wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział 38/ Beznadziejne zakochany Pasquarelii, to pijany Pasquarelli.


Ze specjalną dedykacją
dla Mileny, Wiktorii i Oli.
Ola - powodzenia na ostatnim
dniu egzaminów
kochanie moje ♥
Będzie dobrze, nie martw się,
ja, my wszyscy w Ciebie wierzymy!
A Milena i Wiktoria...
Brak słów, naprawdę nie wiem 
co powiedzieć...
Raz jeszcze dziękuję za akcję
na twitterze
#AsiaToPolskaTini
Dziękuję!

♥♥♥


Martina


     Weszłyśmy z dziewczynami do klubu równo o godzinie 20. Rodzice nie mieli większych sprzeciwów puszczenia mnie na tę imprezę. Jak sami powiedzieli, ufają mi i wiedzą, że nie zrobię nic głupiego. Wzrokiem zaczęłam szukać tylko jednej osoby, a mianowicie właściciela tych przepięknych szmaragdowych oczu. 

- Panno Stoessel, widzę panią. - usłyszałam głos wydobywający się z głośnika. Rozejrzałam się dookoła zdziwiona, aż wreszcie natrafiłam wzrokiem na scenę, jak i wcześniej poszukiwane zielone tęczówki. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w jej kierunku. Powoli weszłam na podwyższenie.
- Ślicznie wyglądasz. - szepnął mi od razu do ucha ukochany. Zarumieniłam się lekko.
- Obiecuję Ci, że zagramy tylko kilka piosenek i już do Ciebie wrócę. - powiedział. Zachichotałam.
- Jorge, to Twoja praca. Nie jestem małą dziewczynką, dam sobie radę. - pogładziłam jego ramię kciukiem. Chłopak uśmiechnął się na te słowa i objął mnie.
- Kocham Cię. - powiedział i zamknął odległość między nami pocałunkiem.
     Chłopaki zaczęli grać niedługo po naszym przyjściu. Niektórzy słuchali, a inni bawili się w rytm muzyki. Ja tylko siedziałam wpatrzona w mojego chłopaka, przygryzając wargę. Dziewczyny już dawno porwano do tańca, tylko ja siedziałam sama jak palec. Sączyłam jakiś sok, nie mając ochoty na kolorowe drinki. Po chwili usłyszałam pierwsze akordy chyba jakiejś nowej piosenki chłopaków. Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam pod scenę. Jorge wbił we mnie wzrok i zawiesił się. Nie robił nic, prócz wpatrywania się we mnie i śpiewania. Czułam jak moje policzki przybierają kolor dorodnego pomidora. Moje serce biło jak oszalałe. Dlaczego? Przecież to nie pierwsza taka sytuacja.
Tak bardzo go kocham, ale coś mi mówi, że moje szczęście nie potrwa długo. Mam nadzieję, że się mylę.
- Kochałem Cię, tysiąc poprzednich żyć... - zaśpiewał puszczając mi oczko.


Ruggero

     Mam tego wszystkiego powoli dość. Nie potrafię obojętnie patrzeć na szczęście Martiny i Jorge.
Zwłaszcza, że odnoszę wrażenie, że to nie jest ten sam facet, jakiego znałem. O co w tym wszystkim chodzi? Nigdy nie był taki czuły i romantyczny. Jakby ktoś go podmienił. 
     Spojrzałem na uśmiechniętą Martinę pod sceną. Uwielbiam jej uśmiech. Jest taka delikatna i krucha. Jej spojrzenie, niczym dwa diamenciki. Jest prawdziwą księżniczką.
     Czy się zakochałem? Zapewne tak. To chyba nie jest normalne, że widząc moje serce przyspiesza tempa, uśmiech sam ciśnie się na usta, a i ja zaczynam się dziwnym trafem stresować.
     Całe to uczucie musi jednak pozostać tajemnicą. Ani Jorge, ani tym bardziej Martina nie ma prawda się dowiedzieć o tym, jak bardzo mi na niej zależy. Zraniłbym ich dwójkę. Jednak już dość dawno zauważyłem coś. Jorge się zmienił. Diametralnie. Nigdy nie był takim romantykiem. Zupełnie nagle zerwał ze Stephie i poleciał do Stoessel. Nie interesowały go tak poważne związki. Sam, jak mówił, być z Camareną tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia. Blanco cały jest jakby dawnym przeciwieństwem siebie. Szczerze? Nie mam pojęcia o co w tym chodzi, ale martwię się.
     Patrząc na "Jortini" po zakończonych koncercie ciężko było mi normalnie funkcjonować. To jak on ją przytula i całuje... To ja powinienem być na jego miejscu.
- Jeszcze raz poproszę. - mówię do barmana patrząc na nich zły.
- Chyba już ci wystarczy. - śmieje się mężczyzna wycierając szklanki i mieszając kolejne drinki.
- Jeszcze raz powiedziałem! - syknąłem zły pijąc alkohol. Nie widzę innego rozwiązania dla tego smutnego wieczoru. Beznadziejne zakochany Pasquarelii, to pijany Pasquarelli.


Jorge

     - Wiesz co daje mi największą satysfakcję? - zapytałem patrząc w jej oczy. Usiedliśmy na chwilę na kanapie, ponieważ Tini chciała odpocząć.
- Nie mam pojęcia. - zachichotała.
- A więc... - przybliżyłem się do niej - każdy patrzy na Ciebie jak na boginię, ale to ja jestem z Tobą. To ja Cię kocham, przytulam i całuję. To ja teraz tu z Tobą siedzę. - uśmiechnąłem się zadowolony i czule ją pocałowałem. Wieczór spędziliśmy razem, ciesząc się sobą. Za kilka dni wracam do Argentyny...
     Rano pojawiłem się u Martina już z samego rana. To miała być niespodzianka i mam nadzieję, że tak pozostało. Otworzył mi Francisco.
- Jorge! - powiedział z uśmiechem i przybił mi męską piątkę. Wspominałem już, że moje relacje z bratem Martiny to prawdziwy goal?
- Hej, Tini już wstała? - zapytałem.
- Tak, szykuje się na górze. - odpowiedział.
- Ale mam nadzieję, że nic jej nie mówiłeś? - na moment zamarłem. Chłopak zaśmiał się i pokręcił głową. Uff, kamień z serca.
     Wszedłem na górę i zobaczyłem Martinę obróconą tyłem. Nie widziała mnie. Uśmiechnąłem się pod nosem i powoli podszedłem do niej, po czym szybko obróciłem ją i pocałowałem. Czułem, że dziewczyna dziwi się, ale i uśmiecha, a po chwili odwzajemnia pocałunek.
- Jorge. - zaśmiała się po chwili odsuwając ode mnie oraz splatając dłonie za moją szyją - nie rób mi tak więcej - zachichotała.
- Dzień dobry. - powiedziałem cicho i oparłem swoje czoło o jej.
- Co Ty tutaj robisz? Wiesz, która jest godzina? Zazwyczaj jeszcze śpisz - zauważyła.
- Mam dla Ciebie niespodziankę. - oznajmiłem. Tini była widocznie zdziwiona - lecimy na weekend do Barcelony. - wyszeptałem jej do ucha. Poczułem mocny uścisk, co było równe z tym, że ukochana wręcz dosłownie rzuciła się na mnie szczęśliwa.


Mercedes

Niepewnie zapukałam do drzwi Ruggero. Widziałam wczoraj wieczorem w jakim był stanie i coś podpowiadało mi, że powinnam go odwiedzić. Po chwili z pokoju hotelowego wyszedł  zaspany Pasquarelli.
- Przepraszam, obudziłam Cię? - speszyłam się.
- Nie. - mruknął i wpuścił mnie do środka. Niepewnie weszłam do środka. Na fotelach wszędzie leżały jego rzeczy, a obok łóżka stały butelki. Chłopak zarzucił na siebie wymiętą koszulę.
- Poczekaj. - westchnęłam i zabrałam jego koszulę, po czym udałam się do siebie, gdzie wyjęłam z szafki żelazko i zaczęłam prasować ubranie.
- Po co to robisz? - zapytał mnie. Spojrzałam na niego.
- Bo nie mogę patrzeć na to, jak cierpisz. - powiedziałam cicho - Martina kocha Jorge, a Jorge kocha Martinę. I przepraszam, ale nie mam też zamiaru rozwalać ich związku, bo Ty się zakochałeś. Tak nie można, przepraszam. - dodaję.
- Skąd wiedziałaś? - zdziwił się. Odłączyłam żelazko i wzięłam koszulę.
- Uwierz, łatwo jest rozpoznać, gdy ktoś robi maślane oczy. Zakochanie jak nic. - rzuciłam mu górną część garderoby i opadłam na łóżko. Podszedł do mnie i chwycił moją dłoń, po czym położył się obok. Czułam motyle w brzuchu oraz przyjemne dreszcze przechodzące przez moje ciało. Cóż, to nie nowość, że podoba mi się Pasquarelli. Jego oczy, głos... Spojrzałam na niego, zatrzymując się na soczewkach.
- Dziękuję. - szepnął i pocałował mnie w czoło, po czym czule objął. Wtuliłam się w niego zamykając oczy. Ile bym dała, aby tak było codzień...



♥♥♥

Hej, hej, hej! Przychodzę do Was z kolejnym rozdziałem - mam nadzieję, że Wam się podoba i jesteście zadowoleni! (swoją drogą, na razie jestem dość systematyczna, prawda? hsshshs) ^^ Chciałabym tutaj poruszyć kilka tematów, bo ostatnimi czasy tak dużo się dzieje! Chyba właśnie dlatego napiszę osobnego posta ♥ Ojejku, kocham Was bardzo, bardzo, bardzo mocno, wiecie? A no, bym zapomniała!

KONKURS NA NAZWĘ GRUPY
ZOSTAJE PRZEDŁUŻONY
DO KOŃCA KWIETNIA
EMAIL: mrs.blanco77@gmail.com

Na konkurs otrzymałam niestety tylko trzy prace, dlatego przedłużam. Spróbujcie - może wybiorę akurat Waszą nazwę :)! Cóż, nie będę przedłużać, miłego wieczorku! A tym, którzy jeszcze jutro piszą testy (podobnie jak moja Ola) - POWODZENIA, JESTEM Z WAMI! <333
Tradycyjnie już:


Rozdział 39 ~ 20 komentarzy



Besos,
Mrs.Blanco





     


sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 37/ Nie ma już dla mnie ratunku.


PROSZĘ, PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM,
CHODZI TU O LOSY BLOGA.
Przypominam o Facebookowej stronie! :)
Tam mnie zawsze znajdziecie ;*
Zapraszam do lektury,
a na końcu i na "mały konkurs" :*


♥♥♥


Diego



Siedziałem spokojnie popijając kawę i próbując zagrać coś na dawno już rozstrojonej gitarze. Po chwili jednak usłyszałem charakterystyczny odgłos dzwonka do drzwi. Spojrzałem zdziwiony na zegar. Niedziela, 17:24. 

Nie byłem osobą, do której ludzie by tak lgnęli, czy też po prostu odwiedzali. Byłem inny. Właśnie, byłem, a teraz, aby im to udowodnić muszę się nieźle natrudzić.
Wstałem z czarnej, skórzanej sofy, znajdującej się w niewielkim salonie mojego nowoczesnego apartamentu, po czym udałem się do drzwi. 
Zamarłem, widząc w nich blondynkę. To była Ashley. Moja Ashley. Patrzyła na mnie, swoimi pięknymi, niebieskimi oczami.
- Diego. - szepnęła oszołomiona i wtuliła się we mnie. Czułem jak jej łzy moczą moją koszulę. Czule objąłem ją ramionami, zamykając tym samym w nim cały mój świat.
- Ashley. - wyszeptałem jej do ucha całując jej policzek. Spojrzałem kątem oka na Martinę, obejmowaną przez mojego kuzyna i uśmiechnąłem się do nich. Oni tylko odwzajemnili gest, po czym skinięciem głowy pożegnali się i skierowali do windy. Wpuściłem blondynkę do środka i zamknąłem drzwi.
- Napijesz się czegoś? - zapytałem kierując się do kuchni. Spojrzałem na nią. Stała z lekko podpuchniętymi oczami, trzymając dłoń na łokciu i kręcąc głową. Popatrzyłem na nią zdziwiony. Coś się ewidentnie stało. Podszedłem do niej i uniosłem jej podróbek do góry. Patrzyłem w jej oczy, z których znikł już tamten blask. Widziałem tylko strach i ból.
- Pocałuj mnie. Pocałuj tak, jakbyś to zrobił to pierwszy i ostatni raz. - poprosiła mnie nagle. Zamarłem, ale i moje serce zabiło szybciej. Przybliżyłem się do niej i delikatnie musnąłem jej wargi.
- Kocham Cię. - szepnąłem opierając swoje czoło o jej. Po raz kolejny usłyszałem jak szlocha.
- Ja Ciebie też kocham, Diego. I będę kochać już zawsze. Pół roku i jeden dzień dłużej. - odparła. Odsunąłem się zdziwiony.
- Pół roku? Chwila, dlaczego? Co będzie potem? - tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi.
- Potem odejdę. - powiedziała cicho.
- Wyjeżdżasz? Ashley, kochanie, pojadę z Tobą choćby na koniec świata. - obiecałem kręcąc głową i splatając nasze dłonie w jedność.
- Nie Diego, nie możesz... Odejdę na zawsze.
- Nie rozumiem...
- Mam białaczkę. Lekarze nie dają mi więcej niż pół roku. Nie ma już dla mnie ratunku. - wtedy po raz pierwszy w życiu płakałem...


Martina

- Jak myślisz, o co chodzi? - zapytałam ukochanego bawiąc się jego dłonią.
- Nie mam pojęcia, ale znając mojego kuzyna, nie będzie tego długo trzymał w tajemnicy. - zaśmiał się. Zachichotałam - Tini? - zatrzymał się nagle. Spojrzałam na niego pytająco - mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. Co widzisz w moich oczach? - zapytał mnie. Uśmiechnęłam się lekko. Podeszłam do niego i splotłam dłonie za jego szyją. Zatopiłam się w zieleni jego oczu.
- Widzę w nich słońce, któremu nareszcie udało się przebić przez chmury. Widzę czyste niebo i kilka motyli przelatujących nad łąką pełną kwiatów, które dopiero co zakwitły. A pośród nich widzę iskierkę. Skrzy się na wszystkie strony. I tę iskrę właśnie, nazywają miłością. - szepnęłam. Widziałam wzruszenie wymalowane na jego twarzy. Chłopak złączył nasze usta w pocałunku. Był jak muśnięcie wiatru. Delikatne i niesamowite zarazem.
- Jorge... - zaczęłam - nie zrań mnie, proszę. - poprosiłam patrząc na iskierki w jego szmaragdowych tęczówkach.
- Obiecuję. - powiedział. Mam nadzieję, że nie kłamał... Ugh, Tinita, znowu szukasz drugiego dna! Chłopak Cię kocha, okazuje to dosłownie na każdym kroku, a ty tak się zachowujesz.
- Idiotka. - pomyślałam w myślach zła.
Romantyczne chwile przerwał mi SMS od Mechi.

"Impreza dzisiaj, nie ma innej opcji! Zabieramy chłopaków ze sobą, będą grali w klubie. Do zobaczenia o 20, besos :*******".

Uśmiechnęłam się lekko.
- Gracie dzisiaj w klubie, a my idziemy z Wami. - uśmiechnęłam się.
- Serio? - zdziwił się - mamy jakiś koncert? - podrapał się po włosach. Wyjął telefon i dopiero wtedy zauważył wiadomość od Samu - rzeczywiście. - zaśmiał się. Pokręciłam głową z rozbawieniem.
- Jesteś strasznie roztargniony. - zauważyłam.
- Z taką dziewczyną u boku, nietrudno o zapomnienie o całym świecie. - puścił mi oczko. Zarumieniłam się lekko - pomidorku. - zaśmiał się - to moje ulubione warzywa. - na te słowa oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Ludzie patrzyli na nas dziwnie - za chwilę mam próbę... Zobaczymy się wieczorem? - zapytał mnie z nadzieją Blanco. Skinęłam głową z uśmiechem.
- Do wieczora. - musnęłam jego wargi, po czym niechętnie udałam się w stronę domu.


Ashley

- Diego błagam Cię, nie płacz. - szepnęłam. Chłopak chodził po pokoju w kółko.
- Nie, to niemożliwe... - powtarzał w kółko cicho, chowając twarz w dłoniach.
- Diego. - powtórzyłam.
- Niemożliwe, powiedz, że to chory sen. - poprosił. Spuściłam wzrok.
- Myślisz, że mi jest łatwo? - westchnęłam z bólem - każdego dnia budzę się z myślą, że ten dzień może być moim ostatnim. Diego proszę Cię, uspokój się. - szepnęłam błagalnie. Chłopak usiadł obok mnie i chwycił moje dłonie.
- Może jeszcze da się to wyleczyć? Może jest jeszcze jakaś szansa? - szepnął z nadzieją. Pokręciłam głową.
- Teraz chemia może mi już tylko zaszkodzić. - powiedziałam - już nic nie można zrobić. - na te słowa Dominguez rzucił kubkiem o podłogę. Wzdrygnęłam.
- Diego. - szepnęłam przerażona. Po raz pierwszy widziałam u niego łzy. Siedział na fotelu i płakał.
- Boję się. - powiedział - boję się, że Cię stracę. - powtórzył. Podeszłam do niego i delikatnie go pocałowałam.
- Kochanie... ja zawsze będę obok. - powiedziałam. Spojrzał na mnie.
- Ale dlaczego Ty? - ponownie zadał pytanie. Westchnęłam i usiadłam obok niego. Chwyciłam jego dłoń.
- Zacznę od początku. - postanowiłam. Brunet tylko skinął głową. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam mu w oczy - to miały być zwykłe badania kontrolne. Wiesz, tak żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Już po pobraniu krwi lekarz zaczął się niepokoić. Nie wiedziałam o co chodzi, ale musiałam zostać na kilka dni w szpitalu. Zaczęły się ciągłe badania, różne rozmowy, czy piję, palę... Nikt nie chciał mi powiedzieć co się dzieje, nie spałam przez to po nocach. - szepnęłam ze łzami, jednak starając się nie płakać - dopiero po pięciu dniach... lekarz powiedział mi, że... że choruję na nowotwór złośliwy. - moje oczy zaszkliły się jeszcze bardziej - na jakikolwiek ratunek jest już za późno, nie dają mi... więcej niż pół roku. - uśmiechnęłam się blado, a kilka łez spłynęło mi po policzkach. Chłopak objął mnie czule, chowając twarz w moich włosach.
- Nie pozwolę Ci odejść. - szepnął - obiecuję, że pomogę Ci wyzdrowieć. - dodał. Uśmiechnęłam się lekko i tylko zamknęłam oczy, zatracając się w tej chwili.


Mechi


- Może ta? - zapytałam.
- Nie, ta jest zbyt elegancka. - powiedziała Martina wyłaniając się z szafy.
- A ta? - wskazałam kolejną sukienkę.
- Zbyt prosta. - rzuciła.
- Ugh, no to w takim razie ty tutaj nie masz odpowiedniej sukienki na wieczór. - westchnęłam siadając zmarnowana na jej łóżku. Poczułam obok siebie wibracje. Na wyświetlaczu telefonu mojej przyjaciółki widniało zdjęcie Blanco. Spojrzałam w jej stronę. Chyba nie usłyszała, że dzwoni. Postanowiłam więc odebrać.
- Hej księżniczko. - powiedział subtelnym głosem.
- O ble, każda wasza rozmowa się tak zaczyna? - powiedziałam.
- Mechi? - wyraźnie się zdziwił.
- Przy telefonie.
- Mam! - krzyknęła Tini wyjmując kilka ubrań z szafy. Spojrzała na mnie - to Jorge? - zapytała wskazując na swojego białego iPhone'a. Skinęłam głową. Szatynka wręcz rzuciła się na mnie wyrywając mi telefon.
- Halo? - powiedziała - hej ... Tak, ja też tęsknię ... Ale spokojnie, zobaczymy się wieczorem ... Ja też cię kocham. Bardzo ... Do zobaczenia. - zakończyła rozmowę z uśmiechem.
- Widzę, że lovka się kręci. - powiedziałam szczęśliwa. Tini tylko pokiwała głowa.
- Nareszcie czuję, że jestem szczęśliwa. - rozmarzyła się - nareszcie mam dla kogo żyć, uśmiechać się, nareszcie mam kogo kochać. - odparła. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojego szczęścia. - szepnęłam - i mam nadzieję, że cię nie skrzywdzi. Jeśli to zrobi, to osobiście go zabiję. - obiecałam. Szatynka zaczęła się śmiać - dobra, a teraz ubieraj się, lecimy na imprezę! - zaśmiałam się.



♥♥♥

     Kilka spraw organizacyjnych, jednakże bardzo dla mnie ważnych! Proszę o przeczytanie!
Zacznę od początku... Zabijecie mnie zapewne za ten wczorajszy żart, prawda? Jednak jestem szczęśliwa, że go zrobiłam. Nie dlatego, że Was wkręciłam, ale dlatego, że poczułam jak bardzo mogę na Was liczyć. Już kilka minut po opublikowaniu "Love, Mrs.Blanco" zostałam zaspamowana na wszystkich moich social mediach wiadomościami. Pisaliście tyle miłych słów, tak bardzo czułam się choć przez chwilę dla kogoś ważna. Chciałabym w tym miejscu serdecznie pozdrowić Lil ly oraz Natalię. Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa. Szczerze? Czytając to wszystko miałam ochotę Was wszystkich przytulić. I osobiście mam nadzieję, że kiedyś będę miała taką okazję, poznać Was bliżej. Dziękuję Wam za wszystko! (i spokojnie, jak na razie nie mam zamiaru niczego zamykać czy też odchodzić <3).
     Jeżeli mówimy o poznaniu się! Mam dla Was mały konkurs. Ostatnio na pewnej konfie Julia oraz Nata no i ja, wpadłyśmy na pomysł założenia grupy. Nie traktuję się tutaj jako jakiegoś fejma, co to to nie :) Chcę po prostu mieć z Wami lepszy kontakt i możliwość poznania Was. Zasady są proste.

WYMYŚL NAZWĘ DLA MOJEJ GRUPY

NAGRODA:
Administrator + dedykacja 3 rozdziałów

Pomysły wysyłajcie na maila:
mrs.blanco77@gmail.com
w temacie wpisując
KONKURS JOL

Czas: do 15 kwietnia

     No, to to chyba tyle. Prócz tego postanowiłam, że zmniejszę szantaż, tym samym będę mogła dodawać więcej rozdziałów. A jak podoba Wam się rozdział? <3 Piszę teraz trochę na zapas, pozdrawiam Was chora z łóżka... ._. No nic, to tyle!

20 komentarzy ~ rozdział 38


Besos!
Mrs.Blanco




piątek, 1 kwietnia 2016

Love, Mrs.Blanco




Drodzy czytelnicy!

     W życiu każdego bloggera przychodzi taki czas, kiedy mimo chęci, coś pęka. Lina, iskra, zapał. Nie umiem dokładnie określić definicji tego czegoś. Ale w moim życiu też nadszedł właśnie taki moment.
     Cześć, jestem Mrs.Blanco. Niewielu z Was zna moje prawdziwe imię, ale to chyba nieistotne. Tak mi się przynajmniej wydaję. Bloga prowadzę już długi czas, może nie systematycznie i skrupulatnie, ale jednak piszę i staram się. Do teraz.
     36 rozdziałów, ponad 122 tysiące wyświetleń i 779 komentarzy. Czy to sukces? Tak.
To największy sukces w moim życiu. Zaczęłam od zera, izolując bloga od pewnych rzeczy. Skromność, nieskromność, wybiłam się, i jestem z tego paskudnie dumna. 
     Czytając każdy komentarz, opinię, maila, czy wiadomość od Was, w moim serduszku robiło się niesamowicie ciepło, a i czasem potrzebowałam chusteczek. 
     Jesteście najwspanialszymi czytelnikami jakich mogłam sobie wymarzyć. 
     Ale ostatnio coś się zaczęło psuć. Sama nie wiem, co to dokładnie jest. Brak czasu, chęci, weny i przede wszystkim pasji i energii, której na początku miałam w sobie aż za dużo. 
     Komentarzy, które dają mi kopa, zaczęły zmniejszać swoją ilość. Kiedyś blisko 50, dziś ledwie niecałe 20. 
     Uznajcie mnie za tchórza, ale już nie mogę. Nie potrafię. Rezygnuję... 
     Dopiszcie własne zakończenie do tej historii. Co dalej będzie z Martiną, Jorge, Ruggero, Lodovicą, Mercedes, Albą, Candelarią, Diego, Ashley, Francisco, Facundo, Samuelem, Nicolasem, Alejandro, Marianą. 
     Nie chcę, aby ktoś tu po mnie płakał, czy próbował zmienić moją decyzję.
Ja już ją podjęłam. Chcę zacząć coś nowego, na nowej karcie. I z czegoś muszę zrezygnować. Padło na bloga.
     Przysięgam, że ten blog jak i poznanie Was wszystkich, tylu wspaniałych osóbek, nie tylko z Polski, było jedną z najlepszych rzeczy jaka mi się w życiu przytrafiła.
     Chciałabym podziękować każdej/każdemu z Was osobna.Wyobraźcie sobie, że to właśnie robię.

     To był mój ostatni post, moje ostatnie słowa do Was.
Zapomnijcie o mnie, byłam tylko przelotnym 
deszczem, słońcem, wiatrem, tęczą.
Kocham Was i dziękuję.
Nigdy Was nie zapomnę.
Kiedyś się spotkamy, obiecuję, a tymczasem...
Już po raz ostatni.
Love, Mrs.Blanco.


PS. To nie koniec, to nowy początek.










     

niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 36/ Jestem Ashley.



Ze specjalną dedykacją dla Lil ly, 
która dostała ataku serca
po tym jak dowiedziała się,
że ja to ja ♥



Jorge

Siedzimy wszyscy razem wokół ogniska. Palące się drewno iskrzy się. Wcześniej byłem jeszcze z Martiną u niej, gdyż nalegała, że chce się przebrać. Mówiłem jej, że przecież dobrze wygląda, jednakże ona tłumaczyła wszystko wygodą. Poczekałem na nią, aż przyszłaprzebrana. Uśmiechnąłem się widząc ją, po czym czule musnąłem policzek ukochanej. Chłopaki dali znać, że wszyscy są już na plaży. Wsiedliśmy na mój motor, po czym ruszyliśmy w kierunku wybrzeża.

Ze splecionymi dłońmi usiedliśmy obok naszych przyjaciół. Wszyscy wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Martina zaśmiała się lekko i odgarnęła włosy za ucho. Uśmiechnąłem się.
- Może. - powiedziałem tajemniczo. Pasquarelli westchnął lekko zły.
- Tak czy nie? - zapytał zbulwersowany. Zdziwiłem się lekko.
- Spuść z tonu może. - powiedziałem. Nie wiem o co mu chodzi, ale od czasu kiedy między mną a Martiną zaczęło się już coś naprawdę dziać, zaczął się dość dziwnie zachowywać. Ciągle miał jakiś problem, kłócił się o nic, był naprawdę nieprzyjemny.
- Bo robicie z tego nie wiadomo jaką tajemnicę, nie wiem jaki masz problem z tym, żeby powiedzieć nam czy jesteście razem czy nie. - wkurzył się. Zmarszczyłem brwi.
- O co ci chodzi? - założyłem ręce na klatce piersiowej. Szatyn tylko mruknął coś pod nosem i poszedł gdzieś zabierając ze sobą piwo. Martina spojrzała na niego niepewnie.
- Może pójdę z nim porozmawiać? - spytała.
- Nie Kochanie, lepiej zostaw go samego, facet sam nie wie jak się ma i zachowuje jakby miał okres. - odparłem, za co dostałem z łokcia. Złapałem się za obolałe miejsce.
- Nie obrażaj mi tu kobiet, panie Blanco. - odparła z satysfakcją i podeszła do dziewczyn. Zaśmiałem się kręcąc głową i spojrzałem na resztę.
- O co chodzi Ruggero? - zapytałem Facundo, który dorzucał coś do ogniska.
- Sam się zastanawiam... Ostatni ciągle taki jest. W zasadzie od czasu kiedy coś na poważnie zaczęło się dziać między tobą a Tini. - zauważył, podobnie jak ja wcześniej. Spojrzałem na śmiejącą i śpiewającą ukochaną. Na moją twarz wpłynął mimowolnie ciepły uśmiech. Jest taka słodka i delikatna. Nie mam pojęcia jakbym sobie bez niej poradził. Może i powtarzam to w kółko, ale taka jest prawda... Odkąd poznałem Martinę wszystko się zmieniło. Zacząłem uśmiechać się zupełnie bez powodu, pisać głębokie piosenki, poprawiać relację z rodziną i przyjaciółmi. Nareszcie stałem się szczęśliwy, a to wszystko dzięki mojej księżniczce. Właśnie, gdzie ona jest...?


Martina


Mam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, rodzinę. Ale czasem odnoszę wrażenie, że ja do nich nie pasuję. Nie wiem... Oni wszyscy są tacy promienni, uśmiechnięci, cieszą się z życia. No a ja? Doszukuję się nie wiadomo jakiego drugiego dna... Kiedyś nawet przeszło mi przez myśl, że Jorge to nie Jorge. Zabawne, czyż nie? Mam ochotę zrobić sobie krzywdę, gdy myślę, że mógłby mnie skrzywdzić. Widzę w jego oczach tyle miłości i troski. A najpiękniejsze jest to, że darzy nią właśnie mnie. To cudowne, że mam przy sobie takich ludzi jak Alejandro, Mariana, Mechi czy Jorge. Bardzo ich kocham.

Siedziałam na piasku, uciekając tam w momencie, kiedy reszta była pochłonięta rozmową. Tinitkę znów wzięło na przemyślenia. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok mnie.
- Co tu robisz? - zapytał mnie chłopak kładąc głowę na moich udach. Uśmiechnęłam się i zaczęłam bawić jego włosami.
- Rozmyślam sobie nad życiem. - odpowiedziałam.
- Czyli to co zwykle. - zaczął się śmiać szatyn, za co oberwał w czoło - co Ty taka brutalna? - zaczął masować obolałe miejsce, na co ja zaczęłam się śmiać i po chwili położyłam obok niego.
- Ja chyba do was nie pasuję, wiesz? - westchnęłam patrząc w gwiazdy, które przebijały się gdzieniegdzie na niebie. Jorge widocznie się zdziwił, gdyż oparł się na łokciu i spojrzał na mnie pytająco.
- Dlaczego tak uważasz? - zapytał. Spojrzałam na niego i pogładziłam jego policzek. Jorge tylko uśmiechnął się i chwycił moją dłoń, całując ją. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Spójrz na was wszystkich... Jesteście tacy wspaniali, szczęśliwi, sławni. Mogłeś sobie znaleźć dziewczynę z bilboardu, a nie Madrytu. - posmutniałam.
- Tylko, że zakochałem się w dziewczynie z Madrytu. W prawdziwej, naturalnej, uśmiechniętej - pstryknął mnie w nosek - Martinie Stoessel. I to ją kocham, a nie pierwszą lepszą dziewczynę z bilboardu. - na te słowa jakoś odetchnęłam. Nie wiem dlaczego, ale uspokoił mnie.
- Kocham Cię. - szepnęłam całując go czule. Jest niesamowity.
- Ja to wiem. - zaśmiał się przerzucając mnie przez ramię.
- Blanco postaw mnie natychmiast! - pisnęłam. Jednak mój wspaniały chłopak postanowił zrobić inaczej. Zaczęłam się śmiać. Jest taki słodki! Wbiegł do morza, stawiając mnie dopiero w wodzie. Zarzuciłam dłonie za jego szyją, a on objął mnie w pasie, po czym nasze usta złączyły się w pocałunku. Oh słodki losie, czym ja sobie na niego zasłużyłam?


Jorge


W Madrycie miałem zostać jeszcze trzy dni. Następnie musiałem wracać do Buenos Aires. Wróciły wywiady, nagrania i inne tego typu sprawy. A pomiędzy tym wszystkim związek z Martiną. Boję się, że nie dam rady i zawalę, a ona będzie cierpieć. To ostatnie czego pragnę. Dzisiaj jesteśmy umówieni w pobliskiej kawiarni. To jednak nasze ostatnie chwile razem i chcemy je jak najlepiej wykorzystać. Ja zresztą też mam już plany na najbliższe dni. Oprócz tego, muszę z nią koniecznie porozmawiać na temat "Esperanza mia". To ogromna, a kto wie, może i jej życiowa szansa, której nie może zaprzepaścić. Chcę jej pomóc spełnić marzenia, tak jak ona spełniła moje, o prawdziwej miłości.

O umówionej godzinie udałem się do tej kawiarni w stylu lat '70. Pamiętam jak wtedy przyjechałem tam dla Martiny. I zaczęły się te nasze podchody. Ale teraz nareszcie jesteśmy razem i możemy cieszyć się sobą nawzajem.
- O wilku mowa. - pomyślałem, widząc ukochaną wchodzącą do budynku. Zaczęła rozglądać się za mną, a gdy nasze spojrzenia się spotkały, momentalnie się uśmiechnęła. Wyglądała prześlicznie. Zresztą ona zawsze świetnie wygląda. Cała jest idealna.
- Hej. - uśmiechnęła się dając mi krótkiego buziaka, które ja oczywiście przedłużyłem. Objąłem ją w talii i założyłem kosmyk jej włosów za ucho. Ta jednak po chwili niechętnie przerwała pocałunek.
- Wszyscy na nas patrzą. - zauważyła.
- I dobrze, niech wiedzą, jaką mam cudowną dziewczynę! - ostatnie słowa zacząłem wykrzykiwać na prawie całą kawiarnię, jednak Tini szybko zakryła mi buzię dłonią.
- Zamknij się. - wycedziła przez zęby próbując powstrzymać śmiech. Uśmiechnąłem się triumfalnie, po czym oboje usiedliśmy przy stoliku. Chwilę później pojawiła się przy nas młodziutka kelnerka, na oko nawet młodsza od Tini.
- Czy mogę przyjąć zamówienie? - powiedziała oblizując wargę i wpatrując się we mnie. Widziałem kątem oka niezadowolenie Martiny. Bawiły mnie obydwie.
- Oczywiście. - odpowiedziałem puszczając oczko ukochanej. Uspokoiła się w duchu. Rudowłosa kelnerka wyjęła notesik i zaczęła notować.
- Poproszę dwa razy torcik bezowy, a oprócz tego dwa razy frappucino. - odparłem patrząc w kartę.
- Dla pana wezmę najładniejszy kawałek. - zachichotała. Znajdująca się w dłoni Tini karteczka momentalnie została zgnieciona - czy ma pan jeszcze jakieś życzenia? - zapytała trzepocząc rzęsami, które nawet ja zauważyłem, że są doczepiane.
- Ja mam życzenie, kochanie, weźmy jeszcze truskawki i bitą śmietanę, pamiętasz, tak jak wtedy w Argentynie, kiedy siedzieliśmy pod tamtym drzewem. Nigdy nie zapomnę tamtego popołudnia. - powiedziała siedząca naprzeciwko mnie, akcentując każde słowo, pokazujące, że "jestem tylko jej". Zaśmiałem się pod nosem. Dziewczyna niezbyt zadowolona odeszła w stronę innych stolików. Odprowadziłem ją wzrokiem, a już po chwili poczułem smak malinowej pomadki Tini. Odwzajemniłem pocałunek z uśmiechem.
- Mała zazdrośnico, ludzie patrzą. - zaśmiałem się cicho splatając nasze dłonie razem.
- Niech patrzą i zazdroszczą. - puściła mi oczko.


Ashley

Błąkałam się uliczkami Madrytu. Jestem tutaj pierwszy raz. Ale musiałam przyjechać. Muszę odnaleźć Diego, a jak nie jego, to chociaż kogoś z jego przyjaciół. Strasznie za nim tęsknię, a poza tym... Ostatnia dowiedziałam się okrutnej prawdy. Muszę mu powiedzieć, co czuję, zanim będzie za późno. Kocham go i nawet, jeśli on nie odwzajemnia moich uczuć, to muszę mu powiedzieć. Wyrok jaki usłyszałam załamał mnie i muszę zrobić wszystko to, na co wcześniej nie miałam odwagi.
Pobyt Dominguez'a w Portugalii zupełnie odmienił moje życie. Zakochałam się, do szaleństwa. Nie myślałam o niczym innym, tylko nim. A gdy wyjechał wszystko jakby straciło barwy i znów stało się szare. 
Nie umiem opisać uczucia jakim jest miłość. To prostu pojawia się i jest. W takich momentach zapominasz o całym świecie, a gdy wreszcie oprzytomniejesz, uświadamiasz sobie, jakie błędy popełniłaś/łeś będąc w tym niesamowitym transie. Jednak nie żałuję, że się zakochałam. Ba, jestem szczęśliwa. Bo nareszcie znalazłam choć iskrę nadziei na lepsze jutro.
Spacerując tak przez park, zauważyłam pewną parę. Doskonale wiedziałam kto to.
- Martina. - pomyślałam szczęśliwa. Nie myślałam, że pójdzie tak łatwo. W tak dużym mieście odnaleźć przyjaciółkę ukochanego. Szybko podeszłam do niej.
- To Ty jesteś Martina, prawda? - zapytałam z nadzieją. Szatynka spojrzała zdezorientowana na Jorge, jednak gdy chciała coś powiedzieć, przerwałam jej - musisz mi pomóc odnaleźć Diego. Jestem Ashley. - dziewczyna zamarła.


♥♥♥


No prooooszę, któż to raczył dodać rozdział! Żyję misiaki, żyję. Tylko potrzebowałam przerwy. Ale nareszcie przybywam. A więc jak się czujecie? Mamy godzinę 2 w nocy, a w zasadzie to 3, bo przestawiamy godzinę ._. ... Tia, wspaniale. 
Jejku, tyle się u mnie wydarzyło przez te trzy miesiące! Spotkałam się ponownie z internetową przyjaciółką (Olcia tęsknię :c), miałam urodzinki i awww, poznałam moje czytelniczki. W zasadzie zupełnie przypadkiem. 
Bowiem przed bitwą Vilovers w Radiu Young Stars, 24 marca, powstała konfa... I tak się złożyło, że rozmawiając o różnorodnych fanfictions, podrzuciłam linka do mojego bloga. Jejku, nie jestem w stanie opisać tego uczucia. Zawsze marzyłam o czymś takim, że ktoś będzie szczęśliwy, bo mnie poznał. Łzy kręciły mi się w oku czytając wiadomości "to dzięki Tobie zaczęłam pisać", "uwielbiam Twojego bloga", "to mój ulubiony blog"... Życzę każdej blogerce tego, aby spotkała się z takimi osobami <3 Kasia, Julka i Nata, pozdrawiam! ♥ Naprawdę, to niesamowite... A najlepsze jest to, że wszystko wyszło na jaw zupełnie przez przypadek! 
Dziękuję Wam wszystkim, za to, że jesteście. NIE DAŁABYM BEZ WAS RADY, NAPRAWDĘ.
A jeszcze - jeśli w czwartek, o 19, słuchaliście Radia Young Stars, bitwy grupy G, w tym Vilovers, to ta reprezentantka gaduła to byłam ja, haha :D ^^ :***


Jeszcze kilka ogłoszeń:
ROZDZIAŁY NIE BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ REGULARNIE - po prostu nie jestem w stanie ich pisać na bieżąco. Piszę wtedy, gdy znajduję czas, a teraz o niego naprawdę u mnie ciężko. Ale spokojnie, to nie tak, że rozdziały będą co trzy miesiące, nie nie. Po prostu nie liczcie na to, że w każdy załóżmy piątek będzie rozdział. Wiem, że obiecywałam co innego. Niestety, siła wyższa, przepraszam.

PRZYPOMINAM O MOIM FACEBOOKU - jeśli chcecie mieć ze mną jakikolwiek kontakt, to zapraszam tutaj, z pewnością szybciutko odpowiem <3 KLIK

I OCZYWIŚCIE WESOŁYCH ŚWIĄT! Na te święta Wielkiej Nocy życzę Wam z całego serducha bogatego zająca, mokrego dyngusa, smacznego jajca, odpoczynku i dużo radości. Przesyłam Wam miliony buziaków!

PS. Wracamy do szantażyku. Przepraszam, muszę.

30 komentarzy ~ rozdział 37

Besos Aniołki moje!
Mrs.Blanco



wtorek, 22 marca 2016

#ViolettaBlogAwards - oddaj głos!




Hej, hej, hej!

Tak, ja żyję :'D Ogólnie panna Mrs.Blanco ma kryzys i nie wie co pisać, upsi... A ma pomysł na kolejną część opowiadania, haha xD (oj chyba się wygadałam... zostawcie to w tajemnicy ciii). 
Nie piszę bez przyczyny, potrzebuję Waszej pomocy, a raczej chciałam Was o czymś powiadomić.

Mianowicie - na znanym myślę wszystkim blogu Violetta 2 Polska od jakiegoś czasu trwa głosowanie w konkursie Violetta Blog Awards. Nagrodzone (w tym przypadku reklamą na blogu) będą najlepsze fanfiction o Violetcie.

Jak się domyślacie, zostałam nominowana! Z tego miejsca pozdrawiam Martynę Sochę! Dziękuję za nominację ♥. Aktualnie natomiast trwa głosowanie. TUTAJ klikając w Ankieta przy odpowiedniej kategorii możecie oddać głos na wybrany blog. 
Mój blog, ale także i ja, zostałam nominowana w pięciu kategoriach:
2. Najlepsza fabuła.
5. Wyciskacz łez.
6. Najsłodsza para.
10. Najbardziej niespodziewany zwrot akcji.
11. BLOG ROKU.


Będzie mi niesamowicie miło, jeśli oddacie na mnie głos! To wszystko co się dzieje jest dzięki Wam - moim niezastąpionym czytelnikom. DZIĘKUJĘ I BARDZO WAS KOCHAM ♥


GŁOSOWANIE KOŃCZY SIĘ DZISIAJ.
A WIĘC JEŚLI CHCESZ ODDAĆ NA MNIE GŁOS
ZRÓB TO TUTAJ


Raz jeszcze dziękuję za wszystko
Kocham Was mocno!
Besos
Mrs.Blanco




poniedziałek, 25 stycznia 2016

To co każdy kocha, czyli notka informacyjna!



PROSZĘ
PRZECZYTAJ
WYPOWIEDZ SIĘ W KOMENTARZU
CHCĘ ZNAĆ WŁAŚNIE TWOJĄ OPINIĘ


***

Hej aniołki! Kto ma ferie? Ja mam ferie, hihi *^* Ale został tylko tydzień... ;_; A 5 lutego przyjeżdża do mnie Pingwin >>> No i 7 lutego moje X urodzinki! Co u Was słychać w nowym roku? ^^ Korzystacie z życia? Spełniacie marzenia? Co z tego, że minęło dopiero 25 dni roku 2016, moi drodzy, zaczynami się spełniać od samego początku, nie ma na co czekać :* Tymczasem ja witam Was w notce informacyjnej. No wiem, każdy to kocha, heheszki ccc; Ale proszę, tym razem naprawdę przeczytajcie. MUSZĘ znać Waszą opinię, bo nie wiem co mam robić ;_; No więc może do rzeczy ^^

***

Rozdział się pisze. Aktualnie jestem w takim momencie, kiedy muszę się dużo nagłowić, co tutaj napisać, bo jak już Jorge i Martina są razem, to nie może być ciągle randek, spotkań, tych wszystkich pierdół, bo to jest po prostu nudne, nie sądzicie? Ale spokojnie, nie mam zamiaru ich rozdzielać, przynajmniej j e s z c z e :))))). No właśnie, co do fabuły. Postanowiłam troszeczkę przyspieszyć akcję. Nie zdziwcie się, bo nie ukrywam, że przez kilka rozdziałów nawiążę do rzeczywistości Blanco i Stoessel, jednak później to się zmieni. I tutaj pierwsze pytanie: Czy jesteście dalej zainteresowani tą historią, mam ją pisać w nieskończoność, czy może chcielibyście zupełnie nowe opowiadanie, hm?

***

Dalej, wygląd i konstrukcja rozdziałów. Od 36 rozdziału dużo się zmieni. Zastanawiam się, czy nadal pisać z czyjego punktu widzenia piszę, czy może pomijać to i zostawić dla Was, abyście sami się domyślili. Kolejna rzecz to zdjęcia i gify. Chciałabym nadać blogowi troszeczkę tumblrowego charakteru. Gify nie tylko z Violetty, mniej zdjęć samych bohaterów, a rzeczywiście więcej tumblrowych gifów. Oczywiście pytanie: Jesteście zainteresowani taką zmianą?

***

Kolejną sprawą jest to, o czym pisałam już pod ostatnimi rozdziałami, ale odnoszę wrażenie, że niestety mało kto czyta notki pod chapterami ;c ... No więc! Niedawno stukło mi 100 tysięcy wyświetleń! Nawet nie wiecie jaka jestem Wam wdzięczna. To dla mnie ogromny sukces, który zawdzięczam w 100% tylko i wyłącznie Wam. Jesteście niesamowici i mam nadzieję, że kiedyś Was wszystkich spotkam i mocno wytulę ♥ W ramach podziękowań chciałabym zorganizować jakiś konkurs, może nawet i z prawdziwymi nagrodami ^^ Macie na niego pomysł, na zadanie konkursowe jak i na nagrody?

***

No i ostatnia już rzecz. Mam w planach zamówić nowy szablon, bardziej adekwatny do fabuły, ale i ostrzejszy, z pazurem. Na razie jednak muszę dokładnie to przemyśleć, bo jakąś już wizję mam, ale chcę, aby było ideolo, także wiecie, chwili potrzeba. A może wolicie zostać przy tym wyglądzie?

***

No, to chyba tyle ^^ Bardzo chciałabym zobaczyć Wasze odpowiedzi na moje pytania *te wielkie, wytłuszczoną czcionką* w komentarzach. Chcę po prostu wiedzieć na czym stoję, bo jak sami wiecie, zależy mi na tym, aby miło czytało Wam się tego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli tam po prawej stronie dodacie się do obserwatorów, wtedy jako pierwsi będziecie się dowiadywać o nowych rozdziałach. A tymczasem lecę pisać rozdział ;* Kocham Was bardzo!
                                                                                           Całuję
Mrs.Blanco ♥

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 35/ A to dlatego, że Cię kocham.


Zanim przejdziecie do lektury.
Dziękuję wszystkim zaangażowanym w tworzenie rozdziałów,
dodawanie grafiki, cytatów, poddawanie pomysłów.
Dziękuję komentującym, bo to Wy dajecie mi kopa,
dzięki któremu wiem, że mam po co i dla kogo pisać.
Jest tak wiele, że nie jestem w stanie wszystkich wymienić.
Dlatego po prostu dziękuję, że jesteście.
Bardzo Was kocham!
Przeczytajcie też notkę na końcu, proszę, to tylko chwila ♥



♥♥♥


Martina

         Myślałam, że po locie balonem mogę się spodziewać wszystkiego. Jednak nie. Jak się okazało, Jorge i reszta mają dla mnie jakąś niespodziankę.

- Możesz już otworzyć oczy. – usłyszałam szept Blanco. Niepewnie podniosłam powieki.
- Sto lat Tini! – krzyknęli wszyscy. Zakryłam twarz dłońmi zszokowana. Mam najlepszych przyjaciół pod słońcem. Zorganizowali to wszystko, przyjechali z różnych końców świata, właśnie dla mnie. 
- Królewno, nie płacz. – szepnął mi ponownie do ucha Jorge. Uśmiechnęłam się lekko.
- Jorge wszystko zorganizował, my mu tylko pomagaliśmy. –oznajmił Francisco. Spojrzałam na szatyna i uśmiechnęłam się śmiejąc.
- Mówiłam Ci już, że jesteś idealny? – szepnęłam opierając swoje czoło o jego.
- Gorzko, gorzko! – zawołała Cande. Mój chłopak się zaśmiał po czym delikatnie musnął moje usta.
- Sto lat księżniczko. – powiedział cicho. Przytuliłam się do niego czule. 
- No i to się nazywają życzenia, a nie jakieś udawane słówka. – zakwitowała Mechi – ale teraz Tini siadaj, to dopiero początek niespodzianek.

         Usiadłam na kocyku i spojrzałam na moich przyjaciół, którzy zaczęli śpiewać i wykonywać układy. Śmiałam się i klaskałam im. Po chwili sami porwali mnie do tańca. Impreza rozpoczęła się. Moi rodzice niedługo później wrócili do domu. Zostaliśmy w zasadzie już tylko całą paczką.

- Muszę wam coś powiedzieć! – powiedziałam głośno do dziewczyn, próbując przebić się przez muzykę – umówiłam się z Jorge, dzisiaj wieczorem zabiera mnie na randkę, teraz tak na serio! – odparłam. Momentalnie wszystkie się zatrzymały i spojrzały na mnie.
- Żartujesz? – zapytały. Pokręciłam głową z uśmiechem. Momentalnie zaczęły piszczeć, mocno mnie przytulając – zrobimy Cię na bóstwo. Zakocha się w Tobie od nowa, zobaczysz. – obiecały.
- Kocham was, wiecie? – zaśmiałam się wtulając się w nie.

         Wszyscy bawili się w najlepsze. Po chwili ktoś puścił wolniejszy kawałek.

- Zatańczymy? – usłyszałam za sobą znajomy głos. Uśmiechnęłam się i odwróciłam.
- Oczywiście. – zaśmiałam się podchodząc do niego. Zaczęliśmy delikatnie kołysać się do muzyki.
- To jak, jakie teraz plany na życie? – zapytał mnie Pasquarelli.
- W zasadzie… to na razie żadne. – zachichotałam - chcę skończyć szkołę, iść na studia, założyć rodzinę, mieć dobrą pracę. – odparłam.
- Masz już kogoś na oku? – zapytał ponownie z lekkim uśmiechem.
- Nie ukrywam, że tak. – zarumieniłam się lekko. Nagle poczułam czyjeś dłonie na mojej talii.
- Odbijamy. – wyszeptał mi do ucha. Podziękowałam Ruggero za taniec i już po chwili znalazłam się w objęciach Jorge.
- To jak, gotowa na nasze wieczorne wyjście? – zapytał splatając nasze palce razem. 
- Mentalnie tak, ale muszę się jeszcze wyszykować. W końcu wiesz, chcę wyglądać tak, że zwali Cię z nóg. – oznajmiłam, na co on się zaśmiał.
- Uwierz, zawsze kiedy Cię widzę, ledwo trzymam się na nogach. Niezależnie czy w sukience, piżamie, z makijażem czy bez. Jesteś piękna. – powiedział mi wprost do ucha. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
- Chciałabym, żeby tak było zawsze. – westchnęłam – ale Ty na co dzień jesteś tak daleko… A ja tęsknię. – popatrzył na mnie i zastanowił się.
- Martina, a może… - zaczął poważnie spoglądając mi głęboko w oczy – może pojedziesz ze mną? – zaproponował. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała. – posmutniałam – ale mam tutaj szkołę, rodzinę…
- A gdybyś… musiała przeprowadzić się do Argentyny? – zapytał.
- O czym Ty mówisz? – zdziwiłam się.
- Disney zaczyna nową produkcję. We wakacje rozpoczną się castingi. Chodzi o serial „Violetta”. Idealnie byś się nadawała. – wytłumaczył podekscytowany.
- Ja i aktorstwo? Zwariowałeś. – zaśmiałam się.
- Mówię poważnie, proszę, rozważ to.
- Dobrze Jorge, pomyślę. – obiecałam, po czym wróciliśmy do tańca. Może ma rację… Może to dla mnie życiowa szansa i powinnam spróbować?


Jorge

         Impreza powoli dobiegała końca. Było około 17. To wszystko ze względu na randkę Tini i moją, o której w zasadzie dowiedzieli się chyba wszyscy, ale też dlatego, że później robimy ognisko.
         Kiedy tylko dziewczyny poszły do Martiny, zwołałem chłopaków.

- Sprawa jest taka. Mamy dwie godziny na przygotowanie randki marzeń dla Tini. I sam nie dam rady, musicie mi pomóc. Musi być wyjątkowo i romantycznie. Mam zamiar tego wieczoru powiedzieć jej, co czuję. I Jortini stanie się prawdziwą parą. – powiedziałem.
- Jasne Blanco, lecimy z tematem. Od czego zaczynamy? – zapytał Samu.
- Miejsce. Myślałem o jakimś wysokim wieżowcu. Żebyśmy mogli wejść na dach. I ja się tym zajmę. Oprócz tego potrzebuje catering, dużo świeczek, płatki róż i muzykę. – chłopaki od razu się podzielili. Każdy z nas wsiadł w samochód i pojechał załatwiać potrzebne rzeczy. Ja natomiast błądziłem po mieście, starając się dotrzeć do największego wieżowca w Madrycie. Mam nadzieję, że użyczą mi dachu. To będzie idealne miejsce na wyznanie miłosne. Później muszę jechać odebrać bransoletkę z grawerem, którą niedawno wybrałem i zamówiłem.

         Powoli dochodziła umówiona godzina.  Nie będę ukrywał, że się stresuję. Założyłem beżowe spodnie i granatową marynarkę, a pod to białą, dżinsową koszulę. Postawiłem włosy na żel użyłem jej ulubionych perfum.
         Ten wieczór musi być idealny. Nie wybaczę sobie, jeśli będzie inaczej. Martina zasługuje na szczęście. Mam nadzieję, że jestem w stanie jej je dać…


Martina

         
Od godziny siedzę z dziewczynami szykując się na ten wyjątkowy wieczór. Ból brzucha spowodowany stresem wykręca mnie od środka. 

- Tini nie denerwuj się. To tylko randka. – zachichotała Cande, która kręciła mi włosy lokówką. Siedziałam w moim puchatym szlafroku i zupełnie oddałam się dziewczynom, które obiecały zrobić mnie na bóstwo. 
- Tylko randka?! – zbulwersowała się Lodovica, która malowała mi paznokcie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. 
- No właśnie Cande, to nie jest tylko randka. Podczas tej randki oficjalnie narodzi się Jortini. – dodała Mechi, która zajmowała się moim makijażem.
- Dałybyście się jej wypowiedzieć. – rzuciła Alba wyglądając z szafy.
- Dziękuję Albita. – westchnęłam – po prostu boję się, że coś nie pójdzie po mojej myśli… - wytłumaczyłam.
- Zrobię Ci melisy. – zaproponował Fran, który nagle znalazł się w moim pokoju. Zaśmiałam się.
- Wiecie co? Nigdy nie sądziłam, że w moim pokoju będą siedziały Lodovica Comello, Mercedes Lambre, Candelaria Molfese i Alba Rico szykując mnie na randkę z Jorge Blanco. – powiedziałam z uśmiechem – jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. – odparłam.

         - Wyglądasz idealnie. – powiedziały wzruszone dziewczyny. To prawda… Nie przypuszczałam, że mogę tak wyglądać. Dojrzałam w sobie prawdziwą dojrzałą kobietę, zmierzającą ku miłości. Delikatne fale opadające na moje ramiona, wprawdzie troszeczkę dłuższe ze względu na doczepki, jednakże wyglądały naprawdę cudownie. Wspaniale komponowały się z czerwoną, asymetryczną sukienką i czarnymi szpilkami, a także biżuterią i makijażem.

- Gotowa? – zapytał Facundo, który akurat wszedł do mojego pokoju. Zdziwiłam się.
- Co ty tu robisz? – zapytałam. 
- No jak to co, a kto cię zawiezie do pana Blanco? – zaśmiał się – chodź, on już czeka. – spojrzałam na dziewczyny.
- Powodzenia. – szepnęły i puściły mi oczko. No, Tini, czas na wieczór życia.

         - Dziękuję. – powiedziałam i pocałowałam Facu w policzek, gdy dojechaliśmy na miejsce. 

- Miłego wieczoru. – dodał z uśmiechem i odjechał. Weszłam do ogromnego budynku, gdzie zaraz przy windzie przywitał mnie Ruggero.
- Ty też? – zaśmiałam się.
- Jak widać. – powiedział z lekkim uśmiechem – przyciskając klawisz, dzięki któremu drzwi od windy otworzyły się. Wsiadłam do niej, a zaraz za mną Pasquarelli.
- Co on znowu wykombinował? – zaśmiałam się.
- Zobaczysz. – powiedział chłopak – ślicznie wyglądasz. – dodał po chwili. 
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się lekko. Już po chwili winda stanęła.
- Miłego wieczoru, Tini. – dodał szatyn.

         Niepewnie weszłam na dach ogromnego wieżowca. Już od progu wszędzie leżały pozapalane były świece i rozsypane płatki róż. Byłam tutaj sama. Podeszłam trochę bliżej krawędzi i spojrzałam na miasto. Spało. Było ciemno, widać było tylko światła w budynkach, a także słychać samochody.
         Poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu. Po perfumach doskonale wiedziałam, że tym kimś jest Jorge. Z uśmiechem zamknęłam oczy i położyłam swoje dłonie na jego. Staliśmy tak dłuższą chwilę, milcząc i delektując się chwilą.

- Dobry wieczór, panie Blanco. – szepnęłam.
- Dobry wieczór, pani Stoessel. Cudownie pani wygląda. – powiedział cicho. Przygryzłam delikatnie wargę i obróciłam się w jego stronę.
- Pan też niczego sobie, panie Blanco. – odparłam.
- Podobam się pani? – zapytał przeczesując włosy palcami. Czułam jak mocno bije mi serce.
- Ależ oczywiście. Zresztą jak zwykle, proszę pana. – zachichotałam słodko. Uśmiechnął się i czule pocałował mój policzek, zostawiając po nim przyjemne mrowienie na mojej skórze.

         - Nie patrz tak na mnie. – zaśmiałam się kończąc posiłek – krępuje mnie to. – dodałam rumieniąc się.

- Lubię na Ciebie patrzeć. – wytłumaczył – jesteś przepiękną dziewczyną, przez którą totalnie zwariowałem. – dodał, po czym lekko zaśmiał. Z głośników zaczęła lecieć nasza ulubiona wolna piosenka. Chłopak podszedł do mnie i wystawił dłoń.
- Zatańczymy? – spytał subtelnym głosem. Gorąc aż zżerał mnie od środka. Miłość do niego opanowała mnie całą. Nie sądziłam, że mogę tak zwariować na punkcie chłopaka. Splotłam nasze dłonie razem.
- Z Tobą zawsze. – szepnęłam. Wtuliłam się w jego ciało i delikatnie kołysałam. Wiatr muskał moje odkryte ramiona. Po raz pierwszy poczułam się jak księżniczka, jego księżniczka.

         Czule mnie pocałował, nadal kołysząc się do muzyki. Po chwili jednak odsunęłam się od niego. Spojrzał na mnie pytająco.

- Muszę Ci coś powiedzieć. – zaczęłam niepewnie.
- Tak? – zapytał podnosząc mój podróbek – coś nie tak? – dodał. Patrzyłam mu prosto w oczy.
- Miałam Ci to powiedzieć już dawno… I teraz chyba jest ta chwila – westchnęłam. Spojrzał na mnie pytająco - Zawsze marzyłam o prawdziwej miłości. O tym, aby ktoś nazywał mnie księżniczką, o kimś, kto mnie doceni, o kimś, dla kogo będę kimś więcej niż tylko Martiną. I wtedy poznałam Ciebie. Jesteś niesamowitym chłopakiem, doskonale o tym wiesz. Marzą o Tobie dziewczyny z całego świata. Zasługujesz na kogoś równie wyjątkowego. Ale niezależnie od wszystkiego, muszę Ci to wreszcie powiedzieć. – oznajmiłam odwracając od niego wzrok.
- Ale Tini, o czym Ty mówisz? – zapytał znów nawiązując ze mną kontakt wzrokowy. Przez dłuższą chwilę milczałam. Bałam się wypowiedzieć te dwa słowa.
- Kocham Cię. – szepnęłam ze łzami w oczach. Widziałam, jak patrzy na mnie oszołomiony. Serce zatrzymało mi się na moment. A on? Stanął odwrócony do mnie i patrzył w horyzont.
- Jorge powiedz coś. – poprosiłam łamiącym się głosem.
- A więc mówisz, że mnie kochasz. – powiedział pustym głosem. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Kocham. I nigdy nie przestanę.  – odwrócił się do mnie i chwycił moje dłonie; patrząc w nie zaczął mówić.
- Mam dość tej niepewności między nami. Domysłów, czy czujemy coś do siebie, czy jesteśmy razem czy nie. Chcę Ci powiedzieć, że… - spojrzał na mnie i widząc moje łzy starł je – że chcę zacząć coś prawdziwego i niesamowitego. Chcę codziennie móc patrzeć na Twój uśmiech i mówić, że Cię kocham. Przytulać Cię i całować bez wyrzutów sumienia. A za parę lat oświadczyć Ci się, zamieszkać razem, poślubić Cię, być szczęśliwym ojcem, odejść trzymając Cię za rękę. Chcę żebyś była moją panią Blanco – mówił – a to wszystko dlatego, że Cię kocham. I jestem pewien, że jesteś tą jedyną, tą na którą czeka się całe życie. Tą idealną kobietą, której pragnę poświęcić resztę życia, przy której chcę żyć i umrzeć. Dlatego właśnie, pytam. – uklęknął przede mną – Martino… Chcesz być ze mną? – zapytał trzymając moje dłonie i patrząc w oczy. Łzy spływały mi po policzkach. Jeszcze nikt nigdy nie powiedział mi czegoś takiego. Zaczęłam kiwać głową.
- Tak, chcę. – szepnęłam w końcu. Całując go czule, podniósł mnie i okręcił, trzymając mocno w ramionach. Już Cię nigdy nie opuszczę. Aż do śmierci, kochanie.


♥♥♥

Udało się! Napisałam rozdział 35. Sama jestem w szoku, że mi się udało. Ale powiem Wam, że obudziła się i w ciągu dosłownie kilku godzin nabiliście już prawie 300 wyświetleń. Naprawdę, dziękuję. Nic mnie tak nie motywuje jak to, że widzę, że czekacie i jesteście aktywni. Taki mały gest, a jednak przez cały wczorajszy dzień się uśmiechałam. Jak Wam się podoba 35? Nareszcie mamy Jortini! Czekam na opinię. Nieskromnie powiem, że jestem dumna z tego rozdziału, zwłaszcza 3 części, czyli Martiny. No i wyznanie. W tle leciał mój nałóg, "Say something" , a ja pisałam. No i wyszło. Zresztą chyba widać, jak muzyka inspirująco na mnie działa.
Może się powtórzę, ale chcę Wam przypomnieć, bo może więcej osób teraz przeczyta notkę końcową:
Niedawno wybiło mi 100.000 wyświetleń, co dla mnie jest naprawdę niesamowitym sukcesem i osobiście nadal w to nie dowierzam. A to wszystko dzięki Wam, moim niezastąpionym czytelnikom. Chciałabym podziękować Wam w specjalny sposób, dlatego może macie jakieś konkretne pomysły na konkurs, z prawdziwymi nagrodami i jakimś ciekawym zadaniem? Czekam na Wasze propozycje!
Oprócz tego: dzisiaj o 14 będę na 6obcy.pl i o 17 na poczatuj.pl. Możecie mnie szukać. Piszcie "Mrs.Blanco?" wtedy będę wiedziała, że to Wy ♥

No i rok 2015 nam się kończy. Przeleciał mi naprawdę bardzo szybko. Spełniłam wiele marzeń: zobaczyłam idoli, zdobyłam autograf samej Martiny, spotkałam się z internetową przyjaciółką, pojechałam na ukochany musical... Dziękuję Wam z całego serca za ten rok i mam nadzieję, ze kolejny będzie jeszcze lepszy, chociaż w zasadzie nie musi, bo rokiem 2015 rozpoczęłam zupełnie nowy rozdział. I chcę, aby ta przygoda dalej trwała. Dziękuję raz jeszcze za wszystko.
Całuję Was mocno
i życzę Szczęśliwego Nowego Roku
oraz upojnego Sylwestra! ^^
Mrs.Blanco



Chat~!~