wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 20/ To ten przez którego płakałaś dwa tygodnie?


Rozdział dedykuję Martinie Blanco :*
Miłej lekturki ^^

♥♥♥

Martina

Stałam w bezruchu. Jedynie moje usta były lekko otwarte. Nerwowo przełykałam ślinę. Uszczypnęłam się - nie, to nie sen... Nie mogłam nic zrobić. Tylko słuchałam. Sama nie wiedziałam, czy wykonywać jakikolwiek ruch, to był szok. Po moim policzku spłynęła jedna, słona łza. Zaczęłam iść w JEGO kierunku. Śpiewał te samą piosenkę, którą mi prezentował. Nie widział mnie.
- Te piosenkę, dedykuję dziewczynie, która wywróciła moje życie do góry nogami. Nie widzę jej tutaj, ale pomimo tego wiem, że jest najwspanialszą osobą na świecie. - powiedział po chwili. Zaczął śpiewać TEN utwór. Ten, który trzymał mnie przy życiu, kiedy podzieliły nas kilometry.     I nie wytrzymałam. Zapomniałam o pocałunku. Świat się zatrzymał. Był tylko on i ja. Wydawało mi się, że nikogo poza nami nie ma, pomimo tego, że jeszcze mnie nie zauważył. Kroczyłam coraz to pewniejszym krokiem. Stałam lekko za publicznością. Patrzyłam na niego. Widziałam w jego oczach pasję, ale także smutek. I wtedy to się stało. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się lekko. Moje oczy wypełniły się wzruszeniem. Kiedy mnie zobaczył, jego wokal stał się zupełnie inny. Śpiewał tak jak w Buenos Aires. Z taką radością. Patrzyliśmy sobie w oczy. Ja szłam w jego kierunku. On zszedł ze sceny i uczynił to samo. Byliśmy ze sobą twarzą w twarz. Nasze dłonie splotły się razem. Właśnie śpiewał refren. Pociągnął mnie na scenę i podał mikrofon. Śpiewaliśmy obydwoje z taką radością. Pomimo tego, że widziałam go dwa tygodnie temu, stęskniłam się za nim niewiarygodnie. 
- Chcę patrzeć na ciebie
chcę śnić o tobie,
chcę przeżyć z tobą każdą chwilę.
Chcę cię przytulić,
chcę pocałować,
chcę ciebie mieć blisko siebie...
Jesteś tym czego potrzebuje,
Przecież tym co czuję jest
Miłość... - zaśpiewaliśmy ostatni refren. To było magiczne. Przytuliłam się do niego. Znowu poczułam to ciepło i bezpieczeństwo. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam jego szmaragdowe oczy. Wytarł mi łzy.
- Już dobrze Tini. Jestem tutaj, teraz wszystko będzie tak jak dawniej... - przytulił mnie jeszcze mocniej. Po chwili uświadomiliśmy sobie, że ludzie nadal na nas patrzą. Pożegnał się z publicznością i pomógł mi zejść ze sceny. Kiedy już byliśmy za kulisami rzuciłam mu się na szyję. On przytulił mnie jeszcze mocniej. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Ale potem znowu będziemy musieli się pożegnać, bo będziesz wracał do Buenos Aires...
- Nie myśl o tym teraz, Tini. Żyjmy chwilą. - powiedział i przytulił.
- My... My musimy porozmawiać. - zaczęłam po chwili dosyć poważnym tonem.
- Tak, wiem... - usiedliśmy przy jednym ze stolików. Wiedziałam, że Alba obserwuje całą sytuację z daleka. Jednak teraz najważniejszą dla mnie rzeczą, była szczera rozmowa z Jorge.
- No więc... - próbowałam zacząć.
- Zdaję sobie sprawę, że chodzi ci, o... o nasz pocałunek na lotnisku. - powiedział delikatnie, nie chcąc dopuścić do sprzeczki.
- Bałam się do ciebie zadzwonić albo napisać, ponieważ nie wiedziałabym co ci powiedzieć... - kontynuowałam.
- Rozumiem cię. Miałem tak samo... - tym mnie zaszokował... - Martina, przepraszam, ale... ale ja muszę o to zapytać. Zbyt wiele znaczy dla mnie nasza znajomość, to wszystko zbyt wiele dla mnie znaczy. Chcę wiedzieć, czy... Czy ten pocałunek coś dla ciebie znaczył? Poczułaś coś? - zamarłam. Pomimo tego, że przygotowywałam się na to pytanie od dawna, wiedziałam co chcę mu powiedzieć, teraz w gardle stanęła mi kula. Zapomniałam o wszystkim. W jego oczach widać było, że przeszedł to samo co ja... Ale... Ale przecież jemu ktoś się podoba! Przypomniałam sobie teraz jego rozmowę z Ruggiem.  Więc... Co ja mam odpowiedzieć? "Tak, podobasz mi się już długi czas i pocałunek był magiczny, nie zostawisz mnie już, prawda?"... No właśnie ... To był okropny dylemat. Jednak on nie odwzajemnia moich uczuć. Nie chce, żeby to wpłynęło na nasze relacje...
- J-ja... - patrzył na mnie spokojnym wzrokiem, ale nie uśmiechał się. Był zestresowany.
- Spokojnie. Jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na odpowiedź, to powiedz. - jego kąciki ust lekko uniosły się do góry.
- Ale Jorge. Ja chcę to powiedzieć teraz. Ja... ja nic nie poczułam, poza tym, że powinniśmy o tym zapomnieć i pozostać przyjaciółmi. A-a ty coś poczułeś? - milczał. Czy powiedziałam coś nie tak?
- Nie. Ja też... twierdzę tak samo. Zapomnijmy. - uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko.
- Przyjaciele? - zapytałam.
- Przyjaciele. - odpowiedział uśmiechnięty. Cieszę się, że wszystko wróciło do normy. Możemy się przy sobie zachowywać normalnie.
- A więc, co cię sprowadza do Madrytu? - zapytałam po chwili.
- Chciałem przylecieć do ciebie. Poza tym, akurat, co trochę mnie dziwi, zaproszono mnie na otwarcie tej kawiarenki. Nie sądziłem, że przyjdziesz. A poza tym... Już jutro rano wylatuję. Dlatego bałem się, że odwiedzę Madryt i cię nie zobaczę. Ale jednak stało się inaczej. I jesteś tutaj! - uśmiechnął się szeroko.


Jorge

Rozmawiamy już tyle czasu, ale jeszcze nie zabrakło nam tematów do rozmowy. Pocałunek... Wiedziałem, że powie nie, więc nie mogłem powiedzieć, że ja coś poczułem. Przez te dwa tygodnie odłożyłem karierę na boczny tor. Musiałem się pozbierać po wyjeździe Martiny - najcudowniejszej dziewczyny jaką znam. Ale dałem radę. I powróciłem. Mam tyle ofert. Nagranie nowej płyty, teledysku, wywiady, programy. Ale dam radę. Bo wiem, że ona będzie przy mnie. Daje mi siłę.
- Jorge, jesteś tam? - usłyszałem ten aksamitny głos.
- C-co? Tak, tak, yhm... - próbowałem się ocknąć - słuchaj Tini, chciałbym ci kogoś przedstawić. - oznajmiłem. Ona lekko przekręciła głową i obdarzyła mnie wzrokiem "o co chodzi?". Skierowaliśmy się w stronę sceny.
- Tini, poznaj moich przyjaciół z zespołu. - powiedziałem a ona tylko się uśmiechnęła i wystawiła rękę.
- Martina, dla przyjaciół Tini. Miło mi was poznać. - powiedziała.
- Cześć, jestem Facu, a to Rugg, Nico i Samuel. - przedstawili się każdy po kolei. Od razu było widać, że Martina im się spodobała. Nagle usłyszeliśmy, że ktoś nas woła. Okazało się, że wszyscy chcieli, aby mój zespół zagrał jeszcze. Spojrzałem pytająco na Tini. Chcieliśmy ten czas spędzić razem.
- Leć. Pokaż im, na co cię stać. - dała mi buziaka w policzek i puściła moją rękę. Dałem znać chłopakom, że idziemy. Ustawiliśmy się przy mikrofonach. Wszyscy zajęli miejsca siedzące. Jednak najlepszy widok miała moja przyjaciółka. Siedziała na samym środku. Uśmiechnąłem się do niej, a ona wysłała mi buziaka. Poczułem takie ciepło na sercu. Odwróciłem się do chłopaków, gdyż chciałem dać im znać że możemy zaczynać. A oni? Śmiali się pod nosem.
- Co, zazdrośni? - zapytałem z szyderczym uśmieszkiem.
Odwróciłem się z powrotem i zaczęliśmy grać. Złapałem kontakt wzrokowy z Tini. Śpiewałem dla niej. Ona śmiała się, często odwracała wzrok. A mnie to cieszyło. Wymyśliłem ciekawą rzecz, która sprawi, że moja ukochana będzie jeszcze szczęśliwsza. W piosence, którą śpiewaliśmy, czyli "Kiedy idę" był wers, gdzie ja odbieram telefon i mówię "kochanie". Postanowiłem, że akurat w tym momencie zadzwonię do niej i kiedy ona odbierze, ja akurat to powiem. Zrobiłem to o czym pomyślałem. I wszystko się udało. Ona zaczęła się śmiać. Kiedy piosenka dobiegła końca wyciągnąłem dłoń do Tinity. Ona tylko pokiwała przecząco głową, ale to i tak nic nie dało, bo ja podszedłem do niej, chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem na scenę.
- A teraz przed państwem, piękna i utalentowana, Martina Stoessel we własnej piosence, "W moim świecie"! - zapowiedziałem, a ona tylko spojrzała na mnie wzrokiem ~już nie żyjesz~.
Zagraliśmy pierwsze nuty utworu i Tini zaczęła śpiewać. Na początku lekko zestresowana, ale potem tak się rozkręciła, że wszyscy klaskali w rytm jej kompozycji. Kiedy skończyła została obdarzona ogromnymi brawami. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Nagle zaczęli krzyczeć, że chcą coś jeszcze. Oznajmiłem im, że na razie nie ma więcej piosenek.
- Tak właściwie, to ostatnio napisałam nową... - powiedziała do mnie.
- To wspaniale, ale nie znamy nut, nie podegramy ci. - odpowiedziałem z lekkim smutkiem. Wtedy ona zbiegła ze sceny, ale już po chwili powróciła z partyturami. Lekko zapoznaliśmy się z tym i już po chwili byliśmy gotowi. Martina zaczęła śpiewać.
- Nie wiem czy to dobrze, nie wiem, czy to źle.
Nie wiem czy powiedzieć, nie wiem czy milczeć.
Czym jest to co czuję wewnątrz mnie,
Dziś pytam siebie, czy to jest miłość.
Tymczasem coś o tobie mówi mi.
Tymczasem coś urosło we mnie.
Znalazłam odpowiedź
na moją samotność.
Teraz wiem, że żyć to marzyć.
Teraz wiem, że ta ziemia jest niebem,
Kocham cię, kocham cię.
Że w twoich ramionach
Już się nie boję.
Kocham cię, kocham cię.
Że już tęsknię za twoimi oczami,
wierzę ci, wierzę ci. - skończyła i my także. Ta piosenka jest piękna. Poczułem, jak robi mi się ciepło na sercu, kiedy śpiewała każdy wers. To było coś magicznego. Jednak publiczność nadal nie miała dosyć. I tak wyszło, że Tini śpiewała jeszcze z nami różne piosenki. Kiedy wreszcie po dwóch godzinach zeszliśmy ze sceny, okazało się, że jest już bardzo późno i zamykają.
- Jorge, dziękuję ci za to popołudnie. Przeżyłam coś wspaniałego. - powiedziała.
- Nie, to ja dziękuję tobie. - przytuliłem ją - odprowadzę cię. - zaproponowałem.
Ona zgodziła się. Szliśmy rozmawiając, jednak wcześniej byliśmy jeszcze na lotnisku pożeganć Albę. Tini uroniła kilka łez, jednak szybko je ścierała, mając nadzieję, że tego nie zauważę. Jednak chyba jej nie wyszło, bo sam jej te łzy wycierałem.
Nim się obejrzeliśmy byliśmy już u naszego celu.
- Jorge, musisz wyjeżdżać? - zapytała.
- Niestety. Też tego nie chcę. - powiedziałem z grymasem na twarzy.
- Wejdziesz? - zaproponowała.
- Nie, nie chcę ci robić problemów. Wiem jaki jest twój tata.
- I dlatego najwyższa pora, aby się zmienił. - pociągnęła mnie za rękę. Po chwili byłem już w domu Martiny. Wszystko było tu takie idealne, dokładnie tak jak ona.
- Jestem! - krzyknęła na cały dom.
- Oh, Tinitko, kochanie, w samą porę. Zaraz będę podawać kolację. - moim oczom ukazała kobieta około pięćdziesiątki. Pomyślałem, że to zapewne ich gosposia.
- Oj kochanie, czemu nie mówiłaś, że mam naszykować dodatkowe nakrycie? - zapytała spoglądając na mnie.
- Spokojnie, ja...
- Jorge zostanie u nas dzisiaj na kolacji. - dokończyła za mnie Martina.
- Dobrze... - powiedziałem udając skrępowanie, jednak w środku aż skakałem z radości.
- Olgo, po co szykować dodatkowe nakrycie? - z pomieszczenia (zapewne gabinetu) wyłonił się wysoki mężczyzna. Czyli to jest ojciec Tini.
- Bo mamy gościa tato... Ah, jesteś zbyt zapracowany. - zaśmiała się. I wtedy pan Stoessel zauważył mnie.
- Tato, to jest Jorge. Mój przyjaciel. Poznaliśmy się w Argentynie. - przedstawiła mnie. Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem i podał rękę. Przywitaliśmy się. Po chwili ciszy to on się odezwał.
- To ten, przez którego tak płakałaś dwa tygodnie? - zapytał. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Tato! - krzyknęła - słuchaj, my pójdziemy do mojego pokoju, jak kolacja będzie gotowa to nas zawołajcie. Chwyciła moją dłoń i zaprowadziła do swojego królestwa. Usiadła na łóżku i na początku uroniła jedną łzę. A potem kolejną, i kolejną... Podszedłem do niej. Chwyciłem za podbródek i uniosłem jej delikatną twarzyczkę tak, abym mógł patrzeć w jej cudowne morze czekolady.
- Nie płacz. Nie warto. - pocieszałem ją.
- Tak jest zawsze. Mój ojciec nawet nie stara się mnie zrozumieć. Mało rozmawiamy. Gdyby nie ty, to już dawno by mnie tu nie było. Byłabym w jakimś szpitalu psychiatrycznym.
- Przestań tak mówić. Jesteś silną dziewczyną. - przytuliłem ją, a ona się we mnie wtuliła.
Po chwili ktoś wszedł do pokoju. Był to starszy mężczyzna w karmelowym garniturze, nażelowanych włosach i małych okularach.
- Kolacja jest już na stole... - kiedy zauważył nasz uścisk dokończył zmieszany - przepraszam, że przeszkodziłem...
- W niczym nie przeszkodziłeś Ramallo. A no właśnie, wy się jeszcze nie znacie. To jest Jorge, mój przyjaciel. - powiedziała w kierunku mężczyzny - Jorge, to jest Ramallo. Prawa  ręka mojego ojca.
Przywitaliśmy się ze sobą. Po twarzy od razu było widać, że z tym człowiekiem nie będę miał problemów.


Martina

Tak strasznie mi wstyd za mojego ojca... Jakby nie mógł chociaż raz zachować się normalnie! Gdyby nie Jorge, to nie wiem... On jest moim największym wsparciem. Tak bardzo, bardzo mi na nim zależy... Dlatego zaprosiłam go dzisiaj  do nas na kolację. 
Kiedy zeszliśmy z Jorge na dół (tam znajduje się u nas kuchnia i jadalnia) podbiegła do nas Olga.
- Jejku, jejku, jejku! Dopiero teraz zauważyłam, że to ty jesteś ten Jorge z telewizji! - zaczęła piszczeć. To prawda. Olgita uwielbia seriale.
- Tiniś, ty to masz szczęście! Ale sobie znalazłaś chłopaczka! - wiedziałam, że ktoś to powie!
- Olguś, ale to nie mój chłopak. To tylko przyjaciel. - powiedziałam.
- No dobra, dobra... Tylko to samo powiedzcie panience Jade. Mogę autograf? - panienka Jade? o co chodzi? W czasie kiedy nad tym myślałam, Olga brała dziesiątki autografów i zdjęć z Jorge.
- Olga, już koniec bo go zamęczysz! - zaśmiałam się. Gosposia odeszła zrezygnowana od nas. A ja już zapomniałam o całej sprawie z panienką Jade. Podeszliśmy do stołu. Wszyscy już tam siedzieli i czekali na posiłek. Jorge jak prawdziwy dżentelmen odsunął mi krzesło, a następnie usiadł koło mnie. Kolację spożywaliśmy w ciszy. Co jakiś czas tylko lekko uśmiechałam się do mojego przyjaciela. 
- Jaka z was śliczna para... - rozmarzyła się Olga.
- Ale to tylko przyjaciele Olgo, prawda Tini? Prawda Jorge? Prawda. - powiedział mój ojciec na jednym wydechu. Czułam, że za chwilę będą kłopoty... 


☺☺☺

Hola!
Przepraszam za tak długą nieobecność, 
ale nie mam teraz za bardzo czasu na pisanie i rozdział także
miał być dłuższy, ale nie chciałam, żebyście tyle czekali.


No więc, WAŻNE! 
Zniknęła zakładka "Bohaterowie",
gdyż muszę ją zaktualizować. 
I jest zakładka "Zapytaj Bohatera"!
Czekam na pytania :* 
Już niedługo na blogu znajdzie się
śliczny szablon pochodzący z Szablono-Sfery ;)
Wczoraj złożyłam zamówienie
i Ress oznajmiła, że zostało przyjęte :***
Buziaki! 
     Mrs.Blanco 



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

♪ Post informacyjny ♪

 Hola!
Witam Was wszystkich w to jakże pochmurne (przynajmniej u mnie) południe. 
Postanowiłam ten wykorzystać w należyty sposób, czyli
zająć się trochę blogiem.
Rozdział już zaczęłam pisać tymczasem przychodzę do Was z czymś o wiele pilniejszym, a mianowicie postem informacyjnym.

martina stoessel animated GIF




                          1. Wygląd bloga.
Ta sprawa jest zdecydowanie najważniejsza. Jak wiecie blog ma już ponad pół roku, a wygląd jest... No zniechęcający moim zdaniem. Nie znam się dobrze na kodach HTML, dlatego mam do Was ogromną prośbę. Jeżeli ktokolwiek z Was, zna się na tym, to proszę, niech napisze mi w komentarzu, że mógłby się zająć moim blogiem pod względem technicznym... Będę Wam wszystkim naprawdę wdzięczna. Mnie samą już denerwuje ten brak kolorów. Może i jest opowiadanie, ale ważne jest także wrażenie optyczne.
Wchodzisz po raz pierwszy i widzisz "coś takiego", więc pewnie od razu wychodzisz. A ja tak nie chcę. Chcę patrzeć na niego i myśleć, że jest naprawdę niesamowity. :)


2. Portale społecznościowe.
Parę dni temu czytając komentarze od Was
(za co ogromnie Wam dziękuję ♥), natknęłam się na pewne pytanie dotyczące twittera. Zostałam zapytana, czy go posiadam i czy mogłabym informować tam o nowych postach. Więc sprawa wygląda następująco. Twittera porzuciłam dawno temu. Sama nie  wiem czemu. I jeżeli wyrażacie chęć na tego typu newslettera, poinformujcie mnie o tym w komentarzu. Ja założę nowe konto i będę pisała o rozdziałach ;) Sama już wcześniej analizowałam ten pomysł i stwierdziłam, że to świetna koncepcja. Mam nadzieję, że podzielicie ten entuzjazm. ;)



                              3. Obserwatorzy.
Obserwatorzy to kolejny temat, który chciałam poruszyć. Jakiś tydzień temu dodałam gadżet "Obserwatorzy". O co chodzi? Już tłumaczę. W sieci są miliony blogów. Żeby zawsze być na bieżąco z nowymi rozdziałami u poszczególnych bloggerów, wystarczy dodać się do obserwatorów. Wtedy będziecie otrzymywali powiadomienia na bieżąco. Poza tym, wydaje mi się, że to dodatek na bloga, który najbardziej motywuje, bo osoba, która pisze, widzi, że ma dla kogo to robić. Przynajmniej tak jest u mnie.
Dlatego proszę Was. Jeżeli macie konto na bloggerze, kliknijcie to jedno, małe pole i pokażcie, że jesteście. Że mam dla kogo pisać i nie robię tego tylko i wyłącznie dla siebie. Na razie obserwatorów jest sześciu. Mam nadzieję, że będzie Was więcej.





4. Komentarze.
Kolejna sprawa to komentarze. Cieszę się bardzo, że komentujecie, jednak byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdyby było ich więcej.
Wiem, że Was na to stać kochani!
Pisanie rozdziału pochłania mi dużo czasu (kilka godzin). A napisanie komentarza, to kwestia maksymalnie pięciu minut. I to przy sporawej długości. Nie wymagam, żeby było to kilometrowe komcie. Oczywiście gdy takie się pojawiają, jestem uradowana (LilDevil :***).
Ale mi by wystarczyło, gdyby było to zwykłe 'fajny rozdział, czekam na next' od każdego. Anonimy, gdzie jesteście? Nie chcę stosować techniki 'szantażyk' xddd. A może spróbujemy, co? Nie, nie opłaca mi się teraz, gdyż rozdział już jest. Cóż, liczę na Was!




5. Wyświetlenia. 
Aww! Wybiło 6 tysiaków, niedługo będzie siedem. Dla mnie to naprawdę sporo, uwierzcie. 
Dziękuję Wam za to wszystko, bo to naprawdę dużo dla mnie znaczy, kiedy widzę 100 wejść dziennie, albo nawet więcej. 
Wtedy wiem, że ktoś czyta to coś, bo nie mogę tego nazwać blogiem xddd.
Pomimo tego, że bloga piszę ponad pół roku (ktoś pamiętał? ;p),
to jest dla mnie spora sumka. 
Dziękuję Wam za to, że ze mną wytrzymujecie i dajecie motywację
do dalszego pisania.
 Dziękuję także obserwatorom i wszystkim, 
którzy komentują. DZIĘKUJĘ!





To by było na tyle ;) 
Jak ktoś dotrwał do końca, to niech napisze w komentarzu
'Elo Elo 320' 
xd xd xd
 Ja to mam pomysły XD 
Uwaga, jeszcze jedno info!
Od 25-31 sierpnia mnie nie będzie!
Rozdział może się ukaże, jeżeli napiszę
go wcześniej!
Oczywiście w roku szkolnym rozdziały będą dosyć rzadko :c
Ale mam nadzieję, że mnie nie opuścicie :) 

Wasza na zawsze
Mrs.Blanco 









czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 19/ Co dwie dziewczyny, to nie jedna...

Tego posta dedykuję
LilDevil ♥
Dziękuję za wszystkie komentarze 
od Ciebie kochana ♪
Motywują ♫
A tymczasem zapraszam na rozdział ☺




♥♥♥

Martina

Nie wierzyłam własnym oczom. Mocno przytuliłam gościa. Tak bardzo się cieszyłam.
- Alba! To naprawdę ty? - powiedziałam.
- Aż tak bardzo się zmieniłam przez ten tydzień? - zapytała dziewczyna oglądając się z każdej strony. Po chwili obydwie wybuchłyśmy nieopanowanym śmiechem. Kiedy parę minut później się ogarnęłyśmy, zaprosiłam ją do salonu.
- Może coś do picia? Kawę, herbatę, sok, wodę? - skierowałam się w stronę kuchni.
- Szklankę soku, jeśli mogę. - oznajmiła. Wyjęłam karton soku pomarańczowego z lodówki, 
a następnie otwarłam paczkę moich ulubionych ciastek. Wzięłam jeszcze dwie szklanki i powędrowałam do salonu. Nalałam nam soku, otworzyłam ciasteczka i usadowiłam się wygodnie na sofie.
- Alba opowiadaj, co robisz w Madrycie? - zapytałam po chwili.
- Pochodzę z Hiszpanii. Kiedy skończyłam osiemnaście lat przeprowadziłam się do Argentyny, ponieważ otrzymałam tam propozycję pracy i stwierdziłam, że będę się tam w stanie lepiej rozwinąć niż w Madrycie. Wyjechałam stąd, jednak została tu moja rodzina i wspomnienia. Pomimo tego, że świetnie żyje mi się w Buenos Aires, co roku we wakacje wracam na tydzień do rodzinnego miasta. Spędzam trochę czasu z rodziną i spotykam się z dawnymi przyjaciółmi. Czasami, tak jak w tym roku, trafi się jakaś sesja. - zakończyła swój monolog.
- To świetnie! Cieszę się, że będziemy mogły spędzić trochę czasu razem. Niby minął tylko tydzień, ale ja i tak już za wami tęsknię. A zwłaszcza za...
- Jorge? - dokończyła za mnie.
- N-nie. Z-za... za... za naszymi odpałami! - wydukałam.
- Tia... jasne.
- Dobra Alba. Już daj spokój. Pogadamy o tym, ale... ale kiedy indziej. Mamy jeszcze kilka dni, więc ze spokojem na wszystko starczy nam czasu.
- Okej, okej. No więc, powiedz mi jedno. Co chcesz dzisiaj robić? - zapytała speszona brunetka.
- Może wybierzemy się na małe zwiedzanie? Już dawno nie spędzałam czasu w ten sposób. - zaproponowałam.
- Bardzo chętnie. Pokażesz mi co tu się pozmieniało. Jak wygląda teraz... A potem idziemy na lody. Ja stawiam! - powiedziała na jednym oddechu.
- Zobaczymy! - zaśmiałam się i chwyciłam Albę za rękę.
- Co ty robisz? - zapytała przez śmiech Hiszpanka.
- No jak to co. Idę ci pokazać mój pokój! A poza tym muszę się przebrać na to zwiedzanie.

Po chwili byłyśmy już w moim świecie. Moja przyjaciółka była zachwycona tym wszystkim.


Alba

Jejciu, Tini ma taki śliczny pokój! Najbardziej podoba mi się jej ściana z napisem
"All you need is love", czyli "Wszystko czego potrzebujesz to miłość". 
- To twoje motto? - zapytałam wskazując na kolorowe graffiti.
- Tak. Ale... u mnie się chyba nie sprawdza. Potrzebuję miłości, ale jakoś nie mogę jej znaleźć.
- A Jorge? - zapytałam.
- Ej, miałyśmy o tym nie gadać! - dostałam w ramię poduszką. 
- No dobra, dobra. Ale pamiętaj, że ten temat cię nie ominie! - oznajmiłam.
Po chwili obydwie byłyśmy gotowe. Wychodząc z domu Tinita wzięła aparat, okulary i zapięła naszyjnik.
- Czy to ten od... - zaczęłam, jednak nie udało mi się dokończyć.
- Tak. To ten prezent od Jorge. Noszę go wszędzie. Zawsze... Przypomina mi o nim. - powiedziała.
Nie chciałam już nic więcej mówić, bo znowu się zdenerwuje. Ale ja i tak w końcu wyciągnę od niej te informacje. Obiecałam to Lodo, Mechi i Cande. Tak bardzo zależy nam na tym, aby oni wreszcie byli razem. Oni są dla siebie stworzeni. Widać jak na siebie patrzą, jak się przy sobie zachowują, jak... jak uśmiechają się do siebie i jak cierpią gdy nie są razem. Trzeba im pomóc bo obydwoje wylądują w psychiatryku. Z przemyśleń wyrwał mnie nadjeżdżający autobus.
Wsiadłyśmy do pojazdu i po zakupie biletów zajęłyśmy dwa miejsca. Jechałyśmy do samego centrum, gdyż stamtąd miałyśmy ruszyć. Po parunastu minutach byłyśmy na miejscu.
- Jak ja tu dawno nie byłam... Ostatnio odwiedziłam to miejsce... Przed wyjazdem do Argentyny. 
- No to teraz mamy obydwie okazję zobaczyć coś ciekawego. - oznajmiłam, bo widziałam, że jest jej ciężko.
Po chwili napadł nas tłum paparazzi. Zadali mi parę pytań co tu robię, a ja oczywiście odpowiedziałam. Po chwili te natrętne flesze wróciły i napadły na Martinę. Ona ledwo co się wydostała.
- Alba, mam dość. Słuchaj, wiem, że miałyśmy zwiedzać, ale... idźmy na jakiś długi spacer i zobaczymy miasto z lotu ptaka.
- Dobrze, mi pasuje... ale... co oni od ciebie chcieli?
- Później ci powiem.

Szłyśmy oglądając cudowne widoki. Zrobiłyśmy sobie parę zdjęć. Będą świetną pamiątką.
Po paru godzinach miałyśmy już dosyć.
Poszłyśmy usiąść w jakiejś kawiarence. Wypiłyśmy pyszne koktajle owocowe i ruszyłyśmy na przystanek.
Po chwili byłyśmy już z powrotem u Tini.
- Jejku... jestem bardzo zmęczona. - powiedziałam po chwili.
- Ja także... Nie czuję nóg! - stwierdziła moja przyjaciółka.
- W takim razie mam propozycję. Spotkamy się jutro, a ja już pójdę. Jestem bardzo zmęczona.
- Dobrze. Nie musisz jeszcze iść. Możesz spać u mnie!
- Nie Tinita, nie chce ci robić problemów. A poza tym, rodzinka będzie się martwić.
Pożegnałyśmy się i wróciłam do domu...


Martina

Zaraz po wyjściu Alby rzuciłam się na kanapę. Zaczęłam płakać czyli robiłam to, co trzymałam w sobie cały dzień. Starałam się nie pokazywać Albie, że jest mi źle, bo widziałam, że ona cieszy się z tego że mnie widzi. Zresztą ja też. Ale... Tak bardzo tęsknie z Jorge. Chciałabym go teraz przytulić, porozmawiać z nim, zaśpiewać... No właśnie. Zaśpiewać. Spojrzałam na fortepian. Stał tam zawsze, ale ja nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Postanowiłam to zmienić. Zasiadłam do instrumentu. Poczułam to ciepło. Tak. Czułam jak ktoś dotyka moich dłoni. Odwróciłam się i zobaczyłam Jorge. Już chciałam go przytulić, kiedy zrozumiałam, że... że to tylko zwidy. Jego wcale tam nie było. Wróciły tylko wspomnienia... Po raz kolejny musnęłam klawisze. Zaczęłam wygrywać jakąś melodię. Nie znałam jej. Minęła chwila, a ja już miałam prawie całą piosenkę. 
Czym prędzej zapisałam nuty. Wszystko połączyłam w jedność. Wyszło coś cudownego. Niestety nie miałam pomysłu na tekst, dlatego zostawiłam to na inny dzień. Udałam się na górę. Skierowałam się do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel i umyłam włosy moim ulubionym szamponem z orzechów makadamia. Ubrałam się w pidżamę i położyłam się na moim łóżku. Długo rozmyślałam, jednak po chwili zasnęłam...


- Nie! - obudziłam się w środku nocy. Dlaczego on mi się ciągle śni? Dlaczego? I czemu... Czemu zawsze w takich sytuacjach?! Ratujcie mnie ludzie, bo za chwilę zwariuję.



Rano wstałam w niezbyt dobrym humorze. Byłam cała mokra od potu i łez. Resztę nocy non stop sen się powtarzał. Wyglądałam strasznie. Moje oczy były całe czerwone. Jednak postanowiłam, że spotkam się z Albą. Długo wybierałam zestaw. Postawiłam na luźną sukienkę, ze względu na to, że dzisiaj chcę iść z nią do jakiejś kawiarni i wszystko opowiedzieć. Nie chcę już tego dłużej ukrywać, bo to moja przyjaciółka i nie zamierzam mieć przed nią tajemnic. Nie chcę, aby coś się miedzy nami zepsuło. Dzięki niej i reszcie dziewczyn i oczywiście Jorge, odzyskałam nadzieję na lepsze jutro. Teraz wiem, że codziennie przechodzę kolejne poziomy gry. Niedawno zaczęłam nową grę. Postanowiłam zapomnieć i jakby narodzić się na nowo. Otworzyć na ludzi i starać się pokochać. Chcę być szczęśliwa i wiem, że z nimi będę. Gdy byłam mała stawałam na łóżku jak na scenie i śpiewałam na cały głos, wyobrażając sobie że śpiewam dla tysięcy fanów. Dzięki nim takie marzenia mogą się spełnić. Wbrew pozorom, to najlepszy ludzie jakich kiedykolwiek spotkałam. Kocham ich. Są dla mnie jak rodzina. I nic ani nikt tego nie zmieni. Bo... bo razem możemy więcej.

Nagle usłyszałam dźwięk przekręcania zamka w drzwiach.
- Martina! - usłyszałam znajomy głos z dołu.
- Tato! - krzyknęłam i pobiegłam na dół i już miałam go przytulić, jednak on zatrzymał mnie swoją dłonią - o co chodzi?
- O to. - wyjął zza siebie gazetę, w której na pierwszej stronie widniał nagłówek "Czyżby Jorge Blanco się zakochał?" wraz ze sklejką naszych zdjęć wraz z pocałunkiem - co to ma być? - kontynuował. Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Wspomnienia powróciły. Ten ból i smutek. Zrozumiałam, że całe moje szczęście zostało w Argentynie. To, czego szukałam przez całe życie. Nigdzie nie zyskałam tego co w Buenos Aires.
- Zadałem pytanie! - mówiłam z coraz większym zdenerwowaniem. Postanowiłam, że nie będę już tłumić uczuć i powiem to co czuję.
- Szczęście. Szczęście, rozumiesz? To jest wszystko czego potrzebowałam. Znalazłam tam coś, czego nie byłam w stanie otrzymać tutaj. Znalazłam przyjaźń, zaufanie, zrozumienie, tolerancję. Czyli wszystko czego mi było trzeba. Rozumiesz? Nigdy nie starałaś się mnie zrozumieć. Zawsze wyzywałeś. Zawsze kontrolowałeś. A tam? Tam mogłam zrzucić z siebie ciężar i być sobą a nie udawać kogo innego. I już postanowiłam. Zaraz po tym kiedy skończę 18 lat, przeprowadzam się. 
- Martina, ja... - zaczął coś mówić, ale ja nie chciałam go słuchać. Czyżby mojego ojca naszły wyrzuty sumienia po 17 latach?
- Nie martw się. Mam przyjaciół, którzy mi pomogą. Na pewno w Buenos Aires znajdziemy mi jakieś mieszkanko. A teraz przepraszam, ale umówiłam się z przyjaciółką. - oznajmiłam.
- Przepraszam... - usłyszałam ciche słowo wydobyte z ust rodzica. Odwróciłam się w jego stronę.
- Mogę ci wybaczyć, ale nigdy nie zapomnę... A poza tym, teraz to już nic nie zmieni. Zawsze musiałam radzić sobie sama. Zawsze tak było, tak jest i tak będzie. Ty się nigdy nie zmienisz. Przykro mi, ale tego się już chyba nie da naprawić... - zakończyłam. Zaraz po wyjściu z domu moje oczy się zaszkliły. Miałam dosyć. Nie obchodziło mnie już nic. Szłam uliczkami Madrytu myśląc już tylko o plusach dzisiejszego dnia. Nie sądziłam, że takie istnieją... No tak. Teraz czeka mnie jeszcze rozmowa z Albą. Nie wiem czy dam radę... Ale muszę. Nim się spostrzegłam byłam już pod domem rodziny Rico - Navarro. Zadzwoniłam dzwonkiem. Już po chwili otworzyła mi uśmiechnięta przyjaciółka.
- Cześć! - przywitała się ze mną.
- Hej...
- Co się stało? Masz całe oczy czerwone. - jeszcze to widać?
- Nic... Tylko trochę pokłóciłam się z tatą.
- To mam pomysł. Pójdziemy do galerii, a potem do jakiejś kawiarenki i pogadamy. - ten pomysł od razu przypadł mi do gustu. Trochę się odprężę i kupię coś ładnego na otwarcie tej kawiarenki.


***
Chodziłyśmy po sklepach dosyć długo. Moja towarzyszka znacznie poprawiła mi humor. Ciągle się śmiałyśmy. Pomogła mi wybrać śliczny zestaw. Koralowa sukienka i buty, a do tego urocza marynarka i kopertówka. Dokupiłyśmy jeszcze pasującą kokardkę do włosów. Wszystko pięknie się komponowało. Po kilku godzinach shopingu miałyśmy dość. Bolały nas nogi i brzuchy od śmiechu.
Ruszyłyśmy do małego Cafe.
Zamówiłyśmy po kawie mrożonej. Kiedy otrzymałyśmy już nasze zamówienie, postanowiłam że pora na rozmowę.
- Alba... Słuchaj. Nie chcę mieć przed tobą tajemnic, dlatego pytaj o co chcesz. Muszę z kimś pogadać na temat Jorge...
- Okej. Postaram się zadawać delikatne pytania.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Przepraszam, ale muszę o to zapytać... JAK CAŁUJE JORGE?
- Alba!
- Przepraszam, nie odpowiadaj. Zapytam inaczej... Poczułaś coś? - wiedziałam, że takie pytanie padnie. Byłam, jestem i będę na nie przygotowana.
- J-ja... tak. To było coś magicznego... Ale czemu o to pytasz, skoro i tak doskonale wiesz, że on mi się podoba...
- Wiem, ale... przepraszam. Musiałam się o to zapytać. Musisz do niego zadzwonić. Teraz. W tym momencie i powiedzieć mu co czujesz! - zaczęła mi dawać polecenia.
- Alba... Nie rozumiesz, że to nie jest takie proste?
- Jak nie jak tak. Kochasz go i to wystarczy.
- Dziewczyno, czy ty nie rozumiesz? Jak z nim o tym porozmawiam to mnie wyśmieje!
- Czyli co? Może jeszcze mi powiesz, że się nie cierpicie i nie tolerujecie, a to wszystko było tylko na pokaz?! Gdyby tak bardzo ci na nim zależało, zostałabyś w Argentynie na zawsze. - w tym momencie zalałam się łzami. Ona nie znała mojej sytuacji rodzinnej. Nikt nie znał jej dobrze, oprócz Jorge.
- P-przepraszam... nie chciałam tak bardzo tego wszystkiego wyolbrzymiać.
- Ale to zrobiłaś... jak mogłaś powiedzieć coś takiego? - płakałam. Wszystko znowu powracało.
- Przepraszam... Wybacz mi. Po prostu pragnę twojego szczęścia. - przytuliłam ją, bo wiedziałam, że nie chcę konfliktów, i sama być może przesadziłam.
- Już dobrze... Nic się nie stało. - odpowiedziałam i wytarłam zaszklone oczy chusteczką higieniczną.

***

Mijały dni. Przez ten czas ani razu nie miałam czasu na nudę. Przeżyłam świetne chwile z Albą. Pogodziłam się też z tatą...
Dzisiaj jest otwarcie kawiarenki. Idziemy na nie razem. Obydwie uwielbiamy takie klimaty. Czym prędzej zaczęłam się szykować. Alba miała przyjść już za dwie godziny. A ja dopiero wstałam. Popędziłam do łazienki. Umyłam włosy szamponem malinowym. Potem pokręciłam je lokówką. Zrobiłam lekki, ale piękny makijaż. Potem ubrałam nowo zakupiony zestaw. Wpięłam kokardę do włosów. Wrzuciłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy. Już miałam wychodzić, ale w ostatnim momencie założyłam naszyjnik od NIEGO i musnęłam usta malinową szminką. Tak jest. Dzisiaj postawiłam na kolor różowy. Po chwili pod domem była już Alba.
- Cześć kochana, ślicznie wyglądasz. - skomplementowała mnie na powitanie.
- Cześć, ty też niczego sobie. - zaśmiałyśmy się obie, po czym ruszyłyśmy w stronę kawiarenki.
Już po paru minutach byłyśmy na miejscu. Weszłyśmy do środka. Było tam trochę ludzi, ale kawiarenka była ogromna. Można było słyszeć świetną muzykę. Ktoś naprawdę ma talent. Usiadłyśmy na wysokich krzesłach przy barku. Zamówiłyśmy shaki truskawkowe z pianką. Rozmawiałyśmy popijąc nasze koktajle.
Jednak cały czas byłam myślami gdzie indziej. Słuchałam tej muzyki. Skądś znałam ten głos.
- Alba, zaraz wracam. - powiedziałam krótko przerywając nasze pogaduchy. Zeskoczyłam z krzesła. Za barkiem była scena. Szłam w stronę głosu. Skręciłam w prawo, skąd był idealny widok na scenę. Już wiedziałam, skąd znam ten głos, i do kogo on należy...


♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Witam po tygodniowej przerwie ;* Przepraszam, że tyle to trwało, ale na początku miałam problem z napisaniem tego rozdziału. W ramach rekompensaty jest taki długi ;).  Na szczęście akcja teraz się rozwinie. Nie sądziliście, że to będzie Alba, co nie? Wiem, wiem, jestem nieprzewidywalna :D.
Ale do rzeczy - kto jest posiadaczem tego głosu?
Do następnego rozdziału :***
Mrs. Blanco ♪ 

środa, 30 lipca 2014

Rozdział 18/ Dlaczego to tak boli?

Postanowiłam dedykować posty :)
Tego posta dedykuję Domci Verdas :*
Od dłuższego czasu pisze ona do mnie, i poddaje pomysły ;) 
Dziękuję Wam wszystkim i zapraszam na rozdział :3

♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Martina


Lecę już dobrą godzinę, jednak ciągle myślę o jednym. O pocałunku z Jorge. Z jednej strony było mi dobrze, ale z drugiej... to teraz tak bardzo boli. Boję się tego, jak to wpłynie na nasze relacje, bo kolejne spotkanie jest chyba oczywiste. Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.

- Tini... - usłyszałam znajomy głos. Przetarłam oczy.
- No, wreszcie się obudziłaś kochanie.
- Jorge?! Co ty tu robisz? 
- Zaraz po twoim odlocie wsiadłem do samolotu i poleciałem. Kocham cię. Miałem ci to powiedzieć już dawno, ale nie potrafiłem...
- Ja też cię kocham.
- A więc czy zrobisz to dla mnie, dla nas, i zostaniesz moją dziewczyną?

- " Prosimy zapiąć pasy. Lądujemy za 5 minut". - obudził mnie damski głos. Czyli to był tylko sen? Uff, to dobrze. Nie wiem co zrobiłabym w takiej sytuacji, pomimo tego, że on mi się ogromnie podoba.
Zapakowałam słuchawki, pamiętnik, długopis i telefon do torby. Wykonałam polecenie stewardessy i oparłam się o fotel. Nie cierpiałam tej części lotu. Po chwili już było po wszystkim. Wylądowaliśmy. Odebrałam walizki. Rozejrzałam się. Nigdzie nikogo nie było. Ani Ramallo, ani taty. Już chciała dzwonić po taksówkę, kiedy usłyszała głos z tyłu.
- Tini! - ujrzała Angie. Tak bardzo za nią tęskniła podczas wyjazdu.
- Angie! - podbiegłam do niej i mocno się przytuliłam - tak bardzo tęskniłam...
- Ja też kochanie... słuchaj... twój tata nie mógł przyjechać, ponieważ dostał pilne zlecenie i cała czwórka wyjechała na parę dni. - posmutniałam.
- Naprawdę? Nie widział córki ponad miesiąc i tak się za nią stęsknił, że sam postanowił sobie gdzieś pojechać na parę dni! - westchnęłam.
- Myślisz, że mi się to podobało? Ale wiesz jaki jest twój ojciec. - powiedziała.
- Ta... Mogłabyś zawieźć mnie do domu?
- A po co tutaj jestem?
Śmiałyśmy się bardzo długo. Trochę poopowiadałam Angie o pobycie w Argentynie. Nim się obejrzałam, a już byłyśmy pod domem.
- Wejdziesz? - zapytałam.
- Chętnie, ale niestety nie dziś. Muszę spotkać się z Pablo. Nie jesteś zła?
- Nie. Wszystko okej.
- Ale jednak widzę, że coś cię trapi.
- Wydaje ci się Angie. Pa. - dałam jej buziaka w policzek po czym ona odjechała.
Miała rację. Było mi ciężko.
Weszłam do domu. Znowu byłam u siebie. Udałam się do mojego pokoju. Padłam na łóżko i zaczęłam płakać. Płakałam cały czas. Byłam zupełnie sama. Nikt już nie miał dla mnie czasu.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Ogarnęłam się i zeszłam na dół.
- Kogo to niesie o tej godzinie? - pomyślałam.
- Dobry wieczór, panna Stoessel?
- Tak, a przepraszam, w czym mogę pomóc?
- Kwiaty dla pani. - byłam zdziwiona. Kto mógł mi wysłać kwiaty?
Odebrałam przesyłkę. Ogromny bukiet czerwonych róż włożyłam do wazonu. Zaniosłam je na górę. Spojrzałam na karteczkę
"Ja też tęsknię. Brakuje mi Ciebie. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy...
                                                                    Jorge"

Wybuchłam jeszcze większym płaczem. Było to wzruszenie i smutek. Ból. Tak straszliwie mi go brakowało, teraz jeszcze te kwiaty... Wieczór spędziłam na płaczu. Znowu... Nie tak wyobrażałam sobie powrót do Madrytu. Nim się obejrzałam, Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy.



Jorge

Nie wiedziałem co mam robić. Po głowie ciągle chodził mi pocałunek z Martiną. Kiedy zobaczyłem, jaki ślad pozostawiła na lustrze, wysłałem jej kwiaty. Ogromny bukiet czerwonych róż. Słyszałem, że to jej ulubione kwiaty. Nagle zadzwonił telefon. Nie sprawdzając kto dzwoni pospiesznie odebrałem byłem pewien, że to Tini.
- Martina? - zapytał pełen entuzjazmu.
- Nie, Ruggero. 
- Aha... cześć. - odpowiedziałem zmarnowany.
- Trzymasz się jakoś?
- Jakoś.. kogo ja oszukuję. Wariuję. Zaraz wybuchnę.
- To poczekaj, przyjadę. Wtedy pogadamy.

Już po chwili siedziałem z Ruggiem na kanapie rozmawiając.
- Dobra. Gadaj co i jak. - powiedział po chwili.
- Co mam ci powiedzieć? Wariuję bez niej. Tak jakoś czegoś zaczęło mi brakować w życiu.
- To teraz masz odpowiedź na pytanie.
- Jakie pytanie?
- Serio już w tym wieku sklerozy dostajesz?
- Ej!
- Ona ci się podoba Jorge!
- Przecież wiem!
- Zrobiłeś coś?
- Co na przykład?
- Nie wiem, zadzwoniłeś? Zapytałeś jak się czuje? 
- Nie... 
- To coś w ogóle zrobiłeś skoro tak ci na niej zależy?
- Wysłałem jej ogromny bukiet czerwonych róż.
- No, zaczynasz robić postępy.
- Dziękuję wielmożny mistrzu! - zaśmiałem się.
- Ale powiem ci, że ona rzeczywiście jest taka jak ją opisywałeś. Ładna, nawet więcej niż ładna, charakter też ma fajny.
- Tylko nie próbuj jej podrywać!
- Jorge, to nie jest twoja dziewczyna.
- Stary, dobrze wiesz, ile ona dla mnie znaczy.
- Wiem. Tylko się zgrywałem. - powiedział - dobra, będę leciał. Jak co to dzwoń.
- Spoko. Narka. 

Jednak ja nadal za nią tęskniłem. Tak strasznie mi jej brakowało. 


Martina

Zaraz po przebudzeniu zjadłam śniadanie. Dzisiaj po południu mam iść do Angie na obiad. Zaprosiła mnie, żebyśmy mogły porozmawiać o wakacjach. Do 15:30 miałam jeszcze trochę czasu, dlatego postanowiłam na oglądniecie jakiegoś filmu i zrobienie małych zakupów. Ubrałam się i wyszłam z domu. Szłam uliczkami Madrytu przyglądając się kolorowym wystawom. Nagle usłyszałam krzyki.
- To ona! 
- Szybko biegnijmy, zanim zniknie!
I wtedy napadł mnie tłum. Flesze, pytania i moje zdezorientowanie.
- Od kiedy jesteście razem?
- Jak się poznaliście?
- Czy związek na odległość jest trudny?
I w tej chwili zrozumiałam, że znajomość z Jorge, równa się zainteresowanie nami. Są pewni, że jesteśmy parą. Po tym pocałunku na lotnisku, wszyscy tak to odbierają.
- Przepraszam, ale nie będę udzielać takich informacji. Żegnam. - powiedziałam krótko, zwięźle i na temat, po czym szybko weszłam do sklepu. Zrobiłam małe zakupy. Zapłaciłam, a potem, upewniając się, że nikt mnie nie śledzi, wróciłam do domu.
Włączyłam mojego laptopa, po czym weszłam na facebooka. Zauważyłam, że mam około 100 wpisów i na tablicę i odrobinę mniej wiadomości. Zaczęłam sprawdzać wszystko. Zaczęłam od tablicy.
Vanessa pisze: No, kochana, skoro już znasz Jorge, poproszę o autograf!
Agnes pisze: Widzę, że łatwo pocieszyłaś się stracie przyjaciółek...
Carla pisze: Agnes, przecież to my ją zostawiłyśmy, a ona od razu poleciała w jego ramiona.
Vanessa: Czyżby była to prawda? No tak, w końcu wiemy co kryje się w tym małym, kruchym ciałku.
Melania pisze: Oj dajcie jej spokój.

I tak trwała wojna. Wszyscy zaczęli mnie wyśmiewać. Byłam zła i smutna zarazem. Już chciałam coś odpowiedzieć, kiedy otrzymałam powiadomienie.
"Jorge Blanco skomentował wpis na Twojej tablicy".
Tak, mam go w znajomych. Gdyby nie to, chyba bym nie wytrzymała. Tam mieliśmy się porozumiewać. Nie chciałam nawet patrzeć na komentarz od niego. Jednak zrobiłam to.
Jorge pisze: Odczepcie się od niej. Ona nic wam nie zrobiła. Jeżeli nie macie się na kim wyżywać, to zróbcie to na mnie. A poza tym, to sprawa między mną a Martiną.

Zamurowało mnie. Obronił mnie. Po chwili napisałam mu do niego.
- "Dziękuję :*" - już po chwili otrzymałam odpowiedź
- "Nie masz za co ♥" - napisał.
- Tęsknię - po chwili napisałam ponownie.
- Ja też. Brakuje mi Twojego uśmiechu. - zarumieniłam się. Po chwili on napisał ponownie
- Wiem, że się rumienisz. - brzmiała treść wiadomości. Po chwili wylogował się, a ja zrobiłam to samo. Włączyłam telewizję.
- Jorge Blanco był ostatnio widziany na lotnisku. Jednak nie był on sam. Żegnał się z niejaką Martiną Stoessel. Uwaga Jorgistas, Jorge chyba nie jest już singlem! Doszło do namiętnego pocałunku!
- Nie! - wrzasnęłam i wyłączyłam telewizor. Spojrzałam na zegar. Miałam godzinę do obiadu, dlatego poszłam się umyć i przebrać.
Zrobiło się trochę chłodniej, dlatego założyłam moje ukochane, miętowe rurki, białą koszulę i szpilki. Zrobiłam makijaż i założyłam biżuterię. Oczywiście nie obyło się bez naszyjnika od Jorge. Przypominał mi o nim i jednocześnie, może to dziwne, ale dodawał otuchy.
Po chwili wyszłam z domu i skierowałam się do domu mojej cioci.
Pół godziny później byłam u celu.
Zadzwoniłam dzwonkiem.
- Cześć Tini! - powitała mnie czułym przytulasem ciocia.
- Cześć Angie. - zaprosiła mnie do środka.
Już po chwili siedziałyśmy przy stole, zajadając się pysznymi makaronami i sałatkami. Angie świetnie zna się na kuchni włoskiej. Kiedy zjadłyśmy nasz obiad, udałyśmy się na spacer. Cały czas rozmawiałyśmy o moim pobycie w Argentynie. Wiedziałam też, że Angie wyjeżdża z Pablo do tego kraju. Chcę żeby była szczęśliwa.
Doszłyśmy do naszej ulubionej kawiarni. Zajęłyśmy stolik. Po chwili podszedł do nas kelner i podał karty. Wybrałyśmy i czekałyśmy aż ktoś przyjdzie, abyśmy mogły złożyć zamówienie.
- Dobra, to teraz opowiadaj co z tym twoim Jorge. - powiedziała nagle Angie, ale przerwała jej obsługa, która przyszła zapytać co zamawiamy.
- Ja poproszę tiramisu i latte - oznajmiła ciocia.
- A ja natomiast poproszę sernik na zimno i kawę mrożoną. - powiedziałam.
Po chwili powróciłyśmy przynieśli nam nasze zamówienie i rozpoczęłyśmy rozmowę.
- No więc, opowiadaj o NIM. - powiedziała po chwili Angie.
- O nim? Czyli o... - udawałam, że nie rozumiem.
- No dobrze wiesz, że chodzi mi o Jorge!
- Dobrze, ale Angie, proszę, nie krzycz tak.
- Dlaczego? Dziewczyno, spotkałaś chłopaka swoich marzeń i nic nie robisz w tym kierunku!
- Wiem, wiem, dlatego chciałam z tobą o tym porozmawiać. A uciszam cię, bo dzisiaj rano napadł mnie tłum fotoreporterów i paparazzi, więc jutro wypatruj mnie w gazetach. - zakończyłam.
- Ok, chętnie kupię. Miło będzie zobaczyć siostrzenicę na pierwszej stronie. Ale teraz opowiadaj, jak to wszystko się zaczęło.
- Kiedy doleciałyśmy byłyśmy bardzo podekscytowane. Wychodząc z samolotu potknęłam się. Byłam już przygotowane na spotkanie trzeciego stopnia z gruntem, jednak tak się nie stało. Wylądowałam w ramionach jakiegoś chłopaka. Nagle przeszedł mnie przyjemny dreszcz i miałam poczucie bezpieczeństwa. Przez chwilę miałam zamknięte oczy, jednak kiedy je otworzyłam, ukazał mi się przystojny szatyn, o szmaragdowych oczach. Był dobrze zbudowany. Uśmiechając się pokazywał szereg białych ząbków i urocze dołeczki. Wtedy jeszcze nie wiedziałam kto to. On pomógł mi wstać. Oczywiście moje byłe przyjaciółki od razu się spostrzegły, że to ich idol i stały oszołomione. Wypadło mi trochę rzeczy i pomógł mi je zbierać. I nasze dłonie dotknęły się nawzajem na moim pamiętniku. Ponownie poczułam ten przyjemny dreszcz. Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że to Jorge. - zakończyłam dopiero pierwszą część historii.
- Jejku, Tinka... Od razu słychać, że on ci się podoba.  Ale dobra opowiadaj dalej.
- Następnego dnia napisał mi SMS-a, żebyśmy się spotkali. Nie potrafiłam odmówić. Dziewczyny też były mega podekscytowane, bo jeżeli on będzie kręcił ze mną, to oczywiście też i z nimi. Po południu on przyjechał po mnie na swoim motorze. Dał mi kask i mogliśmy jechać. Dobrze wiesz, że trochę boję się jazdy na motorze. Objęłam go o wiele mocniej w pasie, można powiedzieć, że się do niego przytuliłam. On wtedy spojrzał na mnie zdziwiony, ale nie wykaraskał się z mojego objęcia tylko szczerze uśmiechnął. Kiedy dojechaliśmy było magicznie. Oczywiście prawie doszło do pocałunku. Siedzieliśmy na kocu zajadając się truskawkami. I on wtedy powiedział mi, że ten jacht jest dla nas. Wtedy też znalazłam list, w którym dziewczyny piszą, że to koniec przyjaźni. Ja płakałam, a on wtedy mocno mnie przytulił i zaproponował, żebym zamieszkała u niego. - kolejna część monologu za mną... Po chwili kontynuowałam. Opowiadałam wszystkie nasze historie, przygody. Angie co chwila mówiła, że opowiadam to z takim sentymentem, z takim uczuciem, że widać od razu, iż kłamię w żywe oczy, że niby nic do niego nie czuję. Po chwili zakończyłam. Ciotka chyba zauważyła, że to wszystko bardzo boli, dlatego zmieniła ton.
- Tini, a jak się po tym wszystkim czujesz? - zapytała z czułością w głosie.
- Nie za dobrze. Boli mnie to wszystko. Okropnie za nim tęsknię. Brakuje mi jego uśmiechu, głosu, dotyku, jego uścisków i jego samego. Nawet przestałam się już przejmować pocałunkiem. Jesteśmy na tyle dobrymi przyjaciółmi, że damy sobie z tym radę. Ale powiedz. Dlaczego... ta rozłąka... Dlaczego to tak boli? - zapytałam.
- Kochanie, to się właśnie nazywa uczucie. Darzysz go czymś niezwykłym i po prostu brakuje ci jego samego. Nawet gdybyś została sama z nim na pustyni, to i tak byłabyś szczęśliwa, że on jest z tobą. - wytłumaczyła mi Angie, po czym dalej kontynuowała - słuchaj, skoro twojego taty nie ma, to może zaprosisz Jorge na kilka dni? - zapojrzałam na nią wzrokiem numer 53, czyli "CZY TY WIESZ CO MÓWISZ?!"
- Angie?! Co ty mówisz! Nie! Nie ma mowy... Dopiero co się widzieliśmy, a jeżeli tata wróci wcześniej to będę miała kłopoty. - wybiłam ten pomysł z głowy Angie.
- Dobrze, rób jak uważasz. Ja już muszę lecieć. Jakbyś chciała z kimś porozmawiać to dzwoń o każdej porze dnia i nocy. - ucałowała mój policzek ciocia, po czym wyszła. Ja nie miałam nic więcej do roboty, więc zapłaciłam za mój sernik i kawę, po czym ruszyłam do domu.
Ujrzałam ogromny bilboard, na którym widniała informacja o otwarciu nowej kawiarenki w stylu lat 70. Od razu wiedziałam, że się tam wybiorę. Nim się spostrzegłam, byłam już pod domem. Otwarłam drzwi, a następnie usadowiłam się wygodnie przed telewizorem. Zaczęłam oglądać jakiś film. Po chwili przełączyłam, stawiając na jakiś film na DVD, gdyż tamten był bardzo nudny.
Wreszcie znalazłam film idealny, czyli "Last Song". Tak, ten film zdecydowanie mogłam zaliczyć do moich ulubionych.
Już miałam odpalać płytę, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Powolutku ruszyłam ku drzwiom. Jeszcze wcześniej zdążyłam potknąć się o ławę, uderzyć na kolano, i rozpocząć poszukiwanie kluczy. Kiedy te wszystkie czynności miałam wreszcie za sobą, otwarłam drzwi. Zaniemówiłam. Rzuciłam się na szyję gościowi. W drzwiach stał nie kto inny, a...


♥♥♥♥♥♥♥
Witam Was :) Jestem z siebie dumna muszę przyznać, bo napisałam długi (tak myślę xd) rozdział w 3 dni, a jak na mnie to naprawdę szybciutko. Jak myślicie, kto odwiedził Tini? Niedługo post informacyjny. Nie chcę pisać o tym tutaj, bo jestem w 100% przekonana, że część nie czyta tych dopisków xd
Dobrze, ale nie przedłużając, życzę Wam dobrej nocy i fioletowych snów ;)
Do następnego rozdziału kochani :*    
                                                                   Mrs Blanco

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 17/ Pożegnania są trudne...

♥♥♥

Martina

Dni mijały, a my codziennie lepiej się poznawaliśmy. Śmialiśmy się razem, jedliśmy, rozmawialiśmy, spędzaliśmy razem czas. I coraz bardziej się do siebie nawzajem przywiązywaliśmy.
 _________________________________________________

Właśnie wstałam. Dzisiaj będę musiała wszystko spakować, zrobić ewentualne zakupy, gdyż jutro wyjeżdżam.  
- Cześć Tini! - do pokoju wszedł Jorge.
- Cześć. - przywitałam się z nim uściskiem.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- Ah, kiedy ja ci to wszystko wynagrodzę? - zaśmiałam się. A on kontynuował: 
- Ubierz się jakoś ładnie, zabierz też ubrania na zmianę. 
- Czy mi się wydaje, czy ty...
- Tak. Zabieram cię na sesję zdjęciową. Cieszysz się?
Przytuliłam go tak mocno, że...
- Spokojnie, bo mnie udusisz! - zaprotestował.


__________________________________________________

Wróciliśmy pod wieczór,gdyż wcześniej byliśmy wywołać zdjęcia.

Zmęczeni całym dniem usiedliśmy na sofie. Spojrzałam na zdjęcia, i pomyślałam, że będzie to pamiątka na całe życie. Bo czy jest coś lepszego, niż zdjęcia z chłopakiem, który jest wyjątkowy i sprawia, że motyle latają w brzuchu?
- Dziękuję. - powiedziałam po chwili.
- Za co? - zapytał.
- Za najlepszy miesiąc mojego życia. Jak ja ci się odwdzięczę?
- Wystarczy mi twój uśmiech. - pogłaskałam go po policzku.
- Kiedy tobie jest smutno, wtedy ja też płaczę. Kiedy się śmiejesz, odnajduję sens życia. A kiedy się przytulamy, czuję się... jakby... jakby... jakby cały świat się zatrzymał, jakby obejmował mnie anioł, bo ty... ty jesteś moim aniołem. - powiedział romantycznie.
Spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się i odeszłam bez słowa. Jorge spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
Weszłam do mojego pokoju, przebrałam się w piżamę, weszłam pod koc. Wyjęłam wszystkie nasze pozostałe zdjęcia i zaczęłam je oglądać. Nie sądziłam, że jest ich aż tyle. Chociaż... Codziennie robiliśmy zdjęcie... Nawet nie zauważyłam, kiedy cała zalałam się łzami. Nagle do pokoju wszedł Jorge.
- Co się stało? Dlaczego płaczesz? - zapytał.
- Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie, co to wszystko dla mnie znaczy... Rozumiesz?
- Chyba nie do końca. - usiadł koło mnie zatroskany.
- Ten miesiąc sprawił, że znalazłam coś, czego potrzebowałam. Znalazłam wsparcie, zaufanie, pomoc... ale przede wszystkim... przyjaźń. Coś czego potrzebowałam od dawna. To wypełniło pustkę. Tyle mnie nauczyłeś, pozwoliłeś na coś, czego w Hiszpanii nie mogę... Tutaj pokonałam z tobą strach przed publicznością. Mogłam śpiewać. Mogłam przeżyć historię, której nie zapomnę do końca życia. Mogłam poznać najlepszego człowieka na świecie. Dziękuję. - przytuliłam go najmocniej jak umiałam.
- Ale nie jestem nikim wyjątkowym. - powiedział.
- Hm. Przestań się zgrywać. Dobrze wiesz ile dla mnie znaczysz.
- Ile? 
- Jeżeli mogłabym, zamieszkałabym tutaj, w Buenos Aires, żeby tylko móc zostać z tobą...
- Poczekaj, zaraz wracam.



Jorge

Poszedłem na górę. Do siebie. Nie sądziłem, że jesteśmy ze sobą tak blisko. Zastanawiałem się, co zrobić, żeby zapomniała o wyjeździe. 
Czym prędzej więc poszedłem po gitarę i keyboard.
- Mogę wejść? - zapytałem.
- Przecież czekam tu na ciebie mój głuptasie... - wreszcie zaśmiała się Martina.
- Czekałem na to... - powiedziałem.
- Na co? - zapytała.
- Na twój piękny uśmiech...
Wstała, odłożyła wszystko na bok, podeszła do mnie. Przytuliła mnie, a ja odwzajemniłem uczucia. Po chwili spojrzeliśmy na siebie. Martina zagryzła wargę i odwróciła wzrok. Po chwili podszedłem do instrumentu.
- Napisałem nową piosenkę.
- Naprawdę? Zagraj mi, proszę...
Położyłem ręce na klawiszach, uśmiechnąłem się do ukochanej (choć ona o tym nie wiedziała...).
- Czasami to wydaje się niewidoczne,
tylko ja wiem co nas łączy

spójrz na mnie, powiedz
kto jest najlepszy.
Blisko ciebie, porywający moment
choć mało wiarygodny
spójrz na mnie, kto jest najlepszy. - zakończyłem.
- Na razie mam tylko tyle. Podoba ci się?
- Bardzo. Jesteś świetnym tekściarzem.
- A ty masz jakieś piosenki?
- Niby tak... Ale... Nie potrafię śpiewać.
- Jak to możliwe? Razem śpiewaliśmy i nie było tego słychać.
- Odpływałam.
- To teraz też odpłyń, proszę. Masz ogromny talent. Jesteś wyjątkowa! - powiedziałem, niechcący wytrącając jej pamiętnik z rąk.
- Przepraszam, nie chciałem... - oboje przykucnęliśmy. Nasze ręce skrzyżowały się na pamiętniku, tak jak w dniu naszego pierwszego spotkania. Tyle że wtedy było inaczej. Nie wiedziałem, kim dla mnie będzie Martina. Dzisiaj już to wiem. To moja księżniczka. W mojej bajce, w jej bajce, w naszej bajce. Po chwili wszystko było jak dawniej.
- To co, zaśpiewasz? - poprosiłem po raz kolejny.
- Dobrze... Ale ty będziesz grał.
- Sprytna jesteś... Ale niech będzie. Tylko daj mi nuty. - zaśmiałem się. - jesteś gotowa?
- Teraz wiesz, że 
nie rozumiem co się dzieje.
Ale przecież
nigdy nie ma czasu na nic.
Myślę, że nie zdaje sobie sprawy
i robię tysiąc i jeden obrót.
Moje wątpliwości mnie zmęczyły
już nie będzie czekać.

I znowu budzę się
w moim świecie
czuję że jestem sobą.
I nie zatrzymam się,
nawet na sekundę, 
moje przeznaczenie to dziś.
I znowu budzę się
w moim świecie
czuję że jestem sobą.
I nie zatrzymam się,
nawet na sekundę, 
moje przeznaczenie to dziś.

Nic nie może się zdarzyć
Idę uwolnić
wszystko co czuję.
Wszystko wszystko.
Nic nie może się zdarzyć
Idę uwolnić 
wszystko co mam
nic mnie nie powstrzyma.
- W moim świecie... Świetna piosenka!
- Dziękuję. - podeszła do mnie i przytuliła.
- Masz jeszcze jakieś?
- Oczywiście, ale... Nie chcę już dzisiaj śpiewać. To jeszcze bardziej kojarzy mi się z tobą. - wzdychnęła.
- Słuchaj, dzisiaj jest twoja zielona noc...
- Jorge, co ty chcesz zrobić?
- Dzisiaj jest noc filmowa. Lecą różne filmy po kolei. Od komedii po horrory. Co ty na to?
- Niech będzie!
- Mamy jeszcze chwilę, pójdziemy do sklepu, kupimy coś dobrego, ja zrobię kolację, zgadzasz się?
- A może... upieczemy pizze? - od razu wiedziałem że Martina to pomysłowa dziewczyna.
- Jestem za!

I tak minęła reszta wieczoru, aż do seansu. Kupiliśmy pełno popcornu, zrobiliśmy pizzę, a potem zmywaliśmy mąkę, bo byliśmy cali nią obsypani. Ale w tym było śmiechu!
Nadeszła pora seansu. Usiedliśmy koło siebie na sofie. Po kilku filmach nadeszła pora na dłuższą przerwę, jednak my nadal nie byliśmy śpiący. Podszedłem do radia, włączyłem je, a potem zapytałem Tini.
- Czy będzie pani tak miła, i zatańczy ze mną?
- Oh, oczywiście! - zaśmiała się dziewczyna.
Tańczyliśmy i rozmawialiśmy. Było tak magicznie.


Martina

Nim się obejrzałam, nastał poranek. Wstałam wcześniej niż zwykle, bo samolot miałam o 12. Byłam już spakowana, jednak chciałam pożegnać się w należyty sposób z Argentyną. Minęła chwila, zanim zdecydowałam się co założę. W końcu postawiłam na jeden z moich ulubionych zestawów. Był bardzo ładny, a zarazem wygodnie się w nim czułam.
Dzisiaj wyjątkowo nie byłam głodna. Lekko popsikałam się moim ulubionym perfumem i musnęłam usta czerwoną szminką. O dziwo, na dole nie zastałam Jorge. Czułam lekkie skrępowanie, ale poszłam tam. Weszłam do jego sypialni. Nigdy tu nie byłam. Kiedy zrozumiałam, że jestem sama w domu, zaczęłam podziwiać pokój chłopaka. Tutaj tak naprawdę zaczynało się drugie życie. Było tu kilka pokoi. Jadalnia, mały salon, elegancka łazienka i jego sypialnia. Dziwię się, że nie zajrzałam tutaj wcześniej. Najpierw weszłam do jadalni, chociaż tak naprawdę był to mały pokoik ze stolikiem dla czterech osób. Szłam dalej. Weszłam do łazienki. Na szafce stała kolekcja męskich perfumów Jorge... Pomimo, że normalnie ich nie nawidziłam, te były wyjątkowo cudowne. Obejrzałam się i ujrzałam kabinę prysznicową. Powtórzyłam ruch, i ujrzałam siebie w ogromnym lustrze. Cała łazienka była... w złym stanie. Wiedząc, że Jorge nie nadchodzi, postanowiłam posprzątać jego teren. Kiedy skończyłam, udałam się na dalsze zwiedzanie, jednak wpierw wyjęłam szminkę, posmarowałam usta i odcisnęłam je w lustrze w łazience, a następnie, używając tego samego kosmetyku otoczyłam buziaka sercem i dopisałam "już tęsknie".
Wyszłam z pomieszczenia i znalazłam się na tarasie. Był ogromny. Znajdowało się tutaj jacuzzi, mały basen, i kolejny stolik. Popatrzyłam. Zdałam sobie sprawę, że słońce dopiero się obudziło. Spojrzałam na godzinę. Do dzisiejszego wschodu była jednak jeszcze spora chwila, dlatego skierowałam swoje kroki do JEGO sypialni. Oniemiałam. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknie urządzonej sypialni. Wszędzie można było zauważyć jego pasję do muzyki. Na środku stało duże, łóżko. Usiadłam na sekundę, a raczej padłam. Byłam zmęczona emocjami. Coś zaczęło m
nie uwierać w plecy i zauważyłam, że tam leżało... moje zdjęcie! Byłam w szoku. Po co jemu moje zdjęcie? Jednak zignorowałam to. W końcu ja też miałam jego zdjęcie. Tyle, że on mi się podobał, a ja jemu nie. Oparłam się o ścianę, która dziwnie drgnęła. Odskoczyłam, a po chwili ponownie ją popchnęłam. Moim oczom ukazały się długie, zakręcone schody w dół. Lekko się zestresowałam, ale postanowiłam tam iść. To miejsce wydawało się być bardzo przyjemne. Spojrzałam na ściany. Było tam pełno zdjęć Jorge i jego rodziny. Takie z dzieciństwa, jak i ukończenia szkoły. Nagle moim oczom ukazały się nasze zdjęcia. Wycinki z gazet. Doszłam do wniosku, że to miejsce jest niezwykłe. To miejsce Jorge. Nagle schody się skończyły. Ujrzałam mały pokoik. Już miałam do niego wejść, kiedy usłyszałam jak ktoś gra na gitarze. Lekko się wychyliłam. Tam był on. Otoczony instrumentami i tysiącami kartek. Śpiewał. Robił to z taką pasją. Usłyszałam dzwonek. On wyszedł, i poszedł gdzieś do tylnych drzwi. Miałam chwilę, aby przebadać także i to pomieszczenie. Zauważyłam zeszyt. Otwarłam go. Były tam wszystkie dotychczasowe piosenki wokalisty. Już miałam go odkładać, kiedy zauważyłam tekst, którego w ogóle nie znałam. Byłam chyba największą fanką, dlatego znałam każdą piosenkę. Zaczęłam czytać. Po chwili posmutniałam. Piosenka była o dziewczynie. O miłości. Pisał, że kiedy jest z nią, cały świat przestaje istnieć, ale boi się zrobić pierwszy krok. Marzy o wspólnym tańcu w blasku księżyca, o tym, aby wreszcie jedna gwiazdka spadła z nieba, aby on mógł jej ją podarować. Ostatnie wersy mówiły o tym, że ma oczy takie, jak czekolada. Usłyszałam kroki, dlatego czym prędzej odłożyłam zeszyt i wróciłam na klatkę. Wiele razy mówiono mi, że mam oczy jak czekolada. Jednak nie potraktowałam słów piosenki na poważnie. Usłyszałam rozmowę.
- Powiedziałeś jej? - zrozumiałam, że w tym domu, parę metrów ode mnie znajduje się Ruggero Pasquarelli.
- Nie. - odpowiedział zmarnowany Jorge
- To na co czekasz? Zaraz ją stracisz! Zrobiłeś coś w ogóle w tym kierunku, żeby dowiedziała się, jakim uczuciem ją darzysz?
- Napisałem piosenkę.
- Zaśpiewałeś ją jej?
- Nie. - po chwili usłyszałam, jak zaczął śpiewać piosenkę. Zaraz, to była TAMTA PIOSENKA!
Nagle przerwał. Usłyszałam tylko trzask.
- Nie! Nie mogę, rozumiesz? Nie mam na tyle odwagi, żeby powiedzieć jej, co do niej czuję!
- Porozmawiaj z Martiną, może ona ci pomoże.
Kiedy usłyszałam moje imię, wybiegłam z powrotem na taras. Wtedy zrozumiałam, że Jorge ktoś się podoba. I to szalenie.


Jorge


- Porozmawiaj z Martiną, ona ci pomoże. - wspierał mnie Rugg. 
To mój najlepszy kumpel. Przyjaźnimy się już dobre parę lat. I to przyjaźń na zawsze. To się czuje. Skoczyłby za mną w ogień, zresztą jak zrobiłbym to samo, gdyby on tam się znalazł.
- Człowieku, ty w ogóle wiesz co mówisz?! - denerwowałem się - co mam iść do niej i powiedzieć jej "Martina, podobasz mi się, pomóż mi z tym, nie wiem jak ci to powiedzieć"?!
- Nie o to mi chodziło. - powiedział kumpel - chciałem, żebyś pogadał z nią w ten sposób, jakbyście
byli dobrymi kumplami. Wiesz o co chodzi. Przyjaźń damsko - męska... 
- Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Ale ja nie wiem dokładnie, co do niej czuje. Może to po prostu mocniejszy rodzaj przyjaźni? - bałem się prawdy.
- Koleś, mocniejsza przyjaźń to uczucie! Kumasz? A poza tym, w takim rodzaju przyjaźni, prędzej czy później któreś się zakocha.
- Dobra, wrócimy do tej rozmowy później. Poczekam. Jeżeli rzeczywiście czuję do niej coś więcej niż przyjaźń, to to na pewno niedługo wyjdzie. Przedstawię ci ją. 

Po paru minutach dalszych sprzeczek, udaliśmy się na górę. Byłem pewien, że moja królewna jeszcze śpi. Nagle ujrzałem sylwetkę jakiejś ślicznej dziewczyny. Stała na tarasie i oglądała wschód słońca. To była Martina. Nie sądziłem, że kiedykolwiek się tutaj dostanie, chyba że jako moja dziewczyna. Sam chciałem ją tu zaprowadzić, ale co bym powiedział "chodź, pokażę ci moją część domu? mój pokój? moją łazienkę?" Zabrzmiałoby to dosyć dziwnie. Podszedłem do niej od tyłu i objąłem w pasie. Ta najwidoczniej nie chciała, żebym ją zauważył, bo wystraszyła się niemiłosiernie, przez co wpadła do basenu. Zaczęła szybko machać nogami. Wystraszony wyciągnąłem do niej rękę. Ona ją chwyciła i... pociągnęła do basenu! Po chwili zaśmiała się. Zaczęliśmy się chlapać. Zupełnie zapomniałem, że całej sytuacji przygląda się Ruggero. Szybko wyjąłem Tinitę z wody i podałem ręcznik, abym mógł przedstawić jej mojego przyjaciela.




Martina

A to drań! Ale z drugiej strony, było zabawnie. On po chwili wyciągnął mnie z wody. Ku moim oczom ukazał się Pasquarelli. Nie sądziłam, że jest aż TAK BARDZO PRZYSTOJNY.
- Cześć ślicznotko, jestem Ruggero. Dla ciebie Rugg. - po mojej twarzy spłonął rumieniec.
- J-jestem Martina. Dla przyjaciół Tini lub Tinita.
- Mogę cię tak nazywać? - czułam, że staję się coraz bardziej czerwona. Po chwili od tyłu podszedł do mnie pan Blanco, objął w pasie, i lekko przyciągnął do siebie. Potem skarcił Rugga wzrokiem. Ten widocznie wiedział o co chodzi, bo szybko się pożegnał, tylko puścił mi oczko na pożegnanie.

Już po chwili byliśmy w łazience na górze. Wziął suszarkę i ręcznik. Zaczął mi suszyć włosy.
- Jorguś, nie musisz mi suszyć włosów. - powiedziałam i po chwili zdałam sobie sprawę, jak go nazwałam - Jeju, przepraszam, nie chcia...
- Spokojnie mi się to podoba Tiniuś - przerwał.
I tak zaczęła się nasza wojna na przezwiska.
Chwilę później byliśmy już susi. 
- Idziemy na spacer? - zapytał, na co ja odpowiedziałam wielkim uśmiechem.
Szliśmy rozmawiając.
- Cieszę się, że znalazłem przyjaźń na całe życie. - powiedział w pewnym momencie.
- Całe?
- Aż do śmierci. - przytuliliśmy się jak prawdziwi przyjaciele.
Spojrzałam mu w oczy. Ujrzałam dwa, piękne brązowe guziki. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, kiedy ujrzałam wielki zegar i godzinę.
- Już 11:30?! Jorge, nie zdążę!
- Zdążysz.
- Jak możesz być taki spokojny?
- Spójrz mi w oczy. - powiedział, a ja uczyniłam co kazał - jesteś ze mną, a razem damy radę.
Po chwili on złapał dorożkę.
- Przepraszam, mogę pożyczyć powóz? - zapytał szatyn.
Po chwili pędziliśmy uliczkami Buenos Aires.
- Jesteś szaleńcem! - krzyknęłam.
- Tak mawiają. - zaśmiał się.
Po chwili byliśmy już gotowi. Zapakowaliśmy moje walizki do bryczki i udaliśmy się na lotnisko.

- Tini! - usłyszałam głos z niewielkiej odległości. Ujrzałam dziewczyny - Mechi, Lodo, Albę i Cande.
- Dziewczyny, co wy tu robicie?
- Przyszłyśmy się z tobą pożegnać przyjaciółko.
Nie mogłam już. Popłakałam się. Płakałyśmy wszystkie.
- Dziękuję. - przytuliłyśmy się po raz ostatni.
Odwróciłam się. Stał tam mój Jorge.
- A za tobą będę tęskniła chyba najbardziej. - powiedziałam. Przytuliłam go, a po moim policzku spłynęła kolejna łza. Jednak tym razem nie była to łza ze wzruszenia. To była łza spowodowana smutkiem.
- Hej, Tinka, nie płacz! - kciukiem zdjął mi łzę - przecież niedługo znów się zobaczymy.
- Niedługo? - zapytałam spoglądając na niego.
- Przecież mamy całe życie. Na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy. A poza tym jest telefon, skype, facebook... - przytuliłam go najmocniej jak umiałam.
- Nie zapomnij o mnie, proszę. - powiedziałam, jednak tak ciężko mi to przechodziło przez gardło.
- Nigdy nie zapomnę. Przysięgam.
" Pasażerowie lotu do Madrytu proszeni są o przejście do samolotu. Lot rozpocznie się za 10 minut."

Stałam i machałam. Machałam wszystkim. Mechi, Albie, Lodo, Cande... ale przede wszystkim Jorge. Bo to dzięki niemu te wakacje były takie wyjątkowe. Już miałam wejść na schodki prowadzące do wielkiej maszyny, kiedy poczułam, że ktoś łapie mój nadgarstek. Po raz kolejny ujrzałam twarz Jorge.
- Nie zapomniałaś o czymś? - zapytał.
- Nie. - przytuliłam go. Odsuwając się od niego, zrozumiałam, że to koniec. Już go nigdy nie zobaczę. I wtedy coś we mnie pękło. Zbliżyłam się lekko, i pocałowałam go. Jednak teraz nie był to policzek, tylko usta. Zaczęło we mnie krążyć tysiące myśli 'coś ty zrobiła', 'lepiej uciekaj'.
- Przepraszam, nie powinnam... Zapomnij o mnie... - odwróciłam się, kiedy po raz kolejny poczułam dotyk na nadgarstku.
- Nawet gdybyś bardzo chciała, to ja nigdy nie zapomnę. - powiedział i po chwili to on mnie pocałował. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, ale jednocześnie zrozumiałam, że będzie nas czekała ciężka rozmowa podczas kolejnego kontaktu.
- Żegnaj - powiedziałam i lekko pocałowałam jego policzek. Spojrzałam po raz ostatni na dziewczyny. Machały mi i pokazywały kciuk w górę.
Weszłam do samolotu. Posłałam buziaka w stronę mojego  chłopaka.
- Adios, Argentina...


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
AWWW! Tak pocałunek Jortini ♪
Jestem z siebie dumna :3
Przepraszam, że tak długo czekaliście na rozdział. Postaram się napisać kolejny już jutro, a przynajmniej zacznę. Bo tego pisałam 3 tygodnie xd

Mrs. Blanco



Chat~!~