czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 30/ Walcz dla mnie.


Specjalna dedykacja dla
Królewny własnego losu
z aska ♥
Dziękuję za tyle miłych słów,
naprawdę to było wspaniałe ♥♥♥
Tymczasem resztę zapraszam
do nowego rozdziału :*






Jorge

Jedna chwila wystarczyła, aby cały mój świat legł w gruzach. Niewiele pamiętam z tamtej chwili. Krzyczałem coś tylko, że ma się odsunąć… uważać. Nie dało to praktycznie nic, było już za późno. Podbiegłem do niej. 

- Tini, Martina, Martina! – praktycznie krzyczałem przez słone łzy, które spływały mi po policzkach. To był najgorszy widok, jakiego mogłem dostarczyć w życiu. Mimo tego, że chwilę wcześniej wyzwała mnie od najgorszych, nie miałem zamiaru rezygnować z tej znajomości. Szok jakiego doznałem widząc jak ukochana wpada po koła samochodu był zbyt wielki, abym był w stanie zadzwonić po pomoc. Klęczałem nad nią starając się zrobić coś, aby odzyskała przytomność. 
- Nie możesz mnie tu zostawić samego, nie możesz, rozumiesz? – mówiłem patrząc na nią z bólem. Płakałem, ale nie kryłem się z tym. Kocham ją, i teraz wiem po tym co mi powiedziała, że ja także nie jestem jej obojętny. Kiedy już wyzdrowieje, bo jak wiem, że z tego wyjdzie, będę walczył o uczucie, które jest między nami.  Już nie zaprzepaszczę szansy na wyznanie jej moich uczuć. W końcu skrywam je w sobie od dawna. I chyba najwyższa pora, aby wreszcie się otworzyć i pokazać jej, Martinie, mojej księżniczce, ile dla mnie znaczy. 
Wokół mnie zrobiło się niezłe zbiegowisko „gapiów”. Aż tak interesuje cudze nieszczęście?
- Biedny chłopak… - mówili – młoda dziewczyna – dodawali inni. Spojrzałem na szatynkę. Była taka bezbronna. Te kilka minut oczekiwania na karetkę i policję dłużyło mi się w nieskończoność. Wreszcie usłyszałem syreny.
- Bądź silna kochanie. – szepnąłem. Ratownicy zabrali ją. Niestety, nie udało mi się jechać z nimi. Wściekły wsiadłem w taksówkę i szybko pojechałem za nimi do szpitala. Bałem się, że mnie nie wpuszczą, jednak po raz pierwszy pomogły mi nieprawdziwe (niestety) plotki. W końcu według prasy Martina i ja jesteśmy kochającą się parą. Wykorzystałem to i recepcjonistka wpuściła. Pobiegłem w stronę Sali operacyjnej. Akurat ją wieźli. Była nieprzytomna. Miała już podpięte wiele wenflonów. 
- Doktorze co z nią? – spytałem szybko spanikowany. Nie odpowiedział mi i szybko wszedł na teren sali operacyjnej. Westchnąłem zrozpaczony i usiadłem na krześle. Dużo osób i pielęgniarek patrzyło na mnie dziwnie. W sumie nie dziwię się, nie często można w takim miejscu spotkać piosenkarza. Nie byłem w stanie rozmawiać z fankami.  Stan Martiny był krytyczny. Wiedziałem o tym. Schowałem twarz w dłoniach. Ona walczyła o życie. Zacząłem się obwiniać dosłownie o wszystko. Mogłem nie dopuścić, aby Stephie mnie wtedy pocałowała, aby Martina wbiegła na tamtą ulicę.  Po chwili wyjąłem telefon. Wybrałem do Francisco, Alby, Mechi, Lodo, Candelarii, Rugga, Samuela, Facundo i Nicolasa. A wiadomość, jaką im przekazywałem, zawsze brzmiała tak samo.
- Halo? Z tej strony Jorge. Martina miała wypadek. Walczy o życie.



Francisco

- Dobrze, już jedziemy. – powiedziałem szybko. Germana wzięła policja. I bardzo dobrze. Ale teraz nie na to czas.

- Musimy jechać do szpitala. Martina miała wypadek. – oznajmiłem szybko Marianie i Alejandrowi. Nie jestem jeszcze w stanie nazywać ich rodzicami. Potrzebujemy czasu. I ja, i Tini. A ona teraz może umrzeć. Nie pozwolę jej na to. Mimo wszystkiego o co kiedykolwiek byłem na nią zły, kocham ją. To najlepsza siostra na świecie.
- Moja córeczka. – szepnęła brunetka wtulając się w męża i płacząc. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Minęło może… 10 minut? Dla nas było to jednak 10 godzin. Najgorsze 600 sekund mojego życia. Życia, w którym moja siostra może już nie zawitać. Ale nie mogę tak myśleć. Nie mogę, nie mam prawa… Ona przeżyje i będzie szczęśliwa. Musi być. Kiedy wreszcie dotarliśmy do szpitala, szybko podszedłem do recepcjonistki.
- Gdzie leży Martina Stoessel? – spytałem szybko. Tleniona blondynka spojrzała na mnie spod szkieł swoich prostokątnych okularów na złotych sznureczkach lekceważącym wzrokiem.
- Nie mogę udzielić takich informacji, chyba, że są państwo rodziną. – powiedziała. Momentalnie się we mnie zagotowało. Jej ton był okropny. 
- Moja siostra walczy tam o życie. Proszę mnie wpuścić. – syknąłem groźnie. Mariana odciągnęła mnie. 
- To nasza córka. – powiedziała spokojnie. Popatrzyła na nas i wskazała na korytarz. Szybko tam pobiegłem. Siedział tam Jorge. Wyglądał okropnie. Jego oczy były opuchnięte, a on siedział na tym krześle z twarzą schowaną w dłoniach.
- Jorge! – krzyknąłem podchodząc do niego. Podniósł głowę. Widziałem cierpienie w jego oczach. Podszedłem do niego – co z nią? – spytałem. Z jego oczu pociekły łzy. Nie widziałem go jeszcze w takim stanie. Musiało być naprawdę tragicznie.
- Ona… Ona walczy o życie. Moja księżniczka… - powiedział przez łzy i zakrył twarz dłonią. Widać było, że wstydzi się tego, że nie potrafi zachować zimnej krwi – ja ją kocham, rozumiesz? – wyznał spoglądając na mnie. Pokiwałem głową. Oparłem się o ścianę i zsunąłem po niej. Nie wierzę w to co się dzieje… Moja siostra. Moja mała Tiniusia wpadła pod samochód. Pod ten kretyński samochód. Jak złapię tego kogoś… Zabiję go. Przysięgam, że go zabiję. Alejandro i Mariana pojawili  się w niewłaściwym momencie. Ale… Ona już przyszła zapłakana. Spojrzałem na Jorge.
- Dlaczego ona wtedy płakała? – spytałem cicho. Spuścił wzrok.
- Pokłóciliśmy się. – wyznał tym samym tonem – widziała… widziała jak całuję się z moją byłą… i powiedziała, że tylko ją wykorzystałem. – dodał. Popatrzyłem na niego ze złością.
- Zabiję Cię. – warknąłem i uderzyłem go mocno. Alejandro szybko mnie od niego odsunął, jednak z nosa leciała mu krew.
- Nienawidzę was… - powiedziałem i rozpłakałem się. Martina, walcz…



Jorge


Sytuacja zaczęła robić się napięta. Krwawił mi nos i brew. Gdyby nie pomoc pana Alejandra, na pewno bym tego nie przeżył. Mimo tego, nie dziwię mu się. Widzę, że Martina jest najważniejszą osobą w jego życiu, jak i moim. 

- Musisz mnie wysłuchać. – poprosiłem gdy wróciłem z opatrzonym łukiem brwiowym.
- Nie mam zamiaru. Wystarczyło mi słuchanie ich. – wskazał na małżeństwo Stoessel. Wcześniej pani Mariana wszystko mi wytłumaczyła. Dlatego Martina była taka zła. Spojrzałem nerwowo w stronę sali operacyjnej. Minęła już godzina, a lekarze nadal nie wychodzą. Czy jej stan jest aż tak tragiczny? Ona musi żyć, musi… Posłałem spojrzenie Francisco. Wziąłem głęboki oddech.
- Wysłuchaj mnie. – poprosiłem. Przekręcił teatralnie oczami. 
- Masz dwie minuty. – powiedział. Skinąłem głową. Zacząłem mu opowiadać wszystko od początku do końca. O nagrywaniu, teledysku, pocałunkach, miętą między nami, aż do Stephie i momentu, gdy mnie pocałowała. Ten tylko obdarzył mnie chłodnym spojrzeniem.
- Kochasz ją? Kochasz moją siostrę? – zapytał cicho. Pokiwałem głową. Westchnął.
- Mam nadzieję, że będziecie razem szczęśliwi. Bo moje błogosławieństwo dla tego związku już macie. – wyznał. Uśmiechnąłem się szeroko wzruszony i mocno go objąłem szczęśliwy. Teraz tylko pozostaje mi czekać, aż ona się wróci z operacji. 
- Niedługo wrócę. – szepnąłem i wyszedłem ze szpitala. Nie wiem jak to się działo, ale nogi niosły mnie same. W miejsce bardzo dla nas ważne, przynajmniej tutaj. Wspiąłem się na drzewo i usiadłem na gałęzi. Wygląda jak długa ławka. Zawsze tam byliśmy. Oparłem się o korę i zamknąłem oczy. Pomyślałem o nas. O tym jak bardzo ją kocham. Przed oczami miałem tysiące wspomnień. Uśmiechnąłem się delikatnie. Pamiętam jak się poznaliśmy. Wtedy kiedy się potknęła. Wpadła prosto w dziurę. W dziurę, która była w moim sercu. Pozostawiona dla tej jednej, jedynej dziewczyny w moim życiu. Kobiety mojego życia. To jak ją kocham jest wręcz niemożliwe. Sam się czasem dziwię temu, że tak silna może być więź między ludźmi. Moje uczucie jest ciężkie do opisania. Czuję się… Jak gdyby moje serce obrosło pełno róż. Krwiście czerwonych i różowych. Zarosły miejsce pozostawione właśnie dla Martiny. Nie mogę uwierzyć w to, jak bardzo ją kocham… Ile dla mnie znaczy… Jak bardzo byłbym w stanie poświęcić dla niej życie. Gdyby teraz… Gdyby teraz coś poszło nie tak, a wszystko musi się udać nie przeżyłbym. Róże oplatające moje serce zwiędłyby. A ja razem z nimi. Jestem na takim etapie życia, że mogę źle lokować uczucia. Jednak tego, jestem akurat pewien. 
Poczułem jak wiatr muska moją skórę. Niechętnie wróciłem do miejsca zwanego Ziemią. Spojrzałem w niebo. Jedna mała kropla spadła na mój nos. Potem kolejna na czoło, włosy, powiekę, wargi… Małe kropelki kreśliły wzorki na mojej skórze. Ponownie zamknąłem oczy i zupełnie oddałem się wspomnieniom. Przypomniałem sobie wtedy nasz pierwszy pocałunek i zarazem pierwsze rozstanie. Tamten dzień był dla mnie niezwykle trudny. Po raz pierwszy miałem wtedy miałem takiego doła. Dzisiaj jest drugi raz. Nie… Teraz jest zdecydowanie gorzej. Żałuję. Żałuję tylu rzeczy… Nigdy nie będę potrafił kochać jej tak jak na to zasłużyła. Zawsze coś zepsuję. Mam taki charakter. Oczami wyobraźni ujrzałem nas, stojących na tym lotnisku. Wszystko działo się tak szybko… A pocałunek był… Wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Szczęśliwy to mało powiedziane. Czułem się wtedy, jakbym trzymał w ramionach cały swój świat. Ona w końcu była całym moim światem. Przestałem rozróżniać moje łzy od deszczu. Zeskoczyłem z gałęzi.
- Masz do mnie wrócić, rozumiesz? Rozumiesz Martina?! – wrzasnąłem przez rozpacz. Rzuciłem się na trawę i zacząłem płakać. Moje serce pękało. A ja byłem już wrakiem człowieka. Powoli ponownie skierowałem się do szpitala. Byłem cały mokry. Ludzie spojrzeli na mnie dziwnie.
- Jakiś problem? – warknąłem. Mam tego dosyć. Poszedłem dalej. Usiadłem na krześle obok jej rodziny. Czekaliśmy dobre parę godzin. Czas dłużył nam się niesamowicie. Spoglądałem nerwowo na zegarek. Mijała godzina za godziną. A ona? A ona nadal leżała na stole operacyjnym walcząc o życie. Ciszę panującą na tym pustym białym korytarzu przerwał lekarz. Szybko biegł w kierunku pokoju dla nich przeznaczonych. 
- Doktorze, co z nią? – spytałem nerwowo podbiegając do niego.
- Nie mam teraz czasu. – powiedział szybko zdenerwowany. 
- Czy ona… - zacząłem. Nie, to nie może być prawda.
- Ona umiera. – powiedział patrząc na mnie, a potem pobiegł szybko po innych. Stałem w miejscu oszołomiony tym, co przed chwilą usłyszałem. Na tamtą chwilę moje serce przestało bić. Wyminęło mnie kilka lekarzy i pielęgniarek biegnąc ku sali operacyjnej. Nie docierało do mnie nic. Zupełnie nic. Byłem… wstrząśnięty, zrozpaczony, załamany? Mój oddech stał się nierównomierny. Poszedłem za nimi do sali. 
- Wpuśćcie mnie. – szepnąłem bez emocji. Czułem pustkę.
- Proszę pana, nie możemy. – powiedziała jedna z pielęgniarek.
- Chcę się pożegnać, jeśli dojdzie do najgorszego. – powiedziałem. Niechętnie, jednak wpuściła mnie, wcześniej dając mi specjalne ubrania na wierzch. Musiałem odkazić się cały. Byłem naszykowany na wszystko.  I ujrzałem ją. Serce dokumentnie pękło. Operacja nadal trwała. Spojrzałem na nią. Chwyciłem jej dłoń.
- Walcz kochanie. Walcz dla mnie. – szepnąłem łamiącym się głosem – kocham Cię. – dodałem. Kilka kropel spadło na jej kruchą rączkę. Później kazano mi wyjść. I znów czekałem. Moje serce biło niesamowicie szybko. Bałem się i modliłem o jej życie. W końcu po kolejnych kilku godzinach doktorzy wyszli z sali. Poderwałem się z krzesła jak oparzony, a za mną Fran i jej rodzice.
- Doktorze, co nią? – spytałem z nadzieją. Serce jeszcze nigdy nie biło mi tak mocno.
- Uratowaliśmy ją. Od czasu pana wizyty wszystko szło idealnie. Niestety… Jest w śpiączce. – oznajmił. 
- Obudzi się? – szepnąłem.
- Tego nie wiem. Teraz… Teraz możemy tylko czekać i modlić się. – cały mój świat legł właśnie w gruzach.


♥♥♥


Witam Was serdecznie ;3 Rozdział szybko jak na mnie *.*
Ogólnie wahałam się z pisaniem go teraz, 
bo tylko 16 komentarzy :P  Dzisiaj będzie już szantażyk :D
Podziękuję Królewnie własnego losu, bo cały czas spinała mnie, żebym napisała ♥
Rozdział jest na pewno dłuższy od poprzedniego jakby co ;) Nie wiem czy coś ogarniecie z ostatniej części,
odpłynęłam tam słuchając "River flows in You".
Nowe uzależnienie, tak jak jazda na fiszkach *-*
Jeżeli wczytacie się i będziecie przeżywać wszystko z bohaterami, zobaczycie, że ten rozdział jest napisany inaczej ;) Z taką głębią...
Czy tylko ja się tak cieszę duetem Jortini? Jorge też chyba wydaje płytę, idealnie *o* 
Tak czy siak, to chyba tyle <3 A więc widzimy się w następnym rozdziale!



Rozdział 31 ~ minimum 25 komentarzy


Besos :***
Mrs.Blanco

PS. Masz jakieś pytania? Pisz do mnie, na wszystkie odpowiem!
TWITTER

ASK

GMAIL: mrs.blanco77@gmail.com


piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 29/ To już chyba koniec.


Rozdział ze specjalną dedykacją
dla mojej Oli Blanco :*
Dziękuję za wszystko
doskonale wiesz za co ♥
Przepraszam raz jeszcze za tak długą
przerwę w blogowaniu, 
ale jak wiecie,
wracam 
do Was 
z głową pełną pomysłów :)
Miłej lekturki :***





Martina

Szczęście nie istnieje. Nigdy, nawet przez chwilę. Ucieka. Tak też jest ze mną. W momencie, gdy czułam jakbym złapała motyla, on uciekł. Tamten widok zrujnował mój pogląd na świat. Zniszczył wszystko. Tia, ja jako dziewczyna Jorge. Chyba sobie jaja robisz. Głupi świat.

Miłości nie ma. Szczęścia też.
Chyba, że w kłamliwych bajkach i komediach romantycznych. Czasami chciałabym zasnąć i już się nie obudzić. Jedynie marzyć i śnić. 
Stałam i patrzyłam. Ten widok bolał. Paskudnie mocno. Mój książę. Phi, jasne. Moje oczy z sekundy na sekundę zapełniały się większą ilością łez.
- Tęskniłam. – szepnęła Stephie zaraz po odsunięciu się od Jorge. No tak, jakby tego, pocałowali się. I nie dziwię się już, dlaczego nie rozmawiamy o związku. 
Nienawidzę go.
Nienawidzę jej.
Nienawidzę ich. 
Wyszłam z sali. Nie mam zamiaru pokazywać mu, że mi zależy. Jorge to po prostu kobieciarz. Typowy wodzirej. Bawi się mną i moimi uczuciami. Ale nie… To już koniec z Jorge Blanco. 
Kierowałam się do domu. Zaczynał padać deszcz. Spojrzałam w niebo. Niewielkie kropelki po chwili spłynęły po moich policzkach, rozmazując ślady licznej mascary, pozostałej jeszcze po teledyskowym makijażu. 
Nigdy nie miałam szczęścia w miłości. Zawsze błędnie trafiałam. Spacerowałam po parku, bez parasola. Moje włosy przypominały teraz dziwne strączki i frędzle, a ponoć wodoodporny makijaż zdążył się zmyć. Wyglądałam jak jakaś zmora. Dzieci zaczęły przede mną uciekać.
Żartuję, aż takiej tragedii nie było, chociaż to wszystko do dobrych nie należało. Wszystko się skomplikowało. Nie wiem co się dzieje, o co w tym wszystkim chodzi. Przecież to nie pierwszy raz, kiedy się ranimy. Zaczynam żałować, że kiedykolwiek w ogóle go poznałam. Bo czuję, że się zakochałam. I że naprawdę go kocham. Nie na chwilę. Że to miłość mojego życia… 
Weszłam do domu przemoczona do suchej nitki. Wyglądałam tragicznie. Albo i gorzej… Odwróciłam się. Ujrzałam Francisco, tatę i dwoje ludzi. Kojarzyłam ich skądś. Czy to nie przypadkiem ci z mojego chorego snu? Od razu podbiegła do mnie ta kobieta.
- Córeczko… - szepnęła wzruszona tuląc mnie do  siebie. O co tu chodzi?!



Jorge

Spojrzałem na dziewczynę. W jej oczach widziałem zadowolenie i podekscytowanie. Ale ja jej nie kocham. Teraz liczy się tylko… Mam nadzieję, że Tini nas nie widziała. Bo jeśli tak jest… To już po mnie. A tego bym raczej nie chciał. Jestem w niej zakochany, a to zdarzenie zupełnie skreśla naszą przyszłość. 

- Coś nie tak kochanie? – spytała kładąc dłoń na jej ramieniu. Zacisnąłem dłoń w pięść.
- Musimy porozmawiać. – stwierdziłem – poważnie. – dodałem. Wcześniej jednak zacząłem nerwowo szukać Martiny. Chodziłem po całym planie i pytałem wszystkich. Nikt jednak jej nie widział. Błagałem o to, by była w toalecie. Czekałem pod łazienkami długie minuty. Nie było jej tam. W końcu wziąłem komórkę i wystukałem jej numer, pod nazwą „Tini ♥”. Nacisnąłem zieloną słuchawkę. Jeden sygnał, drugi, trzeci, szósty, dziewiąty…
- Cześć, z tej strony Tini. Niestety nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwoń później. – usłyszałem jej nieskazitelny głos nagrany na pocztę głosową, a już po chwili do moich uszu dopłynął nieprzyjemny dźwięk sekretarki. 
- Zadzwoń do mnie jak tylko będziesz mogła Tini, martwię się. – powiedziałem i rozłączyłem się. Miałem nadzieję, że może po prostu była zmęczona i nie chciała siedzieć w tym gorącym studiu tyle czasu. Wróciłem do Camareny, która piłowała akurat paznokcie. Na mój widok poderwała się radośnie i już po kilku sekundach stała obok mnie. Postanowiłem od razu przejść do rzeczy.
- Bo widzisz… Kiedyś nas coś łączyło. To było uczucie. Piękne uczucie. Ale ono wygasło. Stephie przepraszam, ale… ale ja kocham inną. – powiedziałem.
- Kogo? – spytała cicho. Widać było, że jest jej ciężko.
- Kocham Martinę. – odpowiedziałem. Ta tylko pokiwała głową. Była dziwnie cicha. Spojrzała na mnie. Czekałem tylko, aż mnie wyzwie. 
- Mam nadzieję, że będziecie razem szczęśliwi. Bo zasługujesz na to. – oznajmiła. Uśmiechnąłem się do niej i przytuliłem do siebie. Ta wtuliła się we mnie.
- Przyjaciele? – szepnąłem.
- Przyjaciele. – odpowiedziała.
Niedługi czas później skierowałem się pod dom Martiny, który był jednocześnie moim tymczasowym miejscem noclegu. Słyszałem krzyki i płacz. Nie miałem jednak pojęcia o co chodzi. Chciałem wejść do środka, jednak postanowiłem zostać na zewnątrz. Co się dzieje?



Mariana

- Córeczko… - szepnęłam szczęśliwa i przytuliłam ją do siebie. Miałam ochotę już nigdy jej nie wypuszczać. Widać było, że dziewczyna nie rozumie co się dzieje. Ale teraz nie zamierzaliśmy odpuszczać. Chcemy odzyskać nasze dzieci, czy kogoś to interesuje czy nie. 

- Chwileczkę. Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tutaj chodzi? – zapytała zdezorientowana. Czułam jak przyspiesza mi serce, sytuacja naprawdę nie należy do najłatwiejszych. 
- Lepiej usiądź siostra. – powiedział przygaszony Francisco. Nie mogę uwierzyć, jaki on już jest duży. Tak szybko dorośli… Nigdy nie wybaczę tego Germanowi. Stał się najbardziej znienawidzoną przeze mnie osobą. Martina powoli usiadła. Widziała, że coś jest nie tak. Martwiłam się jak jej to powiedzieć.
- Czy ktoś wreszcie wytłumaczy mi o co w tym wszystkim chodzi? – zapytała zdenerwowana. Spojrzałam na męża. On tylko pokiwał głową.
- Martino… - zaczęłam, ale nie potrafiłam dokończyć.
- Jesteśmy waszymi rodzicami. – powiedział za mnie Alejandro. Widziałam jej minę. Dziewczyna była oszołomiona.
- Bardzo śmieszne. – skwitowała szybko krzyżując ręce na piersiach. Każdy milczał.
- Oni mówią prawdę. – oznajmił nagle German. Tini spojrzała na niego zdziwiona.
- Co? – szepnęła. Jej głos łamał się. Jako jej mama bez problemu wyczułam w nim ból i szok. Ale co się dziwić. Po kilkunastu latach po raz pierwszy spotyka swoich rodziców… Francisco pomógł jej usiąść, po czym przyniósł szklankę wody. Niepewnie zaczęliśmy jej wszystko opowiadać… Od samego początku.
- Kiedy byłaś małą dziewczynką, kiedy miałaś pół roku… Byliśmy tu na wakacjach. German był naszym dobrym znajomym. Dostaliśmy ofertę pracy na całe wakacje. Mieliśmy wtedy problemy finansowe. German wraz z Marią obiecali się Wami zająć. Ona nie mogła mieć dzieci. Zakochali się w was… i… i… - mój głos się łamał. Mąż objął mnie ramieniem.
- Zabrali nam was. Wmówili, że to oni są waszymi rodzicami. Te wszystkie wyjazdy… Uciekali po całym świecie. Policja nie interesowała się tym wszystkim. Ale teraz… teraz wreszcie udało. Znów możemy być razem. – powiedział. Widziałam w jej oczach łzy. 
- Tini… - chciałam ją przytulić. Ta jednak odepchnęła mnie.
- Nienawidzę was. Was wszystkich! – syknęła głośno i wybiegła z domu.



Martina


Nienawidzę ich, nienawidzę… Rodzice? Pff, też mi rodzice. Gdyby chcieli odnaleźliby nas,
przecież to było praktycznie 17 lat. A… A German? To najgorszy człowiek na świecie. Teraz wiem, że naprawdę musiał mieć problemy z psychiką. Wybiegłam z domu cała zapłakana. Teraz nie wiem gdzie pójdę. Mam już dość… 

- Tini, co się dzieje? – ujrzałam Blanco. Słucham? Jeszcze tego tu brakowało.
- Nie chcę Cię widzieć. – syknęłam i chciałam go wyminąć. Ten jednak był szybszy i chwycił mnie za ramiona.
- Ej, ej, ej. – powiedział.
- Kup se klej. – mruknęłam. Widziałam jak śmieje się pod nosem – puść mnie.
- O co Ci chodzi? – zapytał. Cicho Martina, może on tylko sobie żartuje… - no o co? – powtórzył. Spojrzałam na niego.
- Masz jeszcze czelność pytać?! – krzyknęłam. Spojrzał na mnie dziwnie. Wzięłam głęboki oddech.
- Jesteś najgorszą osobą jaką poznałam. – powiedziałam cicho i skierowałam się w stronę miasta. 
- Martina! – krzyknął i pobiegł za mną. Zacisnęłam oczy, chcąc powstrzymać łzy. Odwróciłam się w jego stronę.
- Powiedz mi, jak to jest… być takim… kobieciarzem? Fajnie było? Najpierw całujesz mnie, wyróżniasz, nazywasz księżniczką… Traktujesz jak dziewczynę… Drwisz z moich uczuć do Ciebie! – krzyknęłam przez zaciśnięte zęby patrząc mu prosto w oczy. Chciał chyba coś powiedzieć, jednak ja nie dałam mu tej możliwości – a teraz? Nagrywamy teledysk, do naszej piosenki, że niby darzymy się taką miłością… A Ty co? Bezczelnie całujesz się na oczach ze Stephie. Myślisz, że to oleję?! Że stwierdzę, że okej, nic się nie stało? To się mylisz. Wiesz co Jorge…  Nienawidzę Cię. Nienawidzę was wszystkich! – powiedziałam wściekła uderzając go co jakiś czas. Wreszcie mu wygarnęłam. Tak. Mam z tego satysfakcję. I to ogromną.
- Martina… 
- Nie. Już nic nie mów. Nie mam zamiaru Cię słuchać!  - krzyknęłam przez łzy. To chyba już koniec. Czuję to, gdzieś w głębi serca. Nie ma sensu ciągnąć tej znajomości. Los chciał inaczej, mówi się trudno. Po prostu resztę życia spędzę ze złamanym sercem. Odwróciłam się i wbiegłam na ulicę. Potem pamiętam jedynie krzyk Jorge’a… Pisk opon… I ciemność. Tylko ciemność. Przerywaną przez zamazany obraz szczęścia. Szczęścia mojego i pana łamacza serc, Jorge Blanco.






♥♥♥


Tam tam taaam... ^^
Jortini dla Was dalej,
z kolei u mnie w głowie jest pomysł i postanowiłam 
przyspieszyć akcję :D 
Będzie ciekawiej, lepiej,
zdecydowanie FAJNIEJ *-*
Mam nadzieję, że będziecie razem ze mną przeżywać ich historię ♥


Pojawiły się bulwersy, że żebrzę komentarze.
Tak więc dzisiaj daję Wam wolną rękę :)
Popiszcie się :D


Proszę jeszcze, abyście dali znać co sądzicie o tym instagramie i facebooku, gdyż niestety nie otrzymałam odpowiedzi na to pytanie pod poprzednim postem.

Dodatkowo, czekam na Wasze maile! :) 
mrs.blanco77@gmail.com

Besos :***
Mrs.Blanco





czwartek, 16 lipca 2015

ŻYJĘ, ogłaszam koniec URLOPU


Hola, Drodzy czytelnicy!
Witam Czy po jakże Długiej, trzymiesięcznej przerwie ♥ W szczególności witam tych, którzy jeszcze tutaj są. Nie chciałam, żeby tak wyszło, naprawdę. Po napisaniu rozdziału 27 dostałam wielkiego powera, pełną głowę pomysłów. Każdy kto jest tu ze mną dłużej wie, że rozdziały jak już się pojawią, to w późnych godzinach wieczornych, a nawet nocnych. Nie jestem z tego powodu z siebie zadowolona, ale podczas roku szkolnego tylko o tej porze byłam w stanie coś dla Was wyskrobać. Wtajemniczeni wiedzą, że latałam ze szkoły do szkoły. To był kwiecień, a nawet jego koniec, o ile mnie moja zawodna pamięć nie myli. Nie jestem jeszcze aż tak stara, chociaż z pamięcią naprawdę mam już czasem problemy. Przez nią wszystkie pomysły na rozdziały i przede wszystkim Jortini wyleciały mi z głowy, a ta notka tak naprawdę ma służyć pożegnaniu się z Wami, bo nie mam już pomysłu na opowiadanie! ... To wszystko oczywiście żarty, nie byłabym w stanie rozstać się z blogiem, przez którego tyle osiągnęłam ♥ W ogóle, w maju wybiła mi rocznica! Ojejku ojejku *---*
Pierwsze posty są tutaj z grudnia, ale tak naprawdę przeniosłam się przecież z innego adresu i konkretnie na TYM blogu, pod TYM adresem jestem od maja... Więc no :) Chyba muszę się tu pobawić wraz z wstawieniem otrzymanego szablonu i poprzesuwać posty tak, żeby rzeczywiście były od maja 2014, a nie grudnia 2013 :P Zrobię to dzisiaj, jeszcze za chwilę *_* Oczywiście notka się nie pojawiła, ja zawsze przepuszczam takie okazje ;_; Możecie mnie zabić, ale ostrzegam, wtedy już nie przeczytacie tego jakże dennego opowiadania. Jeżeli chcecie, z przyjemnością napiszę dla Was posta rocznicowego, sama chętnie podsumuję to wszystko ♥ Ale wracając do tematu pamięci, chyba powinnam zainwestować w biovital (lokowanie produktu, please). O, o, o, Lilka uczę się od Ciebie odbiegania od tematu! :D Ale wróć, napisz szybko... -,-
Już pod koniec maja powiadomiłam Was na twitterze i asku, że ogłaszam wszem i wobec sobie urlop. Nie chciałam do tego doprowadzać i uwierzcie, do ostatniej chwili próbowałam coś dla Was napisać. I wtedy własnie nadszedł maj, rozpoczęła się ostatnia walka o tę kilka ocen, dodatkowo, znów wtajemniczeni, ohoho, ależ Was dzisiaj wyróżniam, wiedzą, że w drugiej szkole również miałam niezłe urwanie głowy. To był ten moment kiedy postanowiłam schować dumę do kieszeni i na twitterze ogłosiłam, że robię sobie urlop od bloggera, nie z mojej winy, tylko winy... szkoły (szkół). Ale nie mówmy już o tym, radujmy się, mamy wakacje! Jedno wielkie oh i ah. Ogólnie to to chyba będzie najdłuższa notka informacyjna w moim życiu, o jejuńciu o.o ... Ale mi się ją fajnie pisze, ajhgacakhgzys *---* Żeby mi się tak rozdziały pisało ;___; Chcę tutaj jeszcze przeprosić za brak komentarzy na blogach :( Ja czytam, tylko nie mam czasu na komcia. Cały czas staram się to mienić.
Zakończyłam pewien etap, z nowym rokiem szkolnym rozpoczynam w sumie jakiś nowy rozdział, a więc koniec roku był dość trudny... Ehh. 
Gdy już nadszedł poniedziałek kiedy to nie musiałam wstać o 6, żeby zdążyć do szkoły... Postanowiłam wreszcie zabrać się za rozdział (którego swoją drogą mam już połowę, kto wie, może pojawi się jeszcze dzisiaj!) ogarnęłam, że chyba mam wirusa na komputerze ._. ... Więc jak ktoś wie jak łatwo go usunąć niech da znać, bo jest to dla mnie lekka przeszkoda. Rozdział aktualnie piszę w Wordzie przez co niestety po skopiowaniu nie będzie krótki, ale na pewno nie tak długi jak niektóre inne. Dla tych co wiedzą co do tego wirusa: na ekranie po prostu wyskakują mi reklamy i przekierowują na inne strony, strasznie dużo zamykania ;-;.
Powoli zbliżamy się do końca (przyznać się, kto ma już dość?). Mam wiele planów co do bloga. Chcę zrobić konkurs na OS'a (CHĘTNI PISZĄ!), napisać posta specjalnego dotyczącego zakończenia fioletowej przygody z serialem. Jest jeszcze kilka pomysłów, ale na razie zachowam je w swojej główce ^^
Jeszcze ze spraw organizacyjnych: myślę o założeniu blogowego instagrama i facebooka, co Wy na to? Wiem, że nie wszyscy z Was mają twittera, a tam łatwiej będzie nam się porozumieć :)  Dajcie znać co o tym sądzicie :*** 

To już chyba koniec. Doceńcie to, że wstałam tak wcześnie i piszę to dla Was .-. 
Żartuję, obudziła mnie jakaś głośna maszyna. Miałam ochotę zniszczyć cały świat :') A teraz już żegnam się z Wami. Życzę Wam miłego dnia i do zobaczenia jeszcze dzisiaj mam nadzieję, przy okazji rozdziału 29 ;***

PROSZĘ WAS O JESZCZE JEDNO! JEŻELI PRZECZYTAŁEŚ/ŁAŚ TEGO POSTA DAJ MI ZNAĆ W KOMENTARZU, ŻE JESZCZE TUTAJ JESTEŚ! CHCĘ WIEDZIEĆ, CZY JEST JESZCZE DLA KOGO PISAĆ ♥ 

                                                                                                  Besos :***
                                                                                                        Mrs.Blanco




niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 28/ Kim jest jego wybranka?

 Rozdział dedykuję
moim wspaniałym ♥
Paula Blanco, Nikola Blanco,
LilDevil, Domcia Verdas,
moja Paula z Twittera ♥,
Natalia, Fedemila Lover,
Martina Blanco.
Kocham Was ♥
 ♥Zapraszam na rozdział!
PS. 59 komentarzy? 
No nieźle *-*
Postaraliście się ♥ ♥ ♥
Oby pod tym było znów tyle ;3




Martina

- Ale jak to nie jesteście razem? - zapytała już chyba po raz setny Cande. Siedzimy od trzech godzin na skypie i gadamy o jednym i tym samym. W kółko. Dlaczego nie jestem dziewczyną Jorge.
- No ale Tini, całowaliście się, widziałam was szczęśliwych, tam na tarasie.
- westchnęła Włoszka. 
- No to jeszcze raz. Po prostu powiedział mi, że może powinniśmy przestać ukrywać uczucia... Ale nie jesteśmy razem. Zmieniło się jedynie to, że teraz zachowujemy się odrobinkę jak para, no ale formalnie on nie jest moim chłopakiem. - wytłumaczyłam po raz kolejny. Trzymamy się za ręce, przytulamy... W sumie wcześniej też tak było. Jednak teraz co jakiś czas pojawia się buziak, ale nie w policzek. W usta. Powinnam być zadowolona, ale z drugiej strony to trzyma mnie w ciągłej niepewności. A ja nawet nie potrafię go o to zapytać... Nadal jesteśmy w Barcelonie. Wczoraj były jeszcze poprawiny, na które wraz z Jorge również zostaliśmy zaproszeni. Usłyszałam pukanie do pokoju.
- Zaraz wracam. - powiedziałam i podeszłam do drzwi, za którymi ujrzałam Jorge.
- Cześć księżniczko, porywam Cię. - szepnął. Uśmiechnęłam się i podbiegłam do komputera. 
- Dziewczyny, kończę. Jorge mnie gdzieś porywa. - zachichotałam. Poczułam, jak chłopak mnie obejmuje. Zrobiło mi się gorąco.
- Jorge, to może ty nam powiesz. - zaczęły - dlaczego... - nie zdążyły dokończyć, bo się rozłączyłam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Idziemy? - zapytałam szybko rumieniąc się. Pokiwał głową i splótł nasze dłonie razem. Wychodząc, zgarnęłam jeszcze moją torebkę. Skierowaliśmy się do miasta.
- To gdzie idziemy? - zapytałam.
- Spełnić marzenia. - powiedział.
- Gdzie idziemy? - powtórzyłam pytanie.
- Ufasz mi? - spytał. Musnęłam jego usta.
- Ufam. - szepnęłam.


Jorge


Mam zamiar nagrać z Tini "Nuestro Camino" na moją nową płytę. Ona jeszcze o niczym nie wie, ale o to w końcu chodzi. To ma być niespodzianka. Jej głos jest naprawdę anielski. Gdy go słyszę, moje serce się roztapia, zakochuję się w niej jeszcze mocniej. Martina to moja księżniczka. Na dodatek moja nowa płyta będzie nosiła taki tytuł - "Mi princessa". Będą na niej piosenki, które napisałem z myślą o Martinie i nie tylko. Dodatkowo, jeżeli się zgodzi, chciałbym, abyśmy nagrali teledysk i zrobili sesję zdjęciową promującą krążek, jak i na jego okładkę. "Nuestro Camino" będzie wisienką na torcie, razem z piosenkami takimi jak "Te esperare" czy "Cuando me voy".

Po niedługim czasie byliśmy pod wytwórnią, połączoną ze studiem nagraniowym. Zobaczyłem zdziwienie na twarzy Tini.
- Jorge... Po co tu przyszliśmy? - zapytała. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Wiesz, że nagrywam nową płytę, prawda? Chciałbym, aby... - zacząłem. Stanąłem przed nią i chwyciłem jej dłonie. Widziałem w jej oczach prześliczne iskierki - aby na tej płycie znalazł się nasz duet. - szepnąłem. Była oszołomiona.
- Jjjorge... Mówisz prawdę? - szepnęła. Pocałowałem ją lekko. Poczułem, że odwzajemniła pocałunek. Szczęśliwy przedłużyłem go.
- Teraz wierzysz? - zapytałem zakładając kosmyk włosów za jej ucho. Uśmiechnęła się szczęśliwa.
Reszta dnia zleciała nam na nagrywaniu piosenki, do której już jutro nagramy wyjątkowy teledysk.


NASTĘPNY DZIEŃ

Martina

Dziś nagrywamy teledysk. Jestem taka podekscytowana! Nie mogę uwierzyć w to co się dzieje... Nadal. Nagraliśmy wczoraj piosenkę. Wyszło idealnie. Czułam się taka zakochana, taka zaczarowana. Jakbym latała! Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Na okładkach gazet wszędzie widać mój wizerunek 
"Jorge Blanco nie jest już singlem. Kim jest jego wybranka?", "Jorgistas, Jorge nie jest już wolny!", 
"Zakochany Jorge Blanco? Niemożliwe staje się możliwe!". 
Ale najlepsze jest to, że my o tym nie rozmawiamy. Jakby tego tematu w ogóle nie było. Czuję się jego dziewczyną, ale nie jestem nią. Zabawne...
Siedziałam w tej charakteryzatorni już drugą godzinę. Ale jestem pełna podziwu. Wyglądam prześlicznie, jak dama sprzed kilkudziesięciu lat. Kosmyk moich włosów został nażelowany i zakręcony. Miałam na sobie krótką, złotą cekinową sukienkę i buty tego samego koloru. Moje wargi były krwiście czerwone. Podobał mi się ten strój. Skierowałam się do sali, gdzie mieliśmy nagrywać pierwszą scenę. Typowy klimat drogiej restauracji, lata 30. Uśmiechnęłam się szeroko. Podobało mi się tutaj. Poczułam czyjeś dłonie na mojej talii.
- Cześć księżniczko. - szepnął mi do ucha. Zarumieniłam się i odwróciłam w jego stronę. Jorge wyglądał niesamowicie przystojnie. Teraz wyglądał klasycznie, ale równie idealnie.
- A gdzie grzywka? - zapytałam robiąc smutną minę - nie będę miała komu ją niszczyć. - dodałam smutna. Jorge tylko zaśmiał się i delikatnie pocałował mnie w czoło.
Rozpoczęliśmy nagrywanie pierwszej części. Wkładaliśmy w to całe nasze serce. Zależało mi, aby wyszło jak najlepiej. I wiecie co? Udało się. Nasze spojrzenia wyrażały miłość, wszystko idealne...













Jorge

Wszyscy  wyszli, wcześniej charakteryzując nas na lata 70. Zostaliśmy z Martiną sami. Dziewczyna usiadła na ławeczce przed studiem. Była zamyślona.
- Co jest? - zapytałem zmartwiony, siadając obok niej.
- Wszystko okej. Zamyśliłam się. - powiedziała.
- Tini co jest? Jakiś chłopak Cię zranił?
- Można tak powiedzieć. - szepnęła. Stałem się wściekły. Jak ktoś mógł zranić moją Martinę? Jak?!
- Zabiję go. Pożałuje, że zadzierał z... - nie dokończyłem, bo Tini przerwała mi pocałunkiem. Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem go.
- Już jest okej, dziękuję. - szepnęła po oderwaniu.
Wstała i zrobiła nam kilka zdjęć. Jest idealna. Te oczy, włosy, uśmiech, figura, charakter... Ile bym dał, żeby była moją dziewczyną. Dla mediów jesteśmy razem, ale tak naprawdę nie rozmawiamy o tym. Czuję, że każde z nas boi się poruszyć ten temat. W sumie, to nam się nie dziwię...

Kręcenie kolejnej części było czystą przyjemnością. Wszystko wychodziło nam fantastycznie. Jeszcze nigdy, ale to nigdy nie czułem się taki zakochany. Martina jest dla mnie naprawdę wszystkim. Kocham ją, ale dlaczego tak się boję? Każda scena była nagrana z precyzją. Raz nawet musnąłem jej usta, co zapewne nie uszło uwadze kamery. Działo się to jednak tak szybko, że myślę, iż nikt nie zauważy.



















Martina

Ostatnie sceny w stylu lat 80. były bardzo zabawne. Zwłaszcza moment, kiedy Jorge układali, a ja za każdym razem ją niszczyłam. O tak, to było naprawdę przezabawne... Ta piosenka, to wszystko... Czuję, że wyrażamy tym w jakiś sposób naszą miłość. Jesteśmy w takim wieku, że nie jest łatwo nam o niej mówić. Ja kocham jego i czuję, że być może... że odwzajemnia moje uczucie rosnące z dnia na dzień. Nawet nie wiecie jak ciężko jest ukrywać uczucie przed kimś takim jak Jorge. Każdego dnia powstają dziesiątki sytuacji, które jeszcze bardziej powodują, że moje serce wariuje. Zastanawiałam się, żeby z nim o tym porozmawiać... Ale co mi to da? W Buenos Aires czeka mnie ponoć jeszcze jedna niespodzianka. Nie mogę się doczekać. A już jutro wracam do domu! Dlaczego wydaje mi się, że stanie się coś, co zakłóci moje dotychczasowe szczęście?
Odwróciłam się. Tego widoku bym się nie spodziewała. Moje oczy zaszły łzami. Dlaczego wszystko zawsze się sypie? Dlaczego akurat teraz, kiedy nareszcie mogłam ułożyć sobie życie?












♥ ♥ ♥

Tum, tum, tum...
Witam państwa ^^
Mamy noc, czyli moją stałą porę dodawania rozdziałów xd
No to się naczekaliście (jak zwykle -;- (emotka na Tomasa by LilDevil)), ale jest! ;3
Mam nadzieję, że przynajmniej Wam się podoba,
bo moim zdaniem jest fatalny :/
Przepraszam ;__ ;
Ale uwaga, Drodzy Państwo...
MAM ZAMÓWIONY SZABLON
I MOJE ZAMÓWIENIE ZOSTAŁO PRZYJĘTE ^^
Kath ma notkę 27 kwietnia,
więc już odliczam <333
Chciałam Wam jeszcze podziękować
za tak miłe słowa po poprzednim rozdziałem ♥
60 komentarzy... SZOK *O*

minimun 35 komentarzy ~ rozdział 29

To tyle :***
Ciekawe czy są tu jakieś nocne marki, co wyczekują xd
Besos :***
Mrs.Blanco

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 27/ Pan chyba pomylił partnerki.


Dedykacja dla Pauli Blanco
za ogromną pomoc
i inspirację ♥
Dziękuję Ci kochana :*
Tymczasem Was zapraszam
do lektury.
Besos :*** 




♥ ♥ ♥


Alba

Siedzę razem z Candelarią w pokoju hotelowym i szykujemy się powoli na wesele kuzynki Jorge - Megan. Jesteśmy w bardzo dobrych kontaktach, często piszemy razem na czacie, rozmawiamy na video. To bardzo miła osoba, jednak jest dokładnym przeciwieństwem Jorge. Jest spokojna, to chyba główna cecha, której Jorge nie posiada. Jestem strasznie ciekawa, czy Martina przyjedzie razem z nim. Byłoby cudownie. Może ktoś uzna, że jesteśmy nawiedzone, ale my po prostu chcemy ich szczęścia. Obydwoje są w sobie zakochani, mają się ku sobie, ale nie wiedzą jak postawić ten krok. I my im w tym pomożemy.

Wstałyśmy z łóżka i zaczęłyśmy wyjmować sukienki z walizek. Powiesiłam swoją na wieszaku i skierowałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i umyłam włosy. Następnie związałam je w eleganckiego koka i wykonałam makijaż. Wzięłam czerwony lakier do paznokci i w moim ukochanym białym, puchowym szlafroku weszłam do pokoju. Minęła się w drzwiach z Candelarią. Wymieniłyśmy się uśmiechami. Usiadłam przy stole i zaczęłam malować paznokcie, rozmyślając o Jorge i Martinie. Jestem ciekawa, co teraz robią. Czy są już w Barcelonie, może zwiedzają, a może stoją właśnie w romantycznej scenerii i wyznają uczucia?



Martina

Chodzę nerwowo po całym pokoju. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co się dzieje. Jestem przyjaciółką znanego na cały świat gwiazdora - Jorge Blanco. Zakochałam się w nim bez pamięci, nie widzę świata poza nim. Właśnie przyjechałam z nim do Barcelony, na ślub jego kuzynki. Zaprosił mnie jako osobę towarzyszącą. Chce mnie przedstawić swojej rodzinie. To szaleństwo! Nie jedna dziewczyna marzy o czymś takim, a mnie przytrafia się to ot tak. Jestem szczęściarą. Jestem tego pewna. Marzyłam o znalezieniu miłości. Znalazłam. Niestety coraz bardziej czuję, że on nie odwzajemnia moich uczuć. Serce nie sługa. Mówi się trudno. Zostanę starą panną z kotami. Zamieszkam w małym domku w górach i któregoś dnia zasypie mnie lawina. Najlepiej!


Upięłam włosy w elegancką ale i romantyczną fryzurę. Założyłam
wybraną przez siebie sukienkę i biżuterię. Nie mogło zabraknąć naszyjnika od Jorge. Na samą myśl o chłopaku moje kąciki ust uniosły się w górę. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam zjawiskowo.

Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam tam i otwarłam je. Moim oczom ukazał się Jorge, jednak w zupełnie innym wydaniu. Miał na sobie czarny garnitur, a pod nim białą koszulę i krawat. Wyglądał niesamowicie. Uśmiechnęła się lekko. Oboje zaniemówiliśmy.




Jorge


Staliśmy wpatrzeni w siebie jak w gwiazdy. Nie byłem w stanie oderwać od niej wzroku. Na co dzień jest piękna, a teraz... To przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Aż jestem ciekaw, jak będzie wyglądała w dniu naszego ślubu, w białej sukni. Marzenia, żeby stać wtedy u jej boku, w eleganckim garniturze i wypowiadać słowa przysięgi. Ale marzenia są po to, żeby je spełniać, prawda?
- A myślałem, że to panna młoda będzie dziś najpiękniejsza. Jak widać, pomyliłem się. - powiedział z uśmiechem. Na te słowa oblała się rumieńcem.
- Ty też wyglądasz niesamowicie. - powiedziała. Zaśmiałem się i pocałowałem ją w policzek.
- Idziemy? - spytałem. Ona jedynie uśmiechnęła się szeroko i splotła nasze dłonie razem, po czym wtuliła się w moje ramię. Z uśmiechem skierowaliśmy się przed hotel, gdzie czekały już na nas jej przyjaciółki.
- Tini! - zawołały szczęśliwe. Ona uśmiechnęła się szeroko wzruszona i oderwała się ode mnie, po czy podbiegła do nich. Patrzyłem na nie z uśmiechem. Tuliły się wszystkie nawzajem. Zaczęły coś szeptać między sobą. W międzyczasie spoglądały na mnie. Podszedłem do Tini i przytuliłem ją od tyłu.
- Tajemnico przede mną? Nieładnie księżniczko. - szepnąłem jej na ucho. Przymrużyła oczy i cicho zachichotała. Dziewczyny patrzyły na nas z nadzieją.
- Nie, nie jesteśmy razem. - powiedzieliśmy równocześnie. Spojrzeliśmy na siebie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.


Po około dwóch godzinach ceremonia ślubna dobiegała końca. Staliśmy z Martiną z przodu. Nasze dłonie cały czas były splecione razem. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Megan i Jerry wypowiadali przysięgę. Widać było ich miłość.
- Obiecuję Ci, że kiedyś też staniesz na ślubnym kobiercu, w pięknej białej sukni, jak najprawdziwsza księżniczka z bajek Disneya. - szepnąłem jej na ucho. Spojrzała na mnie zdziwiona. No tak, w końcu zabrzmiało to, jakbym mówił, że kiedyś to my będziemy parą młodą. Uśmiechnąłem się do niej i musnąłem jej policzek, po czym ponownie zatopiłem się w marzeniach o naszej wspólnej przyszłości.


Mechi

Siedzimy razem z gośćmi w sali i przyglądaliśmy się parze młodej. Wesele odbywa się w starym zamku. Mimo to, nasz wzrok (czytaj Lodo, Cande, Alby i mój) był skierowany na Jorge i Martinę. Nasza przyjaciółka siedziała wtulona w niego. Trzymali się za ręce. To nie wygląda na przyjacielską relację...
- Pozwolisz, że na chwilę ci ją porwę? - powiedziałam do niego. Nie czekając na odpowiedź, pociągnęłam ją do łazienki.
- Co jest między tobą a Jorge? - spytałam. Zaśmiała się - to nie jest śmieszne. - powiedziałam.
- Przepraszam. - odparła.
- To tak czy nie? - zapytałam podekscytowana. Wzięła głęboki oddech i zrobiła długą przerwę. Niecierpliwiłam się coraz bardziej.
- Nie. - powiedziała - jesteśmy tylko przyjaciółmi - oznajmiła. Westchnęłam i wróciłyśmy na salę.


Jorge

Siedziałem przy stole. Kątem oka widziałem Martinę zmierzającą w moją stronę. Jednak drogę zagrodził jej... Diego. Siedziałem blisko, więc wszystko słyszałem.
- Zatańczymy, piękna? - powiedział do niej.
- Raczej nie. - odpowiedziała.
- No ale dlaczego? Tańczysz z Blanco, a ze mną nie? - spytał i zbliżył się do niej. Już mną trzęsło.
- Zostaw mnie. - poprosiła, gdy chciał ją pocałować.
- Jesteśmy sobie pisani. - szepnął i pogłaskał ją po policzku. Nie wytrzymałem i wstałem.
- Pan chyba pomylił partnerki. - powiedział oschle i objąłem Martinę od tyłu.
- Dziękuję. - szepnęła mi do ucha.
- Przerwałeś nam. - powiedział zły.
- Mówi się trudno.  - wycedziłem przez zęby i skierowałem się z Tini do stolika.
- Pamiętaj, że niezależnie co by się działo, zawsze będzie przy Tobie. - szepnął jej do ucha.
- Kocham Cię. - dodałem w myślach. Usiedliśmy przy stoliku i patrzyliśmy, jak młoda para kroi tort. Pilnowałem, aby Dominguez nie zbliżył się więcej do mojej ukochanej.


Rugerro

Bawimy się już kilka godzin. Wszyscy się cieszą. Nadszedł czas na słynne "rzucanie welonem i krawatem". Kto złapie, ponoć znajdzie miłość w najbliższym czasie. Usta
wiliśmy się wszyscy. Z głośników wydobyła się zabawna piosenka. Megan najpierw rzuciła welon. Nie widziałem, kto go złapał, ale wiem, że Lodo, Mechi, Cande i Alba były przeszczęśliwe. Potem przyszedł czas na krawat. Jerry stanął tyłem i rzucił go. Nie złapałem go i rozejrzałem się.
Trzymał go Jorge.
- No ładnie stary. - zaśmiałem się.
- Ciekaw jestem, kto złapał welon... - powiedział niepewnie i założył krawat.


Martina

Nie, nie, nie. To się nie dzieje. Złapałam welon. Czemu ja? Błagam, nie każcie mi teraz tańczyć przed wszystkimi. Niestety, moje kochane przyjaciółki wypchnęły mnie. Widziałam, że chłopacy zrobili to samo z przystojnym szatynem, którym okazał się być... Jorge! Odetchnęłam z ulgą. No ale tak, ja mam welon, on ma krawat... Błagam, powiedzcie mi, że to się nie dzieje. 

Stoimy naprzeciwko siebie i patrzymy w oczy. Uśmiechamy się lekko. Nagle z głośników wydobyła się wolna piosenka.
- Zatańczysz? - spytał. Nie opierałam się. Zbliżyliśmy się do siebie. Splotłam nasze dłonie razem i wtuliłam się w niego. Pocałował mnie we włosy. Wywołało to u mnie przyjemny dreszcz. Wtuliłam się w niego i powoli zaczęłam kołysać do melodii. Uczynił to samo. Wszyscy patrzyli na nich zauroczeni. Rodzice Jorge także. Czułam się niesamowicie. Jak prawdziwa księżniczka.

Po kilku minutach piosenka dobiegła końca. Megan powiedziała, że mam zatrzymać welon. Podziękowałam jej i wyszłam na zewnątrz. Musiałam się przewietrzyć i przemyśleć parę spraw. Wyszłam na duży taras widokowy i oparłam się o marmurową barierę. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby wiatr okalał moją twarz. Czułam, jak lekko rozwiewa moje włosy. Myślałam o tym, co dalej. Co robić, aby być szczęśliwą.

Poczułam dłonie na mojej talii. Uśmiechnęłam się lekko.
- Gdzie uciekłaś, księżniczko? - szepnął mi do ucha. Odwróciłam się w jego stronę.
- Musiałam odetchnąć. - powiedziałam. Pokiwał głową. 
- Nie sądzisz, że to swego rodzaju przeznaczenie? Może pora przestać ukrywać uczucia i dać sobie szansę? Nie sądzisz? - powiedział na chwili ciszy. Popatrzyłam na niego pytająco. Moje serce biło jak oszalałe. Wtedy położył dłoń na moim policzku i złożył na moich ustach magiczny pocałunek. Tak, teraz jestem pewna. Mam przy sobie cały świat.



♥ ♥ ♥

Witam Was w ten sobotni wieczór :3
Tak, to jest rozdział :D
Naprawdę szybko mi się go pisało,
nie mam pojęcia czemu.
Może dlatego, że Paula (♥)
dała mi cały pomysł na wątek.
Dziękuję kochana :***
Czy tylko ja kocham tak tę sesję Alby? *.*
Dobrze, nie rozgaduję się. :P
Ferie mi się kończą... ;c
Dlatego dzisiaj duży szantażyk, bo rozdział był długi :)

28 komentarzy ~ rozdział 28

Dacie radę? :)
Besos :***
Mrs.Blanco

poniedziałek, 16 lutego 2015

Say Something - Leonetta

Hola!
Post pisany na szybko :P
Chciałam Was poinformować, że założyłam bloga o Leonetcie :)
Tak wiem, nie ogarniam jednego bloga i zakładam kolejny xD
Mimo to mam nadzieję, że będziecie go czytać tak chętnie jak ten :)
http://say-something-leonetta.blogspot.com/?m=1

Besos :***
Mrs.Blanco

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 26/ To będzie zaszczyt.


Rozdział dedykuję
mojej wspaniałej
LilDevil ♥
Twój powrót dużo 
dla mnie znaczył :)
Miłej lektury!
I nie zapomnijcie o
komentarzu ♥
Besos!




Martina

Odkąd Jorge oznajmił mi, że jedziemy na parę dni do Barcelony, latam w kółko po całym domu i pakuję się. Nie wiem co mam zabrać, ani w jakim celu tam jedziemy...
- Tini, spokojnie, to tylko tydzień. - powiedział, wchodząc do mojego pokoju.
- Tydzień! Tydzień! W ogóle nie wiem co będziemy tam robić... Musisz mi powiedzieć, muszę wiedzieć co zabrać. - postawiłam mu warunek.
- To miała być niespodzianka. - oznajmił.
- No to chociaż jej ważniejszą część. - poprosiłam.
- To chyba dobry pomysł. Widzisz... Moja kuzynka wychodzi za mąż... I jestem zaproszony na jej ślub, zresztą cała reszta też, mam tu na myśli Lodo, Ruggero, wiesz. - zaczął - i pomyślałem... Poszłabyś ze mną? - zapytał niepewnie. Zatkało mnie. Wtedy poznałabym całą jego rodzinę!
- To będzie dla mnie zaszczyt. - wyznałam.
- Rozumiem... Trudno... Czekaj co powiedziałaś? - podszedł do mnie i objął.
- Że pójdę z tobą. - uśmiechnęłam się szeroko. Przytulił mnie i okręcił wokół własnej osi - a teraz wynocha, muszę się spakować. - zaśmiałam się i wyrzuciłam go za drzwi. Wiedziałam już co mniej więcej zabrać, więc spakowałam parę bluzek, trzy pary rurek, dżinsową kurtkę i trzy sukienki, no i parę par butów. Zaszalałam, ale przecież to Barcelona i będę się tam pokazywać z samym Jorge Blanco! Zostało mi wybrać dwie kreacje na wesele. Zaczęłam przeszukiwać całą szafę, aż w końcu znalazłam to, czego szukałam. Ogólne pakowanie udało mi się doprowadzić do finału około trzeciej w nocy. Mój pokój wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. Posprzątałam cały ten bałagan i zostawiłam ubrania na rano, po czym wzięłam szybki prysznic i wykończona padłam na łóżko.
Spałam spokojnie, do czasu, gdy sen się powtórzył. Zaczęłam się pocić i krzyczeć. Podniosłam się gwałtownie i zobaczyłam, że obok mnie siedzi Jorge. Przytulił mnie mocno. Nic nie mówił. Delektowałam się to ciszą. Dobrze, że była. Miałam już dość tego idiotycznego snu i nadzieję, że się nie powtórzy. Zasnęłam w objęciach Blanco.

Rano obudził mnie Jorge, który zabierał moją walizkę. Okazało się, że on jest już ubrany i gotowy, a ja nawet jeszcze nie zjadłam śniadania! W te pędy wyskoczyłam z łóżka i pościeliłam je, po czym pobiegłam do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Pół godziny później byłam już gotowa. Wsiedliśmy do auta Jorge i pojechaliśmy w stronę Barcelony. Całą drogę rozmawialiśmy i śpiewaliśmy piosenki, z podkładem radia, albo i odwrotnie. Nawet niektórzy którzy koło nas przejeżdżali patrzyli na nas dziwnie. My tylko śmialiśmy się. Po sześciogodzinnej podróży dotarliśmy na miejsce.



Jorge


Dojechaliśmy pod hotel, w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg. Wyjęliśmy walizki z bagażnika i skierowaliśmy się do recepcji. Oczywiście uparłem się, że wezmę walizkę Tini.
- Daj spokój, poradzę sobie. - powiedziała, jednak ja i tak ją wziąłem. Tini przewróciła teatralnie oczami i zaśmiała się. Weszliśmy do środka. Naszym oczom ukazał się wspaniały hol. Kątem oka zauważyłem Megan biegnącą w moją stronę. Od razu mnie przytuliła.
- Jorge, tyle czasu! - zaśmiała się. Objąłem ją.
- Obiecałem, że przyjadę więc jestem. - powiedziałem. Oderwała się ode mnie i spojrzała na szatynkę stojącą obok mnie. Zmierzyła ją od stóp do głów i uśmiechnęła się zwycięsko.
- To ta słynna Martina o której cały czas mi nadajesz? - spytała zadowolona. Zgromiłem ją wzrokiem, a moja przyjaciółka zarumieniła się.
- Chodźcie, pokaże wam pokoje. - zaśmiała się i zaprowadziła nas do ogromnego apartamentu. Były tam dwie sypialnie, łazienka i mały salon. Później wyszła.
- Idziemy się przejść? - spytałem niepewnie. Ta od razu pokiwała głową z uśmiechem. Wzięła torebkę. Skierowaliśmy się do centrum.
- Uwielbiam Barcelonę. - powiedziałem zadowolony.
- Jorguś.... - przeciągnęła słodko. Wiedziałem już że coś chce.
- Słucham?
- Weźmiesz mnie na barana? - zrobiła maślane oczka. Zaśmiałem się.
- Jak ładnie poprosisz. - postawiłem warunek. Stanęliśmy i patrzyliśmy na siebie nawzajem. Jest taka piękna. Podeszła do mnie i pocałowała delikatnie mój policzek.
- No dobra, wskakuj. - stwierdziłem. Czym prędzej znalazła się na moim plecach. Spacerowaliśmy po mieście.


Cieszę się niesamowicie, że to nasza znajomość przybrała taki obrót spraw. Mimo wszystkich problemów, cały czas je pokonywaliśmy i udało nam się dojść na ten poziom znajomości. Czuję się przy niej wspaniale. Nie chcę ukrywać moich uczuć, jednak wiem, że gdy nadejdzie odpowiednia chwila, Martina dowie się o tym, że ją kocham.



***
Chyba żadnego rozdziału tak nie zepsułam ;-;
Przepraszam ;_;
Chciałam już go wstawić, bo czekacie i czekacie. 
Ale mam ferie, więc w przyszłym tygodniu 
Postaram sie napisać rozdział 27 :)
Czekam na opinie ;3 
Dziś bez szantażu xD 
Ale i tak liczę na komentarze ;3
Besos ;***
Mrs.Blanco


Chat~!~