piątek, 23 maja 2014

Rozdział 12/ Niespodziewany gość

♥♥♥

Martina

Byłam oparta o jego klatkę piersiową, o ten "kaloryfer", o którym marzą wszystkie dziewczyny, jego fanki. A ja tak po prostu potknęłam się, on mnie złapał i zaiskrzyło już chyba wtedy. Bo gdyby nie iskrzyło, to byśmy nie patrzyli tak na siebie... Słyszałam jak bije jego serce.
- I co teraz? - zapytał, po czym pogłaskał mnie i przysunął jeszcze bliżej.
- Co mam teraz zrobić? - padło kolejne pytanie z jego ust.
- A co chcesz? - uśmiechnęłam się.
- Ehh... Ja bym chciał wiele...
Nie ukrywam, że wtedy się spięłam, ale czułam ciepło i bezpieczeństwo.
Jednak skończyło się na uścisku. Miłosnym uścisku.
- Dziękuję. - wyszeptałam mu do ucha.
- Za co? To ja powinienem dziękować, że poznałem kogoś tak wspaniałego jak ty. - odpowiedział.
Nie wiem czemu to zrobiłam, ale pocałowałam go w policzek. 
Spojrzał na mnie a potem powiedział, że nie wie jak mi się odwdzięczy.
Niestety ta chwila była zbyt piękna, by trwała wiecznie. Zadzwonił dzwonek do drzwi. W momencie, kiedy mogliśmy tyle zrobić. Porozmawiać, poznać się... Pokochać.


Jorge

Dlaczego, ja się pytam! Gdyby nie ten dzwonek, powiedziałbym jej wszystko, prosto z mostu!
Zrobię wszystko, żeby ze mną została, żeby mnie pokochała, żeby nie wyjechała, żeby... była ze mną już na zawsze... żeby kiedyś za mnie wyszła. Abyśmy stworzyli szczęśliwą rodzinę, mieli dzieci... W tym momencie chciałem się wrócić do niej, gdyby nie to, że dzwonek dzwonił uporczywie. 
Otworzyłem drzwi, a tam zastałem...


Diego

- Siema Jorge! - krzyknąłem do kuzyna.
- Diego... Po co przyjeżdżałeś?! Chyba wyprowadziłeś się do Hiszpanii...
- Tak... Ale wpadłem na dwa tygodnie i pomyślałem, że odwiedzę cię. - widać było, że nie jest zadowolony.
- Sory, ale mam gościa i pokój gościnny też zajęty, a z nią, raczej nie podzielisz się pokojem.
- Co ty, wreszcie sobie kogoś znalazłeś?! No no no... Muszę ją zobaczyć!
Wszedłem do salonu i zastałem tam dziewczynę... od podartego plakatu!
- No proszę, proszę... Kogo ja widzę! - zaśmiałem się.
- To wy się znacie? - zapytał kuzyn.
- Tak... - odpowiedziała dziewczyna, która nie wiedzieć skąd znalazła się w domu Jorge...

♪♥♪♥♪♥♪♥♪
Uwaga, SPOILER!
Nie martwcie się, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że Diego namiesza. Więc luziczek ;)
A podoba Wam się ten rozdział?

Mrs. Blanco




wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 11/ Centymetry

♥♥♥

Jorge

Siedzieliśmy wpatrzeni w siebie. Czułem to. Tą muzykę w jej sercu. Nie miałem zamiaru przestać. 
Jednak w pewnym momencie nie wiedziałem co mam zrobić, choć uczucie było niesamowite.
W mojej głowie było pełno myśli, a na dodatek czułem się jakoś dziwnie, ale...
wyjątkowo. Przysunąłem się odrobinę bliżej i zacząłem mówić słowa naszej piosenki:
- Chcę patrzeć na ciebie.
Chcę śnić o tobie.
Chcę przeżyć z tobą każdą chwilę.
Chcę cię przytulić.
Chcę pocałować.
Chcę ciebie mieć blisko siebie.
Przecież miłość jest tym co czuję.
Jesteś dla mnie wszystkim. - i wtedy coś sobie uświadomiłem.
Ta piosenka nie wzięła się znikąd, coś musiało spowodować to, że nam się przyśniła i postanowiliśmy ją dokończyć. Bo piosenki pochodzą z serca, a serce...
Nigdy nie czułem czegoś takiego...
- Jorge, coś się stało? - poczułem ciepły dotyk na ramieniu i cudowny głos.
- Nie... wszystko jest dobrze.
- Na pewno?
- Tak, tak. - uśmiechnąłem się do niej, a ona to odwzajemniła, co u niej było naturalne.
- To co mi dzisiaj proponujesz? - zapytała.
- Hm... nasz czas dobiega końca i trzeba go wykorzystać w należyty sposób...
- To może... Po prostu spędzimy ten dzień razem? Pospacerujemy, porozmawiamy, pozwiedzamy jeszcze odrobinkę. A potem pójdziemy gdzieś na obiad. Ja stawiam!
- O nie nie moja droga. Nie pozwalam! - zaśmiałem się.
Nie wiedzieć czemu zaczęliśmy się szarpać, gilgotać, aż przewróciliśmy się do takiej pozycji:
Ja padłem na łóżko, a ona na mnie. Nasze usta dzieliły centymetry.

Angie

Pablo wyjeżdża, a ja zostanę sama... Kocham go! A dla miłości zrobi się wiele... co ja mam robić? Marzę o tym, aby życie spędzić  z nim!
- Angie! - jego głos przerwał moje myśli.
- Słucham cie Pablo...
- Dostałem telefon... Nastąpiła nagła zmiana planów. W ostatnim tygodniu sierpnia wyjeżdżam już do Argentyny. - załamałam się. Mieliśmy tylko 3 tygodnie.
- Pablo... Ale nie możesz wyjechać!
- Wiem, że to nie będzie łatwe, ale proszę, uwierz mi, że... to ogromna szansa! - podszedł do mnie i przytulił.
- Ale Pablo... Ja cię kocham! - zdziwiony spojrzał na mnie, a potem pocałował.
- Angie, ja też cię kocham! Proszę... Wyjedź ze mną!
- Ja...? nie wiem co mam teraz zrobić... ale... Przemyślę to i jutro dam ci odpowiedź.

***
Angie podjęła decyzję już tego samego dnia.
Zadzwoniła do Pablo i oznajmiła mu, że...
- Kocham cię. Mam nadzieję, że pomożesz mi się spakować...

Od tamtej chwili byli już nierozłączni, gdyby nie jeszcze jedna sprawa, która straszliwie męczyła Angeles - Martina.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Nie chcę już pisać o Pablangie, więc czuję, że gdzieś ich wyśle, ale w końcu nie może być też nudno... Się zobaczy, chociaż oni będą zwykle bardzo rzadko ...
A myślicie, że dojdzie do pocałunku?
Chciałoby się, co?

Mrs. Blanco



niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 10/ Nasza droga.


♥♥♥

Martina

Nie wiedzieć czemu, złapałam go. Trzymałam najmocniej jak się dało. Nie bałam się jednak, bo jestem dziewczyną ze skate parku, a nie lalunią. Po prostu czułam potrzebę tego objęcia... Dawno tego nie czułam tego ciepła. On zdziwiony, odwrócił się i uśmiechnął. Odwzajemniłam gest. To było magiczne.

Kiedy dojechaliśmy kazał mi zamknąć oczy. Na wszelki wypadek zasłonił mi je swoimi dłońmi. Kiedy wreszcie zrozumiał, że nie będę podglądała, złapał mnie w pasie i prowadził. Dotarliśmy. Zdjął ręce z moich oczu. A ja... zaniemówiłam.
- Powiesz coś? Zaczynam się bać, że zaraz uciekniesz...  - powiedział śmiejąc się.
- Po prostu jeszcze nigdy żaden chłopak nie zrobił dla mnie czegoś takiego. - staliśmy nad wodą. Jedna ławka i koc. A na nim posiłek. Truskawki i pełno innych owoców. Do tego czekolada. Wokół tego drzewa. A na jeziorze... Jacht. Oświetlony piękny. Czułam się jak księżniczka.
Odruchowo przytuliłam go... Jednak nie czułam się, jakby to był przyjacielski uścisk, ale on... znaczył dla mnie coś więcej. Byłam pewna, że w tym momencie on mnie odepchnie, dlatego czym prędzej odsunęłam się, ale on przyciągnął mnie do siebie i zaczął mi coś szeptać do ucha...
- Pamiętaj Tini. Nie jestem ptakiem, żeby latać. I obrazu nie namaluję. Nie jestem poetą, rzeźbiarzem. Jestem tym, kim jestem. Z gwiazd nie potrafię czytać, i księżyca nie zniżę. Nie jestem niebem ani słoncem. Jestem po prostu sobą. - na te słowa lekko się odsunęłam i uśmiechnęłam.
- Jesteś taki jaki jesteś, dlatego tak lubię twoje towarzystwo. Nie jesteś jak inne gwiazdy, pokazujesz mi, że marzenia się spełniają. 
- A jakie jest twoje marzenie? - zapytał.
- Właśnie się spełnia. - odpowiedziałam, ale stwierdziłam, że to zaszło już za daleko, więc zaproponowałam, że zaczniemy już jeść. 
Nadal jednak zastanawiałam się, dlaczego stoi tu ten jacht. 

Jorge

Martina to cudowna dziewczyna. Uwielbiam ją. Szkoda, że niedługo będzie musiała wracać do Hiszpanii... Muszę zrobić coś, żeby tutaj została. Tutaj bym się nią zaopiekował, pokazał jaka jest.
- Tini. Chcę ci powiedzieć, że...
- Tak? - zapytała.
- Ten jacht. Dzwoniłem już do twoich koleżanek, że nie wrócisz na noc. Zamierzam wykorzystać jeszcze czas i chociaż odrobinę pokazać ci Argentynę. Dziewczyny dały mi twoje ubrania. - powiedziałem.
Ona po raz kolejny zarumieniła sie, czuła się jak wybranka losu, jak powiedziała. Niestety po chwili jej mina posmutniała...
- Co się stało? - zapytałem, a z jej oczu zaczęły spływać łzy.
- Dziewczyny, one... zostawiły mi list... Piszą, że nie mam po co wracać... To koniec tej przyjaźni, rozumiesz?
- Ale przecież zgadzały się na to, abym się tutaj z tobą spotykał. - powiedziałem.
- Co z tego... Teraz nie mam dachu nad głową, oddały mi tylko bilet na przelot. - oznajmiła zapłakana.
- Nie mów, że zostałaś bez dachu nad głową. 
- Tak, to masz pomysł gdzie zamieszkam???
- Owszem. U mnie. - powiedziałem.
Ponieważ siedzieliśmy jeszcze na ławce, przysunąłem się do niej. Nie wiem dlaczego to zrobiłem... Po prostu.. Czułem, że to będzie magia. Objąłem ją i powiedziałem, że teraz mam dla niej niespodziankę.


Martina

Weszliśmy na pokład. Pokazał mi mój pokój, a potem powiedział, że zrobi kolację. Siedziałam w pokoju i pisałam w pamiętniku.

On jest wyjątkowy. Jest jedyny. Tylko on mnie rozumie. Stał się moim najlepszym przyjacielem. To mi wystarczy. Na razie nie chcę nikogo więcej. Mamy jedno wspólne zdjęcie. Nie chcę go zgubić, dlatego wklejam ci je tutaj. 


Podczas kolacji długo rozmawialiśmy. Potem wyszliśmy na zewnątrz. Wziął gitarę i zaczął grać. Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem
- Co? - zaczął się śmiać.
- Skąd to znasz? - zapytałam.
- Przyśniło mi się.
- Ale... Mi też...

Potem razem dokończyliśmy tę piosenkę i nazwaliśmy ją "Nasza Droga".
I wtedy zrozumiałam, dlaczego te wszystkie gesty, dziwne uczucie przy oglądaniu jego zdjęć. 
Po prostu Jorge był moim ideałem. Tym chłopakiem, z którym chcę wkroczyć w dorosłość. 

♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪

Przepraszam, za tak długą przerwę. 
Nareszcie wróciła mi wena, więc postaram się dziś napisać jeszcze jeden rozdział. 
Przepraszam raz jeszcze. Nie uwierzycie jednak, co ich czeka. :)
Ale to tak w 12, 13 rozdziale, o ile nie dalej. Jutro postaram się napisać kolejne dwa.

Mrs. Blanco

PS. Dziękuję Patce hm za nominację do LBA, jutro będzie o tym post.


Kojarzycie scenę? Tak wyglądała ich rozmowa :)







niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 9/ Spotkanie

♥♥♥

Jorge

Dzisiaj miałem dziwny sen. Śniła mi się cudowna piosenka, ale cała była z... Martiną. To dziwne, że dzieją się takie rzeczy. Przecież dopiero co ją poznałem... Chciałbym się z nią jedynie zakumplować, ale nie od razu, aż tak bardzo... 


Kiedy zjadłem śniadanie i pora już była jako taka, postanowiłem zadzwonić do Tini. Nawet gdyby nie ten sen, to i tak miałem zamiar się z nią spotkać. Napisałem czym prędzej SMS-a. W następnej kolejności skierowałem się do szafy, aby wybrać jakąś odpowiednią koszulę. Wyszedłem z domu i pojechałem na zakupy. Postanowiłem, że przygotuję piknik w moim ulubionym miejscu. Tylko dla wyjątkowych osób...


Martina

Spacerowałyśmy akurat uliczkami Argentyny, kiedy mój telefon zabuczał. 
- Kto się do ciebie dobija? - zapytała Carla.
- Nie mam bladego pojęcia... - odpowiedziałam, bo sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie.

" Cześć. Czy możemy się spotkać dzisiaj o 18? Muszę z Tobą poważnie porozmawiać. Nie stresuj się tylko. Myślę, że to będzie miłe spotkanie.  Przyjade po Ciebie :). 
                                                                                   Jorge."

Zdziwiła mnie ta wiadomość. Wolałam nie zdradzać dziewczynom tej całej akcji, bo wychodziło na to, że chce porozmawiać w cztery oczy, a nie w cztery oczy i dwie dzikuski na dodatek... Ale cóż, za to kocham ♥. 
- Słuchajcie, może już lepiej wracajmy, co? - powiedziałam, bo do spotkania z kimś takim jak Jorge trzeba się było przygotować.
- Spoczko, ale może najpierw... Skoczymy do fryzjera, kosmetyczki a następnie do szafy? - Agnese zawsze musiała świetnie wyglądać. Fryzjera odwiedzała 5 razy w tygodniu, kosmetyczkę 7. 
- Dobrze, niech ci będzie... W końcu  jesteśmy na wakacjach! - odpowiedziałam.


Angie

Zgodnie z obietnicą postanowiłam spotkać się z Pablo.
Umówiliśmy się o 12 w parku. 
Kiedy już tam dotarłam, on czekał z bukietem hiacyntów, moich ulubionych kwiatów.
- Witaj. - pocałował mnie na dzień dobry, a ja odwzajemniłam gest. - to dla ciebie... mam nadzieję, że się podobają :).
- Od ciebie? Zawsze! 
- Angie, dobrze wiesz, że ostatnio między nami dobrze się układa i chciałbym, aby tak było już zawsze.
- Ja także Pablo... Ale do czego zmierzasz?
- Stwierdziłem, że już jesteśmy w takim wieku, że powinniśmy zakładać rodziny.. Byłoby to wręcz wskazane.
- Chyba mi się tutaj nie oświadczysz, prawda? - zaśmiałam się.
- Nie spokojnie... Ale... Wprowadź sie do mnie. Na stałe. Kocham cię.
- Oh, Pablo... Ja...
- Rozumiem, nie jesteś jeszczce na to gotowa... Ale chcę, abyśmy przed moim wyjazdem spędzali razem jak najwięcej czasu.
- Ale Pablo, ja chciałam powiedzieć TAK!


Jorge

Pojechałem i wszystko naszykowałem. Wybrałem tę godzinę, gdyż wiedziałem, że wtedy o zachodzie słońca będzie idealna pogoda na takie spotkanie. Kupiłem ciastka i zrobiłem sałatkę. Owocową. Kupiłem sok, ale nie truskawkowy, bo na niego mam uczulenie. Kiedy zbliżała się pora spotkania, wsiadłem na motor. 
Jechałem i jechałem, bo do hotelu w którym jest Tini z tamtego miejsca jest kawałek. W ostatnim momencie się jednak wróciłem do domu. Przebrałem się, bo byłem jednak trochę brudny. Wziąłem jeszcze gitarę, ale zanim się spotrzegłem wybiła godzina 17.45. Czas było ruszać. I to jak najprędzej.

Kiedy dojechałem Martina już czekała.
- Mam nadzieję, że nie czekałaś długo?
- Spokojnie, dopiero co wyszłam. - uśmiechnęła się.

Podałem jej kask. Ku mojemu zdziwnieniu, nie przejmowała się fryzurą. Była zupełnie inna niż wszystkie. 
Wsiadła na motor. Kiedy ruszyliśmy złapała mnie w pasie. Chyba się bała. 


♥♥♥
Rozdział już miał być skończony.
Chciałam dodać zdjęcie, ale nie dało się, bo nie było internetu...
Potem to się nie chciało wyłączyć, zaaktualizowałam, ale wiadomo, zapisało się. Przynajmniej tak myślałam.
Okazało się, że nie. I dlatego nie jest takie ciekawe. Nie chciałam, abyście tyle czasu czekali, dlatego jest to co jest, jednak mam nadzieję, że się przynajmniej w miarę zadowolicie ;(

Mrs. Blanco

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 8/ Nowe znajomości

♥♥♥

Martina

Otwarłam oczy. Zobaczyłam nad sobą jakiegoś przystojnego chłopaka. W jego oczach widać było troskę. Patrzyliśmy sobie w oczy. On uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest.
- Wszystko okej? - zapytał.
- Tak... - odpowiedziałam. 
- Poczekaj, pomogę ci wstać. 
- Tutaj jest to chyba niezbędne, no chyba, że chcesz zostać w tej pozycji już na zawsze.

Po chwili pomógł mi wstać. 
- Sory, rozrzuciłem twoje rzeczy. Poczekaj, pomogę ci je pozbierać. - zaproponował.
Oboje przycupnęliśmy, aby czym prędzej zebrać wszystko, co wyleciało mi z torebki. Agnese i Carla patrzyły zakochane. Nie wiedziałam, o co im chodzi. To tylko zwykły chłopak. Jednak kiedy nasze ręce dotknęły się, na pamiętniku, on spojrzał na mnie i zrozumiałam, że to... Jorge Blanco!


Jorge

Patrzyłem na nią. Jej włosy powiewały lekko na wietrze, a oczy błyszczały jak małe gwiazdki. Jednak widać było, że się speszyła, bo zabrała gwałtownie i płochliwie dłoń spod mojej. Postanowiłem, że trzeba się chyba przedstawić.
- Jestem Jorge. Tylko błagam, nie kwicz, ani nie rób nic takiego, bo z takimi przypadkami już wiele razy się spotkałem. Praktycznie zawsze. - uśmiechnąłem się.
- Spokojnie, nie jestem żadną taką psychofanką. - powiedziała również z uśmiechem. Pięknym uśmiechem. - ale uważaj, bo Agnese (wskazała na blondynkę) i Carla (tym razem na kruczowłosą) czasem tak się zachowują - te słowa szepnęła mi do ucha. Po chwili usłyszałem kwik.
-AAAAAAA!!!!!!!!! JORGE BLANCO! - dziewczyna miała rację.
- Ale ja jeszcze nie znam twojego imienia.. - powiedziałem.
- Ojej, gdzie moje maniery... Jestem Martina. Dla przyjaciół Tini. 

Potem długo rozmawialiśmy. Wydawała się być bardzo sympatyczna.


Martina

Jorge był bardzo miły. Dał mi nawet swój numer telefonu, gdybym chciała wycieczki po Argentynie. Kiedy już się zakwaterowałyśmy okazało się, że mój pokój jest na wprost domu Jorge. Przypadek? 
To wszystko było trochę dziwne, a z drugiej strony... Magiczne. 
Moje psiapsióły od razu zalały mnie pytaniami, jak to było, kiedy przytulał mnie Jorge, jaki ma dotyk dłoni, czy u niego w ramionach jest wygodnie. 
- Słuchajcie, on mi tylko pomógł uniknąć wypadku! Inaczej bym teraz pewnie leżała na łóżku z obolałymi kośćmi. 
- Tia, na pewno... - powiedziały tajemniczo.

Zasnęłam dość szybko i miałam nietypowy sen...



Śnił mi się Jorge... Że jesteśmy razem... Tacy szczęśliwi... Nie wiem czemu... On przecież mi się wcale nie podoba... A może się mylę? Nie, nie, nie... Martina, poznałaś chłopaka to tyle. To dziwne...

♥♫♥♫♥♫♥♫♥

Teraz się zaczyna.
Dlaczego Martina miała taki sen? A może Jorge także? 
Przekonamy się w następnym rozdziale!
Coś mi się wydaje, że w następnym rozdziale dużo się wydarzy. I to dobrego :)

Mrs. Blanco


niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 7/ Hola Argentina!

♥♥♥

Martina

Zaraz wychodzę do Carli. 
Nie mam do niej ani daleko, ani blisko.  Ona mieszka może tak z 4,5 ulic dalej. Pieszo z 10 minut.
Uściskałam tatę, Angie i Olgę, która jak zwykle życzyła mi miłej zabawy. Wyszłam z domu. 
Starałam się nie przechodzić przez przejście, na którym o mało co mnie nie potrącił samochód.
Nagle zobaczyłam jego. Tego głupka, "pana idealnego".
Szedł sobie z jakąś dziewczyną, miałam nadzieję, że mnie nie zobaczy. Myliłam się.
- O, witaj włóczęgo,gdzie dziś zmierzasz? - zapytał ironicznie.
- Ja przynajmniej wiem z kim "mam przyjemność". Przynajmniej wiem, jak masz na imię.

Na szczęście nie musiałam się z niczego tłumaczyć, ani wyzywać, czy tam dziękować. Nawet tej dziewczynie było wszystko obojętnie. Trochę to było dziwne, ale wolałam się nie wtrącać. Po chwili byłam już pod domem mojej przyjaciółki.

Dziewczyna przywitała mnie bardzo miło, a raczej jej mama, bo ona oczywiście jeszcze wszystko szykowała.
Zabrałam torbę i swoje kroki skierowałam do jej pokoju.
A był naprawdę piękny, bo jej rodzice naprawdę dużo zarabiali. Jeszcze więcej, niż mój tata!
Ściany były obklejone tapetą, ale nie taką zwykłą, tylko... miękką, jakby pościelą. Plazma, wieża i oczywiście - szafa obklejona plakatami. Ona miała naprawdę duuużo idoli, ale tylko jeden z nich zajmował to miejsce w jej sercu. Podobał jej się Jorge Blanco. No cóż, nie ukrywam, ja też go lubię, nawet bardzo... Nie chę o tym teraz mówić.
Rozebrałam się, a już po chwili w drzwiach zjawiła się Carla i Agnes.
-Hola Tini! Mam nadzieję, że ten półgłówek nie sprawił ci za dużo problemów? - skąd wiedziały, że go spotkałam?
-Śledzicie mnie? - zapytałam śmiejąc się -nie, na szczęście szybko dał mi spokój. - rzuciłam odpowiedź.
- No to co robimy najpierw? Mamy jeszcze 48 godzin do wyjazdu! - tym razem przemówiła Agnese.
Długo dyskutowałyśmy. Może z jakąś.... Godzinę? Aż zdecydowałyśmy się iść na zakupy, bo pewne rzeczy, których jeszcze nie mamy, będą nam bardzo potrzebne w Argentynie.
Jednak wcześniej musiałyśmy oczywiście zrobić sobie makijaż, bo w końcu źle wyglądałyśmy - to jest teoria Agnese. Po drodze do galerii wstąpiłam do fotografa, aby odebrać moje wielkie zdjęcie, na które czekałam cały miesiąc. Chciałam powiesić je u siebie w pokoju. Byłam tam w większości ja, ale także Angie, tata i Francisco. Pomimo tego, że czasem strasznie mnie denerwuje, kocham go. W końcu to mój brat ♥.


Taki kolaż planowałam od dawna. Kiedy poszłam do fotografa okazało się, że bardzo dużo kosztuje. Do tego szyba i ramka, którą znalazłam w internecie. Razem wyszło 2500 euro! Zbierałam miesiącami, aż się udało. Angie także sobie taki zamówiła, tyle że tylko ze sobą i ze mną. Jesteśmy bardzo ze sobą bardzo zżyte. Jest dla mnie jak przyjaciółka, jak... mama. Kiedy o niej myślę przechodzą mnie ciarki i zły napływają do oczu. Gdyby nie Angie, nie wiem jakbym sobie radziła. 
Moimi myślami byłąm tak daleko, że ominęłam galerię, jednak dziewczyny szybko obudziły mnie ze snu. 
Obeszłyśmy wszystkie sklepy... Miałyśmy już naprawdę wszystko. Potem zdecydowałyśmy iść na kolację - tak kolację, bo tyle nam te zakupy zajęły. Odwiedziłyśmy naszą ulubioną restauracje. 
Do domu wróciłyśmy metrem, bo nasze nogi odmawiały już posłuszeństwa.
Każda z nas zażyła gorącej kąpieli. Nie był to jednak koniec niespodzianek. Carla miała w domu kino domowe, gdzie obejrzałyśmy nasz ukochany film - 27 sukienek. Pora była jako taka, i zdecydowałyśmy się oglądnąć jeszcze "Viva High School Musical Meksyk: Pojedynek. Później dziewczyny poszły spać, a ja... Ja, nie wiedzieć czemu, nie wiedzieć dlaczego, nie mogłam. Myślałam o tym, że mam już 17 lat, i za lada moment, stanę się dorosła. Chciałam w tę dorosłość wejść z kimś, a nie sama. Mówiąc z kimś, mam na myśli chłopaka. Może i mój pokój tonął w plakatach, ale zdjęcia chłopaków trzymałam w pamiętniku. Otworzyłam zeszyt. Rozpoczęłam oglądanie fotek. Byli tam różni chłopcy - tacy, którzy kiedyś mi się podobali. Nagle z mojego sekretnika wypadło jeszcze jedno zdjęcie. Co z tego, że był to Jorge Blanco? Ja lubię tylko jego muzykę. Oczywiście gdybym go poznała chciałabym, aby został moim przyjacielem. Dumałam aż do czwartej nad ranem.

German

Nie wierzę, że Martina jedzie jutro do Argentyny. Mam nadzieję, że nie pozna tam jakiegoś chłopaka. Jeżeli tak się stanie, to ten młodzieniec pożałuje, że ze mną zadarł. 
- German, co ty robisz?! - zapytała Angie, która właśnie zeszła na dół.
- Nic, po prostu myślę, na głos. A poza tym co cie to tak interesuje? - odpowiedziałem, jednak nie byłem wstanie oderwać od niej wzroku. Ubrała się tak... Pięknie! Nie ukrywam, że byłam w niej mocno zakochany, ale zanim się dowiedziałem, że jest ciotką Martiny!
- Wychodzę i wrócę późno. Zaraz pewnie zasypiesz mnie pytaniami więc powiem od razu - umówiłam się z kimś na kolację. Zadowolony? - zapytała - coś ci się znowu nie podoba w moim stroju?
- Nie! Wyglądasz po prostu tak... 
- Nie kończ tego zdania! Dobranoc. - rzuciła ni z gruszki, ni z pietruszki.




Angie

Co jak co, ale teraz to przesadził. Jestem dorosła i mogę robić co chce i kiedy chce. 
Jeszcze nikt nie wie, ale ostatnimi czasy spotykam się z Pablo. To mój przyjaciel z pracy, ze STUDIO. Ostatnio poczułam do niego coś więcej, niż tylko przyjaźń...

Kiedy dotarłam Pablo przywitał mnie swoim pięknym uśmiechem. 
- Angie, tak się cieszę, że przyszłaś! - powiedział. 
- Pablo, tego wieczoru, musimy poważnie pogadać. - odpowiedziałam. 
- Tak, Angie, ja też mam temat do poruszenia. - mina mi zbladła. O czym chce ze mną rozmawiać Pablo?

***
Kiedy już zjedliśmy kolację, postanowiliśmy iść na spacer. Było bardzo romantycznie. Doszliśmy do jeziora i usiedliśmy na ławce. Spojrzałam na niego, a on na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Miałam nadzieję, że ta chwila nigdy się nie skończy. Moje serce biło jak szalone. Nie mogłam tego trzymać dłużej, dlatego zrobiłam to.
- Pablo, kocham cię. - na te słowa przysunęłam się bliżej i pocałowałam go.  Ta chwila była tylko nasza i taka magiczna. Chwyciłam go za szyję, a on mnie w pasie. Po chwili odpowiedział:
- ja ciebie też, Angie. Zawsze cię kochałem i czekałem na tę chwilę od kiedy się poznaliśmy. Śniłaś mi się właśnie w takim momemncie, ale bałem się, bo sny się ponoć nie spełniają... 
- Ale ten chyba był wyjątkiem - uśmiechnęłam się.

- Angie, ale... - przerwał.                                
- Co się stało? - zaniemówiłam.
- Bo widzisz... Dostałem awans na dyrektora innego STUDIO...
- To świetnie! Ale, nie rozumiem, dlaczego się nie cieszysz? Zawsze o tym marzyłeś!
- Bo... To STUDIO... Jest... W Argentynie.

Posmutniałam. Potem do końca spotkania milczeliśmy. W momencie, kiedy przyszedł czas pożegnania postanowiłam, że to nie może się tak skończyć.

- Pablo, a kiedy jedziesz?
- Wyjeżdżam na początku wakacji przyszłego roku.
- Czyli jednak mamy jeszcze czas.
- Na co czas? - zapytał.
- Czas na nas. - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek. - Dobranoc. - dodałam.
- Angie! - krzyknął kiedy wychodziłam. - proszę, spotkajmy się jutro. Potrzebuję cię teraz.
- Dobrze, a więc do jutra.


Martina        
Za nim się spostrzegłam nastał poranek. Zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy zapakować wszystko co kupiłyśmy. Kiedy wszystko było włożone zapakowałam coś, co założę tylko na wyjątkowe okazje, a mianowicie kilka takich stylizacji...








Przed odlotem wróciłam jeszcze na chwilę do domu, aby się pożegnać. Tata zrobił mi bardzo miłą niespodziankę. Załatwił nam bilety w najbardziej ekskluzywnych samolotach. Wypożyczył nam także cudowny, biały samochód (Agnese już ma prawko).

Na lotnisko zawiózł mnie Ramallo, ale zanim się to stało, musiałam jeszcze iść do Angie. 
Niestety nie miała dzisiaj dobrego humoru. Obiecałyśmy sobie, że będziemy mailować, sms-ować i dzwonić do siebie. Powiedziała, też, abyśmy nie musiały tyle płacić, opłaciła mi rozmowy zagraniczne.
Ciocia odwiozła mnie na lotnisko. Ucałowałam wszystkich - Olgę, Ramallo, tatę, a przede wszystkim Angie. Zabrałam ze sobą pamiętnik i zdjęcie mamy. Nie zapomniałam też o moim powierzycielu sekretów. ;)

Nim się obejrzałam, wzlecieliśmy w górę. Z dziewczynami dłuugo rozmawiałyśmy.
Kiedy one już nie mogły (tutaj chodzi mi o to, że poszły spać) wyjęłam z torebki pamiętnik  i zaczęłam pisać. Pisałam i pisałam aż do nocy. Kiedy pojawiły się turbulencje, z zeszytu wyleciało zdjęcie. Tak, to samo, co wtedy u Carli...

Otworzyłam oczy i niedługo później  dolecieliśmy. 
Kiedy wyszłyśmy na lotnisko, krzyknęłyśmy

Hola Argentina!
Niestety, słońce grzało tak mocno, że nie zauważyłam, że asfalt jest nierówny. Przewróciłam się.
Nie spadłam jednak na twardy grunt, ale w czyjeś ręce. Moje oczy cały czas były zamknięte. 
Było mi tak cudownie, że wolałam ich nie otwierać...
♫♫♫♫♫♫♫♫♫

Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo... Ten jest meeeeega długi. To miały być 2 rozdziałi, a sie zrobił jeden :).
Blog niedługo zostanie wyremontowany :).
A jak myślicie? Kto złapał Martinę? :)

Mrs. Blanco





niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 6/ Leć wyżej, a zobaczysz.

♥♥♥


Martina

Oh, tak bardzo się cieszę, że tata sięz zgodził!
Zadzwoniłam już do Agnese i Carli, dzięki czemu... 
No właśnie, co ja mam teraz zrobić? 
W ostatnim momencie przypomniało mi się, że jutro śpimy u Carli. Postanowiłyśmy, że do wyjazdu przygotujemy się razem. Pójdziemy na zakupy, pewnie zaliczymy KFC, spakujemy się, pogadamy i zaplanujemy wyjazd. Po chwili zamyślenia postanowiłam napisać coś w pamiętniku.

"Wiem, że istnieją chochliki i elfy
  i że próbowanie jest lepsze niż nic.
  Nie zatrzymuj się, nie pilnuj niczego,
  Leć wyżej, a zobaczysz.

  Idę tam, gdzie wieje wiatr.
  Dzisiaj mówię to, co czuję.
  To jest mój czas
  I idę tam, gdzie chce."


Niedługo później wyciągnęłam keyboard i zaczęłam grać.





Angie

A jednak, German zrobił to! Pozwolił jej, bez moich argumentów.
Byłam w szoku. To nie było do niego podobne. 
Moją radość jednak przerwała jakaś cudowna muzyka dochodząca z góry.

"To pewne, że słyszałeś mnie mówiącą.
O tym, co można zrobić,
o magii, którą ma spiewanie.
I bycie tym, kim chcesz być.
Już nie ważne, co mogłoby się stać,
Tylko to, co masz do zrobienia,
kolor, którego użyjesz do malowania,
to co myślisz, i pędzel."



Te słowa mnie wzruszały. 
Chciałam wiedzieć, kto jest ich autorem.
Szłam powoli za dźwiekami muzyki. Minęłam już schody. Otworzyłam drzwi.



Martina


Usłyszałam dźwięk naciskanej właśnie klamki.
Do pokoju weszła Angie.

- Tini, to TY śpiewałaś? - zapytała.
- Tak Angie. - odpowiedziałam.
- Nie rozumiem, skąd u ciebie pomysł na coś tak pięknego?

Nim się spostrzegłam leżałyśmy na łóżku i zaczęłyśmy oglądać album ze zdjęciami.

W pewnym momencie powiedziałam:

- Bo w życiu już tak jest Angie. Leć wyżej a zobaczysz.




♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Jestem beznadziejna...
Krótkie i głupie ;(
Dawno nie było rozdziału, a ten pisałam na szybko.
SORRY

Mrs.Blanco

Chat~!~