środa, 9 lipca 2014

Rozdział 16/ Impreza.

♥♥♥

Martina

Wracając do "domu", dziewczyny weszły jeszcze na chwilę. Taką chwilę, że siedziały ze mną do pierwszej w nocy... Ale Jorge mówił mi, że mogą przychodzić kiedy chcą. Uwielbiam go. 
- Cześć! - zawołał, kiedy zobaczył całą ekipę - zakupy udane?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - stwierdziłam.
I nagle on usiadł przy fortepianie i zaczął grać Naszą Drogę. Widziałam już miny dziewczyn. Usiadły.
I on zaczął śpiewać. Uśmiechnął się do mnie i jakoś tak samo wyszło, że do niego podeszłam i zaczęłam śpiewać razem z nim. Złapaliśmy namiętny kontakt wzrokowy. Kiedy skończyliśmy, wszystkie zaniemówiły. On odwrócił się, jakby coś się stało. Nie chciałam, żeby tak cudowny człowiek był smutny. Pobiegłam szybko za nim. Odwrócił się, a ja wskoczyłam na niego. Złapał mnie. Bluzka z tyłu miała guziki. Niektóre się poodpinały, ale on i tak bardzo mocno mnie przytulił.
- Martina, nie wyjeżdżaj, proszę! - pocałował mnie w ramię.
- Ale ja muszę, rozumiesz?
- Oddam Ci pieniądze za bilet!
- Tu nie chodzi o pieniądze.
- To o co? - nie rozumiał w dalszym ciągu.
- O... mojego tatę.



Jorge


Czym prędzej wyszukałem numer jej ojca. Wziąłem telefon i... zadzwoniłem.
- Tak słucham? - usłyszałem poważny głos.
- Dzień dobry, nazywam się Jorge Blanco.
- Czego chcesz dziecko?
- Dzwonię w sprawie Martiny. Chciałem pana prosić, aby mogła zostać jeszcze w Argentynie. Tydzień dłużej, nie więcej.
- Ty sobie ze mnie kpisz?
- Nie, proszę się nie rozłączać!
- Jorge, moja córka jest już u was cały miesiąc. Ledwo co się zgodziłem, ona ma 17 lat! 17 lat...
- Wszystko w porządku proszę pana?
- Tak... Mów dalej, proszę, tylko nie mów do mnie "proszę pana". Możesz do mnie mówić German. - byłem w szoku. Twardy mężczyzna w ciągu jednej rozmowy stał się kimś wyjątkowo łagodnym.
- Dobrze, więc... Martinę poznałem na lotnisku, kiedy po prostu złapałem ją, kiedy prawie się przewróciła. Kolejne spotkanie odmieniło jej wyjazd. Przyjaciółki znienawidziły ją za to, że mnie poznała. Została bez dachu nad głową, dlatego wziąłem ją do siebie. Staliśmy się nierozłącznymi przyjaciółmi. Dzisiaj poznała kilka nowych dziewczyn i stworzyły nową paczkę. Zazdroszczę, że ma pan kogoś tak cudownego, pięknego i o tak ślicznym głosie w domu. Tini jest wyjątkowa. Odmieniła moje życie. - Wzruszona dziewczyna podbiegła do mnie i przytuliła najmocniej jak mogła. Pocałowałem ją w głowę i także przytuliłem. Mi także poleciała łza.
- Jorge, dziękuję, że zaopiekowałeś się moją córką. Tydzień.
- Ale co tydzień?
- Macie tydzień.
- Naprawdę?
- Ten tydzień jest TYLKO dla was. Dla waszej dwójki. - rozłączył się.
- I co? - zapytała szatynka.
- Tydzień.
- Co tydzień?
- Mamy tydzień.
- Tydzień na co?
- Tydzień dla nas.
- Czy to znaczy, że..
- Martina zostajesz! - sam nie wiem jak to się stało, ale złapałem ją za nogi, podniosłem i zakręciłem.
A kiedy już stanęła na twardym gruncie, złapałem ją powoli w pasie, ona objęła moją szyję...


Mechi

Pomimo tego, że z całego serca im kibicowaliśmy, stali się trochę... za słodcy. 
Zapomnieli, że jesteśmy jeszcze tutaj, ale co tam, chociaż wpadł nam do głowy pomysł, który spowoduje, że oboje zrozumieją, że są sobie przeznaczeni.
- Ehm. - odchrząknęła Cande.
Obrócili się. Widać było ich zakłopotanie, ale to na szczęście szybko przeszło.
- No to trzeba uczcić to, że zostajesz jeszcze tydzień! - powiedziałam.
- Co wy znowu wymyśliłyście? - zaśmiała się Tinita.
- Jutro jest sobota i... - zaczęła Lodo.
- IMPREZA! - skończyła Alba.
- Proponuje, żebyś dzisiaj szła do nas na Piżama Party. Pójdziemy na miasto, a potem wieczorem spotkamy się. - poinformowała Cande.
- Ale gdzie? - zapytała nieco oszołomiona szatynka.
- Jutro jest wielki bal znany na całe Buenos Aires! - powiedziałam.
- Ale czy to znaczy, że trzeba mieć balowe suknie? - ponownie odezwała się brązowowłosa.
- Nie! Każdy zakłada to co chce, byleby ładnie wyglądać. - zaśmiałam się.
- Ja jestem za. - poinformował nas Jorge.


Martina

I rzeczywiście wszystko szło zgodnie z planem. Prawie całą noc wybierałyśmy stroje. A kiedy nadeszła pora na mnie...
- Co ja założę? - zapytałam zmęczona. Przez dłuższy czas nie otrzymywałam odpowiedzi.
- Żółtą pastelową sukienkę! - aż podskoczyłam.
Jakby nie było, była prześliczna, więc się zgodziłam.
Następny dzień przeleciał w tempie błyskawicznym, na... szaleństwie. Latałyśmy po sklepach, w poszukiwaniu biżuterii dla dziewczyn, nowych butów a potem od fryzjera po kosmetyczkę.

Nadeszła godzina balu. Alba i Cande krzątały się na parterze domu Lodo (tam odbyła się nasza piżamowa impreza). Mechi, Lodo i ja malowałyśmy jeszcze paznokcie. 
- Myślicie, że ktoś mnie w ogóle poprosi do tańca? - zapytałam nieśmiało.
- Oczywiście! Wszyscy będą patrzeć tylko na ciebie i Jorge, jak tańczycie do wolnego kawałka... - Mechi to ma pomysły...
- Przestań. Przecież ja mu się w ogóle nie podobam. - zaprotestowałam.
- Masz rację. Ty mu się nie podobasz. Nie, wcale... I on wcale nie patrzy na ciebie i w twoje oczy jak na ósmy cud świata. - powiedziały dziewczyny.
I kiedy miała rozpocząć się bitwa na poduszki, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Dziewczyny, Jorge przyszedł! - zawołała Alba.
Jeszcze przez chwilę się śmiałyśmy, a potem zeszłyśmy na dół. No, one zeszły, bo ja musiałam jeszcze pogadać sama do siebie w lustrze, aby dodać sobie otuchy. Nagle usłyszałam głos Jorge. I stwierdziłam, że pora zejść.

Przy schodach wzięłam głęboki wdech. I ruszyłam, powolutku, bo chyba po raz pierwszy miałam na sobie takie buty. Po chwili przyspieszyłam, bo zauważyłam, która godzina.
- Przepraszam, że tak długo.... - szukałam różnych wyjaśnień. Nie zauważyłam nawet, że Jorge rzeczywiście patrzył na mnie jak na ósmy cud świata... Mechi (moja kochana) musiała mu zamknąć buzię, bo sam najwyraźniej nie był w stanie tego zrobić. Kiedy wreszcie go zobaczyłam, sama pomyślałam, że jest jeszcze... przystojniejszy. Miał na sobie piękny garnitur.
- Coś się stało? - zapytałam po chwili, gdyż on nadal pożerał mnie wzrokiem.
- Nie, wszystko okej... Po prostu... Cudownie wyglądasz. - w tym samym momencie na mojej twarzy pojawił się ogromny rumieniec. Dziewczyny już zaczęły szeptać.
- Dobrze gołąbeczki, chodźmy już. - powiedziała Cande.

Kiedy wyszliśmy na zewnątrz nie mogłyśmy uwierzyć własnym oczom. Przed nami prezentowała się długa, biała limuzyna.
- Niespodzianka.... - zawołał Jorge.



Jorge

Dziewczyny były podekscytowane. Kiedy dotarliśmy na miejsce, Mercedes, Candelaria, Lodovica i Alba znalazły szybko chłopaków, którym miały towarzyszyć. Tylko Martina pozostawała bez pary.
Kiedy znaleźliśmy stolik, a raczej stół, bo zrobiło się nas praktycznie dwa razy tyle, bal akurat się rozpoczął.
- Witam wszystkich na balu XXI wieku Buenos Aires! - powiedziała konferansjerka. -tegoroczny bal, rozpoczniemy jak zwykle od wybrania króla balu. Zostaje nim.... Jorge Blanco! - kiedy usłyszałem swoje nazwisko, spojrzałem na dziewczyny. Śmiały się, i zrozumiałem, że to one mnie zgłosiły... Ruszyłem na scenę. Kiedy już się na niej znalazłem, usłyszałem pisk jakiś psychofanek, dlatego zaraz później postanowiłem, że dam im autografy i po sprawie, bo tego chciały.
- Oto król tegorocznego balu! - kiedy już stałem na scenie padły takie właśnie słowa. 
- Tradycją naszego balu, jest także, że mężczyzna wybiera dziewczynę, która spędzi z nim resztę wieczoru, przy "królewskim stole". - akurat otrzymałem mikrofon.
- Jej, dziękuję za wybranie mnie... Ale przejdźmy do rzeczy. Na tej sali jest dziewczyna, która wywróciła moje życie do góry nogami. Kiedy ją poznałem, nie sądziłem, że będzie to aż tak obiecująca znajomość, a teraz już przyjaźń. Choć znamy się dopiero od miesiąca, ja czuję się, jakbym znał ją całe życie. Jest piękna nie tylko zewnątrz, ale także wewnątrz. Każdy dzień przez cały miesiąc spędzony z nią był udany. Nie jest to jednak żadna znana aktorka, modelka piosenkarka. To tylko i wyłącznie moja, prywatna gwiazda, dzięki której zrozumiałem co znaczy być szczęśliwym. Dlatego chciałbym, aby na tej scenie znalazła się... Martina Stoessel. - ujrzałem, że płacze, ale z uśmiechem. Po chwili przyszła do mnie.
- Naprawdę tyle dla ciebie znaczę? - zapytała we łzach. 
- A czy kiedykolwiek cię okłamałem? 
Przytuliłem ją. Po chwili otrzymała bukiet kwiatów. Otarła swoje łzy, i razem ze mną zapozowała do zdjęcia.
Po chwili razem z przyjaciółmi siedzieliśmy przy "królewskim" stole. 
Usłyszałem jedną z moich ulubionych romantycznych piosenek.
- Czy mogę prosić cię do tańca? - zapytałem Martinę. Ta wstała. Ruszyliśmy na parkiet.
- Pięknie tańczysz... - wyszeptała mi do ucha.
- Uczę się od ciebie... - odpowiedziałem. 
Prowadziliśmy długą rozmowę, która tak naprawdę składała się głównie z komplementów. 
W taki sposób przemijała znaczna część wieczoru, a raczej już nocy. Nagle usłyszałem znajomy głos.
- No proszę, kogo to moje oczy widzą... 
- Stephie, co ty tutaj robisz? - zapytałem moją byłą.
- Zapomniałeś? Zawsze tutaj jestem.
- Odczep się od niego. - podeszła do mnie Martina.
- Ha, bo co? Jestem bliżej Jorge niż ty. Ojejku, zazdrosna? - zaśmiała się.
- Słuchaj, jeszcze raz powiesz coś do niej takim tonem! - zacząłem bronić Tini, którą akurat przytuliłem.
Po chwili Stephie zaczęła próbować przemocy, jednak jej się to nie udało, bo akurat przyszła ochrona.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła, hmm? - zapytała szatynka.


Kiedy wszyscy zaczęliśmy być zmęczeni, oznajmiłem, iż zarezerwowałem pokoje. Jednak dziewczyny stwierdziły, że jadą do domu. Zostaliśmy sami z Tinitą. Wzięliśmy więc wszystkie rzeczy i ruszyliśmy w stronę recepcji.

- Dobry wieczór, miałem rezerwację. Jorge Blanco. Pokój dwuosobowy.
- Tak jest, proszę to pański klucz.
Kierowaliśmy się pięknymi korytarzami, do apartamentu z cudownym widokiem.
Dobrze, że dziewczyny spakowały Martinę... Znowu.
Kiedy zobaczyliśmy już pokój, byliśmy mocno zdziwieni.

Martina

Pokój rzeczywiście był piękny. Szkoda tylko, że z łóżkiem małżeńskim.
Zrozumiałam, że wszystko doskonale ustawiły. A to zgagi! 
Umyłam się i ubrałam w pidżamę, bo nic innego nie mogłam zrobić.
Kiedy weszłam z powrotem do sypialni, Jorge nie było. Widocznie poszedł wyjaśniać wszystko w recepcji. Pewnie wracając sam skorzysta z toalety. Musiałam na niego czekać, żeby dowiedzieć się co dalej.
Nie pozostało mi nic, jak pisać w pamiętniku.

Chwilę później przyszedł Jorge. Był już w piżamie.Spojrzeliśmy na siebie z zawstydzeniem. Po chwili poszłam w stronę łóżka. Myślałam, że jednak położy się obok, albo na drugim końcu tego szerokiego łóżka. Wybrał jednak sofę.
Próbowałam zasnąć. Nagle zauważyłam, że Jorge jest naprawdę zimno. Wzięłam więc gruby koc i go przykryłam. Robiąc to on spojrzał na mnie.
- Też nie możesz zasnąć? - zapytał. Pokiwałam głową.
- Przepraszam...
- Spoko, ja też kiepsko zachowałem.
Wstał, przytulił mnie.
- Słuchaj, ehm... Tutaj jest rzeczywiście chłodnawo... Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli jednak położę się w łóżku? Spokojnie, na samym końcu.
- Hah, oczywiście.
O dziwo teraz zasnęłam bezproblemowo.

Kiedy rano się obudziłam, zauważyłam, że jestem przytulona do Jorge. W tym samym momencie, on się obudził. Byliśmy skrępowani.
- Przepraszam, nie wiem jak to się stało... - powiedziałam.
- Spokojnie, ale dobrze ci się spało? - zaśmiał się.
- Zejdźmy teraz na śniadanie, a potem pójdziemy na plażę. Co ty na to?
- Jak na lato! - nie mam poczucia humoru... ;p

Reszta dnia minęła nam na rozmowach i kąpieli. Było bardzo romantycznie. Raz nawet prawie się pocałowaliśmy.
Kiedy wróciliśmy do domu Jorge było już późno. Od razu poszliśmy spać. Jednak tym razem, już każdy sam.


♥♥♥
Sory, żę to tak długo trwało ;p.
Miałam problem szczerze mówiąc z napisaniem tego rozdziału, nie wiem czemu... To był ostatni rozdział z Argentyny. Mam nadzieję, że Wam się podobał :)
Następny postaram się napisać już jutro. Proszę o komentarze :)
Podoba Wam się szablon? To dzieło Alby Rico, która stała się właśnie techniczną na blogu :) Ona będzie odpowiedzialna za szablon :)

Do zobaczenia!
Mrs. Blanco

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 15/ Nowa paczka.

♥♥♥

Martina

Kiedy rano się obudziłam, na stoliku stało śniadanie. Świeże pieczywo i coś, co mnie lekko roześmiało. Parówkowe serce, a w nim jajko. Smaczne, nawet bardzo. Do tego szklanka soku pomarańczowego i miseczka świeżych owoców. Na tacy leżała jeszcze mała karteczka:
"Przepraszam, ale musiałem na chwilę wyjść. Niedługo wrócę. 
                                                                                          Jorge :) "


Nie pozostało mi nic innego jak poczekać. Ubrałam się, a że nie przychodził już dość długo postanowiłam w tempie błyskawicznym wyskoczyć do sklepu obok. Kupiłam potrzebne składniki i upiekłam muffinki czekoladowe. Potem zrobiłam krem i ozdobiłam je malinami. Nie ukrywam, że trochę pobrudziłam się kremem, więc poszłam się czym prędzej przebrać w ładną, białą bluzkę w kwiaty i szorty w niebieskie wzorki. Do tego czarne sandały-japonki. Oczywiście włosy związałam w koński ogon i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Dziś jest wyjątkowo gorąco. Założyłam jeszcze zegarek, kolorowe kolczyki i bransoletkę i naszyjnik od Jorge.
Oczywiście zrobiłam lekki makijaż. Wzięłam torebkę, bo już miałam wychodzić, a wtedy zjawił się Jorge.
- Dzień dobry! - uśmiechnął się.
- Cześć. - przytulas przyjacielski oczywiście musiał być.
- Co tak pachnie? - zapytał.
- Zajrzyj do kuchni.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a następnie skierował się do pomieszczenia, które mu wskazałam.
- Nie musiałaś, naprawdę! - przytulił mnie raz jeszcze.
- Cieszę się, że lubisz.
- UWIELBIAM!

Porozmawialiśmy trochę i pojedliśmy muffinki. Niedługo później stwierdziłam, że już pora iść.
- Jorge, minęła 12. Pójdę już. Muszę coś przywieźć starszemu bratu...
- Na pewno nie chcesz, żebym poszedł z tobą? - ta jego troska...
- Nie, dzięki. - uśmiechnęłam się - to jednak nie to co babskie zakupy. - otwierałam w tym samym czasie drzwi.
- Czy ktoś tu mówił o babskich zakupach?

Mechi

Dziewczyna stała nadal zaszokowana całą sytuacją.
- Jorge uszczypnij mnie. - powiedziała.
- Nie będę ci robił krzywdy, bo nie ma po co!
- Dziewczyno, uspokój się. Jesteśmy zwykłymi dziewczynami!
- Aha, i jesteście aktorkami, niektóre jeszcze piosenkarkami i modelkami.
- Może za chwilę się ocknie.
- Niespodzianka... - szepnął jej do ucha Jorge. Oj, coś się kroi.
Po chwili ślicznotka (bo jak na razie nie znam jej imienia, a urodę ma... no jest śliczna), rzuciła się na szyję naszemu przyjacielowi. On także ją objął, widać było tę więź między nimi. 
Spotkał się dziś z nami i porozmawiał o tym, że jest ktoś na komu mu straszliwie zależy i na każdym kroku stara się, aby czuła się u niego jak najlepiej. Powiedział, że wziął ją do siebie, kiedy jej byłe przyjaciółki oznajmiły jej, że to koniec ich przyjaźni. Były zazdrosne. Opowiadał też, że wiele razy znaleźli się w  takiej sytuacji, kiedy miał ochotę ją pocałować, jednak nie robił tego (jak na razie...).
- To co, gotowa? - powiedziała Lodo.
- Chyba tak... - powiedziała uradowana. 
Wychodząc pocałowała jeszcze Jorge w policzek. A on zaczerwienił się jak burak. To takie słodkie... ♥


Alba

- Proponuję najpierw dokładniej się poznać. - zaproponowałam. - To jest Mechi,
 Lodo, Cande i ja, Alba. A ty jesteś...
- Martina. Dla przyjaciół Tini lub Tinita. - powiedziała już bez skrępowania z uśmiechem od ucha do ucha.
- Może najpierw zaliczymy jakąś kawiarnię? - zaproponowała tym razem Candelaria.
- Zgoda! - krzyknęłyśmy wszystkie.
Po chwili zamówienie było już złożone. Czekałyśmy na nasze cappucina. 




Po wyjściu z kawiarni czułyśmy się jakbyśmy się znały całe lata.
- Patrzcie, budka na zdjęcia! - krzyknęła Mechi. - idziemy?
Nie trzeba było długo czekać, bo już po chwili wyjechała taśma z masą fotek, z których potem miałyśmy taki ubaw, że rozbolały nas brzuchy. 


Chwilę później byłyśmy pod galerią.
Rozpoczął się nasz szał zakupowy.





Lodovica


- Zobaczcie jaka cudowna sukienka! - krzyknęła Tini.
I rzeczywiście tak było. Tak naprawdę, był to cały zestaw.
Sukienka, buty i torebka oraz biżuteria.
- Ty na pewno będziesz ładniej w niej wyglądać niż dziewczyna na wystawie.
- Jorge na 100 procent się spodoba. Gwarantuję ci to. - powiedziała Mechi.
- Słucham?! - zapytała lekko wzburzona Martina.
- Myślisz, że tego nie widać? - zaśmiała się Alba.
- Przecież widać, że między wami jest chemia... - stwierdziłam.
Potencjalna właścicielka sukienki lekko się zarumieniła.
Po chwili wszystkie weszłyśmy do sklepu i czekałyśmy z napięciem, aż Tinita pokaże się w pastelowej sukience. Po chwili wyszła.
- I jak wyglądam? - zapytała.
- Jak milion dolców! - krzyknęła Candelaria.
- Musisz ją kupić! - powiedziałam.
- Ale... cena jest jak dla mnie lekko za wysoka. - posmutniała.
- W takim razie my ci ją kupimy! - powiedziała Mechi.


Candelaria

Martina dziękowała nam tyle razy, że nie można było zliczyć. Oprócz tego oczywiście kupiłyśmy dużo innych rzeczy, ale to był główny cel. Kiedy stwierdziłyśmy, że już mamy dość, poszłyśmy na obiad. 
Czekając na zamówienie non stop rozmawiałyśmy.
- Masz śliczny naszyjnik. - stwierdziła Mechi do Martiny.
- Dziękuję. Dostałam go niedawno.
- Hm... Niech zgadnę. Od... - powiedziałam
- Jorge! - krzyknęły dziewczyny.
- I co z tego? - szatynka ponownie się zarumieniła.
- Dziewczyno, to jest przeznaczenie, rozumiesz? - próbowałyśmy jej to wytłumaczyć.
- Jedna piosenka nic nie znaczy. 
- Piosenka? Macie wspólną piosenkę?! - Alba...
- Zaśpiewaj! - namawiałyśmy ją, aż w końcu się zgodziła.
- "Tyle czasu chodząc z tobą.
Pamiętam dzień w którym cię poznałam.
Miłość we mnie urodziła się
Twój uśmiech mnie nauczył
Że za chmurami zawsze będzie słonce.
Zdradzę tobie że bez ciebie nie mogę żyć.
Światłem na drodze jesteś dla mnie.
Odkąd moja dusza cię zobaczyła.
Twoja słodycz mnie opakowała.
Kiedy jestem z tobą zatrzymuje się zegar.
Czujemy to oboje, serce nam to mówi
i ucho słyszy delikatny nasz szept. 

Chcę patrzeć na ciebie
Chcę śnić o tobie
Przeżyć z tobą każdą chwilę
Chcę cię przytulić
Chcę cię pocałować
Chcę cię mieć blisko mnie.
Przecież miłość jest tym co czuję.
Jesteś wszystkim dla mnie.


Chcę patrzeć na ciebie
Chcę śnić o tobie
Przeżyć z tobą każdą chwilę
Chcę cię przytulić
Chcę cię pocałować
Chcę cię mieć blisko mnie.
Jesteś tym czego potrzebuję.
Przecież to co czuje to 
miłość...


Nawet nie zauważyłyśmy, jaki tłum zebrał się wokół nas. Martinę obudziły dopiero brawa.
- Jest przepiękna! - stwierdziłyśmy jednogłośnie.
- Wiecie co, cieszę się że was poznałam. 
- Nie przesadzaj... - powiedziała Lodo.
- Teraz nareszcie mamy komplet! - Alba jak zwykle nie dokończyła.
- Komplet czego? - zapytała Tini.
- Od dziś jesteś w naszej paczce!

Była w siódmym niebie.


♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

I jak? Poniedziałek,  a tu rozdział!
Długi i ciekawy mam nadzieję. Czekam na Wasze opinie w komentarzach.
UWAGA! Oto ostatnia statystyka weekendowa, za którą Wam meeeega dziękuję ♥

SOBOTA - 121
NIEDZIELA - 248
PONIEDZIAŁEK - 80 

DZIĘKI!


Mrs.Blanco


PS. Przez przypadek na kliszy dodałam zdjęcie Angie. SORY!

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 14/ Wieczór... prawie idealny.

♥♥♥

Martina

Powoli dochodziła godzina kolacji. Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ ma to być bardzo droga restauracja. Ale, co ja na siebie włożę! Stwierdziłam, że ani jeden z zestawów na wyjątkowe okazje które zabrałam nie nadają się na... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę. Czy to jest... randka?! 
Byłam jeszcze bardziej podekscytowana, ale może też lekko zdenerwowana. Nie, nie... to tylko zwykła kolacja. Z Jorge Blanco. Aktorem o nieziemskim głosie, wyjątkowym stylem tańca, świetnym stylem ubierania i... Urodzie z kosmosu... Takim przystojnym, że... awwww.... A może ja bym chciała żeby to była randka? No cóż, mam jeszcze dość czasu aby skoczyć do sklepu. To też zrobiłam, a przy okazji odwiedziłam fryzjera i kosmetyczkę, ponieważ nie jestem tak zdolna jak one. Kiedy wróciłam miałam pół godziny. Ubrałam się i spojrzałam na siebie w lustrze i powiedziałam:
" No. Teraz już jesteś gotowa Tinito. Jesteś ładna, myślę że fajna, teraz brakuje ci już tylko... chłopaka. Szkoda, że tacy nie spadają z nieba"... 
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Możemy już jechać? Jesteś gotowa? - wszedł i...

Jorge

Patrzyłem na nią jak na anioła. Jej cudowne usta lekko się uśmiechnęły. Wiedziałem, że jest piękna, ale dopiero teraz to zrozumiałem w 101 procentach. Muszę zrobić wszystko, żeby ten wieczór zapamiętała do końca życia. 
Martina była ubrana w prześliczną beżową sukienkę, która pokazywała jej piękne nogi. Do tego te buty... Błyszczące szpilki, idealnie komponowały się z sukienką. Torebka choć mała, urocza. Fryzura i makijaż mówiły same za siebie. Oprócz tego perłowa bransoletka, kolczyki z tego samego tworzywa. Wisienka na torcie, czyli pierścionek. To zapewne ten, który ma po mamie. Brakowało jej tylko naszyjnika. Przypomniałem sobie, że w tym samym pokoju  w szufladzie mam schowany piękny wisiorek. 




- Martina, mam coś dla ciebie...
- Co? Ale... nie trzeba było.
- Przestań. - w tym samym momencie założyłem jej naszyjnik.
- Jorge, ja nie mogę tego przyjąć! Na pewno wydałeś na to fortunę!
- Nawet jak będziemy strasznie daleko od siebie, pamiętaj o mnie.
- Nigdy o tobie nie zapomnę.
- Ale skąd wiesz? W życiu nie będzie miejsca dla kogoś takiego jak ja.
- U mnie zawsze będzie miejsce dla ciebie. Zrobiłeś tyle dla mnie, a ja... - nie pozwoliłem jej dokończyć.
- Zmieniłaś moje życie.
- Czy ty mówisz
- Ja nigdy nie kłamię. 


Martina

To mnie dzisiaj Jorge zdziwił. Boże, ja nie chcę stąd wyjeżdżać! Mam złote serce od samego Jorge Blanco. Od człowieka, od którego nauczyłam się tak wiele. 
- Gotowa na kolację?
- Z tobą? Zawsze. - otworzył mi w tym samym momencie drzwi.
A na dworze stała... Biała dorożka ozdobiona kwiatami. Prowadziły ją oczywiście konie. 
Było romantycznie, żeby nie powiedzieć że bardzo.
- To co, kierunek restauracja?
- Oczywiście - zaśmiałam się.

Po chwili byliśmy na miejscu. Zajęliśmy stolik. Byłam  w szoku, że mojego "partnera" nie napadł jeszcze tłum fanów.
- To jedyne miejsce, gdzie mogę normalnie zjeść. Rzadko kiedy podpisuję tu autografy. - chyba czyta mi w myślach...
Wieczór był idealny gdyby nie to, że po chwili pojawił się...


Diego

- No proszę, proszę, kogo ja widzę! - skierowałem się do kuzyna, który jak widać miał randkę z NIĄ.
- Nie no, serio?! Dlaczego musisz się pojawiać wtedy, kiedy chcielibyśmy być sami?! - uwielbiam kiedy się złości.
- Jorge, spokojnie... - ślicznotka próbowała go uspokoić. Nie znam jej tak dobrze, ale teraz wyglądała wyjątkowo pięknie. 
Oddaliliśmy się na chwilę, bo Jorge tego chciał. 
- I co ty robisz? - zapytał
- Ja? Odbijam ci dziewczynę.
- To nie jest moja dziewczyna. 
- Jak na razie... - zaśmiałem się.
- Mną przynajmniej się dziewczyny interesują.

Nie no, teraz to grubo przysadził i nie wytrzymałem. Tak, trochę się potłukliśmy, ale mogło być gorzej. Tylko lekko krwawi mu brew. 


Martina

Kiedy zobaczyłam, że się biją przybiegłam najszybciej jak się da. 
- Diego, co ty wyprawiasz!
- Ja tylko sprawdzam wytrzymałość twojego kolegi. Ciekawe czy ty jesteś tak wytrzymała nerwowo.
- Od niej się odczep! Niczego ci nie zrobiła! Jak chcesz się na kimś wyżyć to na mnie, ale nie na niej.
Byłam w szoku. Bronił mnie jak lew.
- Boże, Jorge, co ci się stało? - zobaczyłam rozciętą brew.
- To tylko lekka ranka...
- Żartujesz sobie? Chodźmy stąd. A jeżeli jeszcze raz spotkam cię, to nie ręczę za siebie.

Kiedy już byliśmy z powrotem w domu Jorge opatrzyłam mu ranę.
- Dziękuję. - powiedział.
Pokiwałam głową i pogłaskałam go po policzku. 
- Jeżeli się nie obrazisz, jutro chciałabym iść na zakupy. Jednak jestem dziewczyną, co nie?
- Ale tak sama?
- Chyba niestety tak, bo ty mówiłeś, że jutro jesteś zajęty.
- Dobra, ale teraz idźmy już spać. Już późno. 
- Dobranoc.
Rozeszliśmy się w dwie różne strony. Ja jednak zatrzymałam się jeszcze i spojrzałam na niego. Zostały już tylko cztery dni...

☻☻☻☻☻☻
No, obiecałam i jest!
Do jutra!
Oczekuję na komentarze odnośnie fioletowego rejestru!

Mrs. Blanco 

Rozdział 13/ Pragnienie miłości.

♥♥♥

Jorge

Nie ukrywam, że po małej sprzeczce z Diego wyrzuciłem go z domu, ale to chyba nawet lepiej. Teraz przynajmniej miałem czas dla Martiny, której został już tylko tydzień pobytu w Argentynie.
- No więc, na czym skończyliśmy naszą rozmowę? - zapytałem z uśmiechem.
- Chyba na tym... - po raz drugi otrzymałem buziaka w policzek.
- Dobra, teraz pora na prezent ode mnie... - przybliżyłem się i już chciałem ją pocałować, ale oczywiście znowu coś musiało nam przeszkodzić...
- Czujesz ten dym? - zapytałem.
- O nie, to nasz obiad! - krzyknęła, po czym pobiegła do kuchni.
- Martina nie idź tam, pewnie jest pełno dymu! Zaraz otworzę okno z drugiej strony.
Ale było już za późno. Usłyszałem tylko kaszel i wołanie
- Jorge, proszę, przyjdź... Błagam... Pomóż mi! - nie zwlekałem. Dla niej wszystko. 
Po chwili byliśmy już na zewnątrz. Trzymałem ją na rękach, jak panią młodą. To był idealny moment na pocałunek, ale nie chciałem, żeby było jej niewygodnie.
- No to z obiadu nici... - powiedziała.
- A może jednak nie?
- Co chcesz zrobić?
- Zapraszam cię, ale na kolację. Pójdziemy do mojej ulubionej restauracji.
- A teraz, co zrobimy? - zapytała podekscytowana moją propozycją.
- Porozmawiamy.
- A o czym?
- O wszystkim, ale przede wszystkim o tym, kim jesteśmy...

Martina

Byłam zszokowana jego propozycją, nie sądziłam, że aktor taki jak on może się interesować mną, moim życiem i moją historią.
- Dobra... Nie chce, żeby wyglądało to jak na przesłuchaniu. Po prostu wydaje mi się, że jesteśmy już na etapie, gdzie taka rozmowa jest nam potrzebna. - złapał moją rękę i przyłożył do siebie.
- Tak... Może i masz rację. Jesteśmy już tak... blisko siebie, ale nadal wiemy o sobie tyle co nic. - odpowiedziałam lekko zarumieniona.
- Więc, może ja rozpocznę. - powiedział, co mi było na rękę, ponieważ znając mnie to będzie mi ciężko.
Nim zebrałam myśli, Jorge przyniósł album.
Pisało na nim "Dla ukochanego synka, Jorgusia".
- Jorgusia, ile miałeś lat kiedy go dostałeś?
- Myślę, że około... pięciu? - zaśmiał się.
- No dobrze. Więc urodziny mam w grudniu i jak wiesz mam dziewiętnaście lat, ale rocznikowo. Skończę w grudniu. - kontynuował.
- A twoja rodzina? Mieszkają gdzieś na terenie Buenos Aires? - zapytałam, ale powoli, bo długo o nich nie wspominał i nie chciałam go zranić.
- Nie. Mieszkają w Meksyku, czyli tam, skąd pochodzę. Musiałem wyjechać do Argentyny, ze względu na pracę. Widujemy się, niestety rzadko. Czasami nawet na święta do siebie nie przyjeżdżamy.Ostatnią Wigilię spędziłem sam, bo rodzina nie mogła przyjechać. Mam braci i małego siostrzeńca. Wiele razy po internecie chodziły plotki, że to mój syn, ale to nie prawda. Jestem za młody na to, aby zostać ojcem. Ale najpierw muszę założyć dużą, kochającą się rodzinę, albo chociaż znaleźć dziewczynę jak na początek.
- Wow, masz niezłe plany na życie. - powiedziałam z podziwem.
- Kilka miesięcy temu zerwałem ze Stephie Camareną. Słyszałaś na pewno o naszym związku, prawda? - zapytał, a ja zamarłam.
- Byłem z nią dosyć długo, żeby nie powiedzieć że za długo. Tak naprawdę, to... było przelotne zauroczenie. Nigdy jej nie pokochałem tak naprawdę. Ciągle siedzieliśmy na kanapie, rzadko kiedy gdzieś wychodziliśmy. - zakończył.
- Poza tym, moje życie uważam, że jest świetne. Robię to co kocham, śpiewam, gram. Dzieciństwo miałem wesołe, było świetnie. - zakończył swoją historię.

Jorge

- Dobrze. Jesteś gotowa? - zapytałem.
- Tak. - odpowiedziała i rozpoczęła.
- Moje dzieciństwo nie było tak kolorowe jak twoje. Moja mama była słynną piosenkarkę. Miała na imię Maria. Kiedy miałam pięć lat... zginęła w katastrofie samolotowej. Potem mój ojciec, German, inżynier wywoził mnie z kraju do kraju. Nigdy nie byłam w żadnym na stałe. Obwiniał o to moją ciocię i babcię. Teraz dopiero mieszkam w Madrycie. Przez długi czas nie pozwalał mi na muzykę, dopiero nie dawno lekko przymrużył na to oko, ale nadal chyba nie jest do końca za. - rozpłakała się. I wcale się jej nie dziwię. Nawet teraz, jest nadal zależna od ojca. Przytuliłem ją i powiedziałem.
- Gdyby cokolwiek się działo, pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. - w myślach miałem jeszcze słowa "bo jesteś dla mnie wszystkim i tylko ciebie teraz kocham".
- I ciekawostka, która zapewne spowoduje u ciebie śmiech. Nigdy nie miałam chłopaka i nigdy się nie całowałam. 
- Co w tym śmiesznego? Po prostu nie spotkałaś jeszcze tego jedynego. - uśmiechnąłem się, ale moje myśli krążyły wokół "chciałbym nim zostać".

Po tej rozmowie zrozumiałem, że ten miesiąc w Argentynie był dla niej czymś wielkim i wyjątkowym.
I wtedy w głowie narodził mi się plan. Plan, który spowoduje, że wreszcie będzie się dobrze czuła.

♥♥♥
Ajajaj.... dzisiaj opublikuję jeszcze jeden rozdział z ich kolacji. 
Ten był długi i mam nadzieję, że się podobał.
Zostały około trzy rozdziały do powrotu do Argentyny.
Myślę o tym, czy nie zgłosić się do Fioletowego Rejestru. Co o tym sądzicie?
Każdy komentarz bardzo mnie motywuje. A im więcej komentarzy, tym więcej rozdziałów!
Mrs. Blanco

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 12/ Niespodziewany gość

♥♥♥

Martina

Byłam oparta o jego klatkę piersiową, o ten "kaloryfer", o którym marzą wszystkie dziewczyny, jego fanki. A ja tak po prostu potknęłam się, on mnie złapał i zaiskrzyło już chyba wtedy. Bo gdyby nie iskrzyło, to byśmy nie patrzyli tak na siebie... Słyszałam jak bije jego serce.
- I co teraz? - zapytał, po czym pogłaskał mnie i przysunął jeszcze bliżej.
- Co mam teraz zrobić? - padło kolejne pytanie z jego ust.
- A co chcesz? - uśmiechnęłam się.
- Ehh... Ja bym chciał wiele...
Nie ukrywam, że wtedy się spięłam, ale czułam ciepło i bezpieczeństwo.
Jednak skończyło się na uścisku. Miłosnym uścisku.
- Dziękuję. - wyszeptałam mu do ucha.
- Za co? To ja powinienem dziękować, że poznałem kogoś tak wspaniałego jak ty. - odpowiedział.
Nie wiem czemu to zrobiłam, ale pocałowałam go w policzek. 
Spojrzał na mnie a potem powiedział, że nie wie jak mi się odwdzięczy.
Niestety ta chwila była zbyt piękna, by trwała wiecznie. Zadzwonił dzwonek do drzwi. W momencie, kiedy mogliśmy tyle zrobić. Porozmawiać, poznać się... Pokochać.


Jorge

Dlaczego, ja się pytam! Gdyby nie ten dzwonek, powiedziałbym jej wszystko, prosto z mostu!
Zrobię wszystko, żeby ze mną została, żeby mnie pokochała, żeby nie wyjechała, żeby... była ze mną już na zawsze... żeby kiedyś za mnie wyszła. Abyśmy stworzyli szczęśliwą rodzinę, mieli dzieci... W tym momencie chciałem się wrócić do niej, gdyby nie to, że dzwonek dzwonił uporczywie. 
Otworzyłem drzwi, a tam zastałem...


Diego

- Siema Jorge! - krzyknąłem do kuzyna.
- Diego... Po co przyjeżdżałeś?! Chyba wyprowadziłeś się do Hiszpanii...
- Tak... Ale wpadłem na dwa tygodnie i pomyślałem, że odwiedzę cię. - widać było, że nie jest zadowolony.
- Sory, ale mam gościa i pokój gościnny też zajęty, a z nią, raczej nie podzielisz się pokojem.
- Co ty, wreszcie sobie kogoś znalazłeś?! No no no... Muszę ją zobaczyć!
Wszedłem do salonu i zastałem tam dziewczynę... od podartego plakatu!
- No proszę, proszę... Kogo ja widzę! - zaśmiałem się.
- To wy się znacie? - zapytał kuzyn.
- Tak... - odpowiedziała dziewczyna, która nie wiedzieć skąd znalazła się w domu Jorge...

♪♥♪♥♪♥♪♥♪
Uwaga, SPOILER!
Nie martwcie się, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że Diego namiesza. Więc luziczek ;)
A podoba Wam się ten rozdział?

Mrs. Blanco




wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 11/ Centymetry

♥♥♥

Jorge

Siedzieliśmy wpatrzeni w siebie. Czułem to. Tą muzykę w jej sercu. Nie miałem zamiaru przestać. 
Jednak w pewnym momencie nie wiedziałem co mam zrobić, choć uczucie było niesamowite.
W mojej głowie było pełno myśli, a na dodatek czułem się jakoś dziwnie, ale...
wyjątkowo. Przysunąłem się odrobinę bliżej i zacząłem mówić słowa naszej piosenki:
- Chcę patrzeć na ciebie.
Chcę śnić o tobie.
Chcę przeżyć z tobą każdą chwilę.
Chcę cię przytulić.
Chcę pocałować.
Chcę ciebie mieć blisko siebie.
Przecież miłość jest tym co czuję.
Jesteś dla mnie wszystkim. - i wtedy coś sobie uświadomiłem.
Ta piosenka nie wzięła się znikąd, coś musiało spowodować to, że nam się przyśniła i postanowiliśmy ją dokończyć. Bo piosenki pochodzą z serca, a serce...
Nigdy nie czułem czegoś takiego...
- Jorge, coś się stało? - poczułem ciepły dotyk na ramieniu i cudowny głos.
- Nie... wszystko jest dobrze.
- Na pewno?
- Tak, tak. - uśmiechnąłem się do niej, a ona to odwzajemniła, co u niej było naturalne.
- To co mi dzisiaj proponujesz? - zapytała.
- Hm... nasz czas dobiega końca i trzeba go wykorzystać w należyty sposób...
- To może... Po prostu spędzimy ten dzień razem? Pospacerujemy, porozmawiamy, pozwiedzamy jeszcze odrobinkę. A potem pójdziemy gdzieś na obiad. Ja stawiam!
- O nie nie moja droga. Nie pozwalam! - zaśmiałem się.
Nie wiedzieć czemu zaczęliśmy się szarpać, gilgotać, aż przewróciliśmy się do takiej pozycji:
Ja padłem na łóżko, a ona na mnie. Nasze usta dzieliły centymetry.

Angie

Pablo wyjeżdża, a ja zostanę sama... Kocham go! A dla miłości zrobi się wiele... co ja mam robić? Marzę o tym, aby życie spędzić  z nim!
- Angie! - jego głos przerwał moje myśli.
- Słucham cie Pablo...
- Dostałem telefon... Nastąpiła nagła zmiana planów. W ostatnim tygodniu sierpnia wyjeżdżam już do Argentyny. - załamałam się. Mieliśmy tylko 3 tygodnie.
- Pablo... Ale nie możesz wyjechać!
- Wiem, że to nie będzie łatwe, ale proszę, uwierz mi, że... to ogromna szansa! - podszedł do mnie i przytulił.
- Ale Pablo... Ja cię kocham! - zdziwiony spojrzał na mnie, a potem pocałował.
- Angie, ja też cię kocham! Proszę... Wyjedź ze mną!
- Ja...? nie wiem co mam teraz zrobić... ale... Przemyślę to i jutro dam ci odpowiedź.

***
Angie podjęła decyzję już tego samego dnia.
Zadzwoniła do Pablo i oznajmiła mu, że...
- Kocham cię. Mam nadzieję, że pomożesz mi się spakować...

Od tamtej chwili byli już nierozłączni, gdyby nie jeszcze jedna sprawa, która straszliwie męczyła Angeles - Martina.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Nie chcę już pisać o Pablangie, więc czuję, że gdzieś ich wyśle, ale w końcu nie może być też nudno... Się zobaczy, chociaż oni będą zwykle bardzo rzadko ...
A myślicie, że dojdzie do pocałunku?
Chciałoby się, co?

Mrs. Blanco



niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 10/ Nasza droga.


♥♥♥

Martina

Nie wiedzieć czemu, złapałam go. Trzymałam najmocniej jak się dało. Nie bałam się jednak, bo jestem dziewczyną ze skate parku, a nie lalunią. Po prostu czułam potrzebę tego objęcia... Dawno tego nie czułam tego ciepła. On zdziwiony, odwrócił się i uśmiechnął. Odwzajemniłam gest. To było magiczne.

Kiedy dojechaliśmy kazał mi zamknąć oczy. Na wszelki wypadek zasłonił mi je swoimi dłońmi. Kiedy wreszcie zrozumiał, że nie będę podglądała, złapał mnie w pasie i prowadził. Dotarliśmy. Zdjął ręce z moich oczu. A ja... zaniemówiłam.
- Powiesz coś? Zaczynam się bać, że zaraz uciekniesz...  - powiedział śmiejąc się.
- Po prostu jeszcze nigdy żaden chłopak nie zrobił dla mnie czegoś takiego. - staliśmy nad wodą. Jedna ławka i koc. A na nim posiłek. Truskawki i pełno innych owoców. Do tego czekolada. Wokół tego drzewa. A na jeziorze... Jacht. Oświetlony piękny. Czułam się jak księżniczka.
Odruchowo przytuliłam go... Jednak nie czułam się, jakby to był przyjacielski uścisk, ale on... znaczył dla mnie coś więcej. Byłam pewna, że w tym momencie on mnie odepchnie, dlatego czym prędzej odsunęłam się, ale on przyciągnął mnie do siebie i zaczął mi coś szeptać do ucha...
- Pamiętaj Tini. Nie jestem ptakiem, żeby latać. I obrazu nie namaluję. Nie jestem poetą, rzeźbiarzem. Jestem tym, kim jestem. Z gwiazd nie potrafię czytać, i księżyca nie zniżę. Nie jestem niebem ani słoncem. Jestem po prostu sobą. - na te słowa lekko się odsunęłam i uśmiechnęłam.
- Jesteś taki jaki jesteś, dlatego tak lubię twoje towarzystwo. Nie jesteś jak inne gwiazdy, pokazujesz mi, że marzenia się spełniają. 
- A jakie jest twoje marzenie? - zapytał.
- Właśnie się spełnia. - odpowiedziałam, ale stwierdziłam, że to zaszło już za daleko, więc zaproponowałam, że zaczniemy już jeść. 
Nadal jednak zastanawiałam się, dlaczego stoi tu ten jacht. 

Jorge

Martina to cudowna dziewczyna. Uwielbiam ją. Szkoda, że niedługo będzie musiała wracać do Hiszpanii... Muszę zrobić coś, żeby tutaj została. Tutaj bym się nią zaopiekował, pokazał jaka jest.
- Tini. Chcę ci powiedzieć, że...
- Tak? - zapytała.
- Ten jacht. Dzwoniłem już do twoich koleżanek, że nie wrócisz na noc. Zamierzam wykorzystać jeszcze czas i chociaż odrobinę pokazać ci Argentynę. Dziewczyny dały mi twoje ubrania. - powiedziałem.
Ona po raz kolejny zarumieniła sie, czuła się jak wybranka losu, jak powiedziała. Niestety po chwili jej mina posmutniała...
- Co się stało? - zapytałem, a z jej oczu zaczęły spływać łzy.
- Dziewczyny, one... zostawiły mi list... Piszą, że nie mam po co wracać... To koniec tej przyjaźni, rozumiesz?
- Ale przecież zgadzały się na to, abym się tutaj z tobą spotykał. - powiedziałem.
- Co z tego... Teraz nie mam dachu nad głową, oddały mi tylko bilet na przelot. - oznajmiła zapłakana.
- Nie mów, że zostałaś bez dachu nad głową. 
- Tak, to masz pomysł gdzie zamieszkam???
- Owszem. U mnie. - powiedziałem.
Ponieważ siedzieliśmy jeszcze na ławce, przysunąłem się do niej. Nie wiem dlaczego to zrobiłem... Po prostu.. Czułem, że to będzie magia. Objąłem ją i powiedziałem, że teraz mam dla niej niespodziankę.


Martina

Weszliśmy na pokład. Pokazał mi mój pokój, a potem powiedział, że zrobi kolację. Siedziałam w pokoju i pisałam w pamiętniku.

On jest wyjątkowy. Jest jedyny. Tylko on mnie rozumie. Stał się moim najlepszym przyjacielem. To mi wystarczy. Na razie nie chcę nikogo więcej. Mamy jedno wspólne zdjęcie. Nie chcę go zgubić, dlatego wklejam ci je tutaj. 


Podczas kolacji długo rozmawialiśmy. Potem wyszliśmy na zewnątrz. Wziął gitarę i zaczął grać. Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem
- Co? - zaczął się śmiać.
- Skąd to znasz? - zapytałam.
- Przyśniło mi się.
- Ale... Mi też...

Potem razem dokończyliśmy tę piosenkę i nazwaliśmy ją "Nasza Droga".
I wtedy zrozumiałam, dlaczego te wszystkie gesty, dziwne uczucie przy oglądaniu jego zdjęć. 
Po prostu Jorge był moim ideałem. Tym chłopakiem, z którym chcę wkroczyć w dorosłość. 

♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪

Przepraszam, za tak długą przerwę. 
Nareszcie wróciła mi wena, więc postaram się dziś napisać jeszcze jeden rozdział. 
Przepraszam raz jeszcze. Nie uwierzycie jednak, co ich czeka. :)
Ale to tak w 12, 13 rozdziale, o ile nie dalej. Jutro postaram się napisać kolejne dwa.

Mrs. Blanco

PS. Dziękuję Patce hm za nominację do LBA, jutro będzie o tym post.


Kojarzycie scenę? Tak wyglądała ich rozmowa :)







Chat~!~