przesady Cande. – powiedziałam wiążąc wstążkę na różowym pudełku z biografią Seleny Gomez w środku. Podobno ktoś kupił bilety na jej koncert. Z tego co kojarzę to Mechi, ale nie jestem pewna. Jej rodzice też wiedzą o tym przyjęciu. Mają przyjść tylko na początek, a później się zmyją.
Muszę przyznać, że Mariana i Alejandro to naprawdę wspaniali ludzie, jak i rodzice. Dają Tini swobodę życia, ale też pamiętają o tym, że to ich córka i starają się, aby wychować ją jak najlepiej, mimo tego, że nie znają się za długo. Cieszę się niezmiernie, że do nich wróciła. Widzę teraz, że jest naprawdę szczęśliwa. Złapała genialny kontakt z tatą, a mamę traktuje jak najlepszą przyjaciółkę. Bardzo jej tego zazdroszczę. Moja jest niestety strasznie daleko, we Włoszech. Bardzo za nią tęsknię, ale już niedługo się zobaczymy. Mam jej tyle do opowiedzenia… Dobrze, że mam przy sobie chociaż Tomasa. Niesamowicie go kocham i naprawdę nie mam pojęcia co bym bez niego zrobiła. Mam nadzieję, że będę z nim już na zawsze. Wiążę z nim resztę swojego życia i przyszłość. Chciałabym być jego żoną, zamieszkać w ślicznym niewielkim domku, z gromadką dzieci i pieskiem herbacianej maści. Ale to tylko marzenia. Jednak jak mawiam, wszystko jest możliwe, prawda?


Jorge

- Myślałam, że już zupełnie o mnie zapomniałeś.
szepnęła wtulając się w moje ciało.
- O Tobie? Zwariowałaś. – zaśmiałem się cicho całując ją we włosy.
- Strasznie za Tobą tęskniłam. – wyszeptała w moją koszulę.
- Ja za Tobą też. – odparłem.
- Jorge, zięciu! – do kuchni wszedł jej tata.
- Dzień dobry panie Stoessel. – powiedziałem.
- Oh Jorge, mów mi teściu. – oznajmił z uśmiechem.
- Tato, przestań. – zaśmiała się, starając ukryć rumieńce.
- Już mi porywasz moją księżniczkę? – zapytał obejmując ją.
- Naszą księżniczkę, panie Stoessel, naszą. – uśmiechnąłem się. Widziałem jak Tini przygryza wargę. On i ja mamy genialny kontakt, o którym może pomarzyć każdy facet. Jeszcze nie jesteśmy razem, a on już mówi do mnie zięciu. Jednak najbardziej cieszy mnie fakt, że jestem zaakceptowany przez jej rodzinę.
Przyszli w zasadzie wszyscy: Francisco, pani Mariana no i pan Alejandro. Wszyscy złożyli jej życzenia. Patrzyłem na nich z uśmiechem.
- Dobra, teraz możesz ją porywać, masz zezwolenie ojca. – odparł tata Tini.
- Chwila, o co chodzi? – zapytała zdezorientowana Martina, którą prowadziłem do wyjścia – do zobaczenia – dodałem i oboje wyszliśmy z posiadłości Stoessel.
Gdy tylko z pola widzenia zniknęli wszyscy domownicy, pocałowałem czule Tini. Brakowało mi tego. Brakowało mi jej. Jej uśmiechu, głosu, dotyku, jej całej. Poczułem jak się uśmiecha i splata dłonie za moją szyją. Po chwili odsunęła się ode mnie i spojrzała głęboko w oczy. Dojrzałem w nich małe kropelki.
- Co się dzieje? – zapytałem zmartwiony.
- Nic. – powiedziała spuszczając wzrok.
- Widzę. – dodałem. Spojrzała na mnie.
- Bo zdałam sobie właśnie sprawę… że… Po prostu… Jesteś tym jedynym. – powiedziała ledwo słyszalnie. Głośniejsze było nawet bicie jej serca. Uśmiechnąłem się delikatnie i oparłem swoje czoło o jej, zamykając oczy.
- To gdzie idziemy? – zapytała po chwili, gdy byliśmy już w drodze na polanę.
- Zobaczysz. – zaśmiałem się.
- Jorge powiedz mi. – poprosiła już nieco zła.
- Przestań, złość piękności szkodzi. – odparłem z lekkim uśmiechem.
- Nie baw się w Diego. – syknęła.
- Właśnie, Dominguez. – mruknąłem – nie podoba mi się, że nagle tak się zaprzyjaźniliście. On na pewno coś kombinuje. – ostrzegłem ją.
- Nawet jeśli – powiedziała – to Tobie nic do tego. – rzuciła i wyprzedziła mnie.



Martina

- Błagam Cię, powiedz, że już jesteśmy blisko. Jorge, nogi mi odpadają. – marudziłam. Idziemy już dobrą godzinę, a ja nie dość, że nie wiem o co chodzi, to jestem już naprawdę zmęczona.
- W zasadzie to już prawie jesteśmy. – oznajmił zakrywając mi oczy.
- Hej hej, Blanco, co Ty robisz? – zapytałam zdezorientowana. Czułam jak obraca mnie w jakąś stronę, jednak nic nie widziałam. Po chwili wziął rękę.





Zaniemówiłam. Przed nami stał ogromny balon wypełniony gorącym powietrzem. Spojrzałam na chłopaka, który stał z kolejnym bukietem kwiatów.
- Sto lat księżniczko. – powiedział i przytulił mnie. W zasadzie z tamtego momentu nie pamiętam za wiele. Byłam w takim szoku, że jedyne co kojarzę, to moje łzy i jego słowa.
- I my będziemy tym lecieć? – zapytałam. Jorge pokiwał głową – a umiesz tym sterować? – zadałam kolejne pytanie.
- Gdybym nie umiał, to chyba bym tego nie zorganizował, prawda? – zaśmiał się – to co? Lecimy? – spytał.
- Lecimy. – pokiwałam głową podekscytowana. Szeroko się uśmiechając wziął mnie na ręce, pomagając wejść do kosza balonu. Zauważyłam tam również koc i gitarę, co w zasadzie oznacza, że ma dla mnie jeszcze więcej niespodzianek.
- Gotowa? – zapytał.
- Z Tobą zawsze. – szepnęłam z uśmiechem. Po chwili poczułam przyjemne uczucie w brzuchu, co oznaczało, że powoli wznosimy się w górę.




- Napisałem dla Ciebie piosenkę. – powiedział nagle, gdy byliśmy już dość wysoko. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Dla mnie? – zapytałam. Pokiwał głową biorąc gitarę – zaśpiewaj mi. – poprosiłam. Spojrzał na mnie z tym swoim szarmanckim uśmiechem, a już po chwili z jego ust wypłynęły słowa utworu.
- Miłość wisi w powietrzu, więc zbliż się do mnie. Stawiasz na to co czuję.
Miłość wisi w powietrzu, zaufaj mi. Zaraz zobaczysz, że czas nie istnieje.
Tylko przeznaczenie, które połączyło nas, na zawsze.
– słuchałam z uwagą nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego. Po chwili skończył, a ja od razu zamknęłam odległość między nami pocałunkiem.
- Dziękuję. – szepnęłam – jesteś niesamowity.
- I tylko Twój. – powiedział równie cicho. Spojrzałam na niego i po chwili wtuliłam się w jego ciało, ukrywając przed nim moje rumieńce.
- Zobacz. – poprosił, a ja ponownie przeniosłam wzrok na niego. – nie ma silnika, unosi nas powietrze. I tak się właśnie czuję, gdy o Tobie myślę. – uśmiechnęłam się i ponownie delikatnie go pocałowałam.



Leżeliśmy na trawie. W zasadzie już dość dawno wylądowaliśmy. Byłam wtulona w niego. Czułam, że mam przy sobie cały mój świat. Ta chwila była zupełnie wyjątkowa. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy i snuliśmy plany na życie. Gdyby ktoś spojrzał na nas z boku powiedziałby z pewnością, że jesteśmy parą i to z wieloletnim stażem.
- Umówisz się ze mną? – zapytał nagle obejmując mnie - Ale teraz naprawdę. Zupełnie oficjalnie, bez naszych domysłów. Pójdziesz ze mną na randkę? – Spojrzałam na niego i przygryzłam wargę.
- Tak. – szepnęłam szczęśliwa. Uśmiechnął się szeroko i mocniej przytulił, całując w czoło.






♥♥♥

No i oto przed państwem rozdział 34. Jest zimno, ciemno i późno. Pozdrawiam nocne marki, mamy 2:35. Chciałabym szczerze mówiąc zakończyć ów wątek jeszcze w tym roku, także postaram się napisać jutro 35 i wstawić w Sylwestra :). Co za tym idzie, nie ma szantażyku! :) Jednak nie pogardzę jakimiś komentarzami, bo jednak one dają mi największego kopa do dalszego pisania - chociaż osoba, o której wspomniałam na początku również. Raz jeszcze dziękuję Słońce. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła. Strasznie Cię kocham, wiesz? :( I niesamowicie za Tobą tęsknię. Ale już niedługo ♥.
Mimo, że w zasadzie jest już po świętach, to pragnę Wam życzyć wesołych świąt...? No nie ważne, haha :D
W ogóle! BARDZO WAŻNE, PROSZĘ O PRZECZYTANIE! Niedawno stuknęło mi 100.000 wyświetleń! Dla mnie jest to coś niesamowitego i jestem naprawdę w szoku. Jesteście niesamowici, dziękuję! Chciałabym Wam jakoś podziękować, więc piszcie, czy chcielibyście jakiś konkurs bądź coś w ten deseń, może i z prawdziwymi nagrodami ^^ Zobaczy się jakie będzie zainteresowanie. No i oczywiście zadanie ;3.
Dobrze moi drodzy, będę się żegnać, gdyż nieźle wymarzłam. Za oknem w końcu -5 :')

Dobranoc Aniołki
Besos
Mrs.Blanco



Chat~!~